Jak wiadomo, każdy samotny samiec (a już w szczególności taki, który nie chce być sam) czasem odczuwa potrzebę poznania osobnika płci przeciwnej. Również i mnie to dopadło. Była zima, mróz siarczysty, w pubie panowało przyjemne ciepełko, od razu przy wejściu obrałem kurs na bar. Kufel złocistego nektaru lał się przyjemnym strumieniem w gardło, z chwilami przerwy na komentowanie wyczynów sędziego w telewizorze za pomocą dość niecenzuralnych zwrotów. Jakoś w okolicy trzeciego tankowania dosiadła się do mnie kobieta, lat około 30, przeciętnej urody (w rzeczywistości pewnie była brzydka, ale po trzech mocnych świat pięknieje;D ). Jako że właśnie na poszukiwanie samicy się wybrałem, postanowiłem poczekać na rozwój wydarzeń. Nawiązał się dialog, najpierw o wszystkim i niczym, następnie zszedł na temat sportu, samochodów, by ostatecznie zahaczyć o temat... finansów. Pierwsza myśl – blachara! Od słowa do słowa okazało się jednak, że pani jest przedstawicielką znanej firmy udzielającej pożyczek na lichwiarski procent. Cwana bestia, ubrana w wielki dekolt i mini do pół d... bajerowała podchmielonych kolesi, aby podpisali dokumenty potwierdzające zaciągnięcie pożyczki. Na szczęście moja lampka ostrzegawcza z napisem „zabij albo spierniczaj” zapaliła się w porę. Chwyciłem długopis, złożyłem podpis, śmiejąc się pod nosem, i ruszyłem chwiejnym krokiem po kolejny kufelek. Pani bardzo się ucieszyła i przysiadła do następnego typa.
Na umowie podpisałem się „Jurand ze Spychowa”.
Żałuję tylko, że nie widziałem jej miny, gdy to odkryła. ;)
Dodaj anonimowe wyznanie
Jeśli mówisz w taki sposób w jaki piszesz, to pewnie jeszcze długo będziesz tym samotnym samcem z pierwszego zdania...
Ehhh kurczę nie wiem jak Ci to powiedzieć żuczku złocisty, ale nie tak się podpisuje umowy na pożyczki. Przede wszystkim nawet w lichwie typu jakieś Bociany i inne musisz podać dane dokumentu tożsamości ... wiesz tego takiego plastiku gdzie nie masz napisane "Jurand ze Spychowa".
Na całą resztę tekstu spuszczę łaskawie zasłonę milczenia.
Nie widzę problemu- autor wpisał dane z kosmosu. Można oczywiście ująć to w opowiadaniu, ale znacznie ucierpi akcja i dramaturgia.
No tak, bo na umowie wystarczy podpis i jest ważna. Innych danych być nie musi. Dzieciaku, lekcje odrabiać a nie fantazjować...
Zapewne nadal jesteś samotnym samcem.
Dopiero po wytrzezwieniu zobaczyłeś swoją minę kiedy odkryłeś że podałeś prawdziwy numer dowodu.
Wyznanie, które mogłoby się zamknąć w dwóch zdaniach.
"Byłem w knajpie, gdzie zaczepiła mnie cycata blondyna, która jak się okazało reprezentowała lichwiarzy i naciągała pijanych gości na kredyty. Udawałem, że dałem się nabrać i podpisałem się jako Jurand ze Spychowa."
THE END.
Może tego Juranda tylko ty pamiętasz, w rzeczywistości złożyłeś swój podpis, a z pewnością twoim charakterem pisma...
Ale zanim się podpisałeś to już wszystkie dane podałeś, tak? Więc oni sobie to sami przepiszą na czysty wniosek i jakąś parafkę strzelą.