#3cf89
Mój jedenastoletni syn od kilku lat nudził nam z mężem o zwierzę. Nie mam nic przeciwko psom ani kotom, ale nigdy nie chciałam ich mieć - pracuję zdalnie, mąż rzadko bywa w domu, więc znaczna większość obowiązków spadłaby oczywiście na mnie, a ja zwyczajnie nie miałam na to ochoty. Ale że syn był bardzo zdeterminowany i jednak powoli przestawał być dzieckiem, zdecydowaliśmy z mężem, że jeżeli to on będzie się psem zajmował, to możemy przygarnąć nowego członka rodziny. Zanim zaczęliśmy wybierać, wzięliśmy syna na rozmowę, gdzie dobitnie dałam mu do zrozumienia, że pies będzie jego odpowiedzialnością, i czy jest gotowy na wychodzenie na spacery kilka razy dziennie, sprzątanie po nim i inne tego typu codzienne sprawy. Syn rozpromieniony, oczywiście potakiwał ochoczo i obiecywał, że będzie robił wokół psa wszystko. Powiedziałam też, że jeżeli z obowiązków nie będzie się wywiązywał, pożegnamy się z psem. Także przytaknął.
Zapewne domyślacie się dalszej części historii. Syn po kilku tygodniach zaczął kompletnie lekceważyć obowiązki. Nie przychodził do domu o określonych porach, wysyłał lakoniczne SMS-y, że siedzi u kolegi i będzie tam do późna, niemal co rano wstawał tuż przed wyjściem do szkoły i kiedy przypominałam mu o wyjściu z psem, dostawałam tylko oburzone okrzyki, że chcę żeby się spóźnił do szkoły i że przecież widzę, że on nie ma czasu. Byłam wściekła, bo tak jak się spodziewałam, cała opieka nad psem spoczęła na moich barkach. Mąż na początku wstawiał się za synem i mówił mi, że przesadzam, ale odkąd zasugerowałam, żeby po dziesięciogodzinnej zmianie to on wychodził na spacer z psem, to zrozumiał mój punkt widzenia. Wzięliśmy syna na poważną rozmowę, przypomniałam mu, że nie taka była umowa i że obietnic należy dotrzymywać. Od nowa zaczął obiecywać, że teraz na pewno się poprawi. Postawiłam sprawę jasno - jeszcze jeden wybryk w ciągu najbliższych dni i żegnamy się z psem. Syn wyraźnie sądził, że blefuję, bo już dwa dni później nie informując mnie wcześniej został u kolegi aż do wieczora, po powrocie reagując na moje słowa wzruszaniem ramionami.
Następnego dnia z mężem zaczęliśmy szukać domu dla naszego psa. Prawie od razu zgłosiła się młoda para, na początku po usłyszeniu historii trochę się zaniepokoili, że za kilka dni możemy zachcieć psa z powrotem, ale zapewniłam ich, że na to nie ma szans. Stwierdziłam, że muszę być konsekwentna.
Syn zareagował na wiadomość bardzo źle, nazwał mnie potworem. Przesyła mi zdjęcia z internetu, że psy to nie zabawki, że to żywe istoty i trzeba brać za nie odpowiedzialność, kiedy już znajdą się pod naszym dachem. W swoim zachowaniu nadal nie widzi nic złego.
Z jednej strony fajna nauczka, ale jednak nadal troszkę szkoda mi psiaka. Chociaż patrząc na to, że u was czułby się jak wyrzutek albo niepotrzebna zabawka to dobrze postąpiłaś. Tamta para pewnie odpowiednio zaopiekuje się pieskiem i wyjdzie mu to na dobre. :)
Tutaj akurat zdecydowanie nie szkoda psa, bo trafił do dorosłych ludzi, którzy go chcieli. Ma u nich o wiele większą szansę na bycie zdrowym i szczęśliwym ;)
Prawda jest taka, że każdy myślący dorosły wie, że pies w domu to jego odpowiedzialność, niezależnie od tego, jakie "umowy" zawiera ze swoim dzieckiem. Trzeba było na przykład ustalić, że dziecko wychodzi zawsze na spacery rano i dba o to, żeby pies miał zawsze wodę w misce. To jest nauka odpowiedzialności na miarę możliwości dziecka. Jak bierzesz psa, to bierzesz go dla siebie, bo TY jesteś dorosły i podejmujesz decyzje w tej rodzinie, a oczekiwanie, że jedenastoletni dzieciak weźmie na siebie wszystkie obowiązki i całą odpowiedzialność za tak wymagające zwierzę, jakim jest pies, jest głupotą i brakiem odpowiedzialności ze strony dorosłych
@agathe prawda jest taka że 11latek jest juz na tyle dorosły żeby przestrzegac tego co było mówione jeśli chodzi o opiekę nad zwierzakiem. Więc skoro zobowiązal się do opieki nad własnym pupilem to niech się stosuje do umowy. Jak ma się nauczyć odpowiedzialności będąc wyręczany przez rodziców bo On jest u kolegi i nie chce wracać żeby psiaka wyprowadzić na spacer. To chyba coś nie tak tutaj
No nie każdy jedenastolatek jest na tyle dorosły i nauczony odpowiedzialności. Trzeba było mu najpierw dać do wyprowadzania samą smycz i nauczyć, co się robi przy psie, zamiast postawić przed faktem dokonanym. No ale czasu się nie cofnie, szkoda tylko psa i dzieciaka, że ma takich nieodpowiedzialnych rodziców
Jedenastoletnie dziecko wstaje z łóżka przed szkołą o której mu się podoba, wraca do domu kiedy chce, a nie o ustalonych porach, samowolnie zostaje u kolegi do wieczora, nie informując(!?) o tym wcześniej, nie wspominając o zapytaniu rodziców o zgodę, a po powrocie wzrusza ramionami? Co trzeba robić, żeby takie coś miało miejsce? I co trzeba mieć w głowie żeby w ogóle przyjąć założenie, że tak zachowujący się mały dzieciak będzie w stanie wypełnić obowiązki, które (nie czarujmy się) czasem dorosłych ludzi przerastają?
Byłaby to sytuacja jakich milion, bo każde dziecko, które chce mieć w domu zwierzę, w teorii aż się pali do zajmowania nim, natomiast w praktyce różnie z tym bywa - takie są dzieci! Tylko zazwyczaj rodzice mają tego świadomość i albo biorą zwierzaka z założeniem, że ten obowiązek (przynajmniej częściowo) spadnie na nich, albo decydują się na zwierzę jak najłatwiejsze w obsłudze, na miarę dziecięcych możliwości. Na początek najczęściej jakieś gryzonie, ewentualnie kot, z którym nie trzeba wychodzić z domu kilka razy dziennie, a jedynie sprzątać kuwetę, karmić i bawić się z nim. Mierzmy siły na zamiary... Dlaczego tu, "na próbę", wybrany został akurat pies - zwierzę najbardziej absorbujące, wymagające najwięcej opieki i najmocniej wiążące się z człowiekiem - nie jestem w stanie zrozumieć. I tu był Wasz błąd, nie dziecka, już w samym założeniu.
Szanuję za rozmowę, za tłumaczenie i konsekwentne postępowanie. Bardzo nie szanuję za potraktowanie psa jak przedmiotu, pomocy dydaktycznej do nauki o zależnościach przyczynowo-skutkowych. Nie wiem co jest z tym dzieciakiem, że mimo takiej akcji na szeroką skalę dalej nie załapał, ale chociaż tyle dobrze, że nie uznał, że takie podejście do zwierząt jest w porządku.
Mam córkę w tym wieku, nie wyobrażam sobie żeby robiła co chciała, wychodziła gdzie i kiedy chce. Oczywiście nie zabraniam jej wychodzić ( w miarę rozsądku), ale jednak zawsze mnie informuje gdzie idzie, jeśli gdzieś dalej pyta o zgodę. Godziny powrotu również są ustalone. Niedługo będą płakać, bo dzieciak wejdzie im na głowę (już zaczyna) i będą zdziwieni, dlaczego ich nie słucha.
Wstawanie to jeszcze zrozumiem, przecież matka nie będzie go budzić do 18stki. Ale niezapowiedziane i nieskonsultowane z rodzicami wyjścia "do kolegi" do późnego wieczora? I matka ani razu nie stwierdziła- wracaj do domu natychmiast, masz psa pod opieką? I nie wyciągnęła konsekwencji z jego niepowrotu do domu?
#ad 13: komentarz z punkt:)
Dlatego rodzice (w koncu dorośli!) powinni nakładać na dzieci takie obowiązki, które będą mogli unieść. Racjonalnie oceniać to co dziecko potrafi, a nie tylko wierzyć w zapewnienia.
Nóż mi się otwiera jak pomyślę, że psiak mimo wszystko czuł się dobrze w rodzinie, a potem został tak po prostu oddany (właśnie jak rzecz), bo autorka radośnie postanowiła, że umywa ręce od opieki nad nim.
Ja jak mialam 12 lat i pies złamał noge to wzielam go sama autobusem zawiozlam na drugi koniec miasta do weterynarza, z powrotem jak byl po narkozie też z nim wróciłam sama mimo że rece mi odpadaly a z przystanku do domu mialam dodatkowe 20min na piechotę. Bylo lato. Na samo leczenie wydalam ostatnie 500 zl, ktore zostalo mi z komunii, bo nie mialam potrzeby kupowac sobie za to zabawek, szanowalam pieniadze. Kieszonkowego nie dostaaalam nigdy, wiec byly to doslownie moje ostatnie pieniadze. Więc jeśli dziecko chcce, to moze.
Odsyłaj mu te obrazki z powrotem, może coś z nich zrozumie 😉
Albo linki do artykułów o odpowiedzialnej opiece nad psem- np. karmieniu, spacerach, sprzątaniu itp.
Na to już za późno, trzeba było mu te linki podsyłać zanim się wzięło psa, a nie liczyć na to, że dzieciak sam będzie wiedział, jakie obowiązki się wiążą z posiadanie psa
Może zostanę zjechana, ale widzę tu twoje błędy, za które zapłacił pies. Mogłaś się spodziewać, że dziecku szybko znudzą się obowiązki i opieka spadnie na ciebie. Skoro nie chciałaś psa, nie powinnaś się na niego zgadzać. Wybacz, jeśli cię to urazi, ale wychowywanie dziecka nie polega na uleganiu mu w tak poważnych kwestiach.
Autorko, to przede wszystkim Ty zachowałaś się nieodpowiedzialnie i karygodnie. W ogóle nie chciałaś mieć psa, ale uległaś synowi. Zgodziłaś się, by dziecko! było w pełni odpowiedzialne za żywą istotę. 11 lat to zdecydowanie za mało, by nakładać taki obowiązek. Każdy rozsądnie myślący dorosły wie, że dziecko może tylko pomagać w opiece nad zwierzakiem (w mniejszym albo większym zakresie), ale odpowiedzialność spada na dorosłego (chociażby chodzenie do weta, płacenie za utrzymanie...). Jak widać nie umiałaś nawet prawidłowo ocenić możliwości syna, skoro tak szybko przestał się opiekować psem.
Wszystko wygląda tak, jakbyś specjalnie wzięła psa wiedząc, że syn nie będzie się nim opiekował, aby potem go oddać i na zawsze mieć z głowy problem z prośbami o zwierzaki.
Szkoda psiaka, bo nie zrozumiał na jaką beznadziejną rodzinę trafił.
A moim zdaniem wyciągnęła konsekwencje z wcześniejszych ustaleń. Każde dziecko chcące zwierzaka zapiera się, że będzie się nim opiekowało i bez wykrywacza kłamstw nie sprawdzisz intencji. Ba, one nawet mogą być szczere w momencie deklaracji, a potem okazuje się, że na niewiele tego zapału starczyło.
Można tez było zrobić to, co ktoś tu zaproponował, niech "zaopiekuje się" najpierw pluszowym psem (wstawanie o 6 rano,, by wyjść na spacer) lub choćby czymś w stylu Tamagotchi przez miesiąc, 2, pół roku, a dopiero potem żywy pies.
Ale mimo tych wszystkich "umów" ja nadal widzę tu głównie winę dorosłych. To dorośli podejmują decyzję, żeby kupić psa, więc to oni powinni być świadomi, że pies to będzie ich odpowiedzialność. Mogli zrobić tak, jak piszesz, senna (kazać dziecku karmić i wyprowadzać codziennie na spacer jakiegoś pluszaka albo smycz), ale tego nie zrobili, co było pierwszym poważnym błędem ZE STRONY DOROSŁYCH. Dziecko albo nastolatek, którzy nigdy nie mieli psa w domu nie wiedzą, ile przy psie jest pracy. Mogli ustalić, które konkretnie obowiązki przejmie dzieciak, a nie mówić po prostu "Ty musisz robić wszystko". Mogli wziąć jakieś mniej wymagające zwierzątko. Dzieciak nie poradzi sobie sam z psem. Pies to zajęcie dla całej rodziny.
Wiesz co? W 1992 roku miałem 9 lat. Zawsze uwielbiałem zwierzęta latające (tak ptaki) Rodzice kupili ma pod choinkę papugę. Na oko 2-latnia. Wredna do samego końca ale ani mi przez myśl nie przeszło olać jej. Przez lata rozrosłą się nam hodowla i w dobrych czasach mieliśmy 8 par, a z potomstwem pond 50 osobników. Ptaki same na siebie zarabiały i ciut ratowały nam budżet w tamtym czasie. W 2013 roku na przełomie listopada i grudnia mój pierwszy papug odszedł. Niestety byłem w delegacji zagranicznej i dowiedziałem się przez telefon. Z hodowli zostało nie wiele, bo po zmianie mieszkania sąsiedzi zmusili ans do redukcji liczebności, więc nalazły nowy dom. Zostało nam na dzień dzisiejszy 5 papug. 3 kaleki oraz dwie w pełni sprawne papugi. W tym syn mojej pierwszej papugi. Dziś ma 19 lat. Najmłodsza papuga ma 13 lat. Nie planujemy już więcej papug ale or dziecka do teraz zawsze byłem odpowiedzialny i choć przy dzisiejszym nawale pracy, robota przy nich jest uciążliwa, to nadal to robię, bo do tego się zobowiązałem 28 lat temu... Aha, nie wiem co to wychowanie bezstresowe. Jestem dzieckiem starych czasów, gdzie za poważne przewinienia po prostu dostawało się lanie. Nie specjalnie mam z tym problem. Uważam, że wyszło mi to na zdrowie
11-latek powoli przestawal byc dzieckiem?
Daliscie mlodemu za duzo swobody (wstaje kiedy chce przed szkola, nie wraca do domu, nie informuje was o swoich planach) i uznaliscie, ze olbrzymi obowiazek bedzie dla niego dobry? 🤣 dzieciom nie kupuje sie zwierzat, jesli samemu nie chce sie o nie zadbac. Kazdy zwierzak to obowiazek i mozna uczyc dziecko dbania o nie, ale nie oczekiwac, ze ono zajmie sie zwierzeciem w 100%.
Dobrze, ze znalazlas mu inny dom. Ale jak twoj syn za jakis czas bedzie chcial chomika to jednak zastanow sie, czy ma to sens.
Sory ale dla mnie jesteś nieźle szurnięta.
Syna można było inaczej karać i pilnować, a nie kosztem psa. W dodatku szczerze gdyby jakiś domownik siedział akurat w domu, a dziecko by siedziało u kolegi to taki problem żeby wyjść czasem za niego? :I
Jeśli aż tak naginał to można było zamarkować oddanie psa, dla mnie to dziecko się nauczy tylko, że "z matką się nie zadziera" i tyle :| trochę kiepsko pod każdym względem, a Twoje błędy wychowawcze odpokutowuje pies. Ta "konsekwencja" w tym przypadku jest chora, ale to moja osobista opinia.
I pies i dziecko* odpokutowuje, bo myślę że psu może być nawet i dobrze w nowym domu. Ale już jakaś relacja się nawiązała.
Słabo.
Taaa zwłaszcza jakby oddała mu psa, to by odkrył, że "z matką się nie zadziera".
Podpisuje się pod tym, nic dziwnego że dziecko jest nieodpowiedzialne, jak na wzorzec ma takich rodziców.
(oczywiście, że dla psa lepiej w innym domu, ale jednak takiej sytuacji jednak nigdy nie powino być)
#Hiholatek - jak bardzo dziecko nie byłoby odpowiedzialne, na pewno nie jest na tyle dojrzałe i mądre, by w pełni brak odpowiedzialność za drugie życie. Bo czy taki 11 latek wie np. jak karmić psa (ile?, czym?). Jakby pies kogoś pogryzł to matka też umywałaby od tego ręce? Albo jakby sam zachorował to co, dzieciak płaciłby za leczenie z kieszonkowego? No nie!
To właśnie dlatego nie można obarczać dziecka pełną odpowiedzialnością za zwierzaka. Sama już nie wiem czy autorka wykazała się głupotą, ignorancją, brakiem odpowiedzialności (nomen omen) czy może wszystko razem?
#WalnieteWariatka: w sumie to odpowiedziałam na pytanie autorki zadane na wstępie: "Dlaczego oddałam psa?"
@WalnieteWariatka ta, napisałem o tym w drugim komentarzu, że dziecko nawet nie ma doświadczenia w zajmowaniu się żywym zwierzęciem i powinni się wszyscy domownicy nim zajmować (wtedy też pokazać dziecku jak się opiekować psem). Autorka wydaje się w wyznaniu być dumna z tego co zrobiła (ja to tak odebrałem na zasadzie ,,nie będę się cackać z synem, więc mu pokażę" jednak zamiast pochwalenia się, wykazała się głupotą. Swoją drogą, spoko rodzinka... matka opisuje w internecie krytycznie swojego syna jaki to on nieodpowiedzialny jest. Podczas, gdy sama pokazuje, że jest taka sama.
#Hiholatek: mi też się wydaje, że autorka jest z siebie zadowolona, że jest taka konsekwentna, że nie dała się wrobic w dniu psa itd.
Może było tak, że do tej pory tylko groziła, że coś zrobi i na tym się kończyło, dlatego syn nie brał jej słów na poważnie. Teraz postanawila, że będzie twarda i syn się zdziwil.
Zwykła rozmowa nigdy nie wystarczy. Należało najpierw kupić smycz, żeby codziennie o 6 rano wychodził "na spacer". Jakby się wywiązał to wtedy zgoda, kupić mu psa.
Aczkolwiek okej, postąpiliście słusznie, pies ma (miejmy nadzieję) fajny dom pełen miłości i będzie mu się żyło wspaniale.
Nie jestem fanem tego typu rzeczy (mi samemu serce by pękło), ale jestem w stanie zrozumieć, dlaczego tak postąpiliście.
Mogli rozpisać konkretnie, co trzeba robić, jak ma się psa w domu, podzielić dokładnie obowiązki (ty wychodzisz z psem przed szkołą i pilnujesz, żeby miał pełną miskę, mama idzie z psem po południu, tata wieczorem i go kąpie), a nie powiedzieć tylko "pies jest twój i ty się nim zajmuj". To chyba jasne, że dzieciak, który nigdy nie miał jeszcze psa, nie będzie umiał się nim dobrze zająć. Pies jest głównie odpowiedzialnością dorosłych, którzy przecież podejmują sami ostateczną decyzję, żeby go wziąć i ponoszą koszty. Poza tym wszystkie obowiązki związane z psem to zdecydowanie za dużo jak na dziecko.
Piszesz, że psy to nie zabawki a sama waszego psa tak potraktowałaś, został dla ciebie narzędziem do dania synowi nauczki. Nie mieści mi się w głowie, że podchodzisz do tego co zrobiłaś z niejaką dumą. Syn ewidentnie ma zbyt dużą swobodę, to jeszcze dziecko a robi co chce, wstaje o której chce, wychodzi i wraca kiedy chce. Przypuszczam, że wkrótce stracisz nad nim jakąkolwiek kontrolę
Ej no sorry, ale nie zamierzam wychwalać twojej decyzji. Jeśli pierwsze co ci przyszło do głowy jest oddanie zwierzaka, bo twój syn się nim nie zajmuje, to znaczy że nigdy nie byliście gotowi na psa. Tak się spraw w kwestii zwierząt nie rozwiązuje, albo bierzecie WSZYSCY odpowiedzialność, albo nikt nie bierze i nie macie zwierzaka proste. Wy tymczasem całą odpowiedzialność zwaliliście na chłopca, który (przypuszczam) nie miał wcześniej doświadczenia w byciu odpowiedzialnym za żywe zwierzę. Jako rodzice powinniście pokazać wspólnie, że teraz macie psa i trzeba się nim zajmować, wszyscy, a nie jedna niedoświadczona osoba. No sorry, syn postąpił nieodpowiedzialnie, ale nie jest jedyną osobą, która taka jest w tej rodzinie. Przynajmniej tyle, że pies nie był u was długo, to nie zdążył się przyzwyczaić.