#3ah98
Przychodzisz rano i zaczynasz od kawy. Na dzień dobry sprawdzasz, czy ludzie, którzy zobowiązali się wpłacić jakąś kwotę do dnia wczorajszego to zrobili. Oczywiście 50% tego nie zrobiło. Wściekasz się i pomstujesz, że to banda (......), która łamie po raz e-nty dane słowo. Zerkasz na biurko i patrzysz, co Ci dołożono. Wychodząc wczoraj o godz. 16:00 zostawiłeś na nim tylko 4 teczki akt. Dzisiaj leżą tam dwa stosy do obrobienia. Włączasz komputer, a sekretarka łączy do Ciebie jakiś drących się ludzi, którzy uważają, że jesteś panem na ch... i k.... Często wykrzykują Ci to w ucho. Tłumaczysz kolejnym rozmówcom ciągle to samo, dlaczego zajęto wynagrodzenie, rachunek bankowy, czy wierzytelność. Padają święte pytania:
- Ale panie komorniku, za co? Jakie długi? Jak powstał ten dług?
- W 90% odpowiadasz, że nie masz pojęcia, bo z tytułu nie wynika czym jest spowodowane zadłużenie.
Jeszcze przed śniadaniem jak wypadnie na Ciebie przyjmowanie interesantów, obrobisz kilku dłużników. Jak masz pecha przyjdzie 1-2 meneli i pora śniadaniowa przesuwa się wprost proporcjonalnie do kwadratu czasu spędzonego na wietrzenie pokoju. W międzyczasie ktoś wpada do twojej kwatery pytając, czy masz takie i siakie akta, bo nigdzie ich nie można znaleźć, a ty 5 dni temu przebywałeś w danej sprawie jako ostatni.
Po śniadaniu przeglądasz zastane teczki, decydujesz co dalej z nimi zrobić. Następnie przypominasz sobie, iż masz XYZ pilnych spraw, bo obiecałeś czynności terenowe na wczoraj. Szykujesz sprawy na teren i przypominasz sobie o tych 50% kłamczuszków, co nie wpłacili umówionej kasy. Dzwonisz bądź zabierasz teczki ze sobą. Ruszasz w teren. W głowie układasz trasę, aby nie krążyć po 20 km. Połowy ludzi nie zastajesz, 25% to meliny i zastanawiasz się, czy przeszły na Ciebie robaki bądź czy pijany domownik będzie się awanturował. Kolejne 25% to w miarę normalne gospodarstwa domowe. W terenie jak to w terenie, jak dłużnicy nie płacą zajmujesz ruchomości (czasami odbierasz). Bywa, że jedna wizyta trwa 1-2 h, kończy się z Policją i awanturą. Wracasz do kancelarii, porządkujesz sprawy lub zostawiasz to na jutro - dzień bez terenu (uzupełnisz papierologię). Znowu telefony, interesanci i czasem ciekawe dziwne przypadki egzekucyjne.
To dzień asesora/aplikanta II rocznego.
Są też pracownicy typowo biurowi oraz asesorzy/aplikanci pracujący tylko w kancelarii. Ich praca jest niezbędna, ale nie zapewnia takich emocji i kontaktu z drugim człowiekiem.
Mimo wszystko - lubię moją pracę.
Oczywiście jest to bardzo uproszczony opis wręcz poetycki, gdyż każdy dzień w kancelarii komorniczej jest inny.
Witamy w dorosłości
Fajny opis ;)
Wydaje mi się, że opinia o komornikach w społeczeństwie wynika z faktu, że mają dość sporą władzę wobec przeciętnego obywatela i niektórzy jej nadużywają. Pamiętaj, że z dużą władzą wiąże się duża odpowiedzialnośc ;)
Właściwie myślę, że złą opinię robią im po prostu krnąbrni dłużnicy. Jestem zwolenniczką ugodowego rozwiązania sporów, wielokrotnie próbuję rozwiązać coś ugodowo, ale jak ktoś obiecuje i obietnic nie dotrzymuje, to niestety wniosek o egzekucję idzie do komornika i dopiero wtedy się zaczyna: wyzywanie od złodziei, obrażanie, etc., a o tym, że dawałam wiele szans na spłatę to nagle nikt nie pamięta.
No nie, w pracy trzeba wykonywać swoje obowiązki, nie ma jak zjeść śniadanka, straszne.
A czego się spodziewałeś, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie? Przecież powszechnie wiadomo, że komornicy czy kanary w komunikacji miejskiej mają najbardziej przejebane (przesrane byłoby za lekko).
Fajne wyznanie, takie inne:)
Ale oczywiście bez opryskliwości ze strony użytkowników nie mogło się obyć. Zluzujcie poślady ludzie.
Jak to czytam to widzę beżową lamperie do 140cm na ścianach, linoleum na podłodze, meble w kolorze czereśniowego brązu i stare, kwadratowe, przykurzone monitory.
Zazwyczaj ludzie, którzy mają długi to oszuści
Mamy współczuć?
Było się kształcić w innym kierunku.
Ale po co, skoro lubi swoją pracę?
To nie jest temat na wyznanie. Nie ma tu nic, czego byśmy się nie spodziewali.