#3NDoR
Fajnie, że się troszczy, ale troszczy się tylko szef, bo gdy inne kobiety z jej pracy dowiedziały się o tym, że jest w ciąży i nie poszła na L4, to zaczęła się masakra.
Nie było dnia aby nie usłyszała, że nie dba o dziecko, niektóre mówiły jej nawet, że chce je zabić, sytuacja z dnia na dzień była gorsza. Była z tym u szefa, ale on stwierdził, że nie ma wpływu na to co inni mówią, jedyne co mógł zrobić, to pozbawić premii za ostatni kwartał owe miłe panie.
Żona wytrzymała tak 2 tygodnie, sam radziłem jej iść na to L4, widząc jak dzień w dzień wraca zapłakana z pracy.
Tak właśnie kobiety, zachowując się najgorzej jak tylko mogły, pokazały jakie są i na co zasługują.
A Twoja żona pozwala by inni kierowali jej życiem...
A miała w trakcie ciąży narażać się na niepotrzebny stres?
Tym niemniej Xanx ma rację
Kobieta kobiecie największym wrogiem. Dlatego nie mam koleżanek.
napisałam tutaj kiedyś coś w podobnym tonie, ponieważ mam takie samo zdanie. wylała się na mnei fala hejtu, że na pewno to ze mną jest coś nie tak skoro z żadną dziewczyną nie umiem się przyjaźnić i mam o swoich byłych "przyjaciółkach" na których się zawiodłam jak najgorsze zdanie. nie muszę mówić, że zlinczowały mnie inne dziewczyny:)
@oldhighhat to najwyżej teraz wyleje się i na mnie i na Ciebie :) ja ogólnie nie mam złego zdania o kobietach. Zwyczajnie lepiej dogaduję się z facetami. Nie ma w nich tyle fałszu.
Niestety bardzo stereotypowe myślenie, poznałam wielu facetów którzy byli płotkarzami, kłamcami i manipulantami. Wcale nie są mniej czy bardziej fałszywi od kobiet, wszystko zależy od człowieka.
Wszystkie przykrości, których doznałam w ciąży i z dziećmi, były od kobiet.
Powiem to, co zawsze - osoby, które tak mówią, stanowią największy problem w koleżeństwie. To nie inne kobiety są problemem, tylko Wy.
Również dogaduję się lepiej z płcią przeciwną, ale to nie kwestia tego, że któraś płeć jest gorsza, a bardziej o dynamikę relacji. Nie budujcie sobie, panie, takiego muru na inne, nierzadko fajne (i nierzadko fajniejszy niż Wy) dziewczyny, bo się przejedziecie, a takie gadanie brzmi po prostu irracjonalnie. A skoro już wybieracie stronę antyżeńską (a to ironicznie w cholerę), to dobrej zabawy, i naprawdę nie ma potrzeby generalizowania. Znam podobną ilość jadowitych kobiet co mężczyn. Zawsze wydawało mi się, że to jakaś forma ułomności, by oceniać ludzi tak łopatologicznie, i ze względu na takie rzeczy jak płeć, a już szczególnie kiedy tę szufladę również dzielimy. No czarna magia.
A ja też nie mam koleżanek. I nigdy nie potrzebowałam "babskich plot", na propozycję kawy na mieście od dziewczyn z pracy od razu mówiłam, że ani nie potrzebuje ani mi się nie chce. Ale ja zwyczajnie nie lubię tych wszystkich interakcji...
@ruda781
No bo nie chodzi o sam fakt, że się koleżanek nie ma, tylko o to, że CarolinaReaper i oldhighhat są pick me girls, które uważają, że tylko one są wyjątkowe (co jest śmieszne już na starcie, bo są już takie dwa super wyjątki), a reszta kobiet to zołzy. ;)
@CarolinaReaper, najpierw piszesz, że "kobieta kobiecie największym wrogiem", a później, że ogólnie nie masz złego zdania o kobietach. To się gryzie.
Mam dwie kumpele, ale przyjaciółkami ich nazwać nie mogę. Poza nimi nie utrzymuję kontaktu z innym kobietami. Nie dlatego, że "wolę trzymać z facetami". Po prostu od dziecka mam więcej przyjaciół i kolegów, bo tak się jakoś złożyło. Jestem otwarta na nowe znajomości z kobietami, ale mi to nie wychodzi. I kiedy mój kolejny kumpel powiedział do mnie już któryś z kolei raz "chłopie" to zaczęłam rozkminiać, że może ja po prostu zachowuję się zbyt męsko i to odstrasza kobiety z którymi przebywam w towarzystwie, np. na imprezie.
Przypomniało mi się jeszcze jak na jakiejś większej posiadówce podałam na zapoznanie rękę jakiemuś facetowi. Powiedział "ale masz męski uścisk". Trochę się zdziwiłam. Jeszcze bardziej się zdziwiłam, kiedy jakiś czas później ta sytuacja powtórzyła się z innym gościem.
Lekko napięta atmosfera w tym wątku, więc stary jak swiat suchar na rozluźnienie:
Czemu na babskim wieczorze koleżanki milczały?
Bo przyszły wszystkie i nie było o kim rozmawiać
Prawdopodobnie te kobiety zachowywały się w ten sposób, bk same podczas ciąży były lub planowały zwolnienie. I mnóstwo kobiet mimo dobrego samopoczucia bierze to zwolnienie tylko dlatego, że może. Pewnie "koleżanki" żony bały się o swoje stołki, skoro znalazła się jedna, która nie potrzebowała zwolnienia, to szef może tego zacząć wymagać. Znajoma miała bardzo podobną sytuacje, z tym, że jej ciaża wypadła na początku pandemii i po prostu poszła na home office. Dzięki czemy nie musiała wysłuchiwać życzliwych rad koleżanek i spokojnie sobie popracowała prawie do samego końca.
Niestety zdarza się, że tak to właśnie wygląda.
Właśnie dlatego takie płatne L4, zwolnienia, ulgi, zapomogi są bez sensu. Bo z jednej strony człowiek czuje, że to trochę nie w porządku, że reszta społeczeństwa albo pracodawca muszą się składać na dziecko i szczęśliwe życie pana X i pani Y. Ale z drugiej strony frajerem trzeba być żeby nie skorzystać. Jak dla mnie jedynymi osobami, które powinny ponosić finansowe konsekwencje posiadania dzieci powinni być rodzice, oboje, nie tylko kobieta. Dlatego mamy obowiązek alimentacyjny i nie jest tak, że jak laska zajdzie w ciążę i nie może pracować, to zostaje bez środków do życia. Change my mind ;)
@MaryL
Zgadzam sie, w USA w ogole nie ma macierzynskiego. W UK tez nie ma czegos takiego jak L4. Jak sie zle czujesz to bierzesz chorobowe jak kazdy inny czlowiek i dostajesz za to grosze. Polskie maDki by sie posraly :D
Przecież w Pl jak ktoś się źle czuje i nie może pracować w ciąży, to też dostaje normalne chorobowe, a nie jakieś specjalne ciążowe. Jak w każdym przypadku, kiedy stan zdrowia uniemożliwia pracę. Absolutnie nie popieram wyłudzania L4, ale jeśli rzeczywiście trzeba z niego skorzystać, to trzeba i nikt tu na nikim nie pasożytuje. L4 może wziąć osoba, która pracuje na umowę o pracę, z której prawie połowa to różne daniny dla państwa, więc w dużej mierze człowiek sam sobie sponsoruje te luksusy. Nie ogarniam natomiast myślenia, że to nie fair, że korzystam z czyichś podatków, ale trzeba być frajerem, żeby nie skorzystać przy pierwszej lepszej sytuacji okazji.
@Tilia, nie masz racji w kilku punktach. Chorobowe z powodu ciąży ma kod B i jest na trochę innych prawach. Np można wziąć aż 270 dni i wypłacane jest 100%. A potem jeszcze macierzyński.
Druga sprawa, to do 33 dni L4 ma obowiązek wypłacić pracodawca, a nie ZUS. Czyli pracodawca sponsoruje komuś prawie 2 miesiące ciąży.
Absolutnie nie jest tak, że ludzie sami sobie sponsorują te luksusy. Gdyby tak było, to Zus nie byłby obowiązkowy. Idea jest taka jak przy ubezpieczeniach prywatnych, płaci wiele osób po trochu, żeby potem nieliczni dostali sensowne świadczenie. I tu jest problem, że ubezpieczenie prywatne wykupujesz jak jest szansa, że będziesz musiał skorzystać. A w przypadku ZUS u niektórzy nie skorzystają NIGDY. Bo tak. Ale płacić muszą. Np ja, bo jestem na jdg i mi macierzyński, l4 i inne nie przysługują. A co roku 11 tys do zusu idzie.
Co gorsza ludzie często ściemniają z tym l4, podczas gdy inni naprawdę cierpią, ale l4 im nie przysługuje, np jak tu z kimś już rozmawiałam przy migrenie albo okresie. Ale przy "niezdolności do pracy spowodowanej nadużyciem alkoholu" (kod C) już tak. XD
Dlatego najlepiej jakby zlikwidować ZUS, a za te daniny jak ktoś chce to niech kupuje ubezpieczenie prywatne. Zobaczylibyśmy wtedy ile luksusów niektóre mamusie są sobie w stanie zafundować ;)
Też bym wolała, żeby ZUSu nie było
albo działał inaczej i też z większości zusowych benefitów nie skorzystam (na szczęście). To się nie ma prawa bilansować, bo system był wymyślony dla społeczeństwa rozwijającego się, a w tej chwili jesteśmy starzejącym się. Czyli pomysł opierał się na podobnej zasadzie, o jakiej piszesz - większa liczba osób wrzuca do wspólnego wora, z którego skorzysta mniejsza liczba aktualnie potrzebujących. Problem w tym, że te proporcje między wrzucającymi i potrzebującymi od dawna się nie bilansują, bo zwyczajnie pierwszych jest za mało w stosunku do drugich. Chodziło mi raczej o to, że owe zusowe luksusy w dużej mierze są z moich własnych składek, które odprowadzam latami, a realne koszty w ochronie zdrowia generuję rzadko.
A Twoja żona nie mogła tym babom po prostu dosadnie powiedzieć, że to jej życie, jej ciąża i żeby się nie wtrącały tylko zajęły swoim życiem, że nie życzy sobie żadnych komentarzy na ten temat? Nie wiem jak można dawać aż tak sterować swoim życiem, w dodatku całkiem obcym i obojętnym ludziom...
Chyba nie wszystko z twoją żoną w porządku jeśli ryczy i ucieka z pracy, bo jakieś totalnie randomowe babska jej coś gadają.
Ale w trakcie ciąży kobieta może być bardziej przewrażliwiona niż normalnie. Pamiętam jak moja Mama była w ciąży, chodziło o kwestie urlopowe, moja Mama powiedziała, że nie wie, czy idzie na urlop, czy zwolnienie, bo jest w ciąży. Dostała pytania: jakim cudem jest w ciąży oraz z jakiej racji ma iść na zwolnienie? To były początki ciąży, ale moja Mama uzależniła swoją decyzję od samopoczucia. I została zlinczowana za sam pomysł zwolnienia.
Takie zachowanie wynika tylko z tego, że jak one same były/będą chciały iść na zwolnienie "na ciążę" to szef może się krzywo patrzeć.
Ja też dobrze czułam się w ciąży, ale poszłam na L4 żeby nie stracić na tym finansowo.
W mojej pracy informacja o ciąży była równoznaczna z tym, że muszę przejść na prace 5 dni w tygodniu, a nie jak do tej pory 12h zmiany. Tak więc odpadały dodatki za pracę w nocy, święta i weekendy. I tak przez kilka miesięcy kiedy bym pracowała zarabiałabym około 1000zł mniej. Później macieżyński też mniejszy, bo przecież liczy się ostatnie 12 wypłat...
Mojej znajomej wszyscy mówili, żeby nie szła na zwolnienie (nie było powodu, żeby to robić, ciąża książkowa, a praca lekka i dla niej przyjemna), zwłaszcza, że jej sytuacja w pracy była dosyć specyficzna, ale ona i tak polazła. Niektóre mają zakodowane, że ciąża = L4 się należy i nie pozwolą, żeby ktoś zniszczył im tę wizję.
@Hvafaen
Proste - pytała wszystkich dookoła o opinię. Cała ciąża dotyczyła nas wszystkich przez jej zachowanie. Nie dopowiadaj sobie. :) Nie trzeba mieć powodu do zwolnienia, wszystkie ciężarne znajome usłyszały dotychczas u lekarzy "chce pani zwolnienie?" gdy tylko potwierdzono ciążę.
@TrzyPingwiny
Znam każdy, najmniejszy szczegół tej ciąży. Dzwoniła do mnie, gdy robiła test domowy. Miałam wgląd w wyniki badań. Wiem więcej niż kiedykolwiek chciałam wiedzieć. Nie, nigdy nie było żadnego poronienia. Ani stresu w pracy, warunki ma bajeczne, co zresztą sama przyznaje. Specyficzna sytuacja nie dotyczyła stresu ani złych warunków, wręcz przeciwnie, po prostu nie mogę o niej napisać, bo za dużo bym zdradziła :P
@Hvafaen
Niektórzy mają bliskich znajomych :)
po prostu kobiety to wredne zołzy... pisze to kobieta(która stara się nie być zołzą)
Obrzydliwe babska