#3Km5p

Wracałam do domu ze szkoły. Byłam do tego stopnia zmęczona, że ledwo widziałam na oczy. Wyszło niestety tak, że spóźniłam się na autobus, a na kolejny musiałam czekać jakieś dwadzieścia minut. Tak więc przysiadłam sobie na przystanku, a że telefon mi się rozładował i nie miałam nawet jak posłuchać muzyki, to po prostu rozglądałam się dookoła.
Obok mnie siedziała jakaś starsza pani, czytając gazetę.

W pewnym momencie przy śmietniku zobaczyłam siedzącego kruka (gawrona?) i niewiele myśląc zapytałam "Co tak siedzisz? Nie masz co robić?" .
Ptak mi nie odpowiedział, ale siedział dalej, więc z nudów zaczęłam po prostu do niego gadać. Pochwaliłam jego piórka, że tak spokojnie siedzi, pytałam, czemu nie odleci. Opowiedziałam coś o sobie. W pewnym momencie przeszłam z nim już nawet na "przyjacielu".

Kiedy kruk zdążył już poznać niemalże pełną historię mojej egzystencji, przyjechał w końcu autobus. Pani siedząca wcześniej obok mnie czmychnęła do środka i usiadła w najdalszym kącie. Przed odjechaniem chciałam się jeszcze z moim "przyjacielem" pożegnać, ale gdy jeszcze raz spojrzałam na miejsce, w którym siedział, zobaczyłam tylko sponiewierany worek na śmieci.

Rozumiecie to? Przez dwadzieścia minut gadałam do jakiejś siatki! Najśmieszniejsze jest to, że zdążyłam się już przywiązać i teraz tęsknię...
Dodaj anonimowe wyznanie