Mieszkam w dużym mieście, w dość kiepskiej dzielnicy. Do najbliższego sklepu spożywczego mam ok. 200 metrów jeżeli przejdę kiepsko oświetlonym chodnikiem na tyłach budynków, albo mogę iść naokoło, przy ulicy, aby uniknąć “alei zbrodni” jak ją nazywam.
W sobotę zrobiliśmy małą imprezkę ze współlokatorami. Pół godziny zanim ludzie się mieli zacząć schodzić uznaliśmy, że przydałaby się jeszcze kilka piw. Był dość przyjemny wieczór więc poszedłem naokoło. Niestety jak wyszedłem ze sklepu zaczęło padać, więc zdecydowałem się na powrót przez “aleję zbrodni”.
Szedłem szybkim krokiem, co chwilę się oglądając. Tak, wiem, jestem trochę tchórzem. Nagle zza rogu usłyszałem krzyk kobiety. Podszedłem, zajrzałem za róg i zobaczyłem jak ktoś przyciska dziewczynę do ściany. Domyśliłem się, że to napad. Wycofałem się i odłożyłem siatkę z piwem na ziemię. Owszem jestem tchórzem, ale przecież nie mogłem udawać, że nic się nie dzieje. Cicho wybiegłem zza rogu, podbiegłem do gościa od tyłu i przypierniczyłem mu pięścią w bok głowy. Poleciał na ziemię jak worek ziemniaków, a dziewczyna zaczęła krzyczeć. A potem ku mojemu zdziwieniu zaczęła MNIE BIĆ. Gdy udało mi się ją nieco uspokoić wyjaśniła, że ten gość to jej chłopak i się całowali, a on trochę się za bardzo rozochocił i stąd jej krzyk, który usłyszałem.
Gość się podniósł i go przeprosiłem. Na szczęście przyjął wyjaśnienie ze zrozumieniem. Dałem im po piwie i pożegnaliśmy się.
Rodzice mojej dziewczyny bardzo mnie polubili, a w szczególności jej ojciec. Czasem gdy była czymś zajęta i chwilowo nie miała dla mnie czasu to on do mnie zagadywał. Zawsze był jakiś wspólny temat i miło się rozmawiało. Podczas rodzinnych imprez lubił zaglądnąć razem ze mną do kieliszka, ale zazwyczaj wszystko było ok... do czasu.
Siedzieliśmy przy stole wraz z połową jej rodziny, impreza była grubo zakrapiana bo to urodziny dziadka. Piliśmy i gadaliśmy na przeróżne tematy, aż nagle jej ojciec będąc już troszeczkę narąbany wypalił do mnie z tekstem "A powiedz mi jak ci się posuwa moją córkę?". Wszyscy przy stole zamilkli, mama mojej dziewczyny próbowała jakoś odkręcić słowa swojego męża, ale wszyscy wyraźnie słyszeli. Speszony popatrzyłem na moją dziewczynę i stwierdziłem, że pójdę w zaparte, że jeszcze tego nie robiliśmy - a głupi by w to nawet nie uwierzył, bo jesteśmy razem już trzy lata.
No ale jednak próbowałem jakoś wybrnąć, bo oczy wszystkich osób przy stole skierowane były na mnie. Niestety nie udało mi się zbytnio, bo po moich słowach jej ojciec postanowił poprzeć swoje pytanie dowodami, mówiąc otwarcie o tym jak sufit mu się trzęsie nad głową, jak to znalazł raz zużyte prezerwatywy w koszu oraz o tym, że ona raz zapomniała się wylogować z poczty, na której był nasz intymny filmik.
Zrobiłem się czerwony jak burak nie wiedziałem co mam powiedzieć, moja dziewczyna się popłakała. Jej matka wyszła z salonu a ojciec nadal oczekiwał odpowiedzi na temat tego jak mi się posuwa jego córkę... Oczy wszystkich skierowane były na mnie. Nie wiedząc co począć wypiłem zawartość swojego kieliszka i opuściłem imprezę. Od tamtej pory nie widujemy się u niej w domu ani nie chodzimy wspólnie na rodzinne imprezy.
Mieszkam w Oświęcimiu i do szkoły muszę jeździć samochodem - starym i poobijanym Fordem. Pech chciał, że gdy zaparkowałam i chciałam zamknąć moją furę to spadły mi kluczyki i wpadły pod samochód. W między czasie obok mnie zaparkował najprzystojniejszy chłopak w całej szkole. No to oczywiście, jak to ja, niezgrabnie pochyliłam się żeby sięgnąć po moją zgubę i trach! PĘKŁY MI SPODNIE NA PUPIE.
Jakby tego było mało to jak się podniosłam, to troszeczkę mną zachwiało i niefortunnie poleciałam na jego samochód, jednocześnie kluczykiem rysując mu lakier. Przeprosiłam, trochę był zły, ale po chwili zaczął się śmiać i powiedział "Coś ci wyskoczyło" i popatrzył mi na biust. Jedną pierś miałam na wierzchu...
Było to w 2003, może rok później... w każdym bądź razie robienie kupy w szkolnej toalecie było czymś obcym, ten kto je robił był dyskryminowany i wytykany grubymi paluchami rówieśników. Po tym wstępie chciałbym przejść do konkretów.
W owym czasie w moim bloku nastał czas prac kanalizacyjnych i wymiany pionów, więc zawsze jedno z mieszkań do godz. 18 dostawało ban na potrzeby fizjologiczne, aby móc w miarę sprawnie wymienić rurę piętro niżej. Oczywiście zaczęły się masowe migracje do sąsiadów za potrzebą. Moja rola w tym była taka, że nawalilem...
Od samego rana bolał mnie brzuch. Do stresu związanego ze sprawdzianem z matematyki doszły męczarnie na WF. Mój brzuch nie wytrzymywal presji. Przecież i tak nie załatwię się w szkole. Postanowiłem przeczekać jak zawsze i analnego bękarta zanieść do siebie do domu.
Gdy wpadłem do domu nawet nie pomyślałem o pracach w całym bloku. Po prostu instynktownie zrobiłem swoje, wlepiając oczy w etykiety różnych płynów, które to lubiłem czytać w tym czasie. Na myśl mi nie przyszło, że na dole zmieniają rurę, a kartkę na drzwiach, która o tym informowała, przeoczyłem.
Rozkoszną sielankę przerwało głośne "kur*a mać" dochodzące z muszli... Dzwoniącą do drzwi sąsiadkę obejrzałem tylko przez judasza. Nie miałem odwagi otworzyć, ale minę miała bardzo zażenowaną. Gdy wspomnę, że wielkim rozbryzgiem osrałem robotników i kafle mojej sąsiadki, to z perspektywy czasu jest mi do śmiechu, ale ten wstyd przez następne miesiące był nie do opisania.
Miałem staż jako programista w firmie tworzącej oprogramowanie dla firm. Jechaliśmy samochodem na wdrożenie do klienta z dwoma programistami i kierownikiem projektu. Podróż była długa, a mi się kończył limit internetu w komórce. Nudziło mi się, więc pół serio spytałem, czy może ktoś mógłby udostępnić wifi. Jeden z programistów powiedział, że też miał problemy ze zużyciem transferu, ale udało mu się z tym uporać zmieniając ustawienia w telefonie.
Podałem mu telefon i wszyscy patrzymy jak to robi. Mam smartfon z dużym ekranem, więc każdy miał dobry widok. Gość wszedł do ustawień i wyświetlił listę aplikacji które zużyły najwięcej transferu w tym miesiącu. Na pierwszym miejscu dumnie widniało logo… aplikacji z pornolami, wraz z zielonym paskiem pokazującym zużycie ponad 1 GB. Zaległa niezręczna cisza.
W panice chciałem cofnąć, aby kompromitujące dane znikły z ekranu, ale tak niefortunnie dotknąłem ekranu że wyświetliłem szczegóły zużycia transferu przez tę aplikację, wraz jeszcze większym logo. Na wypadek gdyby ktokolwiek w samochodzie miał jeszcze jakieś wątpliwości, że jestem zboczeńcem. Jeden programista rechotał chyba kilka minut, drugi stwierdził “Trochę wtopa”, a kierownik projektu unikał kontaktu wzrokowego ze mną przez cały dzień.
Jechałam pociągiem z przedziałami. Obok mnie siedziała starsza pani, naprzeciwko inna kobieta, a koło niej jej synek ok. 6-7 lat. W przedziale siedziały jeszcze dwie dziewczyny, ale spały, bo trasa była długa.
Chłopak był nieznośny. Cały czas wierzgał nogami kopiąc starszą kobietę po nogach. Patrzyłam na to z pożałowaniem, ale nie odzywałam się, bo znając mnie wiedziałam, że wyniknie z tego kłótnia. W końcu kobieta nie wytrzymała i zwróciła się do matki chłopca "Może pani kazać synowi przestać? Cały czas mnie kopie, a ja mam chore nogi". Powiedziała to bardzo kulturalnie. Kobieta natomiast z wyniosłą miną odpowiedziała: "Nie będzie mnie pani uczyć wychowywania dziecka. Ja mojego syna wychowuję bezstresowo.".
Wtedy nie wytrzymałam. Wstałam szybko i zanim tamta zdążyła się zorientować wyplułam na jej misternie ułożoną fryzurę moją gumę do żucia. Zaczęła się na mnie drzeć: co ja robię, co ja sobie wyobrażam. Ze stoickim spokojem odpowiedziałam "Moja mama też wychowała mnie bezstresowo.". Uśmiechnęłam się do starszej pani, zabrałam swoje rzeczy i grzecznie wyszłam poszukać nowego przedziału, gdzie nie byłoby chamstwa.
To się stało, jak byłam w 1 klasie gimnazjum. Było lato, a to oznacza krótkie spodenki. Założyłam wtedy białe i do tego czerwoną bluzkę. Pech chciał, że tego dnia dostałam okres i tego nie zauważyłam. Akurat szłam przed chłopakiem, który mi się bardzo podoba. Szedł wtedy z kolegą. Po chwili krzyknął do mnie: "Hej, fajny czerwony!" i zaczęli się śmiać. Ja byłam cała zadowolona z tego, że podoba mu się moja bluzka i może coś z tego będzie. Dopiero po powrocie do domu zorientowałam się, że nie o tym czerwonym mówił...
Najpierw wyobraźcie sobie najbrzydszą, najobleśniejszą i grubą starą jędzę.
Tak, właśnie taka jest moja sąsiadka, która przynajmniej raz w tygodniu, jak nie więcej, próbuje wcisnąć mi chleb lub inne artykuły "czerwonego krzyża" za kasę.
Z początku brałam z grzeczności, ponieważ żaliła się, że nie ma za co kupić ważnych rzeczy. Ale potem stało się to co najmniej irytujące, gdy przychodziła ze wszystkim co miała, napawając mnie obrzydzeniem, gdy szczerzyła pogniłe zęby i ściskała mi dłoń swoimi obskurnymi, żółtymi łapami.
Pewnego razu pukała do mnie bez przerwy, dzwoniła i wołała, ale postanowiłam nie otwierać jej drzwi. Odeszłam do pokoju, a tu co? Jędza bezczelnie otwarła drzwi i weszła mi do mieszkania. I co ja miałam wtedy zrobić? Nie chciałam wyjść na taką co ją przez 40 minut ignorowała, więc wpadłam na najgłupszy pomysł w moim życiu. Położyłam się pośpiesznie na ziemi i udawałam nieprzytomną.
Gdy weszła do pokoju zaczęła się wydzierać wniebogłosy, obmacywać mnie brudnymi, śmierdzącymi łapami, a co gorsza obśliniać usta! (Reanimacja?) W końcu nie wytrzymałam, wstałam, podziękowałam za pomoc i powiedziałam że może iść. Po czym zwymiotowałam. Przysięgłam sobie, że już nigdy do końca życia nie zapomnę zamknąć drzwi na wszystkie spusty!
Na studiach miałam bardzo wymagającego profesora od matematyki. Starszy człowiek, nie przepadał za uczniami, często im dogryzał i kompromitował ich na forum całej sali. Lubił czuć się lepszy i mądrzejszy od wszystkich. Pewnego dnia niestety trafił na złą osobę, poprosił ciężarną studentkę do tablicy, aby rozłożyła całki na ułamki proste. Ta stanęła przy tej tablicy i kompletnie nie wiedziała jak ma się za to zabrać. Po dłuższej ciszy profesor rzucił 'śmiesznym' żarcikiem: "Nogi Pani umiała rozłożyć". Pech chciał, że to była mężatka. Jej mąż był prawnikiem, nie pamiętam jak to się skończyło, ale ten profesor chyba stracił pracę.
Byliśmy na zagranicznej wycieczce z moją żoną oraz jej siostrą z narzeczonym. Jednego dnia rano, po porannym seksie wstałem i zobaczyłem na stoliku szklankę z wodą. Wody było może 1/3 szklanki. Nie wiedzieć czemu przyszedł mi do głowy durny pomysł, aby sprawdzić czy mój wacek dosięgnie poziomu wody. Żona nie zwracała na mnie uwagi czytając coś na telefonie, więc wziąłem szklankę, wsadziłem do środka mojego przyjaciela i po chwili faktycznie jego główka, jeszcze mokra od zakończonej przed chwilą aktywności z żoną, zanurzyła się w wodzie. Wielki sukces!
W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Ledwo zdążyłem odłożyć szklankę i obwinąć się naprędce ręcznikiem, gdy do pokoju wkroczyła siostra żony i coś zaczęła do nas nawijać. Usiadła na krześle i zanim zdążyłem zaprotestować wypiła wodę ze szklanki. Do dna. Z TEJ SZKLANKI. Aż zamarłem. Nigdy nikomu o tym nie powiedziałem, ale muszę przyznać troszkę mnie to podnieciło.
Dodaj anonimowe wyznanie