Mam problemy z plecami. Co jakiś czas mnie zaczynają mocno boleć i czasami jedyne co mi pomaga to jacuzzi. Oczywiście nie mam takich luksusów w domu, więc zwykle chodzę na pobliski basen, gdzie jest też sauna i jacuzzi.
W tamtym roku byłem na delegacji za granicą, w pewnym kraju w Azji. Trzeciego dnia złapał mnie bardzo silny ból pleców, wyszukałem sobie w Google Maps najbliższe SPA z jacuzzi.
Poszedłem, zapłaciłem, obwinąłem się ręcznikiem i udałem się prosto do jacuzzi. Ludzie wydawali się wyjątkowo mili, kilku gości się do mnie uśmiechnęło, ktoś pomachał ręką. Było przyjemnie, ból pleców znacznie zelżał, pomyślałem, że zobaczę z czego by tu jeszcze można skorzystać. Przeszedłem do takiej sali do relaksu.
Było tam już dwóch facetów, usiadłem po drugiej stronie sali. Po chwili jeden objął drugiego. Pomyślałem, że to pewnie jakieś lokalne zwyczaje, ale może lepiej pójdę do sauny. Bardzo lubię się wygrzewać. Gdy wszedłem do środka to było dość ciemno, jak się okazało nie bez powodu. Gdy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności zobaczyłem, że dwóch gości “zajmowało się sobą”, podczas gdy trzeci się przyglądał.
Nagle układanka złożyła się w jedną całość. Tak, to był lokal dla gejów. Wyskoczyłem z tej sauny jak poparzony i skierowałem się prosto do szatni, nogi miałem jak z waty. Gdy się przebierałem podszedł jeszcze do mnie jakiś starszy koleś i łamanym angielskim powiedział “Rozczarowanie, tylu młodych chłopców dzisiaj i nic nie chcą”.
Nerwowo się zaśmiałem i odpowiedziałem tylko “Yyy yes, yes” bo nic lepszego do głowy mi nie przyszło i nie wiedziałem jak się zachować. Ze wzrokiem wbitym we własne buty jak najszybciej poszedłem oddać klucz do szafki i bez pożegnania uciekłem do hotelu.
To zdarzyło się kilka lat temu. Moja nastoletnia siostra zaprosiła do siebie znajomych - w tym chłopaka, w którym była wówczas zakochana. Siedzieli, rozmawiali i na nieszczęście mojej siostry siedziała ona po turecku. Ja, jako 8 letnia dziewczynka nie byłam zbyt obeznana w sprawach kobiecych. A więc gdy zobaczyłam, że moja siostra ma plamę na jasnych spodniach zawołałam głośno "Ania masz dżem w kroku". Tak sie zawstydzila, ze uciekła do łazienki i czekała aż wszyscy wyjdą...
Ostatnio gdy pokłóciłem się z żoną i wyjątkowo mnie wkurzyła to w ramach zemsty poszedłem do spiżarni i podokręcałem wszystkie słoiki tak mocno, jak tylko potrafiłem.
Kiedyś umówiłam się ze swoimi przyjaciółkami na kawę w macdonaldzie. Obudziłam się jednak trochę za późno i napisałam im smsa, że niestety trochę się spóźnię. Odpisały, że nie ma problemu. Po krótkiej chwili dostałam jeszcze jednego smsa "Zapomniałyśmy ci powiedzieć, że na hasło choinka dostajesz darmową kawę w macu". Pamiętając takie różne świąteczne, bądź nieświąteczne promocje z innych sklepów, ucieszyłam się niezmiernie i pojechałam czym prędzej do macdonalda.
Podszedłam do kasy, popatrzyłam na kasjerkę i powiedziałam: "Hasło choinka". Kasjerka była bardzo zdziwiona i myśląc, że czegoś nie zrozumiała spytała "Słucham?". Na co ja uparcie powtórzyłam "Hasło choinka". Widząc jej jeszcze bardziej zdziwioną twarz, zaczęłam tłumaczyć jaką to mają teraz promocję. Kiedy dziewczyna spytała kierowniczki, a ta zaprzeczyła, zrozumiałam, że taka promocja nigdy nie istniała. Poprosiłam o kawę, zapłaciłam i idąc po schodach obmyślałam plan zemsty. Teraz dwa razy sprawdzam gdy ktoś mi powie, że jest promocja na hasło.
Stałem na przystanku autobusowym wraz z chyba 20 osobami. Od 10 minut żaden autobus nie przyjechał, a to bardzo ruchliwy przystanek, sześć linii tędy jeździ. Popatrzyłem w stronę, z której powinny jechać autobusy i zorientowałem się, że są roboty drogowe i jest bardzo mało miejsca. Nawet samochody przejeżdżały powoli, a co dopiero autobus. Domyśliłem się, że jest objazd i nasz przystanek jest nieczynny.
Powiedziałem wszystkim o tym, że są roboty drogowe i objazd, że trzeba iść na następny przystanek. Zaraz wszyscy wyruszyli, a ja na czele. Szedłem dumnie, zadowolony że pomagam ludziom.
Minęły może 3 minuty i byliśmy w połowie drogi, gdy od strony przystanku, z którego wyruszyliśmy nadjechały trzy autobusy. Jeden za drugim. Jednak nie było objazdu. Przyspieszyłem kroku, gdy z tyłu zaczęły mnie dobiegać przekleństwa. Nie zatrzymałem się nawet na przystanku, do domu doszedłem już na piechotę.
Od pół roku regularnie jeździmy z moją dziewczyną do jej babci w weekendy. Babcia mieszka w innym mieście, więc z dziewczyną spędzamy dzięki tym wyjazdom dużo czasu razem w samochodzie. Żeby czas szybciej leciał czasem śpiewamy, czasem gramy w różne gry słowne albo zwyczajnie rozmawiamy na różne tematy. Jak to wiele par czasem też dajemy sobie buziaki i mówimy “Kocham cię”. Podczas jednej z takich chwil przyszedł mi do głowy iście szatański plan.
Zacząłem od tego, że czasami kładłem rękę na jej kolanie, lekko je ściskałem i mówiłem “Kocham cię”. Ona odpowiadała “Ja też cię kocham” i jechaliśmy dalej. Robiłem tak po parę razy podczas jazdy w każdą stronę. Potem zacząłem robić to też poza samochodem, np jak siedzieliśmy na kanapie i oglądaliśmy film. Nie za często, ale tak aby weszło to w nawyk.
Po prawie dwóch miesiącach spróbowałem tylko ścisnąć jej kolano, nic przy tym nie mówiąc. Mój plan się powiódł. Odwracała się do mnie ze swoim pięknym uśmiechem i mówiła mi, że mnie kocha. Przez kilka kolejnych tygodni cieszyłem się moją małą grą, w którą tylko ja wiedziałem że gramy, śmiejąc się w myślach ze swojej przebiegłości. Jednak w końcu uznałem, że wystarczy tego dobrego i jej o wszystkim opowiedziałem.
To był błąd. Na początek nie wierzyła, że tyle czasu to robiłem i się nie zorientowała. Potem zaczęła się zastanawiać, czy czasem jeszcze innych gierek nie prowadzę. Teraz kiedy ściskam ją za kolano to zamiast mówić, że mnie kocha to tylko się krzywi i przewraca oczami…
To była trzecia klasa gimnazjum. Byłam zagrożona z matematyki, a to był dzień poprawy sprawdzianu, który decydował o tym, czy zdam, czy nie. Skończyły się moje lekcje i naszedł ten czas, ale postanowiłam przed poprawą jeszcze się załatwić. Byłam cała zestresowana. Wchodzę do toalety, a tam nikogo nie ma.
Wchodzę do kabiny. Ściągam spodnie. Sikam. Wielka ulga. Ale… zaraz ! Patrzę na ziemię, a tam wielka kałuża moczu. Zapomniałam otworzyć klapę! I co teraz? Papieru nie ma. Szybko założyłam mokre spodnie i uciekłam do drugiej kabiny, w której była resztka papieru, więc wytarłam nim spodnie.
Nagle słyszę, że ktoś wchodzi. Myślę sobie co zrobić. Nie będę przecież w kabinie cały czas siedzieć jak zaraz mam pisać sprawdzian. Wyszłam udając, że nic się nie stało i widzę dziewczyny stojące przed obsikaną kabiną. Popatrzyłam na nie, popatrzyłam na podłogę i mówię „O kur*a, kto to zrobił?”. Zakryłam mokre spodnie i jak najszybciej uciekłam z toalety.
Zacznijmy od tego że jak byłam mała, były w sklepach takie proszki, z których można było robić domowe lody. Jak to dziecko, bardzo się cieszylam że mama będzie mogla robić mi lody w domu. Powinnam też dodać, że w tamtym czasie mieliśmy remont podwórka i pewien pan robił nam ogrodzenie.
Gdy pewnego dnia mama zrobiła domowe lody, kazała mi zapytać czy pan, który robi płot nie zjadłby takiego loda, a jako że byłam małym dzieckiem, pobiegłam ucieszona i wypaliłam "Proszę pana bo moja mama robi lody i się pyta czy panu też zrobić". Wyraz twarzy pana pamiętam do dzisiaj, ale dopiero po paru latach zorientowałam się, czemu zrobił taką dziwną minę. No cóż, idealny dobór słów.
Ostatnio miałam ciężki okres w życiu, przez co bardzo przytyłam. Jednak zanim zdążyłam sobie to dostatecznie uświadomić, mój mózg przyjął jakiś system obronny i postawił na wyparcie. Jako, że była zima to nosiłam częściej bluzy, ciepłe, niezbyt obcisłe (kiedyś) spodnie, zadowolona, że nadal się w nie mieszczę.
Pół roku temu urodziła mi się siostrzenica i termin chrztu przypadł na około miesiąc temu. Zostałam matką chrzestną, przyjęcie odbywało się w eleganckiej restauracji, więc należało się odpowiednio ubrać. Wcisnęłam się w obcisłe spodnie, jakąś tunikę i cała zadowolona ruszyłam z mężem i córką do kościoła.
Końcówka mszy, nastał moment powstania, a moja córa woła "Mamo weź mnie na ręce". Niewiele myśląc, odwróciłam się tyłem do księdza, energicznie schyliłam po małą i w tym właśnie momencie oczom wszystkich zgromadzonych na ołtarzu, ukazały się moje gigantyczne pośladki, wyglądające spod pękniętych spodni. Szybko usiadłam i zauważyłam wielkie zniesmaczenie na twarzy księdza. Z kościoła wychodziłam z torebką zakrywającą mój tył.
Jadąc do domu po drugą parę spodni, uświadomiłam sobie, że się zwyczajnie spasłam.
Jak zwykle wpadłam na stację PKP z lekkim pośpiechem, bo do odjazdu pociągu zostało mi 10 minut. Pobiegłam czym prędzej po bilet, mój pośpiech robił się coraz bardziej nerwowy. Przede mną była tylko jedna starsza kobieta, niestety zwracała bilet i kupowała nowy, mój czas do odjazdu skurczył się do trzech minut. Lubię życie na krawędzi, ale to już była przesada. Postanowiłam, że jakoś przeżyję te dodatkowe 8 zł za kupno biletu w pociągu i pognałam czym prędzej na peron.
Zgodnie z przepisami, chciałam wsiąść do pierwszego wagonu, żeby od razu poinformować konduktora o swoich zamiarach. Akurat stał przy drzwiach – pocieszny pulpecik około trzydziestki, wyglądał na żartownisia. Uprzejmie podchodzę, zziajana i obładowana bagażami, pytam się, czy będę mogła kupić u niego bilet. Powiedział, że nie ma problemu, więc zaczęłam ładować się do środka. Kiedy byłam już jedną nogą w środku, to rzekł coś do mnie z szerokim uśmiechem, niestety nie usłyszałam. Poprosiłam, żeby powtórzył, znowu nie zrozumiałam. Dookoła było gwarno, a i on trochę bełkotał. Zaczęło się robić niezręcznie, ale przyznałam, że dalej nie rozumiem. Powiedział to po raz czwarty i wtedy mnie olśniło, że mówi „D’ACCORD”. Widać niezły poliglota, ale i ja trochę obcych języków zgłębiłam. Wymiana myśli na poziomie, a co.
Odpowiedziałam mu więc z szerokim uśmiechem – "aaaa, Pan do mnie po francusku, d’accord, d’accord". Na co on – "DOKĄD Pani jedzie?!". I na co mi było się uczyć tego francuskiego….
Dodaj anonimowe wyznanie