#VT8Yb
Mój kompan miał (i zresztą dalej ma) lekką wadę wymowy. Mianowicie nie wymawia literki ,,r". Kebab znajdował sie w małej piwniczce, 3 stoliki, woń pieczonej baraniny i bardzo urokliwa Pani przy kasie. Wchodzimy do środka, po prawej stronie znajduję sie menu na ścianie, przed nami kasa. Uważnie przyglądamy sie ofercie. Kolega już wybrał i podchodzi do kasy:
- No to ja poplose... hmm... no loylo.
Pani się dziwnie popatrzyła.
- Słucham? Nololo?
- No loio poproszę.
- ...
Starał sie wyraźnie powiedzieć:
- L O Y O
- Chyba nie mamy czegoś takiego.
- Jezu lolo no!
- Jakie lolo?
Kobieta patrzy na menu, nie ma pojęcia o co chodzi.
- Może Pan powtórzyć?
Kolega powoli sie irytuje.
- LOIYLO
- Na cienkim?
Już cały czerwony krzyczy:
- LOYYYOLOO
- Aaa Rollo?
- Blawo
Kasuje mu zamówienie, kolega odchodzi od kasy, podchodzi do mnie, kiwa głową na boki i mówi po cichu "kulwa mać". Do końca dnia lałem ze śmiechu...
#XKBKC
#95Waq
Zajechaliśmy i już wszyscy czekali, więc chwila rozmowy i trzeba było siadać za stół. Po zjedzeniu głównego dania jego mama zapytała mnie, czy będe piła wino czy wódkę, a ja spojrzałam na chłopaka i powiedziałam "W moim stanie to raczej zabronione" (byłam przeziębiona i brałam antybiotyki). Jak to usłyszała moja przyszła teściowa to aż siadła z wrażenia, otworzyła buzię i po chwili zapytała, czy przypadkiem nie chcemy jej czegoś powiedzieć. W tym momencie razem z chłopakiem zaczęliśmy się śmiać i tłumaczyć jej, że jeszcze babcią nie będzie tylko po prostu biorę antybiotyki.
#unzhk
W niedzielę rano wróciłem z sobotniej imprezy. Drzwi nie były zamknięte na klucz, więc otworzyłem je cicho i bezszelestnie wszedłem do środka. Pomyślałem, że muszę go jakoś skarcić, za nie zamknięcie drzwi.
Słyszałem, że jest u siebie w pokoju. Szybko wymyśliłem świetny żarcik. Ściągnąłem okulary, naciągnąłem koszulkę na głowę żeby nie było widać mojej twarzy i wbiegłem do jego pokoju. Leżał na łóżku. “CZAS UMIERAĆ SZMATO!” wrzasnąłem. Brak odpowiedzi. Zaśmiałem się jak Joker i dodałem “Co, mordę ci zamurowało? HAHAHA!”. Wciąż brak odpowiedzi.
Wtedy usłyszałem dźwięk spuszczanej wody dobiegający z ubikacji. Cała moja wesołość w sekundę wyparowała, ustępując miejsca totalnemu zmieszaniu. Ściągnąłem t-shirta z głowy, ubrałem okulary i zobaczyłem, że w łóżku leży nowa dziewczyna mojego kolegi. Przykryła się kołdrą po sam nos, oczy miała szeroko otwarte ze strachu. To była ich pierwsza wspólna noc.
#LZely
Wróciliśmy do domu i po kilku miesiącach na imprezie rodzinnej, podczas tematu o jakiś wpadkach, ojciec narzeczonego mówi: "Chciałem wyjść z WC, ale bałem się, że Wam przeszkodzę". Nigdy nie było mi tak wstyd.
#Iia7C
#Sp81p
Minęło trochę lat, z tym kolegą już dawno nie mam kontaktu, ale akurat dzisiaj przypadkiem sobie o tym przypomniałem. Znacie powiedzenie "Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni"? Łatwo się domyślić, kto się śmieje ostatni w tym przypadku...
#qt9Sx
#5Xuvw
Siedzę więc sobie pewnego razu na ławeczce, a tu ze szpitala wychodzi Młody Dres w towarzystwie dziewczęcia tej samej nacji. Wywiązuje się dialog. Dziewczę: "No to już rodzi czy k*wa nie rodzi bo nie wiem w końcu". Młody Dres: "No jak k*wa nie rodzi jak już ma takie wyk*wiste skurcze że drze ryja bez przerwy". Dziewczę (refleksyjnie): "K*wa...".
I tak sobie dymią i konwersują w najlepsze, odbierając mi wszelkie siły i nadzieję na lepszy świat, ale że wiatr był akurat w ich stronę, postanowiłam jeszcze trochę posiedzieć i czerpać z pobytu na powietrzu ile się da. Nagle zza rogu wyłania się Babuleńka. Taka typowa babuleńka, z chustką na głowie i wielką reklamówą, którą taszczy z wielkim trudem, postękując i dysząc, jak to tylko one potrafią.
Wtedy stało się coś, od czego moje serce wezbrało falą wzruszenia i wyrzutów sumienia z powodu mojej niesprawiedliwej, odruchowej niechęci do Młodego Dresa. Podbiegł bowiem do Babuleńki i mówi: "Da babcia tą torbę bo babcia tu zaraz w kalendarz przyp*doli". Babuleńka (spłoszona lecz szczęśliwa): "Łoj, dziękuję panu, jak to dobrze że młode ludzie jeszcze starym pomagają...".
W pełni podzielam jej zachwyt, karcąc się jeszcze raz w myślach za pochopne wzgardzenie tym niepozornym, acz szlachetnym młodzieńcem. Młody Dres żwawo pochwycił torbę i postawił pod drzwiami szpitala. Babuleńka dodreptała do niego i znów swoje "łoj", "dziękuję", "młode ludzie". Sielanka. Piękna scena, ptaszki ćwierkają, słonko świeci, lekki wiaterek szeleści świeżo przyniesioną torbą Babuleńki, w sercu radość i nadzieja, i tych dwoje, Młody Dres i uszczęśliwiona podarkiem od losu staruszka. I nagle Młody Dres: "A da babcia 2 złote? Na wodę, no."