#5wEky

Jak chodziłam do przedszkola, a dokładnie do zerówki, miałam zapalenie spojówek. Z racji tego, że był początek lata, a słońce świeciło, to musiałam nosić okulary przeciwsłoneczne nawet na zajęciach. Każdy zaciekawiony pytał się po co mi te okulary. Ja odpowiadałam każdemu bez wyjątku, że muszę je nosić bo mam zapalenie płuc.

#VT8Yb

Piękne czasy gimnazjum. Okres dorastania, w którym nie sposób nie mieć ciekawych historii. Pewnego pięknego popołudnia, wraz z moim bardzo dobrym kolegą, postanowiliśmy zajść na kebsa. Koniec lekcji, trzeba jakoś to uczcić. 

Mój kompan miał (i zresztą dalej ma) lekką wadę wymowy. Mianowicie nie wymawia literki ,,r". Kebab znajdował sie w małej piwniczce, 3 stoliki, woń pieczonej baraniny i bardzo urokliwa Pani przy kasie. Wchodzimy do środka, po prawej stronie znajduję sie menu na ścianie, przed nami kasa. Uważnie przyglądamy sie ofercie. Kolega już wybrał i podchodzi do kasy:
- No to ja poplose... hmm... no loylo.
Pani się dziwnie popatrzyła.
- Słucham? Nololo?
- No loio poproszę.
- ...
Starał sie wyraźnie powiedzieć:
- L O Y O
- Chyba nie mamy czegoś takiego.
- Jezu lolo no!
- Jakie lolo?
Kobieta patrzy na menu, nie ma pojęcia o co chodzi.
- Może Pan powtórzyć?
Kolega powoli sie irytuje.
- LOIYLO
- Na cienkim?
Już cały czerwony krzyczy:
- LOYYYOLOO
- Aaa Rollo?
- Blawo
Kasuje mu zamówienie, kolega odchodzi od kasy, podchodzi do mnie, kiwa głową na boki i mówi po cichu "kulwa mać". Do końca dnia lałem ze śmiechu...

#95Waq

Było to w ostatnie święta Bożego Narodzenia. Jestem z chłopakiem ponad dwa lata, więc przyjechał do mnie na pierwszy dzień świąt i został na noc. Następnego dnia wstaliśmy, ogarnęliśmy się i dostał telefon od swojej mamy, żebyśmy oboje przyjechali na obiad. Zgodziłam się, bo i bywam tam bardzo rzadko. 

Zajechaliśmy i już wszyscy czekali, więc chwila rozmowy i trzeba było siadać za stół. Po zjedzeniu głównego dania jego mama zapytała mnie, czy będe piła wino czy wódkę, a ja spojrzałam na chłopaka i powiedziałam "W moim stanie to raczej zabronione" (byłam przeziębiona i brałam antybiotyki). Jak to usłyszała moja przyszła teściowa to aż siadła z wrażenia, otworzyła buzię i po chwili zapytała, czy przypadkiem nie chcemy jej czegoś powiedzieć. W tym momencie razem z chłopakiem zaczęliśmy się śmiać i tłumaczyć jej, że jeszcze babcią nie będzie tylko po prostu biorę antybiotyki.

#unzhk

Jak wielu studentów wynajmuję mieszkanie razem z kolegą. Znamy się bardzo długo, od 10 lat. Regularnie robimy sobie różne kawały.

W niedzielę rano wróciłem z sobotniej imprezy. Drzwi nie były zamknięte na klucz, więc otworzyłem je cicho i bezszelestnie wszedłem do środka. Pomyślałem, że muszę go jakoś skarcić, za nie zamknięcie drzwi.

Słyszałem, że jest u siebie w pokoju. Szybko wymyśliłem świetny żarcik. Ściągnąłem okulary, naciągnąłem koszulkę na głowę żeby nie było widać mojej twarzy i wbiegłem do jego pokoju. Leżał na łóżku. “CZAS UMIERAĆ SZMATO!” wrzasnąłem. Brak odpowiedzi. Zaśmiałem się jak Joker i dodałem “Co, mordę ci zamurowało? HAHAHA!”. Wciąż brak odpowiedzi. 

Wtedy usłyszałem dźwięk spuszczanej wody dobiegający z ubikacji. Cała moja wesołość w sekundę wyparowała, ustępując miejsca totalnemu zmieszaniu. Ściągnąłem t-shirta z głowy, ubrałem okulary i zobaczyłem, że w łóżku leży nowa dziewczyna mojego kolegi. Przykryła się kołdrą po sam nos, oczy miała szeroko otwarte ze strachu. To była ich pierwsza wspólna noc.

#LZely

Pojechaliśmy z rodzicami narzeczonego na wakacje w góry. Pomieszczenia w domku były oddzielone cienką ścianą plus kratki na górze, więc było doskonale słychać co kto akurat robi. Nasza łazienka sąsiadowała z wc. Po całym dni wędrówki poszliśmy się myć, wiadomo pod prysznicem trochę nas poniosło, ale myśleliśmy że nikt nie słyszy, bo wróciliśmy trochę wcześniej niż reszta. 

Wróciliśmy do domu i po kilku miesiącach na imprezie rodzinnej, podczas tematu o jakiś wpadkach, ojciec narzeczonego mówi: "Chciałem wyjść z WC, ale bałem się, że Wam przeszkodzę". Nigdy nie było mi tak wstyd.

#Sp81p

W trzeciej klasie szkoły podstawowej mieliśmy w szkole naukę pływania na basenie. Pamiętam, że jednego razu pod prysznicami wyśmialiśmy kolegę, który miał "wielkiego sisiaka".

Minęło trochę lat, z tym kolegą już dawno nie mam kontaktu, ale akurat dzisiaj przypadkiem sobie o tym przypomniałem. Znacie powiedzenie "Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni"? Łatwo się domyślić, kto się śmieje ostatni w tym przypadku...

#qt9Sx

Wynajęliśmy mieszkanie wspólnie z moim chłopakiem. Po paru dniach spotkałam na klatce sąsiadkę, starszą panią. Przedstawiłam się i powiedziałam, że będziemy sąsiadami bo wprowadziliśmy się tu z moim chłopakiem. Na to ona zaprosiła nas abyśmy przyszli do niej na kawę. Podziękowałam i powiedziałam, że w tym tygodniu mamy urwanie głowy, ja na studiach, a on w pracy. Pani zainteresowała się i spytała "A gdzie on pracuje?". Z dumą odpowiedziałam "Jest programistą i tworzy gry na telefony komórkowe". Wtedy ona pokiwała głową i ze smutną miną powiedziała "No tak... takie czasy... ale lepsze to niż nic!".

#5Xuvw

Tak się złożyło, że ostatni tydzień spędziłam w szpitalu. Bardzo źle mi było w dusznej sali, więc gdy tylko mogłam, wychodziłam na zewnątrz, żeby złapać nieco powietrza. Niestety, można tam wyjść tylko na mały podjazd pod samym wejściem, wszędzie wokół błoto. Często więc było sporo ludzi, nie wspominając już o tym że 4/5 wychodziło tam na papierosa, miałam więc "dotlenianie" że ho ho. Większość dymiących użytkowników podjazdu to przyszli tatusiowie i rodziny kobiet, które właśnie rodziły, oraz same "ciężarówki", odstresowujące się przed tą jakże ważną chwilą - ręce opadają na taki widok. 

Siedzę więc sobie pewnego razu na ławeczce, a tu ze szpitala wychodzi Młody Dres w towarzystwie dziewczęcia tej samej nacji. Wywiązuje się dialog. Dziewczę: "No to już rodzi czy k*wa nie rodzi bo nie wiem w końcu". Młody Dres: "No jak k*wa nie rodzi jak już ma takie wyk*wiste skurcze że drze ryja bez przerwy". Dziewczę (refleksyjnie): "K*wa...".

I tak sobie dymią i konwersują w najlepsze, odbierając mi wszelkie siły i nadzieję na lepszy świat, ale że wiatr był akurat w ich stronę, postanowiłam jeszcze trochę posiedzieć i czerpać z pobytu na powietrzu ile się da. Nagle zza rogu wyłania się Babuleńka. Taka typowa babuleńka, z chustką na głowie i wielką reklamówą, którą taszczy z wielkim trudem, postękując i dysząc, jak to tylko one potrafią. 

Wtedy stało się coś, od czego moje serce wezbrało falą wzruszenia i wyrzutów sumienia z powodu mojej niesprawiedliwej, odruchowej niechęci do Młodego Dresa. Podbiegł bowiem do Babuleńki i mówi: "Da babcia tą torbę bo babcia tu zaraz w kalendarz przyp*doli". Babuleńka (spłoszona lecz szczęśliwa): "Łoj, dziękuję panu, jak to dobrze że młode ludzie jeszcze starym pomagają...". 

W pełni podzielam jej zachwyt, karcąc się jeszcze raz w myślach za pochopne wzgardzenie tym niepozornym, acz szlachetnym młodzieńcem. Młody Dres żwawo pochwycił torbę i postawił pod drzwiami szpitala. Babuleńka dodreptała do niego i znów swoje "łoj", "dziękuję", "młode ludzie". Sielanka. Piękna scena, ptaszki ćwierkają, słonko świeci, lekki wiaterek szeleści świeżo przyniesioną torbą Babuleńki, w sercu radość i nadzieja, i tych dwoje, Młody Dres i uszczęśliwiona podarkiem od losu staruszka. I nagle Młody Dres: "A da babcia 2 złote? Na wodę, no."
Dodaj anonimowe wyznanie