Dzisiaj tata zapytał mnie, czy może pożyczyć moją golarkę elektryczną ponieważ jego się zepsuła. Naturalnie, że się zgodziłem, a on tylko dodał, że chce zrobić niespodziankę mamie. Zaśmiałem się. Powiedziałem mu tylko, że takiej bujnej brody, to już dawno nie miał. Przytaknął i poszedł do łazienki.
Minęło jakieś dwadzieścia minut, a on wyszedł z łazienki z brodą dokładnie taką samą jaką miał przed wejściem do niej. Zdziwiony zapytałem, czy nie miał jej zgolić. Odpowiedział, broda w niczym nie przeszkadza i to nie o nią mu chodziło. Moja twarz wyrażała wtedy więcej niż 1000 słów.
Gdy miałam 6 lat z okazji dnia dziecka w jednym sklepie ze znanej sieci budowlanej był zorganizowany konkurs rysunkowy pt. "Jakie jest ulubione narzędzie Twojego taty".
Inne dzieci rysowały piły, młotki itp. Między nimi przechodziły panie które miały oceniać te rysunki. Zdziwione popatrzyły na mój rysunek i zapytały co on przedstawia. Ja z uśmiechem na twarzy odpowiedziałam "Mój tata trzyma mamę za rękę bo moja mama jest najlepszym narzędziem taty".
Wszyscy rodzice się roześmiali i za kreatywność zdobyłam pierwsze miejsce. Do dnia dzisiejszego ta historia jest opowiadana na spotkaniach rodzinnych.
Jakieś 3 lata temu miałem praktyki w katolickiej szkole w jednym z polskich miast wojewódzkich. Najpierw obserwowałem, a potem sam prowadziłem lekcję wychowania fizycznego dla gimnazjum. Na pierwszej lekcji którą miałem sam prowadzić przypadły mi zajęcia z 2. gimnazjum (dziewczynami). Przed ogłoszeniem zbiórki podeszła do mnie grupka 14 dziewczyn, aby zgłosić, że są niedysponowane. Zapytałem czemu. W odpowiedzi usłyszałem, że jestem zbyt brzydki, żeby się przede mną gimnastykować.
Kilka lat temu byłem z rodzicami u wujków w pewnej miejscowości w lubuskim. Jako że był to dzień po przyjeździe, zmiana wody i powietrza to normalne że w toalecie się siedziało kapkę dłużej niż zwykle...
Szykowaliśmy się by pojechać nad jezioro, ręczniki, leżaki, grill spakowane, tylko ja jeszcze "szykowałem się" do wyjścia. Gdy w końcu wyszedłem z klatki i pośpiechem zmierzałem na parking, ujrzałem dwie ładne dziewczyny na placu i patrzyliśmy chwilę na siebie. Było widać, że się uśmiechają, chciałem już podejść, gdy nagle za mną wujek woła (a głos ma bardzo donośny): "Młody! Wykasztaniłeś się już?!". Było oczywiste że to do mnie, nikogo innego nie było obok, jedyne co mi pozostało to spuścić głowę, facepalm że echem się odbiło po osiedlu i czerwony jak Związek Radziecki wsiąść do auta.
Jak to często się zdarza wśród studentów moja dziewczyna jest z innego miasta. W czasie wakacji zaprosiła mnie, żebym przyjechał na kilka dni do domu jej rodziców. Sytuacja którą opisuje miała miejsce od razu pierwszego dnia.
Przyjechałem, przywitałem się, zostawiłem swoje rzeczy i poszliśmy pozwiedzać. Po paru godzinach wróciliśmy na obiad. Jedzenie było wyśmienite, byłem przejedzony. Moja dziewczyna poszła pomóc mamie w kuchni, a ja ze smartfonem poszedłem do góry i rozwaliłem się u niej w pokoju na łóżku, gadałem z kumplem na fb. Po kilkunastu minutach usłyszałem z korytarza głos mojej dziewczyny “Proszę proszę, widzę już się rozłożyłeś jak u siebie”. Nie podnosząc wzroku znad ekranu odpowiedziałem “Ty będziesz rozkładała nogi później, jak twoich rodziców nie będzie w domu”. Czasem w tym stylu sobie gadamy i moja dziewczyna bardzo to lubi.
Gdy nie usłyszałem spodziewanego śmiechu podniosłem wzrok i zobaczyłem zbulwersowaną twarz... mamy mojej dziewczyny. Zaraz przyszła też moja dziewczyna, która najwyraźniej słyszała całe zajście, bo patrzyła na mnie wzrokiem bazyliszka. Mają bardzo podobny głos, a z korytarza głos jej mamy brzmiał wręcz identycznie. Zacząłem przepraszać jak nigdy w życiu. Jej mama zrobiła tylko kwaśną minę i wyszła, słyszałem jak jeszcze rzuciła do mojej dziewczyny “My teraz wychodzimy do sklepu, rozumiem że już macie plany na ten czas”, na co ona odpowiedziała zażenowanym “Nie…”.
Pozostała część pobytu upłynęła w bardzo niezręcznym klimacie i nie będzie zaskoczeniem, że żadne rozkładanie nóg w grę nie wchodziło.
Byłam już mocno spóźniona i jechałam na praktyki. Zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem nie chce mi się zrobić czegoś grubszego w toalecie. Trudno, koło południa powinnam być w domu, więc wytrzymam.
Czas upływa bardzo powoli, nudzę się, ból brzucha zaczyna być odczuwalny, uciążliwy i prawie nie do wytrzymania. Wyjść nie mogę (zrobić na miejscu też nie, łazienki są w gorszym stanie niż te w pociągach), tylko zwolnienie lekarskie uprawnia do zmniejszenia czasu praktyk. W końcu tak! Udało się, półtorej godziny po planowanym zakończeniu (też tak macie, że na sam koniec nagle jest w !@#$ pracy?) mogę wrócić do domu.
Miałam przed sobą jakies 20 km drogi, w tym odcinek, na którym w 90 na 100 przypadków stoi policja. Przejechałam go spokojnie, chociaż wcale spokojnie nie było, bałam się wypuścić gazy, obawiając się o czystość swojej bielizny. Już czuję, że zaraz bedzie upragniona ulga, wyjeżdżam na swoje osiedle, widzę dach domu. O taak, zaraz nadejdzie zbawienie. Nagle słyszę koguty. Policjant każe mi zjechać. TERAZ?!
Potulnie zjeżdżam na pobocze. Policjant do mnie podchodzi, a ja... z autentycznymi łzami w oczach podaję dokumenty i informuję, że muszę jak najszybciej skorzystać z toalety, a tu ten zielony dom jest mój, czy mogę? Policjant lekko zszokowany, ale ZGODZIŁ SIĘ! Zabrał moje dokumenty ze sobą do radiowozu, ja odjechalam 200 metrów, nie zamykając samochodu wybiegłam na podwórko i do domu. Zamykając drzwi od łazienki słyszę głos taty:
- Coś ty zrobiła? Co się stało?!
- Nic, a co się miało stać?
- Wbiegłaś, a za tobą wjechała policja i ogląda twój samochód.
W sumie nie pomyślałam jak to może wyglądać, ale w tamtym czasie mialam naprawdę ważniejsze sprawy na głowie. Po zakończonej robocie i umyciu rąk czym prędzej biegnę do Panów Policjantów, którzy dokonali pełnej kontroli łącznie ze sprawdzaniem trójkąta, kamizelki i gaśnicy. Zostałam pouczona, że pojazdów uprzywilejowanych nie wolno wyprzedzać i w atmosferze ogólnego śmiechu rozstałam się z najmilszym patrolem drogowym w moim mieście.
Mając 17 lat założyłam konto w serwisie randkowym. Napisał do mnie koleś, nie w moim typie, ale stwierdziłam, że wygląd to nie wszystko. Na zdjęciach nie prezentował się źle, więc miałam nadzieję, że w rzeczywistości będzie lepiej.
Mieszkał kilkadziesiąt kilometrów od mojego miasta, więc przyjechał pociągiem. Czekał na mnie naprzeciwko szkoły. Widząc mnie przeszedł przez ulicę i przywitał się. Dopiero wtedy zrozumiałam, że zdjęcia kłamią. Przywitałam się jednak i z uśmiechem przyklejonym do twarzy szłam obok niego. Pogadaliśmy chwilę. W pewnym momencie powiedział coś w stylu "Chciałbym ci zadać kilka pytań". Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie wyciągnął kartki, na której miał zapisane pytania w stylu "Jaki lubisz kolor,", "Jakie jest twoje marzenie", "Jakie masz plany na przyszłość", "Jakie zwierzęta lubisz", "Co cię interesuje"... pytania się nie kończyły. Zrobiłam wielkie oczy i poczułam przerażenie, a odpowiadając zdawkowo szłam jak najbliżej ulicy, mając nadzieję, że coś mnie przejedzie.
Spotkanie skończyło się po 10 minutach. Nigdy więcej...
Koleżanka z roku zaprosiła mnie, kolegę i jeszcze parę osób na swoje urodziny do knajpy. Spóźniła się godzinę, czekając na nią wypiliśmy po piwie. Gdy w końcu przyszła złożyliśmy jej życzenia, pogadaliśmy, wypiliśmy jeszcze jedno piwo. A potem solenizantka zapłaciła za swoje (tylko) piwo i poszła, zostawiając nas z rachunkiem do podziału. Impreza roku!
Siedzieliśmy na zajęciach komputerowych i oglądaliśmy wyjątkowo nudny film instruktażowy. Tak wyszło, że opuszczałem głowę coraz niżej i niżej, aż w końcu mi się przysnęło. Kiedy się ocknąłem sala komputerowa była pusta, a światła zgaszone. Jak można się domyślić byłem w szoku. Wstałem i wybiegłem przez drzwi w popłochu, a tam cała moja grupa wraz z prowadzącym na mnie czekali, żeby mnie przestraszyć.
Ich plan wypalił idealnie, bo prawie się porobiłem. Stałem z przestraszoną miną i klawiaturą odciśniętą na policzku, a oni mieli ubaw po pachy :/
Pewnego ciepłego dnia mój tato zabrał moją młodszą siostrę na lody. Miała wtedy może 5 lat. Nie były to byle jakie lody z hipermarketu, lecz takie dobre, na gałki i w rożku. Moja siostrzyczka o wielkim serduszku pyta tatę:
- Tatusiu, a ty nie chcesz loda?
- Nie kochanie. Jedz sobie.
- Ale tatusiu, poproś Panią Lodziareczkę, to ci zrobi loda.
"Pani Lodziareczka" do tej pory się śmieje jak ich widzi.
Dodaj anonimowe wyznanie