Studiuję w Poznaniu i tu też niedawno poznałam mojego chłopaka. W tym roku na Walentynki przyjechał po raz pierwszy do mojego miasta. Mieliśmy nawet wolną chatę na noc, więc w ogóle cud, miód, malina. Było cudownie, śmialiśmy się, rozmawialiśmy, piliśmy wino.
A że po winku język mi się rozwiązuje no to zaczęłam opowiadać historie jak to w zeszłym roku mieszkałam w akademiku z koleżankami i przez jakiś czas pomieszkiwał u nas taki Hubert. O tym jak się lubiliśmy wygłupiać i o jajach jakie tam odchodziły z jego udziałem. Mój chłopak się spytał czy to ten sam koleś który zadzwonił do mnie ostatnio jak byliśmy razem i pytał czy pójdę na kręgle. Powiedziałam, że tak, potem rozmowa zeszła na inny temat i zapomniałam o sprawie.
Sęk w tym, że mój chłopak jest z tych wrażliwych i zamkniętych, więc jak coś go gryzie to dusi to w sobie. Ma też mimowolne odruchy gdy zasypia (już kiedyś zdarzyło mi się dostać od niego z łokcia w głowę) oraz tendencję do słodkiego nieogarniania nad ranem. Tak było i tym razem. Obudziłam się jako pierwsza a on jeszcze słodko spał. Popatrzyłam na niego i aż krew mi zaczęła szybciej krążyć. Chciałam sprawić mu przyjemną pobudkę a wiadomo, że na „śpiocha” jest fajnie xD. No i tak zaczynam go delikatnie całować, smyrać tu i tam, ale nie – mocno śpi. No to ja dalej tam próbuję go jakoś przyjemnie rozbudzić, rozpalić itp. Trochę się przebudził. Zaczął nawet odwzajemniać amory, ale wciąż z jedną nogą we śnie.
Zrobiło się gorąco, gdy nagle on ni z gruszki ni z pietruszki, z zamkniętymi oczami wypala do mnie szeptem: „Hubert”. Tak, zabawiał się ze mną i wymówił imię mojego kolegi.
Odechciało mi się wszystkiego. Dokładnie w tym momencie on się przebudził i widząc moją zdziwioną minę jednocześnie próbującą powstrzymać śmiech zaczął tłumaczyć, że coś mu się śniło. Zrozumiałam, że bardzo musiał się zadręczać kim jest ten mój znajomy, czuł zazdrość, a ja chyba zapomniałam dodać w moich opowieściach, że Hubert pomieszkiwał z nami bo jest chłopakiem mojej współlokatorki.
Z dwojga złego lepiej, że nie wymówił imienia jakiejś swojej koleżanki, bo wtedy to chyba ja nie spałabym spokojnie. Teraz mamy z tego niezły ubaw za każdym razem gdy nam się przypomni ta sytuacja. Na koniec pozdrowienia dla mojego chłopaka, bo ma polubione „Anonimowe” i wiem, że to czyta.
Dzisiaj podczas zakupów. Stałem w kolejce do kasy. Przede mną sporo ludzi, w tym matka z córką, która bardzo głośno domagała się kinder niespodzianki. Jej rodzicielka co chwilę mówiła, że w domu jest dużo słodyczy.
W końcu bystra dziewczynka powiedziała "Jak mi nie kupisz kinder niespodzianki, to powiem wszystkim, że brałaś ptaszka taty do buzi". Cóż, nie dość że nie dostała czekoladowego jajeczka z niespodzianką, to na kolację nie zje parówek. Bowiem kobieta, cała czerwona na twarzy, zostawiła zakupy na taśmie, chwyciła córkę na ręce i wybiegła ze sklepu, odprowadzana wzrokiem klientów.
Wczoraj wieczorem przyszedł do mnie chłopak. Kochaliśmy i gdy potem zmęczeni leżeliśmy na łóżku wyciągnął pierścionek i spytał, czy za niego wyjdę. Wszystko super, zgodziłam się, wzruszenie itp. Teraz tylko muszę wymyślić jakąś romantyczną oficjalną historię naszych oświadczyn, która będzie się nadawała do opowiadania rodzinie i w przyszłości dzieciom.
Pewnego niedzielnego poranka, po mocno zakrapianej imprezie obudził mnie dźwięk domofonu. Z ledwością wstając, starając się wygłuszyć szumy wciąż obecne w mojej głowie podszedłem aby odebrać.
Gdy podniosłem słuchawkę usłyszałem głos starszej pani pytający "Czy uważa pan, że Pan Jezus wysłuchuje naszych modlitw?".
"Nie, bo modliłem się abyście więcej nie przychodzili", odparłem odkładając jednocześnie słuchawkę.
Mój syn chodzi do 2 klasy szkoły podstawowej. Mieli lekcję o zwierzętach, pani spytała dzieci jakie zwierzęta mieszkają na łąkach. Kolega syna zgłosił się i podekscytowany powiedział "TELETUBISIE!".
Kiedyś w radiu RMF FM była taka gra, że słuchacze wysyłali SMSy, a oni do niektórych oddzwaniali - oczywiście wszystko było słychać podczas audycji. Jeśli od razu po odebraniu odpowiedziało się "RMF FM najlepsza muzyka" to zgarniało się kupę kasy w nagrodę. Moja mama czy to w domu, czy to w samochodzie słuchała tego radia i słała wiadomości jak szalona, licząc że któregoś dnia los się do niej uśmiechnie.
Pewnego dnia siedziała w kuchni, radio grało i wybierali numer do farciarza który uprzednio wysłał wiadomość na wskazany numer. I akurat w tym momencie ktoś zadzwonił do niej z zastrzeżonego numeru. W radio słychać było sygnał, telefon dzwoni, no to chyba każdy by pomyślał że to oni. Cała się trzęsie ale odbiera i mówi: "RMF FM najlepsza muzyka!". Zaś w odpowiedzi słyszy: "Eee, dzień dobry, dzwonię z banku. Nie wpłynęła do nas rata kredytu na mieszkanie.".
Miałam wtedy ok. półtora roku i byłam u dziadków. Była tam też pewna pani, której co trzecie słowo, to było "ku*wa". Dziadkowie zwracali jej uwage, że ja słucham, ale ona mówiła tylko, że jestem za mała, by zrozumieć.
Następnego dnia byłam u dziadka na rękach, a mój wujek kłócił się z babcią. Wtedy jeszcze nie mówiłam, aż do tego dnia. W pewnym momencie z mych ust wydobyło się moje pierwsze słowo - "kulwa".
Pamiętajcie, by uważać na to, co mówi się przy dzieciach. One jednak rozumieją, a ja jestem tego dobrym przykładem.
Jako że mój brat ma 4 latka, to nie zawsze wie co mówi. Tak też było na jednej z rodzinnych imprez. Miałam na głowie kapelusz, a mój wujek chcąc go przymierzyć zdjął mi go z głowy i ubrał. Zauważył to mój brat. Chcąc pochwalić wygląd wujka powiedział: "Wyglądasz jak męski ciul". Wyraźnie zadowolony z swojej pochwały poszedł się bawić zabawkami, zostawiając nas w niezręcznej ciszy.
Mieszkałam w bloku na parterze i organizowałam Sylwestra. Zabawa była przednia. Nagle jeden z dość mocno wstawionych kumpli oparł się o drzwi przesuwanej szafy i wypadły z niej narty. To był błąd.
Banda pijanych facetów wpadła na pomysł zeby na nich pozjeżdżać, a że zimy w tym roku nie było zjeżdżanie odbyło sie na schodach klatki schodowej. Oczywiście pełna profeska: buty, kask itd. Wszystko było pięknie, a zabawa naprawdę była genialna. Do czasu...
W pewnym momencie gdy kumpel jechał ze schodów do klatki weszła starsza babuszka która została staranowana przez kumpla. Niefortunnie złamała rękę. Oczywiście telefon na pogotowie i zabrała ja karetka, a my wzięliśmy od Pani Mirosławy wszystkie dane.
Na drugi dzień kiedy każdy już trochę przetrzeźwiał, a kac morderca opuszczał nasze ciała udaliśmy się do szpitala, aby zobaczyć jak wygląda sytuacja.
Na naszych twarzach pojawiło sie ogromne zdziwienie kiedy pani w recepcji powiedziała, że żadna pani Mirosława nie leży w ich szpitalu. Zaczęliśmy sie troche kłócić gdy nagle podeszła druga pielęgniarka i powiedziała do swojej koleżanki: "Tyyy Kryśka, była taka, tylko do psychiatryka ją odwieźli, bo mówiła, że ją narciarz na schodach potrącił..."
Doznaliśmy szoku i bez słowa z grobową miną opuściliśmy ten szpital...
Na dobry początek roku 2015 wymyśliłam sobie noworoczne postanowienie. A mianowicie, że schudnę do wakacji 5 kg. Powoli zbliża się koniec kwietnia, a zostało mi już tylko 7 kg...
Dodaj anonimowe wyznanie