To było już kilka ładnych lat temu, kiedy mój brat był jeszcze mały. Zadzwoniła do nas babcia (którą brat bardzo lubił i nadal lubi) i chciała porozmawiać z wnukiem przez telefon. Nawiązała się między nimi taka rozmowa:
- Co tam słychać wnusiu, co robisz? Babcia przyjedzie do was w sobotę!
Na co mój rezolutny brat od razu odpowiedział:
- A po co??
Zbita z tropu babcia próbowała jakoś wybrnąć:
- Noo napić się kawki, pogadać...
Ale on nie dał się zwieść i spytał:
- A babcia w domu kawy nie ma?
Mimo, że nie było to najmilsze stwierdzenie, babcia i tak przyjechała, a brat bardzo chętnie się z nią bawił :)
Dawno temu, gdy z moim starszym bratem jeszcze nie chodziliśmy do podstawówki, bardzo lubiliśmy się bawić w "chowanego". Byliśmy wtedy u babci, która to poszła umyć klatkę, bo był jej dyżur. Swoją drogą zapewne zagadała się z jedną ze swoich "wspaniałych sąsiadek", bo przecież mycie klatki nie trwa 2 godziny.
Bawiliśmy się więc z bratem w chowanego. Aktualnie to on miał szukać, a ja się chować. Wpadłam na genialny pomysł - schowam się w szafie, w której babcia trzyma koce i poduszki. Żeby było mi wygodniej ułożyłam ładnie poduszki i nakryłam się jednym z wielu koców. Było mi tak przyjemnie, że zasnęłam.
Obudziłam się kilka godzin później. Wyszłam z szafy i od razu poczułam na sobie wzrok babci i brata. Zapytałam się brata, czemu mnie nie szukał. Odpowiedział, że szukał, ale nie mógł znaleźć. Wołał mnie, ale nie odpowiadałam. Gdy już babcia zaczęła dzwonić do połowy z miasta z informacją, że jednak jestem i to cała i zdrowa.
Zostaliśmy z bratem sami i on powiedział zdanie, które zapamiętam do końca życia -"Wiesz, jaki miałem opieprz za ciebie?!". Oczywiście nie interesował mnie sens wypowiedzi. Od razu pobiegłam do babci na skargę nakablować, że brat powiedział "opieprz".
Do tej pory się śmiejemy, że nie dość, że zgubili mnie we własnym mieszkaniu i mój brat dostał za to "opieprz" to jeszcze naskarżyłam do babci, że chłopak niestosownie się wyraża.
Mój brat, jak był mały, wziął małe kaczki i schował je przed deszczem. Przyszedł do mamy się pochwalić, że wykopał dołek i je... przykrył ziemią, żeby nie zmokły.
Pierwszą moją myślą, gdy poznałem moją przyszłą żonę było - "Jaka ona brzydka. Ciekawe gdzie znajdzie chłopaka?". Cóż ja już to wiem, za to ona do dziś o tym nie wie...
To było kilka miesięcy temu. Mieszkam w starej kamienicy, na czwartym piętrze, mieszkanie jest dość duże i ma wiele różnych przejść. W domu mieliśmy remont, więc wszędzie był ogromny bałagan i mnóstwo kartonów z rzeczami. Sama kamienica jest przy głównej ulicy do centrum miasta, lecz w troszkę nieciekawej dzielnicy.
Byłam sama w domu, bo rodzice wyjechali. Wracałam z wielką radością do domu z zajęć, około 16. Później już nie miałam nic w planach, postanowiłam odpocząć sobie w domu po ciężkim tygodniu. Obejrzałam sobie jakiś film, posiedziałam na fejsie, zjadłam masę słodyczy, narobiłam bałaganu, wzięłam długą kąpiel po czym o przyzwoitej porze poszłam spać.
Następnego dnia obudziłam się około 10, leżałam sobie jeszcze z godzinę w łóżku, aż trzeba było wstać, bo poranna potrzeba wzywała. Idę sobie długim korytarzem do łazienki i nagle słyszę bardzo głośne i wyraźne szczekanie psa. Trochę mnie zamurowało, bo ja nie mam psa. Czułam, że dźwięk jest gdzieś blisko, więc poszłam za odgłosem w stronę... drzwi wejściowych. Wpadłam w ogromną panikę, gdy zobaczyłam, że przez cały ten czas miałam drzwi od domu otwarte na oścież! A szczekający pies to własność sąsiada, który akurat stał na klatce schodowej piętro wyżej...
Potem przez godzinę biegałam po wszystkich pokojach, z trzęsącymi się nogami, z parasolem w jednej ręce i patelnią w drugiej, szukając w szafach, pomiędzy regałami, pod łóżkami, pomiędzy kartonami sprawcy, złodzieja, mordercy. Choć okazało się, że wszystko zostało na swoim miejscu, przez kolejne trzy miesiące miałam koszmary i bałam się spać sama w domu. A teraz gdy zostaję sama, trzy razy sprawdzam jak zamykam drzwi :D
Kiedy miałam 5 lat uwielbiałam oszukiwać mojego brata, który miał wtedy 3 lata. Moje ulubione kłamstewko było dość okrutne jak na pięciolatkę. Mieszkaliśmy wtedy na wsi i tak jak to na wsi bywa, przychodził czas zarzynania świni. Zwykle wieczorem rodzice robili rozbiór świni (na części). Mnie jakoś nigdy to nie brzydziło, za to mojego brata to przerażało i gdy tylko zobaczył świnię na stole, to uciekał z krzykiem.
No i tu zaczyna się historia małoletniego człowieka skurw*ela. Zawsze podczas tego rozbioru mówiłam mojemu bratu, ze w kuchni nie ma już tej świni, za to są kolorowe kredki, które kupiła dla niego mama. Wiadomo, dzieciak wierzył, szedł do kuchni, a tam ta świnia, więc uciekał z krzykiem. Najlepsze było to, że jednego wieczoru udawało się oszukać go kilka razy na tą bajeczkę z kredkami, a on zapłakany uciekał za każdym razem, jak zamiast kredek widział tę świnię. Mieliśmy z siostrą (wtedy lat 7) z tego straszny ubaw. Współczuję najmłodszym, starsze rodzeństwo nie zna litości.
Jestem sobie na orliku. Gram z kolegami w piłkę. Na bramkę wchodzi mały, gruby jedenastolatek. Broni nawet silne strzały. Potem zmienia się z obrońcą. Patrzę jak biega i widzę, że jakby nie ugina jednej nogi. Ja jako "największy żartowniś świata" pytam jednego z moich kolegów (bardzo głośno - tak żeby wszyscy słyszeli): "DLACZEGO ON BIEGA JAKBY NIE MIAŁ NOGI!?" na to mój kolega spokojnym głosem odpowiada: "BO ON NIE MA NOGI". Możecie sobie wyobrazić moje zażenowanie, bo tego opisać się nie da.
Ostatnio szłam z moim chłopakiem do sklepu. Po drodze do niego zawsze stoją świadkowie Jehowy z wózkiem pełnym książek. Gdy już mięli się zbierać, nagle ktoś zaczął ich wołać. Ze szkoły wyszedł ksiądz z dwiema uczennicami i Biblią pod pachą. Podbiegł do nich i zaczął zagadywać. Po chwili spytał, czy chcą porozmawiać o Bogu. Otworzył Pismo Święte i odczytał fragment. Jehowy nie wiedzieli, co się dzieje i zaniemówili. Jedna z kobiet uciekła z wózkiem, a dwie pozostały próbowały ignorować księdza, który po krótkim spacerze z nimi pożegnał się i wrócił do szkoły.
Pracuję w małej przychodni. Mamy pacjentkę, która długo zmagała się z otyłością. Ostatnio przyszła w innej sprawie, a przy okazji zwróciłam uwagę, że znacznie schudła. Okazało się, że aż 15 kg! Skomentowałam "Nie wiem co pani zrobiła aby osiągnąć taki rezultat, ale świetnie to pani służy, moje gratulacje!". Na to ona odparła ze zgaszoną miną "Odkąd mąż zmarł dwa miesiące temu prawie nic nie jem".
To była najbardziej niezręczna chwila w moim życiu.
Kiedy miałam jakieś 6 lat, zapytałam się taty, czy mogę wziąć jego samochód. On powiedział, że nie bo nie potrafię jeździć autem. Po wyczerpaniu wszystkich argumentów, jakie miałam zaczęłam płakać i na koniec powiedziałam "A mamie to dajesz jeździć, a mi to nie! Sam mi mówiłeś, że gorszego kierowcy od mamy na całym świecie nie ma!". Mama przez tydzień nie odzywała się do taty...
Dodaj anonimowe wyznanie