#01PQu

Moja 4 letnia córka we wszelkich dziedzinach życia zdecydowanie preferuje swoją matkę. Pewnego razu uświadamiałem ją w zakresie bieżącej wiekowości:
- Polciu, ty masz 4 lata, ja mam 40 lat, a mama ma 37 lat.
- Tak, mama ma najwięcej lat!
- No nie do końca kotku... 40 to więcej niż 37... Ja jestem najstarszy.
- (na granicy płaczu) Tato, mamie będzie przykro jak się dowie, że ma mniej lat niż ty....

#s2Whs

Mając 6 lat usłyszałam, jak babcia rozmawiała z sąsiadką, że jest święto "Matki Boskiej Pieniężnej". Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia, co to takiego i że tak się po prostu mówi, kiedy dostaje się wypłatę. Oczywiście od razu mój rozumek zinterpretował to tak, że ksiądz w kościele rozdaje pieniądze. 

Do kościoła miałam dosłownie kilka kroków. Byłam bardzo śmiałym dzieckiem, więc pobiegłam do kościoła i znalazłam księdza. Oczywiście ksiądz zdziwiony obecnością małej dziewczynki zapytał, co mnie do niego sprowadza, a ja na to "Bo dziś jest Matki Boskiej Pieniężnej i przyszłam po kasę na nowy rower". Nie pamiętam dokładnie reakcji księdza, ale wiem, że zaczął mi tłumaczyć, że coś mi się pomyliło. Zawiedziona wróciłam do domu oczywiście bez kasy na rower. Wiem, że wtedy się popłakałam. 

Dwa dni później miałam urodziny. Rower dostałam od rodziców, zwlekali z kupnem właśnie do moich urodzin. Kolejnego samego dnia wieczorem przyszedł ksiądz. Widząc moje rozżalenie wtedy, gdy do niego przyszłam, postanowił, że sprawi mi ten rower. Takim sposobem dostałam dwa rowery. Wspólnie stwierdziliśmy, że ten drugi oddamy dziecku, które bardziej by się ucieszyło z jednego niż ja z dwóch :)

#sizhM

Mój starszy brat Tomek ma agencję ubezpieczeniową. Chociaż zawsze nieźle na tym zarabiał, w ubiegłym roku myślał o zamknięciu interesu. To agenci przychodzą i odchodzą, to towarzystwa nie płacą na czas, ale ważnym powodem było też jego przekonanie, że ludzie traktują go jak natręta, który chce wcisnąć im coś niepotrzebnego. 

Jednym z jego pierwszych klientów był pan Piotr. Człowiek ten zakupił u mojego brata polisę na życie na kwotę 400 000 zł. Jednak zastrzegł, że jego rodzina ma o tym nie wiedzieć. A gdyby zmarł lub zginął to Tomek ma nie kontaktować się z jego bliskimi i nie załatwiać formalności aż do 1 stycznia po jego "odejściu", niezależnie od tego, w którym byłoby to roku. Brat kompletnie nie rozumiał o co chodzi, ale dopiero zaczynał swoją karierę, a prowizja za tę polisę przewyższała jego dotychczasowe zarobki na etacie, więc zgodził się bez mrugnięcia okiem. 

Lata mijały i jesienią ubiegłego roku do Tomka dotarła informacja, że pan Piotr zginął w wypadku samochodowym. Minęły pierwsze dni i zero kontaktu od bliskich pana Piotra. Tomek długo bił się z myślami, ale postanowił spełnić obietnicę i zadzwonić dopiero 1 stycznia po nowym roku. W grudniu zaraz przed świętami brat przyjechał do naszego domu rodzinnego, zaraz po spotkaniu z żoną pana Piotra, która jednak zadzwoniła do niego dzień wcześniej. Blady jak ściana, zamyślony, nerwowy i wtedy opowiedział nam tą historię. 

Okazało się, że kiedy klient kupił polisę na życie, napisał list i z wszystkimi dokumentami ubezpieczenia, schował go między bombki i ozdoby na choinkę. Co roku przed świętami wyciągał to i po rozebraniu choinki chował z powrotem. Po śmierci pana Piotra, gdy przyszły święta, jego żona z dzieciakami, wzięli się za ubieranie choinki. Nie wyobrażam sobie ich wzruszenia, gdy znaleźli tam polisę dla nich na 400 000 zł oraz list w stylu, "Jeśli to czytacie to znaczy, że mnie z wami nie ma, ale to jest numer do pana Tomasza, który pomoże wam załatwić formalności". Domyślam się, że w liście było więcej słów jednak mojemu bratu udostępniono tylko część, którą zacytowałam. Poryczałam się, gdy Tomek to opowiadał, a on sam podszedł po tym inaczej do swojej pracy i nie ma już poczucia, że wciska ludziom niepotrzebne rzeczy.

#qjdVu

Pewnego dnia wybrałam się do dziadków autobusem. Podroż trwa ok 2 godz., więc postanowiłam się przespać. Włączyłam muzykę i zasnęłam z słuchawkami w uszach. 

Dojeżdżałam do jednego z głównych przystanków i wtedy przebudziłam się. Obok mnie siedziała mała dziewczynka. Wyjęłam słuchawki z uszu, ona popatrzyła na mnie i zapytała "Wiesz, gdzie jest moja mama?". Lekko zdezorientowana rozejrzałam się. W autobusie byłam tylko ja i jakiś chłopak, no i oczywiście kierowca.

Nie wiedziałam, co się dzieje. Podeszłam więc do kierowcy i zapytałam, czy wie gdzie jest mama tej dziewczynki. To co usłyszałam zwaliło mnie z nóg: "Jakaś kobieta wsadziła na przystanku tą małą mówiąc, że to pani siostra". Wróciłam na swoje miejsce i nie wiedziałam, co zrobić.

Zamknęłam oczy, by pomyśleć, a gdy je otworzyłam dziewczynki nie było, a ja zorientowałam się, że to był tylko sen. Lecz i tak do ostatniego przystanku zastanawiałam się, czy to przypadkiem też nie sen. Już nigdy nie usnę w autobusie ;)

#88qih

Sytuacja bardzo krępująca, lecz skoro to anonimowe wyznania, to czemu by jej nie opowiedzieć :D

Niedawno wracałem z mocno zakrapianej imprezy. Jakimś cudem udało mi się wejść do domu nie budząc nikogo. Pokój mam z siostrą, lecz tej nocy jej nie było. Pomyślałem że to idealna okazja abym mógł sobie ulżyć (wiadomo w jaki sposób). Włączyłem swój TV i odpaliłem kanał o odpowiedniej tematyce...

Jak już wcześniej wspominałem wypiłem dużo alko. Gdy już zabierałem się do robótek ręcznych, przerwała mi reklama. Co za rozczarowanie. Starałem się nie zasnąć. Niestety pech, zasnąłem... 

Obudziłem się, a tu widzę że mamcia właśnie wyłącza TV, podczas gdy było już po reklamie i ze skrępowaniem opuszcza pokój. A ja na domiar złego cały czas trzymałem kitę w ręce... 

Nigdy nie wróciliśmy do tego zdarzenia w żadnej rozmowie.

#NXlzk

Obecnie mam 24 lata, więc swoje dzieciństwo przeżyłem jeszcze w latach 90-tych. Posiadam pokemona - czytaj młodszego o 3 lata brata. Jak to u rodzeństwa bywa, wiele razy dochodziło między nami do starć o najlepszą zabawkę, potem o komputer i jeszcze z powodu miliona innych rzeczy, co finalnie prawie zawsze kończyło się rykiem "młodego" nawet kilka razy dziennie. Do tego mieliśmy jeszcze wspólny pokój.

Nasza mama próbowała wielu metod, by temu zapobiec. Chowała zabawki, kabel od komputera: dawała karę na słodycze, wyjścia na dwór; rozdzielała nas po różnych pokojach; zdarzały się i pojedyncze klapsy, ale niestety mało to wszystko pomagało.

Ale pewnego dnia, po jakimś poważniejszym "pojedynku" z bratem, nie wytrzymała już nerwowo i sięgnęła po ostrzejszą metodę. Usłyszawszy nasze dzikie harce i przepychanki, nieoczekiwanie weszła do naszego pokoju zdecydowanym krokiem, popatrzyła na nas przez moment, na chwilę wyszła z powrotem na korytarz, po czym wróciła i rzuciła w naszym kierunku 2 walizki. I oznajmiła do nas dosyć spokojnym, ale poważnym tonem "Pakujcie się, jedziecie do domu dziecka!".

Popatrzyliśmy na nią chwilę w ciszy, ale do oczu już zaczęły napływać łzy. A zaraz potem zaczął się płacz połączony z lamentem, że już nie będziemy się kłócić i bić, że będziemy grzeczni. Ale mama była twarda jak ze skały, nie było przeproś. Nie chcieliśmy się pakować, więc sama szybko zgarnęła z szafy kilka ubrań i wrzuciła do walizek. Wpakowała nas do samochodu i jedziemy...do domu dziecka. Nasz ryk nie ustawał. 

Nie wiedziałem, gdzie w naszej miejscowości jest to straszne miejsce, ale po pewnym odcinku drogi zacząłem poznawać tę trasę i już miałem lekkie domysły, dokąd zmierzamy. Oboje trochę się uspokoiliśmy i reszta podróży przebiegła już w ciszy, ewentualnie z pojedynczym szlochem któregoś z nas. Koniec końców wylądowaliśmy na tydzień u dziadków na wsi, a mama miała przez ten czas spokój w domu.

Może się wydawać, że taktyka zastosowana wtedy przez naszą mamę była trochę okrutna jak na dzisiejsze czasy i bezstresowe wychowanie, ale uwierzcie mi, od tamtej pory już nie mieliśmy tak częstych i poważnych awantur. A mój młodszy braciszek jest obecnie wyższy i prawie 20 kg cięższy ode mnie, na szczęście nie ma skłonności do zemsty za stare dzieje.

#6XsKB

Cała historia miała miejsce gdy miałam 10 lat. Od rodziny mojej mamy, ja i moja siostra dostałyśmy po króliku "miniaturce". Jednak po paru miesiącach urosły one do rozmiarów zwykłych królików, nie mogłyśmy już ich trzymać w bloku w małych klatkach i rodzice postanowili oddać je babci na wieś. 

Często je odwiedzałyśmy, aż pewnego dnia, dziadek wziął nas na kolana i powiedział, że odeszły do króliczego nieba. Byłam bardzo smutna. Babcia zaraz przygotowała mi i mojemu kuzynostwu kanapki z pasztetem. Oczywiście nie kojarząc faktów, zjadłam swoją porcję i poprosiłam o dokładkę. Babcia bez wahania odpowiedziała, że więcej nie ma, ponieważ były tylko dwa króliki. Wyobraźcie sobie moją minę...

#plwVg

Do mojej pracy często rano zakrada się listonosz. Zwykle zostawia parę listów poleconych i szybko odchodzi. Wygląda jak Holender. Ma siwe dłuższe włoski, wali od niego kiepami i jest przykładem typowego mruka. Nigdy nie zażartuje, ma posępny wzrok, lekko przestraszony, jakby zbierało mu się na niespodziewaną kupę.

Dzisiaj jak zwykle wszedł, położył parę listów, podał mi długopis i pokazał, gdzie się podpisać. Przybiłem mu również w odpowiednie okienko pieczątkę, po czym wróciłem do czegoś, co zajmowało mnie właśnie przed komputerem. Ze zdziwieniem spostrzegłem kątem oka, że zamiast odejść, on dalej stoi i wyciąga w moim kierunku rękę.

Pomyślałem: "Hmm, taki ma dobry dziś humorek, że chce mi podać grabę?". Bez zastanowienia przybiłem mu soczystą piąteczkę z uściskiem, tak, jakby był on moim ziomkiem, którego dawno nie widziałem.

Na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie i strach, wymamrotał tylko: "Długopis... oddaj mi mój długopis" i szybko czmychnął speszony pewnie nie mniej niż ja...

#m43I3

Ostatnio poszłam z moją siostrą na basen. Super się pływało i w ogóle, ale trzeba wychodzić, bo kończy się czas. Ja pierwsza weszłam do przebieralni, aby się wytrzeć i założyć ubranie, gdy nagle usłyszałam charakterystycznie głośne trzaśnięcie drzwiami. Moja siostra - tylko ona tak robi. Weszła do przebieralni obok. Ściany tych przebieralni nie dosięgały sufitu, więc można było coś przerzucić z jednej do drugiej górą. Ja jestem starsza i ta bardziej "pomysłowa", zatem postanowiłam przerzucić mój strój kąpielowy tak, aby spadł mojej siostrze na głowę. Jak wymyśliłam, tak też zrobiłam. Po chwili go odrzuciła, więc ja znowu i tak jeszcze ze dwa razy. 

W końcu gdy mój stanik i majtki do mnie wróciły, usłyszałam głos starszego pana: "Przepraszam czy mogłaby pani nie przerzucać do mnie części swojej garderoby!". Okazało się że siostra weszła do przebieralni owszem obok mnie, ale to nie był TEN bok... :D

#hrteE

Jesienny wieczór, a może popołudnie. Generalnie ściemniało się już. Zbierałam się na zakupy wraz z chłopakiem i przyjaciółką. Do marketu mieliśmy 15 minut pieszo, ale tego dnia wybraliśmy MPK. Było tłoczno. Wsiedliśmy ostatnimi drzwiami. Był to czas powrotu ze szkoły, więc ‘dresowi’ gimnazjaliści zajęli tylne miejsca. Obok nas stał przestraszony chłopak w wieku tych z tylnych siedzeń. Jako iż wraz z przyjaciółką jesteśmy osobami, które chciałyby zbawić cały świat od razu zaczęłyśmy snuć domysły, że owy chłopak to na pewno ‘kozioł ofiarny’ tych ‘dresowych’.

Gdy wysiedliśmy z MPK ten wystraszony ‘kozioł ofiarny’ szedł przed nami, zaś ‘dresowi’ pomykali za nami. ‘Kozioł ofiarny’ ciągle nerwowo odwracał się do tyłu i przyspieszał kroku. ‘Dresowi’ wyprzedzili nas i zaczęli biec. ‘Kozioł ofiarny’ wziął nogi za pas i pędził ile sił. Oczywiście wpadłam w panikę, bo przecież oni zaraz mu napukają. Musiałam mu pomóc! Chłopak mnie uspokajał, powiedział żebym poczekała i zobaczyła jak potoczy się sytuacja. Jeśli dresowi zaczną się rzucać, to podejdziemy i jakoś to załatwimy. Ale nie słuchając go zaczęłam przyspieszać kroku… aż w końcu biec za nimi.

‘Kozioł ofiarny’ i ‘dresowi’ przebiegli przez przejście i zwolnili kroku. Każdy poszedł w swoją stronę. Ja zasapana stanęłam uświadamiając sobie, że i ‘koziołek’ i ‘dresowi’ biegli, aby zdążyć na zielonym świetle dla pieszych.
Dodaj anonimowe wyznanie