Miałem wtedy 5 lat, pojechaliśmy razem z przedszkolem na wycieczkę do Olsztyna,
tradycyjnie jakieś zwiedzanie, skanseny i różne inne duperele. Końcowym punktem
miała być wizyta w McDonaldzie, chyba nie muszę dodawać, że była to dla nas najlepsza z przygotowanych atrakcji.
Jak to zwykle z dziećmi bywa, każdy z bananem na ryju zaczął konsumować pożywienie z pod szyldu pana Donalda. Kiedy już skończyłem swoją ucztę, odczułem nagłą potrzebę. Wraz ze mną do "wu-cetki" udało się jeszcze kilka innych dzieciaków i pani do opieki. Wchodzę, załatwiłem się, po czym postanowiłem umyć ręce.
Wszystko było spoko, dopóki nie zauważyłem, że inni rzucają dziwne spojrzenia w moim kierunku, ale nie przejąłem sie tym zbytnio. Opłukalem jeszcze twarz wodą. Nagle slyszę śmiech pani, która zaraz dodała "Kamilku, ale tu robi sie siusiu". Z boku musiało to wygladać komicznie, dziecko myjące ręce i twarz w pisuarze, ale ja wtedy myślałem, że jest to specjalna umywalka dla małych dzieci, dlatego też jest tak nisko umiejscowiona.
Kiedy miałam 8 lat, byłam bardzo wygadanym dzieckiem. Mój tata ma firmę transportową. Któregoś dnia jeden z jego pracowników przyszedł do niego w jakiejś sprawie. Zapukał do drzwi, które otworzyłam. Ten spytał, czy jest mój tata w domu. Bez wahania krzyknęłam wgłąb mieszkania: "Tata! Przyszedł ten pan, co mówiłeś, że paliwo kradnie!".
W technikum miałam koleżankę o nazwisku "Bułka". Opowiadała nam jak któregoś dnia jakaś babka przez pomyłkę zadzwoniła do jej taty. Rozmowa brzmiała tak:
- Dzień dobry, czy to piekarnia? - spytała babka.
- Dzień dobry, nie, ale Bułka przy telefonie - odpowiedział tata koleżanki.
Kobieta ponoć zareagowała bardzo wulgarnie...
Moja koleżanka jakieś rok temu poznała chłopaka w internecie na jakimś forum. Zagadał do niej, wymienili się numerami i stale utrzymywali ze sobą kontakt. W sumie nic mnie w tym nie zdziwiło do czasu, gdy oświadczyła mi, że są parą, kochają się na zabój i mają zamiar wziąć ślub, mieć dzieci itd.
Z jednej strony to fajnie, że dziewczyna znalazła swoją drugą połówkę, bo chłopcy nigdy jakoś specjalnie się nią nie interesowali, ale z drugiej strony to ten facet był bardzo podejrzany. Wysłał jej kiedyś jakieś zdjęcia i tyle go widziała. Na skype z nią rozmawia, ale bez kamerki, bo nie ma (to trochę dziwne, że przez rok nie mógł sobie kupić jakiejś za 30zł). Jego profil na fb jest strasznie pusty, zero wpisów, trochę znajomych, żadnych zdjęć. Z jego opowieści wynika, że jest ideałem, trenuje siatkówkę, świetnie się uczy, studiuje prawo na UW itd., a na przysłanych zdjęciach wygląda mega przystojnie. Wierzyć mi się w to nie chciało, a moja koleżanka jest strasznie naiwna i dzieliła się z nim każdą chwilą.
Kiedyś chciała się z nim spotkać w Warszawie (jesteśmy z Wrocławia, więc rzadko przebywamy w stolicy), ale "akurat go nie było". No rozumiecie sytuację. Gdy zdradził jej, że całe wakacje pracuje w Wa-wie, namówiłam ją na wspólny wyjazd, by mogła się z nim spotkać. Tydzień przed umówionym spotkaniem z ukochanym kontakt się urwał, profilu na fb nie ma, telefon wyłączony, na skype niedostępny. Na spotkanie oczywiście też nie przyszedł.
Dla mnie jasna sprawa, w końcu przestał sobie żartować, bo to zaszło za daleko. Niestety moja koleżanka jest teraz w żałobie, bo przecież na pewno coś się stało, wypadek, paraliż lub morderca zza szafy. Chłopak albo leży w szpitalu albo nie żyje, bo inaczej by się odezwał. Chodzi ubrana na czarno i wciąż czeka na jakąś wiadomość od niego.
Piszę tą historię jako przestrogę. W internecie można poznać wiele wspaniałych osób, ale jest też dużo trolli i nie ufajcie wszystkim, bo potem można płakać. A ty "Krzysiu" jeśli to czytasz to wiedz jedno, jesteś du*kiem.
Mój brat, osobnik bardzo pracowity, łapał się w swoim życiu różnych zajęć, aby załapać trochę gotówki. Kiedyś podjął pracę w parku rozrywki dla dzieci. Właśnie zbliżały się święta Bożego Narodzenia i siłą rzeczy musiał przebrać się za elfa. Zajęcie to jednak nie spełniało jego oczekiwań, więc po niedługim czasie zrezygnował i zaczął szukać czegoś nowego.
Wysyłał podania do różnych firm. Długo nie było żadnego odzewu ze strony pracodawców, więc postanowiłam zerknąć w to jego CV, ależ było moje zaskoczenie i niezły ubaw, gdy odczytałam punkt odnośnie wcześniejszego zatrudnienia. Napisał, że był Elfem w krainie św. Mikołaja. Jak nietrudno się domyślić, wszyscy brali go za czubka.
Gdy miałem ok. 12 lat nauczyciele w szkole ze względu na słabe wyniki skierowali mnie na badania dot. dysleksji. Pani, która prowadziła badanie, kazała mi robić proste zadania, po czym wychodziła, po kilku minutach wracała, kolejne zadania i tak w kółko.
W pewnym momencie zaczęło mnie to nudzić, więc zacząłem robić te zadania tylko wtedy gdy zbliżała się do pomieszczenia. Podczas nieobecności kobiety robiłem wszystko, tylko nie zadania - wliczając w to bawienie się swoimi jajkami...
Kilka minut później kobieta podziękowała, zabrała kartki z zadaniami i kazała wracać do rodziców, którzy powiedzieli rozbawieni, że w tym pokoju były kamery i byłem cały czas obserwowany. Nawet nie wiecie jak się wtedy wstydziłem... W sumie to dalej jest mi głupio, jak o tym myślę.
Wczoraj w nocy, leżąc w łóżku z drugą połówką, mimo tego, że byliśmy mocno zmęczeni, postanowiłam zainicjować małe figle. W związku z tym, zaczęłam delikatnie drapać mojego faceta po udzie. Usłyszałam wtedy pomrukiwanie oraz słowa "Jak mi tak robisz, to przed oczami pojawia mi się pewien obraz". Zaciekawiona zapytałam, co takiego widzi. Na co on odparł spokojnym tonem "Nagle przed oczami pojawił mi się Wojciech Cejrowski" .
Mój wybuch śmiechu prawdopodobnie obudził wszystkich sąsiadów...
Mieszkam w czteropiętrowym bloku na ostatnim piętrze. Wracałem mocno pijany z urodzin koleżanki. Wchodzę do klatki i próbuję się wspiąć na sam szczyt po schodach. Pewnie minęło kilka dobrych minut zanim dotarłem po drzwi. Wchodząc do mieszkania od razu wpadłem do toalety. Sikam, sikam i tak kątem oka patrzę a tu wanna, a ja mam prysznic. Lekko zdziwiony, bo jeszcze rano był prysznic.
A tu nagle ojciec wchodzi, za łeb mnie i do domu. Okazało się że byłem piętro niżej u sąsiada. Do tej pory sąsiedzi patrzą na mnie dziwnie.
Jak do was wszystkich, tak i do mnie wydzwania wielu różnych telemarketerów. Wiadomo, dzwonią oni o różnych porach, często nawet późno wieczorem. Naprawdę staram się być miła, bo wiem, że ci ludzie w ten sposób zarabiają na swoje utrzymanie, ale czasem potrafią uprzykrzyć życie i po dobroci się nie da ich spławić.
Pewnego dnia dzwoni telefon stacjonarny. Spieszę się, żeby wyjść do sklepu, ale odbieram:
- Słucham?
- Dzień dobry, mamy dla pani zaproszenie do hotelu Rad na pokaz magii i czarów.
- Nie, dziękuję - odpowiadam i słyszę od razu:
- A dlaczego nie?
Nie zastanawiając się długo ściszam głos i bardzo wolno, konspiracyjnym szeptem oznajmiam: "Bo sama jestem czarownicą.... i właśnie udaję się na sabat.". Po drugiej stronie chwila ciszy i słyszę słabiutki głosik: "Aaa... to d z i ę k u j ę b a r d z o..." i sygnał rozłączenia.
Pięć lat temu, kiedy miałem 14 lat, musiałem udać się do chirurga na wycięcie znamion, które znajdowały się na pachwinie. Znamiona musiałem wyciąć ze względu na to, że się powiększały.
Nie bałem się samego zabiegu wycinania tych znamion, skalpela itp. Najbardziej obawiałem się, że pan lekarz będzie mi operował w okolicy przyrodzenia. I panicznie bałem się nieoczekiwanej erekcji, o co u nastolatka łatwo.
Przyszedł czas na zabieg. Chirurg zdezynfekował mi pachwinę, wziął skalpel i zaczął tam operować. Miałem wtedy na sobie same majtki. Na moje nieszczęście lekarz zahaczył kilka razy nadgarstkiem o moje przyrodzenie, a ja jedyne o czym myślałem, to żeby tylko mi nie "stanął"...
No i stało się najgorsze w nieoczekiwanym momencie. Własne ciało mnie zdradziło i zdecydowało, że czas na podniesienie masztu. Niestety nic nie mogłem zrobić, musiałem leżeć, a mina lekarza mówiła sama za siebie...
Do dzisiaj rodzice i lekarz (dobry kumpel mojego ojca) czasami to wspominają. A mi do dzisiaj jest z tego powodu strasznie głupio...
Dodaj anonimowe wyznanie