#DvpOH
W końcu nadszedł ten dzień, od rana nie mogłam wysiedzieć na miejscu. Specjalnie na ta okazję byłam u fryzjera, zafarbowałam włosy na nowy kolor i było mi w nim naprawdę nieźle. Podekscytowana pobiegłam do galerii i kupiłam cudną sukienkę maxi dress (długa sukienka po kostki), która świetnie komponowała się z moimi nowymi falowanymi włosami.
Gdy wróciłam do domu było już późno i na ogarnięcie się przed spotkaniem miałam niecałe pół godziny. Mój chłopak uwielbia mnie w szpilkach więc je ubrałam. Chciałam zrobić mu niespodziankę i przywitać go od razu, kiedy wyjdzie z autokaru, więc wybrałam się na miejsce gdzie miał przyjechać. Dumnym krokiem przy lekkim wietrze podążałam na miejsce.
Kiedy byłam już na rynku i zobaczyłam autokar, z którego akurat wychodził mój chłopak, ze szczęścia się popłakałam. Przyspieszyłam kroku nie odrywając od niego wzroku. Nagle usłyszałam, że ktoś mnie woła. Odwróciłam głowę rozglądając się i... PIERDUT, mój łeb wbił się w stalowy słup, a ja bez jakiejkolwiek gracji wyrąbałam na beton.
Gdy się ocknęłam zobaczyłam mojego chłopaka który stał pochylony nade mną i przyjaciółkę (to ona wczesniej mnie wołała). Zaczęłam majaczyć, że nie moge wstać, bo boli mnie noga (?). Wtedy mój chłopak chciał podwinąć moją sukienkę, żeby sprawdzić co z tą nogą. W tym właśnie momencie przypomniałam sobie, że mam już chyba z dwutygodniowe chaszcze na nogach (jak go nie było nie odczuwałam potrzeby aby je golić). Odruchowo zaczęłam wierzgać nogami, żeby nie przynieść sobie jeszcze większego wstydu i tymi właśnie szpilkami, które mój chłopak tak lubił, niechcący przywaliłam z całej siły w jego podbródek. Tak że leżeliśmy na tym betonie już we dwójkę, natomiast moja przyjaciółka w napadzie śmiechu też była temu bliska.
Tak oto przywitałam mojego chłopaka. Zmiany fryzury oczywiście nie zauważył, natomiast ja tydzień później pochwaliłam jego nowego zęba...
Z góry odpowiadając na pytania - nadal jesteśmy razem, a ja już nigdy nie pozwalam sobie na zaniedbanie tak istotnej czynności jaką jest golenie nóg :)
#3Kv2C
Przyszedł Sylwester, jest impreza, popili, potańczyli, wszyscy wystrojeni. Założyłam jakieś buty na obcasie, wyglądałam bardzo przyzwoicie. Odliczanie... 3, 2, 1.. i oczywiście każdy się cieszy, pije szampana, wszyscy się przytulają. Podchodzi do mnie jeden gość. Ogólnie był całkiem przystojny. Jednak bozia dała mi długie nóżki, plus te obcasy i w efekcie gość był o dwie głowy niższy ode mnie.
Zagadywał bardzo odważnie, na co tylko reagowałam śmiechem i starałam się zamieniać wszystko w żart. Gadka była bardzo przyjemna. Wtedy on zadał mi pytanie:
- A gdzie zgubiłaś siostrę?
Lekko poirytowana na wspomnienie ich miłosnych uniesień odpowiadam:
- Ech, pewnie się znów rucha ze swoim facetem, a ja już nie mogę tego słuchać.
Na co ten gość, wyglądający przy mnie jak dziecko, wali do mnie tekstem:
- To może dzisiaj siostra posłucha?
Myślałam że padnę ze śmiechu. Pogratulowałam mu tekstu i poszłam świętować dalej.
#0m8Yj
Po pracy udałem się z tym kijem na przystanek tramwajowy, by pojechać na działkę. Gdy tak czekałem na tramwaj, zamyśliłem się i nagle podszedł do mnie facet, złapał mnie za ramię i powiedział “Proszę pana, trójka jedzie!”. Odwróciłem się w jego stronę, a jako że byłem zmęczony, niemiło odpowiedziałem mu, że przecież wiem. Facet spojrzał się na mnie ze zdziwieniem, a ja wsiadłem do tramwaju.
Dopiero po chwili jazdy dotarło do mnie, że przez ten biały kij facet wziął mnie za niewidomego.
#84r6p
Obłożeni zakupami ruszyliśmy autem do celu. Instrukcja była prosta „Dom za kościołem w prawo, ciągnij mocno bramę, bo ciężko chodzi”. Tak też zrobiliśmy. Kolega wyszedł z auta otworzyć bramę, jednak ani drgnęła. Dopiero gdy z pomocą ruszył mu drugi kumpel prawdopodobnie wyrwali zamek. No ale spoko. Dogadamy się z gospodarzem, naprawimy albo zapłacimy. Zaparkowaliśmy przed domem i zabraliśmy zakupy. Każdy 4pak w ręce, na tym gastro i dumnie prezentujący się Keleris.
Do drzwi pukaliśmy, a raczej rąbaliśmy (jak to do domu kolegi). Długo nikt nam nie otwierał, lecz po chwili w drzwiach ukazał się nam starszy niski pan, w znacznym stopniu zdziwiony. Nastał moment ciszy. Przerwałem ją i zapytałem, czy trafiliśmy do dobrego domu. Odpowiedź była straszna. „Nie, tu mieszka proboszcz. Trafiliście na plebanię. Jak tu wjechaliście? Przecież brama jest zamknięta!”. Jakoś nikt nie zdobył się na to, by wyjaśnić księdzu proboszczowi, jak tu trafiliśmy. Wyjąkałem tylko: „Przepraszamy, pomyłka” i pędem ruszyliśmy do auta.
Kolega, rzeczywiście mieszkał za kościołem w prawo, dom za plebanią. Brama naprawdę ciężko chodziła, jednak nie trzeba było wyrywać zamka...
#MX5zz
Po dwóch tygodniach wspólnych rozmów i pisania smsów postanowiliśmy się ponownie spotkać. Dowiedziałem się że jest romantyczką i lubi róże. Opowiadała mi nawet o jednej niebieskiej odmianie, którą kiedyś widziała na jakiejś tam stronie. Okay. Stwierdziłem, że zabłysnę i zdobędę dla niej tą różę.
W dniu spotkania zebrałem się wcześniej i pojechałem do kwiaciarni, niestety nie znalazłem takiej odmiany. Godzina spotkania się zbliżała, a ja dalej bez niespodzianki. Zdesperowany odwiedziłem inną kwiaciarnię, pytając kwiaciarkę, czy jest w ogóle możliwość zdobycia takiej w naszym małym mieście, niestety bez skutku.
Kwiaciarka widząc moją smutną minę zaproponowała mi, że przefarbuje szybko sprayem którąś z białych i powinno szybko wyschnąć (że NIKT NIE ZAUWAŻY). Zgodziłem się.
Zadowolony, z jeszcze mokrą "niebieską różą" wybrałem się na ustalone miejsce spotkania. I tu zaczęła się akcja. Moja śliczna koleżanka już czekała na spotkanie z uśmiechem na twarzy. Podszedłem do niej i wręczyłem jej różę. Uśmiechnięta, ze zdziwieniem w oczach, wzięła ją do rąk i powąchała.
Jej głowa szybko odwróciła się w bok, gardło zaczęło gryźć, na twarzy pojawiło się zniesmaczenie. Na nosie odbiła się niebieska plama. Ukrywając wielkie oczy (Kot z Shreka), myśląc w głowie "JA PIER****E", starałem się trzymać powagę i udawać, ze nic się nie stało. Moja koleżanka również. Otrząsając głową ponownie, uśmiechnęła się. Wiedziałem, że muszę naprawić tą sytuację, więc zaproponowałem spacer nad pobliską rzeką.
Gdy dotarliśmy już na miejsce usiedliśmy na ławce. Koleżanka odłożyła różę na bok i rozpoczęliśmy rozmowę. Było sympatycznie, ale w końcu zrobiło się zimno, więc nadszedł na nas czas. Oboje powstaliśmy. Łapię ją za dłoń. Moja śliczna podnosi różę a tu... płatki przykleiły się do ławki. Udaję, że nic się nie stało. Łapię za łodygę, lekko szarpię, a tu ani drgnie. Zirytowany szarpnąłem mocniej... W ręku została mi sama łodyga, bo kwiat pozostał przyklejony do ławki.
#uNJlG
Gdy w końcu po wielu godzinach udało mi się oderwać gazę, pobiegłem cały szczęśliwy do mamy, by się pochwalić moim życiowym osiągnięciem. Mama, niezwykle uradowana (bo widziała jak się męczyłem) podeszła, żeby mnie przytulić. Zapamiętałem ten moment na zawsze, bo podchodząc do mnie, mocno nadepnęła na mój palec...
#kskuv
Popatrzyłem i oceniłem, że faktycznie było jakieś podobieństwo. Tzn dziadek nie był łysy, nie miał wąsów ani brody jak pan na pomniku, ale ogólnie miał dwie ręce, dwie nogi i głowę. Płaszcz też miał. To wystarczyło aby przekonać mój czteroletni mózg. Aż napuchłem z dumy, że mój dziadek jest taką ważną osobistością. Bardzo zapadło mi w to w pamięć.
Minął może rok i w przedszkolu rozmawialiśmy o naszych rodzinach. Nie omieszkałem pochwalić się, że mój dziadek jest tak znany, że ma nawet swój pomnik. Panie nauczycielki były bardzo zainteresowane, chętnie opowiedziałem im gdzie stoi ten pomnik. Na ich twarzach konsternacja. Ale potwierdziłem, że to na 100% mój dziadek i powiedziała mi to babcia, a ona przecież wie najlepiej.
Panie z przedszkola trawiły tę informację kilka miesięcy, zanim na zebraniu zagaiły na ten temat do mojego taty. Jak się okazało babcia jednak wtedy żartowała, a to był pomnik Włodzimierza Lenina.
#JVGdw
Gdy tylko przyszłam do szkoły skierowałam się do łazienki, aby je zdjąć. Zadowolona i wygodnie ubrana bez obcisłych rajstop uczestniczyłam w lekcjach. Wracając już moją ulicą, jakieś 10 metrów od domu przypomniałam sobie, że nie założyłam z powrotem rajstop, więc zatrzymałam się na środku chodnika, zdjęłam spodnie, założyłam rajstopki, spodnie i grzecznie wróciłam do domu.
Teraz jak to wspominam to wyobrażam sobie jak musiałam wyglądać rozbierając się bez skrępowania na ulicy pełnej domów dookoła tylko po to, żeby za kilka sekund wejść do domu..
#tZVCx
Nastał poniedziałek. Po dość obfitym obiedzie poczułam nagłą potrzebę skorzystania z toalety. Wzięłam ze sobą telefon, aby pograć (bo przecież kibelek to najlepsze miejsce na tego typu rozrywki). Warto dodać, że z powodu traumy z dzieciństwa nigdy nie zamykam drzwi od łazienki na klucz. Weszłam do ubikacji i słyszę dzwonek. Po minucie głos mamy "Proszę wejść, niech pani nie zdejmuje butów" i zaczyna ich oprowadzać.
Nadal jestem na totalnym lajcie, gdy nagle słyszę "A tu jest łazienka. Rok temu ją remontowaliśmy...". Nie zdążyłam krzyknąć nawet "Stop, zajęte!", gdy mamuśka otworzyła drzwi i oczom jej i naszych gości ukazał się widok mnie siedzącej na tronie z telefonem w ręku. Chyba wszyscy byli w szoku, bo zanim wyszli minęła chwila...
Uprzedzając pytania - domu nie kupili :(