Od kiedy pamiętam, zawsze pałały do mnie sympatią wszystkie stworzonka, przede wszystkim psiaki. Parę dni temu wracałam ze sklepu ze starszym o 6 lat bratem, gdy podleciał do mnie jamnik, a za nim kolejny pies. Pogłaskłam je i poszliśmy dalej.
Zaczęłam rozmowę z bratem na temat psów. Zastanawiałam się, dlaczego tak do mnie lgną, gdy nagle brat wypalił: "Szły do ciebie, bo jak byłaś mała to tata ci wieszał pęto kiełbasy na szyi, żebyś miała towarzystwo". Kochany jak zawsze :)
Moja prababcia urodziła pierwsze dziecko w wieku 17 lat, babcia w wieku 18 lat, a mama w wieku 19 lat. Ja mam teraz 19 lat i planuję przerwać tę "rodzinną tradycję".
W mojej podstawówce był taki zwyczaj, że dzieci w drugiej klasie uczyły się pływać. Przed pierwszą lekcją oczywiście zostaliśmy pouczeni, żeby na czepku mieć napisane swoje imię, nie biegać i nie skakać do basenu, nie sikać do wody, itd. Dzieci jak to dzieci, rozwinęły najciekawsze zagadnienie, opowiadając jak to do wody jest dodawana substancja, która pod wpływem moczu zmienia kolor i od razu można delikwenta wytropić.
Przed wejściem na basen musieliśmy się opłukać pod prysznicem. Stoję więc już w pełnym umundurowaniu pod prysznicem, a tu nagle zachciało mi się siku. Na całą przebieralnię jeden kibelek, kilka osób stało w kolejce, więc postanowiłam dyskretnie siknąć sobie pod prysznicem, mając nadzieję, że nikt nie zauważy. Cały plan diabli wzięli, gdy z przerażeniem odkryłam, że nagle woda w brodziku zaczęła zmieniać kolor na niebieski.
Czym prędzej wielce zawstydzona uciekłam ustawić się w kolejce do wyjścia na basen. Nagle podeszła do mnie nauczycielka i powiedziała "całe twoje imię już się zmyło z czepka! Następnym razem napisz je czymś trwalszym!" Ta niebieska woda to był tylko flamaster spływający z czepka! Ale po tym traumatycznym wydarzeniu już nigdy nie siknęłam pod prysznicem!
Poszłam na zakupy do galerii z zamiarem kupienia kostiumu kąpielowego. Wchodziłam do różnych sklepów ale nigdzie nie mogłam znaleźć odpowiedniego stroju. Zmęczona, idę do ostatniego sklepu i widzę kostium idealny dla mnie. Wchodzę z nim do przebieralni, ściągam sukienkę i przymierzam kostium. Pasuje świetnie.
Nie mam pojęcia, o czym wtedy myślałam, ale moją sukienkę zostawiłam na wieszaku w przebieralni, a w stroju kąpielowym poszłam do kasy. Mina sprzedawcy trochę mnie zaciekawiła i gdy zorientowałam się, o co chodzi, spaliłam największego buraka w życiu. Pobiegłam się ubrać i jak najprędzej wyszłam ze sklepu. Stroju oczywiście nie kupiłam, bo nie miałam odwagi wrócić do sprzedawcy.
Odbywam praktyki w pewnej firmie. Pewnego dnia prezes wezwał mnie do siebie i w paru krótkich zdaniach pochwalił moją postawę, zaangażowanie i poinformował mnie, że na następnym spotkaniu z dość ważnym klientem będę miała zaszczyt mu towarzyszyć. Wmurowało mnie. Podał swój numer i powiedział, że popołudniu mam do niego zadzwonić, wtedy poda mi więcej szczegółów dotyczących owego spotkania.
Przez cały dzień siedziałam jak na szpilkach i kiedy dochodziła godzina piąta, postanowiłam do niego zadzwonić. Przez dłuższy czas nie odbierał, a ze mnie uszło całe zdenerwowanie. Po drugiej próbie odłożyłam telefon i poszłam zrobić sobie kawę. Spróbowałam zadzwonić trzeci raz, a wtedy odebrał słowem "Halo?" na co ja automatycznie odpowiedziałam "Kopyta ci walo" (często takiego tekstu używamy ze znajomymi).
Zapadła niezręczna cisza. Kiedy zorientowałam się, co się właśnie stało, rozłączyłam się i panicznie wpatrywałam się w telefon. Wariowałam jak głupia i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. W końcu wzięłam się w garść i zadzwoniłam ponownie. Zaczęłam przepraszać, skłamałam, że to moi siostrzeńcy bawili się moim telefonem kiedy na chwilę wyszłam z pokoju i pewnie zadzwonili pod pierwszy lepszy numer. Czułam się strasznie głupio, ale facet na szczęście się z tego śmiał.
Teraz odbiera telefon słowem "Słucham?", a ja się tylko modlę, żebym znowu nie zabłysnęła inteligencją i nie odpowiedziała "Nie mów słucham, bo cię wyr*cham"...
Pewnego pięknego dnia wybrałam się z mamą na zakupy, żeby uczcić pomyślnie zdaną sesję. W autobusie nie było zbyt wielu ludzi, ale wszystkie siedzące miejsca były zajęte. Ja z mamą siedziałyśmy sobie i rozmawiałyśmy wesoło. Kątem oka widziałam, że przy moim siedzeniu stoi dość duża dziewczyna.
Nagle z drugiego końca autobusu podszedł do mnie starszy facet i wydarł się "Czy ty nie widzisz, że ona jest w ciąży?!" wskazując na dziewczynę i jej brzuch. Zatkało mnie, ale uśmiechnęłam się i powiedziałam, że nie widzę, żeby była w ciąży. Dziewczyna odpowiedziała mu, że wcale nie jest w ciąży tylko po prostu lubi sobie zjeść i wypić piwko. Ludzie dookoła zaczęli się cicho śmiać, a pan pożyteczny obrońca ciężarnych z wielkim burakiem na twarzy wrócił na swoje miejsce i niebawem wysiadł.
Jestem dobrze wychowana i zawszę ustępuję miejsca starszym osobom i ciężarnym. Tym razem to jednak była ciąża spożywcza.
Sytuacja miała miejsce kilka lat temu, kiedy jeszcze w naszych zacnych pociągach nie obowiązywały miejscówki. Razem z przyjaciółmi wtedy zawsze zajmowaliśmy dwa przedziały i podróż wydawała się dzięki temu bardziej znośna. Tym razem jechaliśmy z Gdyni do Wrocławia, więc 10h w pociągu było murowane. Nasza 12 osobowa ekipa podzieliła się na dwa obozy. Jedni spali w jednym przedziale, drudzy darli mordy w drugim...
A mnie, no cóż, po dwóch godzinach podróży nieco zmrużyło, więc skuliłam się w kłębek w kącie pod oknie i usnęłam w pozycji embrionalnej. Jednakże jak to bywa w pociągach, konduktor zawsze musi obudzić wszystkich podczas kontroli. Tak więc leniwie nie otwierając oczu, zaczęłam po omacku szukać po kieszeniach biletu, gdy nagle pod dłonią poczułam hm... coś niezbyt długiego, ale kształtnego... Momentalnie podniosłam głowę uderzając w coś twardego. Najpierw jednak spojrzałam na konduktora stojącego w drzwiach, potem na rozbawione twarze kolegów, a następnie... na twarz jakiegoś przypadkowego mężczyzny, w którego przez sen musiałam się wtulić, a na dodatek walnąć z główki w żuchwę i wymacać przyrodzenie...
Moja siostra niedawno wprowadziła się do mnie i mamy ze swoją kotką. Urocze zwierzę jednak potrafi postawić niezłego kloca. Po tak nieprzyjemnym incydencie siostra wzywana jest do natychmiastowego opanowania sytuacji, aby smród nie rozprzestrzenił się i nie uśmiercił domowników. Mama jest jednak przewrażliwiona na tym punkcie i jak coś jej zaśmierdzi od razu twierdzi, że to kicia. Woła wtedy siostrę, (odpowiedzialną za pozbycie się śladów) i często okazuje się, że dowodu nie ma.
Kilka dni temu przyjechała do nas w odwiedziny ciotka z zamiarem kilkudniowego pobytu. Dzisiaj z siostrą siedzimy obie w moim pokoju i nagle w akcję wkracza mama mówiąca z przekonaniem "Jestem pewna, że tym razem kot nasrał". Poszłyśmy tam i zaczęły padać głośne komentarze "Ale je*ie!", "Ja pie*dole szybko okno otwierać, bo się udusimy!". Mama również nie szczędziła słów. Kuweta stoi przy drzwiach od toalety. Sprawdzamy, a tam... pusto!
Wtedy zorientowałyśmy się, że to nie kot, a w łazience jest ciotka... Jednak zanim zdążyłyśmy podjąć ucieczkę i stworzyć pozory, że to nie miało miejsca, drzwi otworzyły się i ciotka wyszła. Zawstydzona zaczęła się tłumaczyć że "Człowiek też musi czasami spuścić z siebie trochę ciśnienia"... Niezręcznie w ch*j :D
Mój tata od zawsze lubi mnie wkurzać, a że mam zamiar zostać starą panną i zamiast męża mieć psa, daję mu tym samym wiele powodów do naśmiewania się ze mnie...
Jedna z naszych rozmów wyglądała następująco:
- Tato, dla mnie facet musi mieć ogon, futro i cztery łapy.
- Wiesz... ogon to ma każdy, futro mu kupisz, a jak się napije to przyjdzie na czterech łapach.
Jak miałam 6, może 7 lat do mojej starszej siostry Ani zaczął przychodzić chłopak.
Zawsze kiedy siedzieli sami w pokoju, oczywiście ja jako młodsza siostra (i bezprzewodowy kabel) musiałam zobaczyć, co tam robią. Za każdym razem gdy się pocałowali, biegłam na dół po schodach do mamy, donosząc jej co zrobili. Bo jakie to było dziwne dla takiego dziecka. Bardzo też lubiłam stać przy drzwiach do pokoju siostry (miały mleczne szyby) i dostawiać twarz do szyb, myśląc, że parka mnie nie widzi, a ja ich podsłuchuję.
Ale do rzeczy. Któregoś dnia siostra poszła się wykąpać. Nie miałam nic lepszego do roboty więc poszłam podglądać. Zobaczyłam u niej włosy troszkę niżej niż brzuch. Poleciałam do mamy zapytać się, co one tam robią. Powiedziała mi, że każda dziewczyna ma tam "kocicę". A więc kiedy następnym razem do siostry przyszedł chłopak strzeliłam "A wiesz co? Ania ma kocicę, mama ma kocicę, ja kiedyś też będę tu miała kocicę. A ty masz?". Chłopak nie wiedział, co powiedzieć. Zaczerwienił się i zaczął się śmiać. Wcale mu się nie dziwię.
Dodaj anonimowe wyznanie