Stałam sobie na przystanku i czekałam na autobus. Poirytowana patrzyłam w dal, próbując dostrzec zbawienną żółć Ikarusa. Zamiast tego oślepił mnie blask czarnego lakieru nowej Panamery! Wodziłam za nią wzrokiem i poczułam ogromą chęć znalezienia się w niej. Zauważyłam, że zjeżdża na stację. Raz się żyje. Podbiegłam, żeby zapytać kierowcy, czy nie jedzie do Piaseczna. Jechał. Zaproponował, że mnie podrzuci!
Tak oto pojechałam dziś do domu w Porsche Panamera. Anonimowo chcę się podzielić z wami moim szczęściem - mam zajebiste życie :)
W szkole podstawowej często mieliśmy bale przebierańców. Tuż przed wakacjami nasza wychowawczyni zorganizowała nam klasową dyskotekę. Przed imprezą miała odbyć się mini akademia, w której mieli uczestniczyć rodzice. Naszym zadaniem było przebrać się za jakąś postać, a następnie przed wszystkimi zaprezentować strój i opowiedzieć historię dlaczego akurat on.
O dyskotece pamiętałam cały czas, tak jak i o akademii, natomiast zapomniałam, czego ona miała dotyczyć oraz w ogóle o przebraniach. Poszłam więc do szkoły z mamą, w zwykłej sukience. Kiedy akademia trwała, zorientowałam się, o co chodziło i musiałam improwizować.
Byłam puszystym dzieckiem, co jest kluczowe w tej historii. Przyszła kolej na mnie. Wyszłam na środek klasy. Pani zapytała mnie za co się przebrałam. Moja odpowiedź była krótka - "za grubasa".
W wieku 11 lat starałem się uprosić tatę o pieniądze na jakieś moje zachcianki. A jako że narzekał na brak pracy i brak kasy to zastanawiałem się, jak mogę mu pomóc ten problem rozwiązać, z korzyścią dla obu stron. Wpadłem na prosty i genialny sposób. Mianowicie chciałem zacząć bić się z dziećmi w szkole i przy tym wybijać im zęby. Mój tata jest protetykiem, więc uznałem że napędzę mu szybko klientów.
Jednak już przy pierwszym "potencjalnym kliencie" czar prysł i okazało się, że zęby wstawia się starszym ludziom, a nie dzieciom. Tak też zostałem bez pieniędzy i z naganą u dyrektora.
Było to kilka lat temu, gdy akurat z koleżanką zmierzałyśmy na maturę z matematyki. Byliśmy pierwszym rocznikiem który był objęty tym obowiązkiem w 2010 r. Dzień był nawet znośny, jednakże trochę się stresowałyśmy, gdyż obie nie czułyśmy się zbyt dobrze z tego przedmiotu.
Byłyśmy już jakieś 300 metrów od budynku naszej szkoły, kiedy zagadnęła nas miła pani, jak się okazało świadek Jehowy. Wręczyła nam pisemka. Ja dostałam "Czy Bóg Nas Opuścił?", a koleżanka "Nie Ma Dla Nas Nadziei?". Obie najpierw ryknęłyśmy śmiechem, a potem się popłakałyśmy, przestraszone tym złym proroctwem na zbliżający się egzamin.
To było troszkę ponad rok temu, koniec czerwca, może początek lipca - dopiero co zeszłam się z chłopakiem, z którym jestem do tej pory. Cały dzień spędziliśmy razem, a wieczorem odprowadził mnie do domu. Po dość czułym pożegnaniu weszłam do mieszkania i okazało się, że moi rodzice siedzą przy stole ze znajomymi, których też całkiem nieźle znam, dodatkowo w towarzystwie flaszki wódki.
Dosiadłam się do nich i spostrzegłam, że mama przygotowała szaszłyki do jedzenia. Niewiele myśląc sięgnęłam po jednego, nałożyłam sobie na talerz i sztućcami zaczęłam ściągać mięso, paprykę i inne przysmaki z patyczka na talerz. Niestety kawałek mięsa znajdujący się przy niezaostrzonej części patyczka nie chciał zejść, a że impreza luźna to po prostu wsadziłam sobie nieszczęsny kawałek mięsa do ust i ściągnęłam go z patyczka zębami.
W tym momencie słyszę wołanie mojego kochanego tatusia: "Córko! Jakie ty masz głębokie gardło!", a po chwili znajoma rodziców dodaje: "Co się dziwisz? Przecież dopiero co od faceta wróciła!". Prawie udławiłam się tym nieszczęsnym kawałkiem mięsa...
W moim mieście znajduje się most zakochanych, na którym każda para może zawiesić swoją kłódkę z wygrawerowanymi imionami. Któregoś razu przechodzę tym mostem, a między kłódkami leży przypięta... szlifierka kątowa. Zakochani napisali na niej "Nasza miłość jest jak szlifierka, wszystko pokona".
Nie jestem typem podrywacza, więc wszystkie znajomości z dziewczynami nawiązuję przez bardziej śmiałych kolegów. Kiedyś kumpel postanowił przedstawić mnie swojej współlokatorce, dodając że jest wolna i szuka kogoś na wesele. Nie wzgardziłem taką ofertą i zgodziłem się na to.
Dziewczyna była bardzo ładna i inteligentna. Nasza rozmowa zeszła na tematy zwierząt i ja się chwaliłem swoim psem owczarkiem australijskim, a ona przyznała się że kocha delfiny. I wtedy się zaczęło.
W mózgu pojawiło mi się wspomnienie oglądanego kiedyś z rodzicami dokumentu o delfinach. I nie myśląc długo wypaliłem z ciekawostką: "A wiesz że samce delfinów otaczają samicę i gwałcą ją nawet przez 3 dni?". Zapanowała niezręczna cisza, a ja zrozumiałem, co właśnie wyszło z moich ust. Spiekłem buraka i nie wiedziałem, gdzie schować wzrok. Całą atmosferę rozładował kolega, którego napad śmiechu trwał przez dobre 10 min. Za każdym razem gdy przedstawia mnie swoim znajomym nie zapomina wspomnieć o tych nieszczęsnych delfinach.
Od tamtej pory wystrzegam się filmów dokumentalnych.
Mieszkam w bloku na czwartym piętrze. Rano wyniosłam kołdrę na balkon. Po południu postanowiłam zrobić sobie kawę i posiedzieć na balkonie. Nagle zauważyłam, że piętro niżej na antenie wisi kołdra. Zaczęłam się śmiać i zastanawiać się kto normalny zawiesza kołdrę na antenie.
Dopiero wieczorem skapnęłam się, że to moja kołdra spadła i cały ten czas wisiała na antenie.
Zawsze trochę się denerwuję, kiedy idę coś kupić i muszę o to poprosić ekspedientkę. Powtarzam sobie wtedy w myślach dokładnie to, co muszę powiedzieć. Ostatnio szłam do apteki, więc powtarzałam sobie przez całą drogę "Poproszę pastę na krwawiące dziąsła. Poproszę pastę na krwawiące dziąsła. Poproszę...".
Czekam w kolejce, ciągle powtarzam. Moja kolej, powtarzam ostatni raz. No i powiedziałam: "Poproszę pastę na krwawiące jądra.". Skąd akurat to słowo mi przyszło do głowy, nie wiem. Widziałam, że babeczka powstrzymuje śmiech, ale grzecznie poprosiła, żebym powtórzyła, bo nie usłyszała. Tym razem powiedziałam dobrze, ale kiedy już kupiłam, prawie wybiegłam z tej apteki.
Historię znam tylko z opowieści, ponieważ miałam około roczku, jednak wspominana jest często przy spotkaniach rodzinnych. Wyjechaliśmy z rodzicami z wakacje w góry i jak to w niedzielę bywa, wybraliśmy się na mszę do kościoła.
Moja przykładna mama z dzieckiem na rękach usiadła w pierwszym rzędzie, obok taty. Dziecku, jak to dziecku, po pewnym czasie zaczęło się nudzić. Podczas kazania kiedy mama usadziła mnie na kolanach a sama wsłuchała się w przemowę księdza, ja rozpięłam jej wszystkie guziki w bluzce. Pod bluzką miała tylko stanik i zauważyła tę wpadkę dopiero, kiedy wstała po kazaniu. Podobno ksiądz zauważył to wcześniej…
Dodaj anonimowe wyznanie