#qcYj3

Mój pięcioletni brat był ostatnio na drobnym zabiegu w szpitalu, jednak pod narkozą. Gdy się obudził, był dalej w swoim świecie. Przyszła do niego pani doktor i po ogólnym przebadaniu zaczęła go zagadywać. Punkt kulminacyjny nastąpił, gdy zapytała go, czy ma w domu jakieś zwierzątko. A on z dumą odpowiedział, że tak: pająki, mole i chyba też roztocza.

#3Zd5T

Kilka dni temu pojechaliśmy obejrzeć mieszkanie do wynajęcia na studia. Na umówionym spotkaniu, zamiast pana, z którym się umawialiśmy kilka razy telefonicznie, zjawiła jego żona, która jak sama się przyznała, nie zna się na takich sprawach. Jednak nie to było najgorsze. Po obejrzeniu mieszkania powiedzieliśmy niezwykle uprzejmej pani, że akceptujemy jej warunki i chcemy tam zamieszkać. Umówiliśmy się z nią tylko, że skoczymy na parking do auta po pieniądze, by zapłacić kaucję (zajęło nam to 10-15 min). 

Po powrocie do mieszkania okazało się, że właścicielka w tym czasie zaprosiła kolejną grupę potencjalnych lokatorów i nawet nie wspomniała o tym, że 10 minut temu zgodziła się, byśmy to my tam zamieszkali. Po dosłownym darciu ryjów na siebie nawzajem jak i na właścicielkę i po ciągłym wydzwanianiu do jej męża, który tak naprawdę powinien załatwiać całą sprawę najmu, właścicielka powiedziała, że nie wie, co ma zrobić i żebyśmy rozstrzygnęli sprawę między sobą (co było oczywiście niewykonalne, ponieważ ani oni ani my nie chcieliśmy odpuścić). 

Mimo że byliśmy pierwsi i umówiliśmy się z panią konkretnie, właścicielka znalazła wspaniały argument, który miał wyjaśnić całą sytuację. Matka jednej z tych innych "przyszłych" lokatorek jest w ciąży! Doskonały powód do tego, by nam odmówić. Powiedziałam, że u mnie w rodzinie też jest ktoś w ciąży, a jak to nie pomogło, to że przywiozę ze sobą dwie panie w ciąży i jeszcze chorego dziadka! Doszło do tego, że na sam koniec ciągłej kłótni między dwiema stronami i wydzwanianiem do męża tej błyskotliwej pani, właścicielka wpadła na kolejny genialny pomysł. Rozstrzygnięcie konfliktu przez rzut monetą! Byliśmy zażenowani całą sytuacją, wybraliśmy orła...

Niestety, nie poszybował tamtego dnia.

Żałujemy jedynie tego, że nie podbijaliśmy ceny. Licytowalibyśmy się aż odpuszczą, a gdy tamci by wyszli, powiedzielibyśmy "sp*****laj". Opinia znalazła się już na czarnych listach mieszkań, więc powodzenia w szukaniu lokatorów. Nikomu nie życzę tak chorej sytuacji i spotkania w swoim życiu dorosłych ludzi, którzy nie są odpowiedzialni i do końca dorośli.

#J7sIr

Bardzo dawno temu (a uwierzcie mi, że naprawdę było to dawno temu) mając 18 lat pojechałam do NRD (dla nieznających tematu chodzi o Wschodnie Niemcy) na tzw. międzynarodowy obóz, gdzie młodzież z krajów demoludów przy wspólnej pracy dla wspólnego dobra, świetlanej przyszłości i szerzenia komunizmu, zawierała przyjaźnie.

Poznałam tam pewnego, młodszego o rok Bułgara. Nie wiem, co mnie siekło wówczas, chyba szalejące hormony, ale zaczęłam się z nim spotykać. Oczywiście były to spotkania niewinne. Czasami buzi buzi i to wszystko. Bo ja byłam jeszcze panienka nieru....szana. Tak tak dzieci drogie - były takie czasy, że po ziemi chodziły osiemnastoletnie dziewice. Tak na marginesie to facet był zupełnie nie w moim typie. Taki pizdanty Mateusz i sierota społeczna w jednym. Przypominał mi Glenna Medeirosa, którego szczerze nie znosiłam. Jego piosenek zresztą też.

Próbowaliśmy rozmawiać w międzynarodowym języku naszego zaprzyjaźnionego zza wschodniej granicy kraju, ale po 6 latach nauki tegoż języka nie potrafiłam wiele powiedzieć i zrozumieć też. Zresztą jak chyba 98 % ówczesnej młodzieży.

W ostatni wieczór przed moim powrotem do Polski spotkaliśmy się również. Szwendaliśmy się po obozie, to tu to tam. Obóz był w lesie, nad jeziorem,oświetlony i tylko kilkoma latarni więc ogólnie było dosyć ciemno. W pewnym momencie on mi coś dał. Ooooh - pomyślałam - jakie to słodkie. Dał mi chusteczkę zapachową, bo biedak chyba tylko to miał. Wtedy w Polce w kioskach Ruchu pojawiły się właśnie takie chusteczki, nawilżane, pachnące i pakowane po jednej w sreberko. No cud miód Ameryka. Teraz żadna sensacja, wówczas rarytas.

No więc ja odstawiam monolog w języku polsko-rosyjsko-migowym: "O dziękuję ci. Jak miło z twojej strony, że o mnie pomyślałeś. U nas też się takie pojawiły i wszyscy za nimi szaleją. A jaki to zapach? Bo u nas tylko różany można dostać i mam go szczerze dość. Chciałabym inny." I tak dalej bla bla bla uśmiechnięta, radosna i szczęśliwa bawiłam się prezentem.

Chłopak zrobił wielkie oczy, potem dziwną minę, potem pojawił się dziwny uśmiech na jego ustach i zaproponował mi spacer. Ale jakoś tak dziwnie kroki kierował w najbardziej zalesiony kawałek obozu. No więc ja: "Ale po co tam idziemy. Tam nic nie ma ciekawego. Chodź nad jezioro. Posiedzimy na moście. itp. itd.". On dalej swoje, coś tam burczał pod nosem, ale kto by go tam rozumiał.

I w pewnym momencie, ja, śnięta księżniczka, zatrybiłam. To nie opakowaną chusteczką bawiłam się przez ostatnie 40 min ale... prezerwatywą. A chłopak nie chciał poznawać nieznanych rewirów obozu, tylko zaciągnąć mnie w krzaki w celu zaciśnięcia stosunków międzynarodowych. Oczywiście szybko się zmyłam pod byle pretekstem.

Rany. Jak sobie potem przypomniałam, co ja gadałam, trzymając toto w dłoni. O zapachach i tak dalej to nic dziwnego, że chłopak z początku miał głupią minę. Dobrze, że nie produkowali chusteczek smakowych, bo jak bym wówczas zaczęła się rozwodzić na temat smaków to chłopak biedaczyna by "doszedł" zanim w ogóle, by gdziekolwiek poszedł nie mówiąc o "wchodzeniu".

#aEsWm

Czasy szkolne, lato, weekend. Pojechałem do koleżanki pojeździć konno. Po jeździe trzeba było szlauchem spłukać pot i brud. Przywiązałem konia, już z wężem w ręku, kiedy zadzwonił kolega i pyta się, czy nie przeszkadza. Ja na to: "Nie no, spoko - myję konia". Po drugiej stronie zapadła cisza. I po chwili: "Okeeej...".

#px6sS

Jak zwykle w sobotę siedzę w kuchni i jem śniadanie, kiedy przychodzi moja mama i zadaje mi dosyć niecodzienne pytanie: "Gdzie jest deska od sedesu?". Odrobinę zdezorientowana mówię, że nie wiem. Dziwna sprawa, muszę przyznać. 

Po krótkich poszukiwaniach deska od kibla została znaleziona przy łóżku mojego brata, który jeszcze spał po imprezie. Do tej pory nie wiem, co nim kierowało kiedy kradł tę deskę, ale jego oficjalna wersja jest taka, że lunatykował.

#SqMyx

Jako kochana córeczka tatusia, muszę liczyć się z tym że jest on zazdrosny o mojego chłopaka. Któregoś dnia zasiedziałam się dłużej i ok. 2 w nocy poszłam spać. Jednak rano, kiedy ja spokojnie spałam, nie dla każdego był to błogi poranek. 

Mój tata lubiący wstawać wcześnie, zobaczył na korytarzu kurtkę, której wcześniej nie było. Wpadł w szał i myśląc, że w łóżku jego córeczki śpi facet, zszedł do piwnicy po kij. Ruszył z powrotem po schodach, jednak coś go tknęło i zanim wpadł do mojego pokoju, zapytał mamę, czy chłopak u mnie śpi. Mama lekko w szoku, nie wiedząc, o co chodzi zrobiła wielkie oczy. A on w apogeum złości zapytał, czyja to w takim razie kurtka. Mama wyzwała go od idiotów i uświadomiła, że to moja nowa kurtka, kupiona poprzedniego dnia.

#mPvzU

Był to jeden z upalnych dni. Szłam na korepetycje z matematyki. To była pierwsza lekcja z tą panią. A więc stres, bo nowa osoba i myśl żeby tylko się nie zbłaźnić, jak to mam w zwyczaju, kiedy poznaję nowych ludzi. Po uprzednim zadzwonieniu domofonem wchodzę do klatki. 

Pani mieszka na 10 piętrze. U siebie w domu bardzo często wchodzę po schodach (boję się, że winda się zatnie). Nie sprawia mi to jakiejś wielkiej trudności, pomyślałam więc, że tym razem nie może być inaczej. A wiec do dzieła, wchodzę. Weszłam do 5 piętra, lało się ze mnie niemiłosiernie, myślałam, że wyzionę ducha. 

Po krótkim namyśle decydowałam, że jednak się jakoś przemogę i pojadę windą. Nie wiedzieć czemu zamiast wcisnąć w windzie 10 piętro, wcisnęłam 1 i 0, no bo to przecież normalne, tak jak w telefonie. Bez zastanowienia zamknęłam drzwi od windy i jadę, zdziwiłam się troszkę, że winda jedzie w dół, no ale cóż, może ktoś po prostu z piętra niżej ją zawołał. Jednak gdy winda zatrzymała się na 1 piętrze nikogo tam nie było. Myślę sobie, no cóż, jak to dzieci w blokowisku, pewnie świetnie się bawią. Drzwi od windy się zamknęły i jadę dalej, oczywiście znowu w dół. Winda zatrzymała się na parterze. Myśląc, że to już jest moje piętro, na które usilnie próbuję się dostać, wysiadłam. Coś mi nie pasowało, ponieważ moim oczom ujrzały się drzwi wyjściowe z bloku. Winda w tym czasie się zamknęła i pojechała. 

Mój facepalm był większy niż kiedykolwiek. Koniec końców i tak weszłam po schodach na 10 piętro, mokra niczym po wielkiej ulewie, a podkreślam, że to była pierwsza lekcja! Pani chyba długo na mnie czekała, boję się pomyśleć jak „dobre” zrobiłam pierwsze wrażenie.

#wjobS

Rok 2011, pierwsza klasa Liceum. Koleżanka miała wolną chatę, więc postanowiłyśmy, iż tę noc spędzimy u niej. Tak też się stało. Wypiłyśmy parę piwek i zrobiło już się wesoło. Nagle do głowy nam wpadł pomysł, aby dzwonić do ludzi i ich wkręcać. Wtedy nie myślałam o konsekwencjach. 

Tak też wybrałam wymyślony numer i dzwonię:
- Tak, słucham?
- Zabiłam męża, zabiłam swojego męża!
- Halo! Proszę podać jak pani ma na imię!
- A nie chu* wstał, idę go doje*ać...
 
I się rozłączyłam. Miałyśmy z tego ubaw, ale nie myślałam wtedy, co może się wydarzyć. 

Kilka dni później gdy wróciłam ze szkoły do domu, zadzwonił telefon. Numer był prywatny, ale odebrałam. Po drugiej stronie ktoś mi się przedstawia i mówi, że jest z policji i czy tego i tego dnia dzwoniłam do tej i tej osoby. Ja nie chciałam uwierzyć, bo numer był prywatny. Po chwili osoba druga podała wszystkie moje dane, imiona rodziców, itd. Po chwili rozmowy i wyjaśnieniu całej sytuacji policjant stwierdził, że wszystko będzie dobrze i nic się nie stanie, ale żebym więcej takich rzeczy nie robiła. 

Po paru dniach gdy wracałam znów ze szkoły, wchodząc do domu, widzę dwie panie. Okazało się, że są z Policji. Mama cała zapłakana, ja roztrzęsiona. Po tamtej rozmowie telefonicznej myślałam, że już wszystko minęło. Kilka dni później dostałam list, aby stawić się na zeznania. Wtedy serce mi stanęło. Wszystko zależało od dzielnicowego, czy wniesie wniosek do sądu czy też sprawę umorzy. Najgorsze jest to, iż musiałam iść na złożenie zeznań z moją mamą, która obchodziła tego dnia urodziny. Widziałam, że jest jej przykro. 

Od tamtego dnia nigdy więcej nie dzwoniłam nigdzie oraz nigdy nie miałam już styczności z policją. Wiem, że to było głupie i nieodpowiedzialne, nawet jak na 16 lat. Do dziś się tego wstydzę.

#wipF9

Mój facet oświadczył mi się pół roku temu. Wszystko zaplanował, wielka tajemnica, data wybrana. Owszem byłaby to wielka niespodzianka, gdyby nie to, że w dzień zakupu pierścionka napisał mi, że mam wejść na stronę internetową jubilera i sprawdzić czy mu punkty za zakupy naliczyło :)
Dodaj anonimowe wyznanie