#8qr9C

Mojego syna urodziłam młodo, bo w wieku 19 lat. Od września chodzi do 2 klasy liceum. Ostatnio, gdy syn poszedł się wykąpać, pilnie potrzebowałam sprawdzić pocztę. Mój laptop leży już 2 tygodnie w naprawie, więc syn zgodził się, abym korzystała z jego komputera, kiedy nie będzie mu potrzebny. 

Włączam ekran, wyświetla się facebook. Otworzone okno rozmowy z jego najlepszym przyjacielem. Nie chciałam czytać tej rozmowy, ale mimowolnie przeczytałam ostatnią wiadomość: "Spi*rdalaj k*rwa obiecuję że cię zaj*bie jak psa". Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - ale niestety nie mogłam się powstrzymać, musiałam sprawdzić, co się takiego stało, że mój syn użył takich słów do swojego najlepszego przyjaciela.

Co się okazało? Ten przyjaciel twierdził że się we mnie zakochał i wysłał mu zdjęcie, na którym widnieje jego przyrodzenie, a w tle wstawione jest moje zdjęcie... Brak słów!

#I2zIW

Egzamin na prawo jazdy. Zbliża się koniec i pełna nadziei podjeżdżam pod WORD. Parkuję. Pan egzaminator uzupełnia coś w papierach, tłumaczy mi, co zrobiłam źle, po czym mówi:
- No to na koniec mam dla pani przykrą wiadomość...
Ja, już cała przerażona, że kolejny egzamin uwaliłam, mówię do niego:
- Niech mi pan tylko nie mówi, że nie zdałam!
Na co on:
- Musi się pani pożegnać z ośrodkiem egzaminacyjnym.

I tak oto byłam jednocześnie szczęśliwa z powodu zdanego egzaminu i zła na egzaminatora, że mnie tak wkręcił. Jak widać zdarzają się egzaminatorzy o ludzkim podejściu i z poczuciem humoru.

#YfSon

Podczas naszego hucznego wesela, gdzieś nad ranem zasłabłam. Dały o sobie znać tygodnie przygotowań i niedospanie. Zwlekłam się do samochodu i poprosiłam, żeby ktoś zawołał mojego męża. Po chwili przez opuszczoną szybę dojrzałam zbliżającą się sylwetkę mojego rozhulanego misia.

Na mój widok powściągnął był nieco swoje rozpasanie, zrobił zatroskaną minę i zapytał, co się stało. Odpowiedziałam, że musimy jechać do domu, bo bardzo źle się czuję. Mąż zrobił jeszcze bardziej przybitą minę, poklepał mnie czule po ręce i powiedział: "No trudno. Jak musicie to jedźcie!". Po czym w podskokach wrócił na salę.

#iQ5bL

Moje życie to kompletna porażka, od przynajmniej trzech lat. Jednak, ten rok to już jest wyjątkowe przegięcie. Na samym początku umarł mi tata, potem dziadek a na końcu przyjaciółka która miała serce ze złota. Wszyscy na to samo - na raka. Od jakiegoś czasu brałam tabletki antydepresyjne i antylękowe. Jak tylko w życiu mam szczęśliwe momenty, od razu musi wszystko runąć. 

Przez dwa lata prosiłam mamę o kota, który mógł rozwiązać moje problemy z nastrojem. Dopiero niedawno chrzestna namówiła ją, abym mogła przygarnąć miłego rudzielca. Oswajał się jeden dzień. Jednak zaczęło mnie niepokoić jego zachowanie. Okazało się, że ma koci katar. Jest leczony, ale może umrzeć... Nic nie je i nie pije, podaję mu potrzebne rzeczy do życia przez strzykawkę. 

I pomyśleć, że gdybym go nie przygarnęła, umarł by samotnie na bruku bez jakiejkolwiek pomocy i szansy na przeżycie. Trzymajcie kciuki za kotka, to teraz dla mnie jedyne wyjście na tak beznadziejny, pełen pogrzebów rok...

#Ishfr

Pewnego razu, gdy byłem 5-letnim chłopcem, bujałem się na huśtawce. Obok mojego domu przechodziła starsza pani, która postanowiła do mnie zagaić: "Czy ja też mogłabym się pohuśtać?". Niestety nie była świadoma, że już wtedy byłem małym hejterem. Wypaliłem: "Nie, bo masz za dużą d*pę!". 

Upłynęło już 15 lat, a czasami jeszcze widuję tę panią i za każdym razem jest mi strasznie wstyd.

#cAEM8

Któregoś dnia jechałam na uczelnię i oczywiście jak na złość w drodze, musiałam udać się na tak zwaną "dwójeczkę", czyli inaczej moje jelita postanowiły zastrajkować. Szybko pobiegłam do pobliskiej galerii i odnalazłam toalety. Jestem z tych osób, które nie preferują stylu "na Małysza", więc musiałam wyłożyć sobie kibelek papierem toaletowym, tak by żadna bakteria nie postanowiła zostać moim przyjacielem. 

Usiadłam z ulgą i wtedy usłyszałam pytanie jakiejś kobiety przed kabiną, które brzmiało "Ma pani papier?". Szlag mnie wtedy trafił, no bo co ją to obchodzi? Albo może chce mi go zabrać? No way, palcem się nie podetrę. Sfrustrowana odpowiedziałam, więc niezbyt miłym tonem głosu: "Mam, a jak mam go pani niby teraz pożyczyć?!".

Usłyszałam wtedy śmiech, bo.. okazało, że ta kobieta była z serwisu sprzątającego i to ona chciała mi dać rolkę i zadbać o moje potrzeby, a ja chcąc nie chcąc wyszłam na buraka. :)

#RcvgR

Sześć lat temu babcia zaprosiła rodziców i mnie na obiad. Doskonale pamiętam, jak siedziałam przed komputerem i mówiłam tacie, że nie chce mi się jechać, na co on odpowiedział, że babci będzie przykro. Następnego dnia babcia zmarła. A ja zmarnowałam okazję, by się z nią pożegnać... Była najbliższą mi osobą. Nigdy sobie tego nie wybaczę.

#mh9V2

W gimnazjum należałam do babskiej klasy. Tak, były w niej same dziewczyny. Podzielone na grupki większe lub mniejsze, ale ja do żadnej nie pasowałam. Z reguły trzymałam się na uboczu, z ulubionymi książkami i muzyką. Te popularniejsze dziewczyny nie akceptowały mnie z powodu mojej odmienności i jak to określiły "dziwnych zainteresowań". 

Zaczęło się od wyzywania, skończyło na spychaniu ze schodów. Raz popchnęły mnie na ścianę tak mocno, że bałam się następnego dnia iść do szkoły. Groziły mi. Rozdawały numer nieznajomym facetom. Co na to moja wychowawczyni? "Ciesz się, że się podobasz". Tak, rzeczywiście. Powód do dumy. Dzwonili do mnie napaleńcy po trzydziestce. 

Kiedy skończyłam wreszcie gimnazjum (nie poddawałam się, mama mi nie pozwoliła), poszłam do dobrego liceum, a po studiach wyjechałam za granicę. Całkowicie sama, w poszukiwaniu lepszego życia. Znalazłam dobrze płatną pracę, założyłam bloga, jestem w związku z "tutejszym" że tak powiem. Moje życie wydaje się być idealne. Mój blog ma się dobrze, ponad 50 tysięcy obserwatorów i wiem że jedna z moich dręczycielek go czyta, bo polubiła mojego fanpejdża... 

Cóż, odkąd pojawiam się w rodzinnym mieście razem z facetem, jestem pytana o wyjście na kawę, a kiedy mijam moje dręczycielki na zakupach - mówią mi cześć i komplementują. A morał tej historii jest taki: jeśli ktoś jest dręczony w szkole, to proszę, nie poddawajcie się. Będzie lepiej. Zawsze jest lepiej. Ja jestem tego przykładem.

#jBrYT

Dwa lata temu tak mnie połamało że byłam zmuszona wziąć pierwsze w swoim życiu L4. Przez pierwsze kilka dni nie miałam siły zejść do sklepu, więc nawet zapasy się kończyły w lodówce. Z nudów nie miałam już nawet co na kompie robić. 

Przypomniało mi się, jak za dzieciaka wchodziło się na czata z koleżankami, więc postanowiłam zobaczyć, co się tam dzieje. Aż się zdziwiłam jakie to "biuro matrymonialne". Własnym oczom nie wierzyłam, co się tam wyprawia. Już miałam wyłączyć to, gdy wyskoczyło okienko z nową wiadomością. Dziwnym trafem rozmowa rozpoczęła się całkiem normalnie, ale jak to ja ze wszystkiego robiłam sobie żarty :) Dogryzanie sobie, nabijanie się, itp. Nawet nie wiedziałam, kiedy minęły 4h. A że fajnie przy tym upływał czas specjalnie ściągnęłam GG i założyłam numer, aby sobie jeszcze pogadać z tym chłopakiem.

Upłynęły kolejne 4h, a ja musiałam w końcu wyjść z domu, bo najważniejsze - papierosy się skończyły. Doszłam do wniosku, że w sklepie raczej ta osoba krzywdy mi nie zrobi, więc umówiłam się pod sklepem na papieroska. Po papierosku była pierwsza randka na stacji benzynowej bo tam najbliżej można było kupić kawę. I tak internetowa znajomość przerodziła się z coś więcej. 

Dzisiaj wspólnie siedzimy i załatwiamy sprawy związane z naszym ślubem, który odbędzie się za 7 miesięcy :) Dopiero pół roku temu dowiedziałam się od przyszłej teściowej, że mój przyszły mąż 5 dni po tym jak poznaliśmy się na czacie miał wyjeżdżać za granice za pracą. Miał już bilet kupiony i wszystko odwołał. Oczywiście nikt nie zna całej prawdy, jak się poznaliśmy prócz nas. Zawsze opowiadamy, że poznaliśmy się całkiem przypadkowo na papierosie.

Jakby ktoś mi powiedział kilka lat wcześniej, że poznam męża przez internet na czacie to postukała bym się w głowę. Dzisiaj to wszystko zawdzięczam mojej chorobie i nałogowi jakim są papierosy. Niby mało prawdopodobne a jednak :)

#OgvAK

Jestem najstarsza z rodzeństwa. Mój młodszy o 5 lat brat będąc w wieku przedszkolnym przeżywał okres, w którym postanowił robić wszystkim na złość. Wyglądało to mniej więcej tak, że mama prosiła: "Synek, posprzątaj po sobie", a brachol w najlepsze wysypywał jeszcze więcej zabawek. Jako że mnie darzył szczególną niechęcią, swoją przewrotność szczególnie wyładowywał na mnie. 

W wyniku takiego obrotu sprawy często zdarzało mi się wołać: "Bracie! Błagam, nie przychodź tu!'' a następnie "Mówiłam nie przychodź! Jak mi teraz jeszcze przyniesiesz picie z kuchni, to nie wiem, co ci zrobię!". 

Szkoda, że taki okres trwał u niego tylko rok, bo był to zdecydowanie układ idealny. Ja miałam swoją prywatną służbę, a on satysfakcję, że tak często może mi dokuczyć. :)
Dodaj anonimowe wyznanie