Byłam ostatnio w sklepie Empik razem z koleżanką w celu przejrzenia książek. A nuż trafi się jakiś ciekawy tytuł. Podeszłyśmy do regału z książkami dla młodzieży, a tu nagle przychodzi pan z dwoma synami, powiedzmy, że jeden miał około 5 a drugi około 8 lat. Ojciec mówi do starszego syna "To która to teraz będzie część tych Zwiadowców?", chłopiec odpowiedział, że piąta.
Miałam ochotę podejść do tego pana i pogratulować, że zamiast gry, kupuje dziecku książkę i to naprawdę dobrą, sama mam wszystkie części "Zwiadowców". Wiem, że to wyznanie umywa się do pozostałych, ale jakoś poczułam się lepiej widząc, że tacy młodzi chcą jeszcze czytać, a nie tylko grać czy oglądać telewizję.
Pozdrawiam wszystkich książkoholików!
Mój starszy brat (obecnie chemik z zawodu) już w wieku 11 lat zaczął wykazywać duże zainteresowanie chemią i fizyką oraz wszelkimi eksperymentami. Cały jego pokój zawalony był probówkami, roztworami, naczyniami z różnymi substancjami we wszystkich kolorach tęczy. Każdy chyba pamięta pierwsze doświadczenia ze sznurkiem w roztworze soli?
Jako że takiemu małemu dziecku jak ja (5 lat), chemia kojarzyła się tylko z naukowcami w białych fartuchach z kreskówek, oprócz wypadku lub śmierci kogoś z rodziny najbardziej bałam się... tego, że mój brat wysadzi nasz dom w powietrze! Oczami wyobraźni widziałam jak mój brat wlewa niewłaściwy płyn do niewłaściwej probówki i BUUUM! A moi rodzice, jeśli przeżyją, ze łzami w oczach zbierają do walizek czarne pozostałości ocalałych rzeczy i udają się z nami donikąd.
Przez kilka lat, dzień w dzień, przy porannej oraz wieczornej modlitwie, prosiłam Pana Boga, żeby mój brat nie doprowadził do tego wybuchu.
Minęło kilkanaście lat. Wciąż żyjemy.
Historia wydarzyła się w 2 klasie podstawówki. Szkoła była nowa, a korytarze długie i szerokie. Dlatego grzechem było nie korzystać i nie urządzać sobie na nim wyścigów. Podczas przerw korytarze były zatłoczone, a nauczycielki siedziały na ławce i pilnowały, by nie biegać. Powstał więc pomysł, aby biegać w czasie lekcji tłumacząc pani wychowawczyni, że idziemy na siku. Dlatego z czasem nauczycielki przestały pozwalać wychodzić do wc w czasie lekcji. Niestety na moją niekorzyść.
Pewnego pięknego dnia, zapytałem pani, czy mogę iść do wc. Niestety nauczycielka odpowiedziała "nie". Ciśnienie w pęcherzu w skali od 1-10 wynosiło 12,6. Na nic się zdały moje tłumaczenia, że muszę naprawdę i wcale nie chcę biegać. Gdy nauczycielka zaczęła kontynuować lekcję poczułem przyjemne ciepło w nogawce. Usłyszałem głos kolegi obok, który też prosił o możliwość wyjścia do wc. Wtem nauczycielka zmęczona naszym gdakaniem powiedziała: "Dobra, idźcie we dwóch, ale nie biegać". Odpowiedziałem: "Już nie muszę", jednocześnie spoglądając na wielką kałużę pod ławką.
Moja mama wysłała siostrę do sklepu żeby kupiła 3 cytryny, a siostra wróciła do domu niosąc... napój "3 cytryny".
Tydzień temu poszłam z moim chłopakiem i dwójką naszych znajomych na imprezę do klubu. Pili wszyscy, oprócz mnie, kierowcy. Oczywiście mój luby, korzystając z okazji, gdy to ja prowadzę, postanowił zabalować najbardziej. Starałam się go hamować, ale na nic. Był ledwo przytomny, ale rozumował, a grawitacja o dziwo nie sprawiała mu problemów, więc wstał, zaczął tańczyć, znikając daleko w tłumie.
Martwiłam się o niego i poszłam zatańczyć razem z nim. Tańczyliśmy 5 minut, po czym zaczął mnie całować. Był pijany, zdawałam sobie z tego sprawę, ale stwierdziłam, że nie aż tak, żeby się mu opierać. Nagle on oderwał się ode mnie, popatrzył pod swoje nogi i z zagubionym wzrokiem poinformował mnie, że ma dziewczynę, która jest tu z nim, więc lepiej, żebyśmy już przestali się całować. Wyobraźcie sobie moją reakcję...
Gdy miałam jakieś 7 lat chodziłam do szkolnej świetlicy. Któregoś dnia wychowawcy powiedzieli wszystkim dzieciom, że dzwonili do nich z NASA i powiedzieli, że mogą zabrać dwoje dzieci w podróż na księżyc i że wszystko jest darmowe, wyjazd do Stanów i tak dalej. Wychowawcy powiedzieli nam, że wybiorą tę dwójkę, która będzie najgrzeczniejsza. Nagle wszystkie dzieci przypomniały sobie, że potrafią dobrze się zachowywać: cisza jak makiem zasiał, wszyscy grzeczni, miłe słówka, no poprostu cud miód. Ja oczywiście też się starałam. Już wyobrażałam sobie zazdrosne miny znajomych i rozmyślałam co ze sobą wziąć. Wyniki konkursu miały być ogłoszone następnego dnia.
Owego następnego dnia wychowawcy oznajmili nam, że cała ta akcja była primaaprilisowym żartem. Dzieci łzy w oczach, cała nadzieja momentalnie znika jak bańka mydlana. Nigdy tego nie zapomnę i nie zrozumiem, jak można było wymyślić tak bezlitosny żart...
Będąc na zakupach, stwierdziłem, że jak szaleć to szaleć. Raz na dwa lata można sobie kupić spodnie. Jako, że krucho z pieniędzmi u chłopaka ze wsi, wybrałem oczywiście jeden z tańszych modeli w sklepie (bagatela 89 zł!). Przy kasie oddałem spodnie sprzedawczyni i stwierdziłem, że jeszcze podejdę wybrać sobie pasek. Wróciwszy ujrzałem dużą kolejkę, lecz sprzedawczyni poprosiła swoją koleżankę o dokończenie transakcji ze mną. Zeskanowała pasek i zapytała o płatność. Zapłaciłem kartą i zadowolony z siebie odchodzę od kasy w stronę wyjścia.
Coś mnie tknęło, aby spojrzeć na paragon. Okazało się, że zapłaciłem tylko za sam pasek, otrzymując w ten sposób za darmo spodnie. Miałem już wychodzić, ale przeważyła we mnie natura prostego, uczciwego człowieka. Zawróciłem do kasy, mówiąc, że spodnie nie zostały skasowane. Kasjerka (młoda dziewczyna, pewnie początkująca) zarumieniła się, przeprosiła i jednocześnie podziękowała za uczciwość.
Wyszedłem ze sklepu zadowolony z siebie, pomimo "utraty" 89 złotych. Oszczędziłem dziewczynie nieprzyjemności przy inwentaryzacji. Jak to mówią, Bóg za dobre wynagradza pięciokrotnie.
Mój wujek lubi sobie wypić, a po alkoholu staje się agresywny. To chyba przez to do dzisiejszego dnia pijane osoby wzbudzają we mnie strach.
Pewnego razu idąc chodnikiem z moim chłopakiem spotkaliśmy zataczającego się mężczyznę, który na nasz widok zaczął coś krzyczeć. Mężczyzna był brudny, zarośnięty, poobcierany. Na jego widok mocniej ścisnęłam rękę ukochanego i powiedziałam: "Boję się takich pijaków". Mój chłopak podbiegł jednak do niego, podniósł go i wypowiedział kluczowe w tej historii słowa: "Zaprowadzę cię do domu, tato".
Nie dam rady nawet myśleć o tym, jaką przykrość mu tym wyrządziłam. Gdy o tym myślę, wciąż płonę ze wstydu.
Dziś rano lekko zaspałem do pracy. Na szczęście jestem szefem, więc jedynym problemem była senność. Pokonując wszystkie poranne trudności, w końcu dotarłem do auta. Wsadzam kluczyk, przekręcam... nic. Drugi raz... też nie odpalił. Wystraszyłem się, ogarnąłem szybko myśli... Zaraz. Przecież to są drzwi. Wsiadłem i odjechałem do roboty.
Do wszystkich dziewczyn, które wypłakują się na ramieniu przyjaciela, bo jakiś przystojniak ich nie chce. Ten idiota, który od spotkania z tobą woli piwo z kumplami/mecz/konsolę, nie jest ciebie wart i niech idzie w cholerę! Zwróć natomiast uwagę na tego, który zawsze jest obok, gotowy zrobić wszystko, abyś się uśmiechała. Tak, tak. Przyjaciel na 99,9% jest w tobie zakochany i czeka aż łaskawie się obudzisz, cierpliwie słuchając opowieści o lovelasie, przez którego płaczesz. Chociaż w środku pęka mu serce. Gwarantuję, że mając przyjaciela za chłopaka, będziesz najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, bo zawsze będziesz mogła na niego liczyć, inaczej niż w przypadku wspomnianego lovelasa.
Prawdziwa miłość opiera się na przyjaźni. U mnie to działa bardzo dobrze, zaczęło się od przyjaźni, która trwa do dziś, a jesteśmy razem już dwa lata.
Dodaj anonimowe wyznanie