#7ebGk

Moja babcia umiera odkąd pamiętam, czyli od jakichś 14 lat. Najmocniej jednak umierała, gdy na karku miałam pięć wiosen. Babcia cały czas powtarzała, że za niedługo umrze i opowiadała z zapałem o swoim miejscu na cmentarzu, że nawet nowy kamień sobie zrobiła! Potrafiła o tym mówić nawet, gdy u niej byłam sama, nie była to miła sytuacja.

Pewnego dnia gdy do nas przyszła wypaliłam w obecności ciotek:
- To kiedy w końcu umrzesz?
Po tym pytaniu umierała jakby trochę mniej.

Babcia żyje nadal, a ja jestem już pełnoletnia.

#p6U0e

Mój mąż bardzo namawiał mnie na dziecko. Zgodziłam się, bo widziałam, jak bardzo mu na tym zależy, pomimo tego że bardzo się bałam, jak sobie poradzimy jako młodzi rodzice. Myślałam, że stworzymy szczęśliwą rodzinę. Jednak bardzo szybko okazało się, że nic nie wygląda tak, jak obiecywał na początku. Kiedy przytyłam, on nie patrzył już na mnie jak kiedyś. Nie interesowałam już go jako kobieta. Wolny czas wolał spędzać jak najdalej ode mnie. Tak zostało do tej pory. Poświęciłam pracę, studia, rodzinę, znajomych dla życia w czterech ścianach, bo moje małżeństwo istnieje tylko na papierze. Jedyne co z niego mam, to śliczną córeczkę, którą kocham najbardziej na świecie.

#eZB3a

Parę lat temu poznałam człowieka, który całkowicie zmienił moje nastawienie do życia. Na co dzień jestem optymistyczną i zawsze uśmiechniętą kobietą, ale znacie to powiedzenie "Kto z kim przystaje takim się staje?", tak było też w moim przypadku.

Obydwoje byliśmy młodzi i dopiero wchodziliśmy w życie, coś zaiskrzyło, mimo że całkowicie się od siebie różniliśmy, postanowiliśmy być ze sobą. Spotykaliśmy się mniej więcej rok, świetnie się rozmawiało aczkolwiek tylko o problemach. Każdy mój żart i uśmiech był odbierany za coś dziwnego, bo w końcu "on ma wielkie problemy". Tak trwaliśmy w tym związku, ja wmawiałam sobie, że jestem szczęśliwa i zakochana i nie zauważałam jak powoli, powoli dopada mnie coraz większy dół. Przestałam widywać się ze znajomymi, tylko i wyłącznie z nim, dużo płakałam, ponieważ widziałam tylko co złe, a nie to co dobre.

Aż pewnego dnia wieczorem jechałam pociągiem. Smutne oczy, zero uśmiechu. Podszedł do mnie pewien starszy mężczyzna i powiedział: "Takie piękne oczy nie powinny być smutne, widać, że nie przeznaczony jest pani smutek". Wtedy zrozumiałam, że trzeba coś zrobić ze swoim życiem i pozbyć się tego, co tak mnie zmieniło, dlatego też zerwałam z chłopakiem. Uświadomiłam sobie coś, co powinno być naszą dewizą życiową - nieszczęśliwy człowiek nie da szczęścia drugiej osobie.

Dzisiaj jestem szczęśliwa i wiem, że to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

#m0H0Y

To było jakoś 3 dni temu... Przeciągaliśmy kabel do telefonu przez całą firmę. Coby nie zapomnieć, kupiliśmy sobie 4 piwka na wieczór. Godzina 23 zaczęliśmy pracę, skończyliśmy około 1 w nocy, więc czas się zbierać do domu. Wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy. Kiedy tak jedziemy przypomnieliśmy sobie, że zakupione przez nas piwa zostały w firmie. Dużo nie myśląc zawijka autem i powrót do firmy po nasze napoje. Jedziemy i zauważyłem stojący radiowóz. Pasy zapięte i w ogóle, pusta droga. Nagle wyłania się pani policjantka z lizakiem i ściąga nas na pobocze. 

Kontrola trzeźwości i dokumentów, sprawdzanie auta i takie tam. Pech chciał, że OC mam na stare tablice rejestracyjne, więc policjantka zabrała dokumenty i poszła do radiowozu. My z kolegą czekamy grzecznie w aucie. Kiedy nagle kolega puścił cichacza zabójcę (koszmarnego bąka). Jak to poczułem, to odrazu głowa za okno i próbuję złapać świeże powietrze. 

Ja z wystawioną głową za okno, a tu nagle policjantka podchodzi i zaczyna prawić, że to mandat powinien być i takie tam. Nagle z uśmiechem do mnie zapytała: "A co pan robi?", a ja na to nie myśląc długo odpowiedziałem: "Bo się kolega zesrał w aucie i śmierdzi". Policjantka uśmiechnęła się, podarowała mandat i nas puściła. Teraz myślę, że pani władza mogła poczuć ten smród i dlatego nas puściła żeby móc szybciej stamtąd uciec. Pozdrawiam panią policjantkę i przepraszam za kolegę :D

#CrAYm

Gdy wracałem z pracy postanowiłem wstąpić do pewnego dyskontu (pioniera wśród robactwa) na małe zakupy. Wysiadłem z auta i dzielnym krokiem kieruję się w stronę wejścia, które było przeszklone. Nagle widzę jakiegoś grubego, zapuszczonego gościa. "Jak można doprowadzić się do takiego stanu?" - pomyślałem.

Coś mnie zaniepokoiło, zacząłem machać rękoma w kierunku drzwi, grubiutki pan odwzajemnił, a właściwie zrobił to równocześnie ze mną. Nie dowierzając, zbliżam się
do drzwi, uświadamiając sobie, że tym zapuszczonym grubaskiem jestem ja sam.

... od jutra dieta i ćwiczenia ;)

#OX8WI

Kiedyś na pudelku lub innym dziadostwie przeczytałam, że jakiś celebryta przechadzał się po mieście, ale nikt go nie rozpoznał. Wyobrażałam sobie, jak ludzie z tego miasta musieli żałować. Sama marzę o spotkaniu jakiejś gwiazdy.

Dzisiaj, gdy wracałam ze szkoły w obfitych promieniach słońca, przejeżdżał obok mnie rowerzysta. Przyglądałam mu się jeszcze z daleka. Miał pociągłą twarz, był ubrany na czarno, na głowie miał kaszkietówkę. Gdy był bliżej mnie stwierdziłam, że to książę William! Tak, ten książę William, następca tronu Wielkiej Brytanii.

Nie wiem, czy to mocne słońce przegrzało mi mózg, czy po prostu jestem psychicznie chora, ale stwierdziłam, że nie mogę przegapić takiej okazji. Zaszłam domniemanemu księciu Williamowi drogę, biedak musiał szybko skręcić w lewo i o mało co nie wywalił się. Pełna entuzjazmu spytałam:
- Książę William?!
Rowerzysta był nieźle wkurzony. Odpowiedział nieprzyjemnie:
- Nie ku*wa, Barack Obama!
Wtedy uświadomiłam sobie jaką głupotę zrobiłam. Chcąc z klasą wybrnąć z tej sytuacji odpowiedziałam normalnym tonem, tak jakbym właśnie nie zrobiła nic nienormalnego:
- A, to do widzenia.
I odeszłam z miejsca zdarzenia, jak gdyby nigdy nic. Mam nadzieję, że już nigdy więcej nie spotkam tego rowerzysty.

#lIpsi

Wyszłam w południe do sklepu, bo w lodówce zaczęło odbijać się echo. Idąc spojrzałam w niebo, było błękitne i prawie całe czyste, oprócz tej jednej chmury. Przypominała ona słonia z długą trąbą, co mnie bardzo zafascynowało. Stanęłam na chwilę i tak gapię się w to niebo z rozdziawionymi ustami, skrzywiona jak bym zjadła worek cytryn, bo słońce dawało ostro po gałach. 

Przechodziła obok mnie młoda para, kątem oka widziałam, że się na mnie patrzą. Po paru krokach stanęli i wywiązała się między nimi rozmowa:
- Kochanie zobacz na tą dziewczynę, pewnie jest jakaś upośledzona i się zgubiła, może potrzebuje pomocy.
- To może zadzwonimy po karetkę albo straż miejską?

Słysząc to oderwałam wzrok od majestatycznej chmury i zobaczyłam, że chłopak już się do mnie wraca, a dziewczyna za nim wyjmuje telefon z torby. Rzuciłam im obojgu piorunujące spojrzenie, po którym w trybie ekspresowym oddalili się w swoim kierunku. Cóż, trochę ich rozumiem, bo pewnie wyglądałam jak po nieudanej lobotomii, a 2 przystanki od mojego miejsca zamieszkania jest szpital psychiatryczny...

#KCCf2

Dwa i pół roku temu zmarła moja mama. Miała rutynowy zabieg (kobiece sprawy), po którym zaczęła słabnąć w oczach. W swoje 57 urodziny dowiedziała się, że ma nowotwór złośliwy. Dokładnie 2 tygodnie później mama zmarła. Tego dnia nie zapomnę do końca życia. 

Tata płakał jak bóbr wiele nocy. Aż której nocy udało mu się zasnąć. Przyśnił mu się piękny kościół, od którego biło blaskiem, ale był wykończony dokładnie w połowie. W kościele były tłumy ludzi, tata spytał dlaczego jest skończony w połowie, na co ktoś mu odpowiedział, że na drugą połowę przyjdzie czas później. Wydarzenie to miało ogromny wpływ na moje życie. Nie powiem, że stałem się bardziej wierzący, ale byłem bardziej spokojny, że mama jest w lepszym świecie. Za cel postawiłem sobie by na moim pogrzebie były takie same tłumy jak na pogrzebie mojej mamy i jak w tym kościele z snu mojego taty, wtedy będę pewny że żyłem dobrze. 

Kończąc mam apel do wszystkich kobiet i nie tylko. Nie lekceważcie spóźniających się okresów i innych nietypowych objawów.

#0agur

Parę dni temu pojawiła się tutaj historia mówiąca o tym, że "nie kocha cię ten chłopak, po którym płaczesz, lecz ten, w którego ramiona ronisz łzy". Tak jest w 99.9% przypadków. Ale jest też ten 0.1% gdy jest inaczej.

Znajomy z uczelni, Michał rzucił swoją dziewczynę, Agatę po jakichś 2 latach związku. Kobieta załamana, dobija się po Facebooku, dzwoni, nic. Facet stwierdził, że się odzywać nie będzie. Agata wpadła na pomysł, żeby dostać się do swojego byłego przez wspólnych znajomych. Z racji tego, że obydwoje znam od czasów liceum, z nim studiuję na tej samej uczelni, byłem wyborem raczej oczywistym. Chciała z nim chociaż parę ostatnich słów zamienić, spotkać go i "zamknąć rozdział", więc, jako ten dobry przyjaciel, zlitowałem się nad biedną duszyczką i umówiłem ich (po dobrej godzinie kłótni z Michałem). 

Rozmowa między "eks" wyglądała w ten sposób: Michał wygłosił w dobitny sposób swoją opinię o minionych dwóch latach, podsumowując to słowami: "Nie chcę cię k***a więcej na oczy widzieć, dz**ko", po czym odszedł. Jej reakcja: "Jak możesz mnie teraz zostawić". Widać, rozmowa nie potoczyła się najlepiej. Szlochającym jeszcze głosem Agata zadzwoniła do mnie, stwierdzając, że na trzeźwo nie jest w stanie się z tym pogodzić. Ja, jako ten dobry przyjaciel, zgodziłem się.

Idziemy do pubu, spożywamy trunki, Agata opowiada mi o tym, jak go kochała, jak on ją wystawił, jaka jest smutna. Żal kobiety, ale ja sam nie do końca nie rozumiałem, co to za ból stracić kogoś tak bliskiego, toteż siedziałem tylko i kiwałem głową, słuchając. Jej opowieść rozwijała się coraz bardziej, a kolejny jej kufel powoli się opróżniał. Coraz bardziej pijana, docierała do historii intymnych z Michałem... Tja. Czas kończyć imprezę, mówię. Agata wstaje - potyka się - wstaje jeszcze raz - wychodzi - zahacza o framugę. Sama do domu nie trafi, musiałem ją odprowadzić, przecież jestem ten dobry przyjaciel. Z drugiej strony, mieszkam wystarczająco daleko od niej, że miałem możliwość powrotu dopiero rano. Jedyna opcja, to noc u niej w domu. Ona padła na łóżko, ja zasnąłem w pokoju obok na kanapie.

Budzimy się dnia następnego. Jemy śniadanie, rozmawiamy o poprzednim wieczorze, leczymy kaca. Agata stwierdziła, że jestem jedyną osobą, która tak się dla niej poświęciła. Gdy ona myślała, że wszystko straciła, pojawiłem się ja. Przez całe liceum czuła coś do mnie, ale dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę. Chciałaby się cofnąć w czasie o te dwa lata, i spędzić je ze mną, zamiast z tamtym dupkiem Michałem. Brzmi romantycznie, nie? Problem polega na tym, że ja takiego uczucia nie odwzajemniam. Ja jestem tylko ten dobry przyjaciel i tak chciałbym to pozostawić...

#9fOkB

Nie mam rodzeństwa i jedyną osobą w rodzinie w podobnym wieku jest mój 2 lata starszy brat cioteczny. Kiedy byliśmy smarkaczami, często do siebie jeździliśmy lub spotykaliśmy się u babci. Spędzając razem czas - fajna zabawa była przez godzinę, a potem kłótnie, sprzeczki i płacz. Zawsze było "A bo X mnie popchnął", "Bo X się ze mnie śmieje", "Bo X powiedział, że...", bla, bla, bla, takie tam niewinne dziecięce przepychanki słowne.

Jednak któregoś razu było inaczej. Siedziałam zrozpaczona na łóżku i zanosiłam się płaczem. Moja mama to zauważyła i spytała, czemu płaczę. Ku jej zaskoczeniu odpowiedź była inna niż zawsze, a brzmiała następująco: "Bo X się mnie spytał, czy jak będę dorosła, to mu pokażę cycki!". Mama dusząc śmiech, zaczęła mnie uspokajać i mówić, że to tylko żart i dlaczego płaczę? Na co ja (dobra siostra! :D) "MAMO, A JAK ZAPOMNĘ?".

Nie muszę chyba mówić jaka była reakcja. Cała rodzinka miała ze mnie głupiej ubaw kilkanaście minut.. tfu.. LAT! W wieku "dojrzewania" bardzo mnie to zawstydzało, brata też. Dziś mam 22 lata i jak już pisałam - zawsze gdy jestem u babci w rodzinnym gronie - anegdotka jest przytaczana. Teraz się z tego śmiejemy, X zawsze rzuca tekstem, że ciągle czeka, ja też to obracam w żart. Ale niech się nie dziwią, jak mówię, że nigdy, przenigdy nie przedstawię im chłopaka, bo na pewno to będzie pierwsze, co mu opowiedzą :)
Dodaj anonimowe wyznanie