#79qAd

Kiedy byłam młodsza i mieszkałam jeszcze z rodzicami, często jeździłam do sąsiedniego miasta do mojej matki chrzestnej. Z racji że ma ona dwóch synów, traktuje mnie jak swoją małą córeczkę i troszkę rozpieszcza. Nie powiem, nie narzekam na relacje z ciocią. 

Siedziałam któregoś dnia u niej w dużym pokoju i oglądałam telewizję. Stwierdziłam, że mam ochotę na coś słodkiego. Miałam wtedy głupi zwyczaj mówienia, że "cukier mi spadł" jako sygnał, że chciałabym zjeść czekoladę. Idę więc do kuchni i mówię cioci, że cukier mi spadł, licząc na coś słodkiego. Ciocia na to strasznie się zmartwiła i... wyciągnęła glukometr. Zapomniałam, że jeden z jej synów ma cukrzycę. 

Zostałam brutalnie ukłuta w palec, cukier w normie, czekolady nie dostałam. Wróciłam w szoku do oglądania tv. Od tamtego momentu zawsze mówię wprost, czego chcę.

#SIvNU

Pewnego dnia, moja dziewczyna napisała mi, że ma wolną chatę i żebym szybko przyjeżdżał na małe co nieco. Nie trzeba było mnie długo namawiać i po chwili byłem na miejscu. Gdy byliśmy w trakcie świrowania nagle ktoś wszedł do mieszkania i zaczyna szarpać za klamkę od drzwi do pokoju. Dosłownie w ciągu sekundy byliśmy już ubrani i jak gdyby nigdy nic siedzimy na kanapie.

Otwieramy pokój a tu ukazuje się dziadek mojej dziewczyny z tekstem: "Przyniosłem świeże boróweczki!".

#OyJxV

Jestem w związku od 3 lat ze wspaniałą dziewczyną. Odkąd pamiętam mówiła mi, że chce w przyszłości studiować medycynę, ale do tego musi się dużo uczyć. Korki, zajęcia dodatkowe i godziny uczenia się były dla niej normalnym dniem. Jednak pewnego dnia zrozumiałem, że to szkodzi naszemu związkowi. Rozmowy na ten temat zawsze kończyły się jej wygraną. 

Byliśmy wtedy w klasie maturalnej. Obiecywała mi, że w wakacje będziemy spędzać czas tylko ze sobą, ale do tego czasu było jeszcze daleko. Pewnego dnia postanowiłem sprawdzić swoją dziewczynę i chciałem z nią zerwać (na niby) by zobaczyć jak zareaguje. Tym pomysłem podzieliłem się z naszą wspólną znajomą, która obiecała, że nic nie powie. Jak zawsze w weekend, przyjechałem do domu mojej dziewczyny by spędzić z nią trochę czasu i od razu powiedziałem poważnym tonem, że musimy porozmawiać. Wziąłem głęboki oddech i powiedziałem, że z nią zrywam. Ku mojemu zaskoczeniu... moja dziewczyna pokiwała głową ze zrozumieniem i powiedziała, że też chciała to zrobić. Wyjaśniła, że ma za dużo nauki i związek to ostatnie czego teraz potrzebuje.

Byłem w szoku, że nie mogłem nawet wykrztusić, że to tylko była próba. Załamany wyszedłem z jej domu i wyrzucałem sobie, że jestem kompletnym idiotą, bo naprawdę kochałem tę dziewczynę. Nagle na moją komórkę przyszedł esemes. Pisanie, to ostatnie na co miałem ochotę, ale jednak odebrałem i prawie się przewróciłem. To była wiadomość od mojej dziewczny. Brzmiała tak: "Kaśka uprzedziła mnie o twoim pomyśle. Wracaj do mnie, bo gorąca czekolada stygnie".

Okazało się, że ta znajoma powiedziała wszystko mojej dziewczynie, która sama postanowiła dać mi nauczkę. Obiecała, że poświęci mi więcej czasu, ale mam już więcej nie robić jej takich prób. Teraz jesteśmy zaręczeni i rzeczywiście, spędzamy ze sobą więcej czasu.

PS Dostała się na tę medycynę :)

#ZXQxf

Pracowałam w markecie, w salonie pewnego operatora sieci komórkowej. Ze swojego saloniku miałam widok na kasy i zawsze miałam w polu swojego widzenia jednego przystojnego kasjera. Nie jestem osobą pewną siebie, więc bałam się zagadać, jednak bardzo chciałam zwrócić na siebie jego uwagę. Nie należałam do najszczuplejszych kobiet, mimo tego, że starałam się odżywiać racjonalnie i zdrowo, wiadomo, że czasem zdarzyło mi się zjeść jakąś czekoladę, czy batonik, czy coś ogólnie przyjętego jako niezdrowe, ale raczej sporadycznie. Mimo tego z wagi zejść nie potrafiłam, a moja sylwetka od zawsze była dosyć masywna.

Wracając do tematu mojego przystojnego kasjera, to zależnie którą akurat miał zmianę, to robiłam zakupy albo rano, albo wieczorem, zawsze stojąc w kolejce akurat do jego kasy, choćby kolejka była nie wiadomo jak długa. Moje zauroczenie nim sprawiło, że robiąc u niego zakupy rezygnowałam z chwilowych zachcianek typu czekolada, itp. żeby nie wyjść na taką która żre nie wiadomo ile i nie wiadomo jak niezdrowo i wyszło na to, że kupowałam same zdrowe rzeczy, typu jogurty naturalne, jakieś warzywa, owoce, czy małokaloryczne przekąski. On zawsze był miły, uśmiechał się, ale właściwie to zachowywał się tak w stosunku do każdego klienta. Mimo wszystko ten uśmiech, może nawet i wymuszony dawał mi dobrą energię na resztę dnia. Mijały tygodnie, ja już nauczyłam się jeść tylko i wyłącznie te wszystkie "zdrowe" rzeczy, ale tak jak pisałam, z wagi zejść nie potrafię, nie potrafiłam nigdy i już nigdy chyba nie zejdę.

Pewnego dnia, ni stąd, ni zowąd, usłyszałam z ust pięknego kasjera, całkowicie na poważne "Tyle tego zdrowego jedzenia kupujesz, a efektów po tobie w ogóle nie widać". Stałam jak wryta, nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy płakać, czy łapać zakupy i uciekać w Bieszczady. Żeby tego było mało, to mężczyzna stojący za mną w kolejce zgodził się z nim, i powiedział że na pewno jem jak świnia po kryjomu.

Ze łzami w oczach, w milczeniu zapłaciłam, na szczęście było blisko zamknięcia sklepu, więc nie musiałam go oglądać przez resztę dnia. 4 dni później się zwolniłam, bo nie mogłam się już na niego patrzeć.

W razie gdyby przystojny kasjer to czytał - mimo wszystko dziękuję, że przez to całe "zauroczenie" udało mi się utrzymać dobre nawyki żywieniowe, co na pewno wpłynęło lepiej na moje zdrowie oraz że przez tę głupią docinkę, która sprawiła, że rzuciłam swoją robotę - udało mi się znaleźć o wiele lepszą pracę. I nie, dalej nie widać po mnie efektów.

#JbF1r

Sytuacja miała miejsce parę lat temu, jeszcze za czasów liceum. Na początku zaznaczę, że jestem dość sporym gościem, często odwiedzającym siłownię.

Mieszkałem wtedy w domu jednorodzinnym razem z rodzicami, z sypialniami na piętrze. Ojciec wyjechał w delegację, więc zostaliśmy sami z mamą na parę dni. Jednej nocy mama budzi mnie i szeptem informuje, że słyszy kogoś na parterze (ojciec miał jeszcze przez parę dni nie wracać). Godzina była około 2-3 nad ranem, więc na początku chciałem powiedzieć, żeby dała mi spać. Dopiero po chwili dotarło do mnie znaczenie jej słów. Adrenalina spędziła mi resztki snu z oczu, wstałem i zacząłem szukać broni na nieproszonego gościa.

Ci którzy nie migali się od czytania lektur w szkole będą pamiętać Raskolnikova ze "Zbrodni i Kary" oraz jego siekierę. Jako że brałem udział w sesji zdjęciowej, gdzie byłem ucharakteryzowany właśnie na jego postać, siekiera taka leżała u mnie w pokoju. Zabrałem jeszcze parę potek na hp i zacząłem schodzić na parter. Jako miłośnik dobrego thrilleru, zacząłem obcierać siekierą o ścianę i nieco mocniej niż trzeba tupać stopami na schodach. Efekt był taki, że delikwent, zanim go jeszcze ujrzałem, zaczął dupsko zabierać w troki w trybie jak najszybszym. Ledwo zdążyłem jego plecy ujżeć przez drzwi prowadzące do wyjścia.

Początkowy impuls kazał mi drania gonić, ale matka wydarła się wtedy niemiłosiernie, żebym "nawet się ku*wa nie waż", więc zamiast tego zacząłem sporządzać spis strat w domu. Portfel na stole jest, dvd, laptopy i telewizor są. To co on ze sobą w takim razie zabrał? Dopiero po chwili parsknąłem śmiechem, gdy uświadomiłem sobie, że niefortunny włamywacz zabrał tylko... torbę z siłowni z brudnymi ciuchami i gaciami.

#NS5BL

Musiałam udać się do ortopedy. Niby każdy miał umówioną konkretną godzinę, ale jak to bywa, wszystko szło z opóźnieniem. W kolejce oczywiście same starsze panie, część z nich jawnie wyrażała swoje oburzenie, że taka młoda dziewczyna wybiera się do ortopedy i jeszcze jest w kolejce przed nimi. Gdy opóźnienie sięgało blisko 3 godzin wszyscy już byli poirytowani. Ja powoli też traciłam cierpliwość i zaczęłam chodzić wzdłuż korytarza. 

Wtedy przyszedł pewien starszy pan, bardzo wesoły, zaczął wszystkich zagadywać, większość go lekceważyła. W końcu zwrócił się do mnie: "Niech panienka na chwilę usiądzie, muszę panience coś powiedzieć" wskazując miejsce obok siebie. Grzecznie odmówiłam, ale nalegał, więc usiadłam. Wtedy nachylił się lekko w moją stronę i teatralnym szeptem oznajmił: "Niech panienka nigdy nie uprawia seksu na łące, bo będzie mieć reumatyzm, tak jak ja!". Cała nerwowa poczekalnia wybuchnęła śmiechem.

#tRnBR

Historia, która wydarzyła się w gimnazjum. Kiedy na lekcji matematyki zadzwonił dzwonek wszyscy ruszyli z miejsca do drzwi, lecz pani zatrzymała nas słowami: "Dzwonek jest dla nauczyciela nie dla ucznia" i tak oto trzeba było przecierpieć 5 minut zanim skończy przeprowadzać swoją lekcję. 

Następnego dnia z kolegami spóźniliśmy się na matematykę. Kiedy weszliśmy do klasy po 10 minutowym opóźnieniu, nauczycielka spytała się, gdzie my byliśmy, bo dzwonek już dawno dzwonił. Na to ja odpowiadam: "Dzwonek jest dla nauczyciela nie dla ucznia". Mina nauczycielki bezcenna.

#kDQgm

Chyba we wszystkich szkołach - a przynajmniej w większości - jest zwyczaj przebierania się na Halloween. Akurat w szkołach średnich niewiele osób chętnie uczestniczy w takich zabawach w przebieranki, ale jednak zdecydowałyśmy z przyjaciółkami przygotować sobie kostiumy. Chcemy mieć jak najwięcej wspólnych, fajnych i ciekawych zdjęć, na pamiątkę.

Chociaż nie przebierałam się za żadną konkretną postać to blisko mi było do wampirzycy: biały puder na twarzy, zakupiony w sklepie z "alternatywną odzieżą", krwistoczerwone usta i sztuczna krew w kącikach, ciężki makijaż oka... i soczewki kontaktowe. Strój uzupełniony odpowiednim ciuchem tj. "gotycka" kolia domowego projektu, czarna sukieneczka, podarte pończochy. Nieskromnie powiem, że rano przed lustrem oceniłam się na "zajebiście". 

Wracając do sedna. Soczewki kupiłam na stronie internetowej z akcesoriami do cosplayu. Powiem szczerze - wybrałam najtańsze, bo miały mi służyć tylko siedem godzin w szkole (w razie jakiegoś problemu planowałam je wyciągnąć i zwyczajnie wywalić do kosza). A że sklep sprzedawał soczewki na sztuki to "zaszalałam" i kupiłam dwie różne: czerwoną oraz białą. Dzień w szkole zleciał mi bezproblemowo. Jednak w czasie powrotu do domu jedna soczewka zaczęła mnie uwierać. Byłam ze dwie-trzy minuty od mieszkania, więc uznałam, że nie będę tu, na środku chodnika, gmerać brudnymi łapami w oku i jakoś wytrzymam.

Idę tak sobie, cały czas opętańczo mrugając powiekami, ale idę. Pomiędzy mrugnięciami zauważyłam mojego starszego brata. Postanowiłam cichaczem wskoczyć braciszkowi na plecy i zmusić nieszczęśnika, żeby zaniósł ukochaną siostrę do domu. Jak pomyślałam, tak uczyniłam.

Szkoda tylko, że przez te cholerne soczewki pomyliłam własnego brata z jakimś kolesiem.

W życiu nie widziałam bardziej zdziwionego człowieka. No bo wyobraźcie sobie, że ktoś z wyglądem opisanym w drugim akapicie znienacka wskakuje wam na plecy i jeszcze żąda, żebyście zanieśli go do domu.

#nOUr4

Mieszkam sama z ojcem, jestem nastolatką i jak to bywa, koleżanki u mnie czasem nocują. Nigdy nie miałam problemu z przenocowaniem kogoś płci damskiej, wiadomo chłopak to już coś poważniejszego. Mój tatuś czasem zostawia włączonego fejsa, ostatnio zobaczyłam na nim taką wiadomość: "W przedpokoju są jakieś damskie buty, mam wątpliwości co do orientacji seksualnej mojej córki, hehe, tam jest tylko jedno łóżko. No ale dzieci przynajmniej z tego nie będzie."

Nie, nie jestem lesbijką tato.
Dodaj anonimowe wyznanie