Siedzę sobie u mojej babki z rodzicami i siostrą. Jakaś tam rozmowa, wtem babcia pyta o mojego chłopaka. Jak nam się układa, itp. Mówię jej, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i takie tam. Nagle zadaje takie pytanie:
- A było coś? Kiedy prababcią zostanę?
Ja w szoku, mówię, że my jeszcze nie ten... i w ogóle. Odzywa się moja mama:
- Babcia przestań, Monia jeszcze jest za młoda. (Miałam wtedy 18 lat)
- To ile to jeszcze będziesz trzymać cholera?! Daj chłopakowi też pożyć! - wyrzuca z siebie babcia a my wszyscy w śmiech. Moja babcia, moja mistrzyni :)
Historia zdarzyła się w podstawówce. Podczas szaleństw na korytarzu szkolnym, przewróciłam się i skręciłam kostkę. Klasycznie w takich przypadkach dzwoni się po rodzica, aby dziecko sobie odebrał i sam się nim zajął.
Siedziałam w sekretariacie, cała zapłakana i wydukałam z siebie numer do taty (mama wtedy była poza domem na urlopie, więc siłą rzeczy nie mogłaby nawet po mnie przyjechać). Wychowawca wykręcił numer, czekał na sygnał. Patrzę na swoją panią, a ona nagle uśmiecha się i mówi do słuchawki słowa: "Niestety, to nie RMF FM, tutaj pani XYZ ze szkoły podstawowej, do której uczęszcza pana córka".
Okazało się, że mój tata wysłał smsa w popularnym konkursie stacji RMF FM, więc odebrał telefon słowami "RMF FM najlepsza muzyka".
Wydarzenie z ostatniej soboty. Wraz z mężem mamy po 25 lat i wyprawialiśmy pierwsze urodziny naszego synka. Jak to na urodzinach - wiadomo zaproszone zostały babcie, dziadkowie, nasi rodzice i chrzestni małego. Ogólnie 16 osób. Nasz syn do spokojnych dzieci raczej się nie zalicza, wszędzie go pełno. Stoły i krzesła były tak porozkładane, żeby Adaś mógł swobodnie poruszać się w swoim chodziku.
Poprosiłam męża, żeby zerknął na dziecko w czasie, gdy ja poszłam dokroić placka. Mój luby był tak przejęty rolą polewacza trunków, że na chwilę spuścił małego z oczu, dosłowie trwało to 30 sekund. Nasz mały urwis bardzo lubi otwierać szafki, zwłaszcza taką, na której stoi TV, bo akurat do niej dosięga. Tak więc podjechał sobie niepostrzeżenie do owej szafki, otworzył drzwiczki i zainteresował go kolorowy karton, w którym trzymam różne rzeczy... na ogół niepotrzebne. Pociagnął karton, który spadł na podłogę, oczywiście wyleciało z niego wszystko, co się tam znajdowało... również mój wibrator, który za dawnych czasów dostałam w ramach żartu.
W tym momencie weszłam z plackiem do pokoju, nastała cisza... Wszystkie oczy skierowane na mnie, a ja widząc, co leży na ziemi poczułam, jak robię się czerwona niczym placek na galaretce z truskawkami, który trzymałam w rękach. Miny babć bezcenne, moja i męża na pewno też.
Sytuacja prosto z wesela. Pan młody mocno pod wpływem idzie z siostrą panny młodej w "zaciszne miejsce", aby "wytrzeźwieć". Zasmucona panna młoda szuka swego wybranka.. Nagle widzi go w oddali. Idzie chwiejnym krokiem w pogniecionej koszuli, obok niego kobieta z mocno zielonymi kolanami. Panna młoda kiecę podnosi, buty ściąga i biegnie... Leci piękna tuba w twarz pana młodego, który dobrze nie wiedział, co się dzieje i pyta: "Za co to?!". Na co panna młoda: "Ku*wa za ZIELONE KOLANA!".
Historia nieco przygnębiająca, ale panna młoda to kawał twardej babki! Ale siostry współczuję. "Męża" zresztą też.
Pewnego dnia w gimnazjum, bodajże to był wtorek, na dwóch pierwszych lekcjach miałem matematykę. Każde pierwsze lekcje u nas zaczynały się od tego, że kto przyszedł do klasy, zaraz kładł się na ławkę i starał się pospać jeszcze co nieco. Chwilę później wchodziła nauczycielka i spanie się kończyło.
Był to dla mnie zły dzień, bo nie spałem w nocy przez burzę. Gdy nauczycielka zobaczyła, że ja nadal śpię, to powiedziała żebym się rozpakował i wziął za lekcję. Wtedy ja niczym zaspany królewicz podnoszę głowę i pytam, co mamy teraz za przedmiot. Po chwili zobaczyłem, jak pani spogląda na mnie dziwnym wzrokiem i odpowiada: "Matematykę, a nawet dwie matematyki!". Po krótkim zastanowieniu odpowiadam jej: "Kurczę, a ja spakowałem tylko jedną". Klasa w śmiech, a pani uśmiechnęła się i odpowiedziała: "Ciekawe czy przy tablicy dostaniesz jedną czy dwie lufy". Od tej pory zawszę pakuję "dwie" matematyki.
Mój mąż jest fanatykiem gadżetów. Miał dobry telefon Samsung Galaxy S4, ale nieee, przecież już wyszedł model S6! On musi mieć najnowszy! Kupił sobie ten najnowszy, a stary oddał mi, bo mnie nie zależy. I się tym telefonem jarał jak dziecko.
Godzinę temu ładuje to swoje cudo i siedzi taki niespokojny na kanapie. Wierci się, wzdycha.
- Co się dzieje? - pytam.
- Eee nic.
- No widzę przecież, że coś się dzieje.
- A, bo muszę iść do kibla.
- No to idź, na co ty czekasz?
- Aż mi się bateria naładuje.
- Gdzie? W dupie ma ci się bateria naładować?
- No w telefonie.
- Za moich czasów ludzie srając czytali analogowo Domestos albo odświeżacz powietrza.
- Czytałem już ze 3 razy, znam zakończenie.
I weź tu gadaj z maniakiem gadżetów, który się nie wypróżni póki mu się bateria nie naładuje :D
Niedawno było dość głośno o Barszczu Sosnowskiego. Telewizja, gazety i radio trąbiły o kobiecie, którą ta roślina poparzyła w wyniku czego nieszczęsna zmarła. Mój 28-letni wujek słysząc o tym, iż kobieta umarła bo kosiła trawę i poparzyła się barszczem powiedział: "Yyy, nienormalna. Kto normalny chodzi z gorącym barszczem kosić trawę?"...
W te wakacje byłem na wyspie Skye w Szkocji. Widoki wspaniałe, naprawdę polecam tam pojechać. Już w 4 dzień pobytu zniszczył nam się namiot. Na szczęście w największym miasteczku na tej wyspie znalazł się mechanik. Pomyśleliśmy, że może zespawa nam te rurki, więc podeszliśmy do warsztatu, a tam okazało się, że pracuje Polak. Zespawał nam rurki jak mógł, ale najważniejsze jest to, że zrobił to za darmo! Powiedział tylko: "Od swoich nie biorę". Nawet w tak odległym kraju jak Szkocja można spotkać miłego Polaka ;)
Byliśmy całą rodziną w aptece, stoimy w kolejce więc mama pyta taty, co najlepszego na duszenie, bo od tygodnia kaszle. Na co tata: "Sznur będzie nnajlepszy"... Ten czarny humor ;)
Gdy byłam mała, moja mama często robiła ciasto drożdżowe. Jako że z bratem byliśmy dość hałaśliwi, to zawsze powtarzała nam, że jak będziemy głośno, to ciasto nie wyrośnie, ot, żeby przymknąć nam jadaczki na jakiś czas.
Teraz mam 17 lat. Wczoraj naszła mnie ochota na takie ciacho. Gdy skończyłam robotę, wyłożyłam moje dzieło w brytfance i wyłączyłam radio, żeby nie oklapło... Brawo mamo...
Dodaj anonimowe wyznanie