#ciYgh

Jako mała rezolutna 3-4 latka bardzo lubiłam, jak przychodzili do moich rodziców goście. Pewnego dnia, kiedy zostałam sama z mamą, zadzwonił telefon. Taty nie było w domu, a mama nie mogła go odebrać, gdyż w tym czasie brała kąpiel, więc ja czym prędzej zrobiłam to za nią. Ucieszona krzyknęłam do słuchawki: 
- Cześć pan. Pan przyjdzie na kawę, mama siedzi w wannie, taty nie ma, będzie fajnie!

Jakież było moje zaskoczenie, kiedy mama w samym ręczniku dopadła do telefonu i zaczęła tłumaczyć sytuację. Okazało się, że dzwonił jej szef (i dobry znajomy w jednym), który okazał się tak rozbawiony sytuacją, że do dnia dzisiejszego, mimo że minęło już 15 lat, wciąż czasami przypomina mi moją gościnność.

#6o2tf

Studiowałem kierunek nauczycielski, mając praktyki w szkole podstawowej (klasa VI). Jednemu z dzieci na lekcji upadł telefon na podłogę, robiąc niesamowity rumor. Nauczycielka obserwująca prowadzoną przeze mnie lekcję zrobiła ogromną awanturę, przytaczając oczywiście prawa i obowiązki ucznia, zawarte w statucie szkoły.
Postanowiłem mimo wszystko załagodzić sytuację, kazałem schować telefon do torby i upomniałem resztę klasy, by taka sytuacja się nie powtórzyła. Na sam koniec powiedziałem, że ja będąc w ich wieku nie miałem jeszcze komórki i wcale nie cierpiałem z tego powodu. 

Nawet nie jesteście w stanie wyobrazić sobie ogromu zdziwienia i tych 30 par oczu, które w jednym momencie wzięły mnie za "dinozaura", "wymarły gatunek", a ja tak naprawdę byłem od nich o 13 lat starszy.

#tQOOY

Kiedy miałam 6 lat, moja mama była w ciąży. Jak to kobiety w tym okresie miewała wahania nastroju, różne dolegliwości. Pewnego dnia, już w zaawansowanej ciąży, bolał ją kręgosłup. Pamiętam, że większość dnia przeleżała na łóżku ciągle marudząc, że ją wszystko boli i nie ma na nic siły. W końcu w przepływie negatywnych emocji powiedziała, że zaraz umrze z bólu, na co ja - bardzo martwiąca się córka - odparłam: "Mamo! ale jak ty umrzesz to, kto nam będzie gotował!"
Martwiłam się, ale chyba tylko o siebie ;)

#jSnh8

Na początek może napiszę, że jestem osobą bardzo ciekawą świata. Namiętnie pochłaniam różnorakie programy i filmy popularnonaukowe, ciekawe książki, artykuły, badania itd. Tyczy się to również doświadczania nowych rzeczy.

Mój chłopak studiuje medycynę - jak większość wie, na I roku jest anatomia. Jako że jest to niewyobrażalnie skomplikowana rzecz, to studenci mają zajęcia w tzw. anatomikum, czyli miejscu, gdzie przetrzymuje się i ogląda spreparowane ludzkie ciała oraz ich fragmenty, w celu ogarnięcia gdzie co jest, jak wygląda i jak się nazywa (musi tak być, bo atlasy oraz sztuczne modele nie są wystarczająco dokładne i nie oddają tego, jak naprawdę to wszystko w nas wygląda).

Mnie jako wielką fankę Dr. G (serialu o patologu), zawsze fascynowało ludzkie ciało i, jak nietrudno się domyślić, korciło mnie, żeby jakoś się do tego anatomikum wkręcić. W końcu taka okazja już się nie powtórzy, a ciekawiło mnie jak wygląda ludzkie ciało od środka. Okazja była wyśmienita, bo w II połowie sierpnia zawsze otwierają anatomikum dla studentów, by mogli pouczyć się przed ewentualną poprawką z anatomii. Namówiłam chłopaka, pożyczyłam fartuch oraz inne gadżety od jego koleżanki i poszłam. Na szczęście nie poprosili mnie o okazanie legitymacji przy wejściu (czasem się to zdarza), więc bez żadnych problemów weszłam.
Pooglądałam sobie co tam było, koleżanka dyskretnie mnie oprowadziła opowiadając o najciekawszych eksponatach i zadowolona wróciłam do domu.

Nie ma w tej historii żadnego specjalnego finału, czy żarciku. Więc po co ją opisałam?
Chcę wam przekazać, żebyście korzystali z życia - robili rzeczy nietuzinkowe, spełniali marzenia, realizowali różne "dzikie" pomysły, nie wstydzili się robić rzeczy, które inni uważają za głupie. Żyje się raz - jeśli chcesz malować, to maluj, jeśli chcesz skoczyć na bungee, to skocz, a jeśli chcesz zwiedzić Radom, to jedź do Radomia. Nie tłamście swoich pragnień, marzeń, pasji czy pomysłów... 

Mam pełno znajomych, którzy nie robią tego, co lubią, bo "co powiedzą inni", "przecież wstyd", "rodzice się nie zgadzają", "i tak się nie uda", "nie no, głupio tak". Nauczcie się mieć w d*pie zdanie innych ludzi i korzystajcie z życia.

#0Pek2

Mam 18 lat i za pasem maturę. Ogólnie nie jestem złym uczniem, ale zawsze byłem kiepski z matmy. Gdy zacząłem zbierać pały, mama postawiła mi ultimatum, miałem zacząć chodzić na korepetycje. Myślę sobie dobra, może mi to pomoże i zdam maturę na minimum. Mama zadzwoniła do babci, która była nauczycielką polskiego w liceum, miała parę znajomości i załatwiła mi korepetycje u swojej dobrej znajomej ze szkoły. 

Przyszedł w końcu dzień sądu ostatecznego i musiałem iść na korepetycje. Daleko nie miałem, wchodzę na górę, szukam numeru mieszkania, dobra znalazłem. Stoję i pukam, otwiera jakiś stary pan, a ja mówię: "Dzień dobry, przyszedłem na korepetycję do pana żony". Brak odpowiedzi z jego strony, patrzymy sie na siebie i tak myślę, o co mu chodzi. Po chwili zrozumiałem, że to nie jej mąż tylko ona sama. Spaliłem buraka jak przy najcięższym zatwardzeniu. Oczywiście co zrobiłem? Spieprzyłem jak najszybciej potrafiłem i już nigdy więcej nie dam się namówić na korki.

#WKMN4

Parę miesięcy temu pracowałam w pizzerii jako kelnerka. Jak wiadomo, często zdarzają się różne dziwne i śmieszne sytuacje z klientami. Pewnego dnia przychodzą dwie panie, siadają, zamawiają pizzę. Nagle jedna z nich pyta:
- Przepraszam, na ile kawałków jest krojona pizza w tym rozmiarze?
- Na osiem - odpowiadam
- A nie da się jej pokroić na mniej, bo my tyle nie zjemy?
Próbowałam jej uświadomić, że jak pokroi taką samą pizzę na mniej kawałków to i tak będzie tyle samo jedzenia, ale pani wiedziała swoje. Myślałam, że takie rzeczy to tylko w żartach o blondynkach.

#RD9KD

Malowałam się rano spokojnie przed lustrem w łazience, kiedy nagle, jak to dzieci mają w zwyczaju, mój trzyletni siostrzeniec wbił do środka, za potrzebą. Jego potrzebą był zazwyczaj śmierdzący numer 2. Jakoś się tym nie przejęłam, sytuacja ot tak, zgoła normalna, wręcz codzienna. Wtem słyszę z ust syna chrzestnego:
- Zrobiłem dla ciebie taką duuuużą kupę. Taką wielką, specjalnie dla ciebie!
Cóż, liczy się gest. ;)

#HugQZ

Moj chłopak w zeszłym tygodniu chciał zrobić mi niespodziankę i przygotować przepyszny obiad. Zainspirowany reklamą kurczaka w folii postanowił odwzorować przepis mniejszym kosztem. Niestety dopiero po zjedzeniu kurczaka oświadczył, że zamiast specjalnego rękawa do pieczenia użył... reklamówki z biedronki. Jakież było jego zdziwienie, że podczas pieczenia reklamówka zniknęła. To dlatego skórka była taka chrupiąca...
Dodaj anonimowe wyznanie