#nTJhv

Pewnego wieczoru, gdy byłem małym chłopcem (miałem może z 6-7 lat), moi rodzice wyszli do wujków, którzy mieszkali drzwi obok. Długo nie wracali, wiec postanowiłem, że spędzę ten czas na oglądaniu telewizji. Kiedy wchodzili do domu, robili to po cichu, myśląc że już grzecznie śpię. Ku ich zaskoczeniu, gdy weszli dalej, na ekranie widniały roznegliżowane panie, a przed telewizorem niczym zahipnotyzowany siedziałem ja. Tata dla żartu krzyknął: "Co ty Damian, gołe baby oglądasz!?". Na co ze zmieszaniem odpowiedziałem: "Nie są gołe, przecież mają buty!". Do tej pory nie dają mi o tym zapomnieć.

#kRGQk

Zaznaczę na początku, że mam dość specyficzny sposób bycia, "dziwne" poczucie humoru oraz znajomi nazywają mnie "mistrzem przypału". Tylko i wyłącznie dlatego, że pierw coś powiem, a później pomyślę. Tyczy się to niemalże każdej sytuacji.

Robiłam prawo jazdy mając jakoś 19 lat. Wcześniej nigdy nie uczyłam się jeździć, nie miałam żadnej styczności z autem z perspektywy kierowcy. Także stres towarzyszący mi przed pierwszą jazdą był ogromny.

Instruktorem okazał się miły pan, mający na oko z 50 lat. Jednak sama sytuacja, gdzie nie miałam doświadczenia w prowadzeniu auta, przyprawiała mnie nieco o skrępowanie. Siedziałam wyprostowana, jakby ktoś mi kij od miotły wsadził w szlachetne miejsce, ręce sztywne jak u nieboszczyka, dłonie spocone i zaciśnięte na kierownicy. I jadę, nie jest źle, ale stres ani trochę ze mnie nie zszedł. Po dwóch godzinach jazdy, wydających się wiecznością, podjechaliśmy pod szkółkę. 

Intruktor oczywiście widział to, jak bardzo przeżywam tę jazdę. Na rozluźnienie atmosfery i zakończenie dnia zadał pytanie, jak się czuję po pierwszej jeździe. Oczywiście jak to ja, bez zastanowienia, bez mrugnięcia okiem odpowiedziałam:
- To jedyny pierwszy raz, który nie bolał.
I po tym zdaniu dotarło do mnie co powiedziałam. Zrobiłam się cała czerwona ze wstydu, a instruktor zaczął się śmiać.

Ta sytuacja sprawiła jednak, że cała reszta kursu przebiegła w bardzo luźniej atmosferze, a ja nie czułam się już skrępowana.

#yxOyx

Ostatnio spotkałam się z kumplem... z przedszkola. Dzięki mamie przedszkolance mam nawet dużo znajomych z tego okresu. Historia przypomniała mi się gdy owy kolega nazwał mnie "Alek". :)

Gdy malutkim potworkiem byłam, zapracowana mamusia obcinała mnie krótko, na chłopca. Wiadomo, mniej czesania, mniej mycia, mniej włosów w suwakach od kurtki itp. Co jest też bardzo ważne, zawsze przychodziłam do przedszkola o szóstej rano razem z mamą. Pracowała w grupie starszaków gdy ja byłam w najniższej grupie "maluchów". Zaraz po mnie przychodzili trzej chłopcy - Michał, Miłosz i Marcin. Więc mój malutki móżdżek doszedł do wniosku, że skoro chłopcy rano przychodzą, to ja też jestem najwyraźniej chłopcem! Do tej pory nie wiem skąd mi się to wzięło.

Do czwartego roku życia radośnie biegałam w poplamionych błotem spodniach, polując na dziewczynki (chowaliśmy się w krzakach i wyskakiwaliśmy łapiąc je za włosy lub sukienki), jedząc robaki i bawiąc się w wojnę. Cały czas po cichu miałam nadzieję, że siusiak mi z czasem wyrośnie.

Prawdziwy koszmar zaczął się w grupie średniej (4-5 lat) kiedy moja mama przestała obcinać mi włosy, a zaczęła zaplatać warkocze i wciskać w sukienki! Oj nigdy takiego buntu nie miałam! Płacz, obcinanie włosów nożyczkami.. No bo jak to tak? Chłopiec w sukience i warkoczach?

W grupie wydało się, że jestem dziewczynką, ja się dowiedziałam że jestem dziewczynką... Byłam pewna że to koniec moich przyjaźni i gotowa byłam jak bohaterowie ulubionych bajek wziąć chusteczkę, kij i ruszyć w siną dal. 

Skończyło się jednak na tym, że zostałam królową grupy, bo dla chłopców byłam "wporzo", a i sukienki zaczęłam nosić, więc dziewczynki się do mnie przyznawały. Zasiadałam w wielkim fotelu w kącie sali i łagodziłam spory obu płci :)

Dzisiaj mam 18 lat i do tej pory z mamą śmiejemy się, jaki to mały gender ze mnie był.

#BMWTA

Uczę się angielskiego od trzeciego roku życia, czyli w sumie będzie już koło czternastu lat. W przyszłym roku robię certyfikat FCE, na przygotowanie do którego wydaję kupę kasy.

W pierwszej klasie szkoły średniej miałam bardzo "lajtową" nauczycielkę, która pozwalała mi nie pracować na lekcji pod warunkiem, że będę mieć dobre oceny z prac pisemnych. I faktycznie nigdy nie zeszłam poniżej piątki. W tym roku natomiast zmieniła mi się nauczycielka, która ostatnio zorganizowała jakieś ćwiczenia polegające na rozmowach w parach - takie przygotowanie do ustnej matury. Na tablicy wypisała zwroty, którymi mieliśmy się posiłkować. 

Kiedy przyszła kolej na nas wymieniłam z koleżanką kilka zdań, ale wolałam nie mówić tak schematycznie i próbowałam odpowiadać jej nie patrząc na tablicę. Po skończonym ćwiczeniu usłyszałam od nauczycielki, że nie używałam zwrotów, które podałam, tylko mówiłam z głowy, więc dostaję niższą ocenę niż moja koleżanka, bo na maturze będą wymagane właśnie te zwroty.

Piszę to tak na wypadek, gdyby komuś jeszcze się wydawało, że szkoła nie zabija kreatywnego myślenia.

#hmwBo

To było w drugiej klasie podstawówki, mieliśmy wtedy sprawdzian z dodawania. A oczywiście ja, jak zawsze, wszystko napisałem dobrze, ale było jedno "ale". Napisałem od razu wynik. Oddałem pani, a ona tak na mnie patrzy jakbym jej zabił matkę i mówi: "Ale napisz jak to zrobiłeś, nie tylko wynik". Pomyślałem sobie "głupia" i poszedłem do ławki. Mój mały mózg nie do końca zrozumiał o co jej chodziło, bo napisałem na całą stronę wielkimi literami "POLICZYŁEM NA PALCACH". Potem mi o tym przypominała do końca klasy trzeciej. Przynajmniej miałem napisane inaczej niż wszyscy.

#cFe4k

Poniedziałek. 7:00. Czekam na tramwaj. Podjechał, więc wsiadam. Ludzi tłum, miejsca siedzącego nie ma, więc stoję. Jadę do szkoły z plecakiem na plecach, który jest wielkości Giewontu. Staję gdzieś na środku, żeby się chwycić jakiegoś trzymadła.

Nagle czuję, że mocno walnęłam kogoś plecakiem. Już mam w głowie najgorszy scenariusz - pewnie jakaś mała starsza babcia, której urwałam rękę swoją torbą. Zaczynam głośno przepraszać "Boże, przepraszam najmocniej, to było niechcący, przepraszam!".

Patrzę - ludzie się śmieją. Wyjmuję lusterko, żeby sprawdzić czy nie mam czegoś na twarzy. Twarz jest spoko. Patrzę czy nie ubrałam stanika na kurtkę - nie. Ale zaraz znowu walnęłam tę samą osobę plecakiem, więc powtarzam kolejny raz formułkę: "Ojej, przepraszam bardzo, nie chciałam!".

Wtedy się ocknęłam. Już dwa razy przeprosiłam... kasownik! Brawo ja.

#FTXqO

Dwa lata temu postanowiłam wybrać się z przyjaciółmi nad jezioro. Piękna pogoda, lato, jeziorko... wiadomo. Uwielbiam pływać, więc jako pierwsza wskoczyłam do wody i wypłynęłam na głęboką wodę. Jakiś młody chłopak płynął obok mnie i się uśmiechał. Nie uważam się za brzydką, więc uśmieszek odwzajemniłam. Nawet pomyślałam 'Hu hu letni podryw?'. Chłopak zaczął nurkować, a ja dalej pływałam. Potem podpłynął jego kumpel, który też zaczął nurkować i kolejny. Gdy się zmęczyłam postanowiłam, że wyjdę na brzeg. 

Gdy stałam już w wodzie po kolana zauważyłam, że nie mam stanika na sobie... Prawdopodobnie odwiązał się podczas pływania i oto panowie podziwiali pod wodą moje walory. Ale to nie koniec tej okropnej historii. W tym samym momencie gdy zauważyłam brak mojego stanika podszedł do mnie mały chłopczyk i patrząc na moje dosyć spore dziewczynki, zaczął się drzeć "AM! AM!" i wyciągać ręce ku mnie. Nigdy nie zapomnę wstydu jaki mi wtedy towarzyszył.

#TQkQH

Zdarzenie sprzed kilku miesięcy. Co istotne, jestem z katolickiej rodziny. Między bratem (9 lat), a ojcem wywiązała się taka rozmowa:
- Mogę na kompa?
- A zadanie zrobione?
- No na religię nauczyłem się dwóch przykazań miłości!
- Tylko DWÓCH?! Stać cię na więcej, idź się pouczyć.

Mina mojej mamy bezcenna. Dla niezorientowanych: są tylko 2 przykazania miłości.

#Mrnu1

Niedawno byłam z mamą w odwiedzinach u babci, która mieszka na wsi. Siedzę sobie spokojnie przed tv. Moja rodzicielka właśnie postanowiła wziąć kąpiel. Nieraz tak u nas jest, że ktoś z domowników zapomni czegoś wziąć do łazienki i olśniewa go dopiero, będac na golaska. I co wtedy? Krzyczy na cały dom, oczekując pomocy. Tak też było i tym razem. Nawiazał się między nami taki dialog:
- Przynieś mi kota! - krzyczy mama z łazienki.
- Co? - pytam zdziwiona.
- Przynieś mi kota!
- Co??? - myślę, że pewnie coś źle usłyszałam.
- Przynieś mi kota! Tu jest mysz!
Pobiegłam po kota, nie mogąc opanować smiechu. Złapałam go i wpuściłam do łazienki. Moja mama panicznie boi się myszy i tak skończyła żywot jedna z nich.
Dodaj anonimowe wyznanie