Mieszkam z rodzicami, siostrą, babcią i dziadkiem (dom jest dziadków). Z zewnątrz dom wygląda jak każdy inny, ale w domu mam drogie urządzenia jak smartfon Galaxy S6, konsole PS4 i Xbox One, 50 calowe tv, ekspresy do kawy, cappucino, itd. Poza tym mam zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Czyli wielokrotnie sprawdzam jedną rzecz, którą już zrobiłem np. idę do kuchni i kolejny raz sprawdzam, czy kran jest zakręcony, czy okno jest zamknięte, itd. Członkowie rodziny śmieją się ze mnie, że przed spaniem sprawdzam wszystko.
Tak się składa, że wszystkie sypialnie są na pietrze, a pokoje ze sprzętem, który wymieniłem są na parterze. A więc leżę już na łóżku i nagle postanowiłem wszystko znowu sprawdzić. Kran zakręcony, światła zgaszone. Na końcu chciałem sprawdzić czy drzwi są zamknięte. Dostrzegłem jakieś światło z dworu obok drzwi. Otwieram drzwi i widzę faceta dobierającego się do zamka z wytrychami. Gość natychmiast uciekł. Spisałem nr rejestracyjny czarnego Opla i poszedłem na policję.
Jak widać koleś nie grzeszył inteligencją. I jak również widać czasami obsesje pomagają w życiu. Dlaczego włamywacz nie spłoszył się, gdy schodziłem? Bo dom znam na pamięć, wszędzie bez problemu dojdę bez światła.
Jakiś czas temu mój związek przeżywał kryzys. Mimo wielu starań nie udało się go uratować. Nic już nie miało dla mnie znaczenia. Wypełniała mnie pustka. Robiłem rzeczy, o których niegdyś nigdy bym nie pomyślał. Staczałem się na dno i nieświadomy swojej pozycji nie potrafiłem normalnie funkcjonować.
Wtedy na facebooku napisała do mnie dziewczyna, piękna i czarująca. Miała blond włosy i wielkie zielono-niebieskie oczy. Figurę miała jak instruktorka fitness, a do tego była zabawna i inteligentna. Jeszcze z nikim nie wymieniłem tylu wiadomości. Czułem, że to ta jedyna. Nie wiem dlaczego napisała akurat do mnie, ale wiedziałem, że w końcu los się do mnie uśmiechnął. Choć dzieliły nas setki kilometrów, byłem w stanie zrobić wszystko by się z nią spotkać. Znalazłem swój cel. Poszedłem na siłownię, przestałem pić, wyszedłem do ludzi. Wiedziałem, że jeżeli ona nie przyjedzie, to ja będę musiał to zrobić. Niestety ona wyjechała na wakacje, przez kilka dni nie miała dostępu do internetu. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić, nie spałem, nocami chodziłem po parku z telefonem w ręku i czekałem, aż wróci.
Wróciła ona i moja nadzieja na lepsze jutro. Zwierzałem się jej z moich problemów i wiedziałem, że tylko ona mnie rozumie. Potrafiła mnie pocieszyć i doradzić. Okazało się, że ona też jest świeżo po rozstaniu. Było mi jej żal, ale wiedziałem, że to szansa dla mnie. Dodatkowo upewnił mnie w tym mój sen, zwykle moje sny się spełniają, co tydzień puszczam Lotka numerami, które mi się przyśniły.
Wymienialiśmy się zdjęciami, lajkowałem wszystko co wstawiała. Ona jednak twierdziła, że za wcześnie na nowy związek. W sobotę była na imprezie, koleżanki urodzinach, na których spotkała swojego ex. To przypomniało jej o ranie w jej sercu.
Tygodnie mijały, ale moje uczucie do niej nie słabło. Wiedziałem o niej praktycznie wszystko, co prawda ona o mnie też, chociaż przyznam, że nie wszystko co napisałem było prawdą. Bałem się, że nie zaakceptuje mnie takiego jakim jestem. Wiem, że to był błąd, bo nie można okłamywać kogoś takiego ja ona. Dla takiej osoby każdy chciałby się zmienić, ja przestałem nawet przeklinać. Co było wielkim sukcesem, bo wcześniej praktycznie nie potrafiłem powiedzieć zdania bez tak zwanych "przecinków".
Po około dwóch miesiącach znajomości nie potrafiłem się już opanować, naciskałem coraz bardziej na spotkanie z nią. Poprosiłem brata o pomoc aby mnie do niej zawiózł, ale niestety nie miał czasu. Bardzo często moim znajomym brakuje czasu dla mnie. Coraz częściej znikała, być może przesadzałem i czuła się trochę napastowana.
Wszystko wyjaśniło się kilka dni później. Moja bratnia dusza okazała się dosłownie "bratnią". Był to stary facet, który z nudów założył konto na fb i pisał z różnymi ludźmi. Byłem jedną z jego ofiar. Po czymś takim wiedziałem, że już nigdy nie zaufam internetowi, ani drugiemu człowiekowi. Ludzka podłość nie zna granic. Ten facet wykorzystał moją naiwność.
Czytałam tu niedawno, że ktoś zasnął podczas ćwiczeń. Przypomniała mi sie moja historia. Ja zasnęłam na teście gimnazjalnym z angielskiego. Mój burak był bezcenny gdy pani mnie obudziła 5 minut przed końcem.
Gdy byłam jeszcze małym brzdącem u nas w domu był porządny remont tarasu. Jako że robił go mój tata, nie miał on chwili spokoju. Ciągłe pytania - "Co? Jak? Po co?" itd. Pewnego razu gdy po raz kolejny zadałam pytanie "Tato co ty lobis" (nie wypowiadałam literki R) wzorowy tata odpowiedział, że ZAMUROWUJE dom z kolegami.
Następnego dnia w szkole pani pytała, czym zajmują się nasi ojcowie. Na to pytanie odpowiedziałam mniej więcej tak: "A mój tata ZAMORDOWUJE z kolegami". Nie powiedziałam co zamordowują, bo zapomnialam. O 16:30 była u nas policja. Po stwierdzeniu, że sie pomyliłam, pojechali.
Jak byłam kilkuletnią dziewczynką mama chciała wyjechać sama na tygodniowe wakacje. Wyjechała. Zadzwoniła po roku, gdy dowiedziała się, że została zgłoszona na policji jako zaginiona. Nikt z rodziny więcej jej nie widział.
To wydarzyło się kiedy miałam 5/6 lat. Wraz ze starszą o rok siostrą i rodzicami mieszkaliśmy na tzw. odludziu, gdzie znajdowało się pięć domów na krzyż. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że każdy miał swoją "osobistą", polną drogę do domu (szybko tłumacząc 5 domów = 5 dróg).
Od zawsze z moją siostrą uwielbiałyśmy jazdę samochodem, dlatego po wielu prośbach nasz kochany tata pozwalał nam na zmianę siadać mu na kolanach i kierować. Oczywiście dyskretnie trzymał kierownicę od dołu. Jechałyśmy więc od czasu do czasu te parę metrów naszą drogą do domu lekkim slalomem, a czasami nawet ojciec lekko hamował, kiedy uznał to za stosowne.
Niestety nasze "nielegalne" przyjazdy do domu, tak szybko jak się zaczęły, tak się skończyły, ponieważ ktoś z sąsiadów naskarżył na mojego tatę do niego do firmy, że codziennie wraca do domu pijany po pracy i prowadzi do tego samochód w takim stanie. Dodam, że tata jest od lat abstynentem...
Jestem molem książkowym. Pewnego pięknego dnia, gdy miałam całe 5 złotych w portfelu, zrobiłam się głodna. Wstąpiłam do Biedronki, żeby zakupić coś do jedzenia...
Wyszłam z książką, akurat były po 5 złotych. Stwierdziłam że jedzenie może poczekać jeszcze 2 godziny.
Pod koniec szkoły podstawowej wyprowadziliśmy się z rodzicami do innego miasta, ale zameldowania nie zmieniłam. Tam skończyłam podstawówkę, gimnazjum i właśnie kończyłam liceum. W związku z tym, nadszedł czas by wyrobić sobie dowód osobisty. Udałam się do urzędu i czekam w kolejce. Nadchodzi moja kolej i słyszę, że nie wyrobią mi dowodu, jeśli nie jestem tutaj zameldowana. No w porządku, rozumiem.
Czekam więc w nowej kolejce, żeby się zameldować. Co słyszę? Że nie mogę się zameldować, bez dowodu osobistego. To chyba ten słynny paragraf 22.
Sytuacja miała miejsce kilka dni temu, gdy zmierzałam do szkoły (jestem w 2 liceum). Z bloku, przy ulicy którą szłam, akurat wyszło małżeństwo z dwójką dzieci, a dokładniej z dwiema dziewczynkami. Jedna była grzeczna, a druga odbiegła od rodziców i krzyczała. Mama krzyczy do niej, że zaraz przyjedzie po nią policja i ją zabiorą ze sobą, a jej tata wyciągnął telefon i mówi, że dzwoni na policję. Nie mogłam tak o sobie przejść obojętnie, więc podchodzę do tej dziewczynki i mówię do niej:
- Dzień dobry, jestem z policji, przyszłam cię zabrać.
- A co masz w plecaku?
- Inne dzieci, które też nie słuchały swoich rodziców.
Dziewczynka sprinterskim tempem niczym Usain Bolt, pobiegła do rodziców, a ja poszłam do szkoły jak gdyby nigdy nic.
Każdy chyba pamięta, jak poznał swojego najlepszego przyjaciela/najlepszą przyjaciółkę, kiedy nawiązała się między nimi bliższa relacja itd. Ja nie pamiętam.
Wszystko zaczęło się 20 lat temu, gdy moja mama trafiła do szpitala ze zbliżającym się terminem porodu. Na sali miała jeszcze jedną kobietę, z którą dość szybko nawiązała kontakt. Jak się okazało pani ta właśnie jest w trakcie przeprowadzki do dość dużego mieszkania, z balkonem z bardzo ładnym widokiem, w okolicy bloku wiele zieleni, po prostu idealnie. Moja mama słysząc to, zaczęła narzekać, że również jest w trakcie przeprowadzki, bo bliźniaki w drodze, a wcześniejsze mieszkanie za małe na 6 osób. Dlatego zdecydowali się przenieść do trochę większego mieszkania, ale na 4 piętrze, a nie ma windy, z balkonu prawie w ogóle widoku, bo drzewo zasłania, blok brzydki, szaro-bury, okolica też nie za ładna. Następnie padło pytanie, gdzie znajduje się to mieszkanie. Jak się okazało obydwa mieszkania były na tym samym osiedlu, nawet w tym samym bloku. Jedyne co się różniło to że my mieszkamy w pierwszej klatce, a oni w ostatniej.
Kilka dni później urodziła się moja najlepsza przyjaciółka, a tydzień później ja i brat. Od tego momentu jesteśmy nierozłączne. To samo przedszkole, podstawówka, gimnazjum, licea blisko siebie, zawsze jest blisko. W chwilach ważniejszych i mniej ważnych. Za niedługo będziemy mieć dwudzieste urodziny a wraz z nimi strzeli nam 20 lat przyjaźni, która mam nadzieję będzie trwać całe życie.
Dodaj anonimowe wyznanie