Gdy niecałe 20 lat temu szłam do 4 klasy, byłam bardzo podekscytowana, że mam się uczyć informatyki. Komputer w domu co prawda miałam, jako jedna z nielicznych w klasie, ale miałam tam Painta, Worda, pasjansa, kilka gier edukacyjnych, jakieś encyklopedie (i gry, i encyklopedie były spoko, do dzisiaj pamiętam, jak była tam objaśniona zasada działania silnika spalinowego) i ze dwie platformówki. Z Internetu mogłam czasami korzystać przez 15 min po 18.
Wydawało mi się, że po tych lekcjach to już prawie hakerem będę...
Pierwszy semestr nie mieliśmy w sali komputerów, a drugi semestr siedzieliśmy na czacie, który podał nam koleś od informatyki.
Dodaj anonimowe wyznanie
U mnie na informatyce robiliśmy nawet jakieś animacje! Także współczuje. Zależy od programu, szkoły, nauczyciela.
No właśnie program informatyki i w-fu nie jest dla mnie zrozumiały. Ogólnie to szkoła i nauczyciel nie mają dowolności doboru programu. To nie są studia. Zresztą na studiach też program musi być zatwierdzony przez ministerstwo, więc nie ma tak łatwo. Mimo wszystko, na tych przedmiotach zawsze robiło się to, na co nauczyciel miał ochotę. Na wfie w kółko 3 gry na zmianę, czasem jakaś gimnastyka, a na infie wałkowanie MS Office. Przy czym w gimnazjum była obsługa na najwyższym poziomie, w liceum już na niższym, a na studiach to w ogóle szkoda gadać.
Do szału doprowadza mnie spokojne stwierdzanie, że coś zależy od nauczyciela czy szkoły - przecież to powinno być ujednolicone i funkcjonować w całym kraju podobnie, inaczej nie ma co liczyć na wyrównywanie szans. Rozwiązania systemowe są istotne, a nie liczenie na dobrych nauczycieli.
U mnie informatyka była od samego początku, komputerów było jednak mało i siedzieliśmy po dwie osoby przy jednym. Do dzisiaj pamiętam ten smutek gdy mająca w domu komputer koleżanka bawiła się paintem a ja, która komputer miałam dostać dopiero za parę lat, na komunię, siedziałam obok i prosiłam żeby mnie też pozwoliła //:
"U mnie informatyka była od samego początku" - okej, może nie jest to zbyt jasne, ale chodziło mi o początek podstawówki, o pierwszą klasę.
Komunię miałam w wieku 9 lat, do pierwszej klasy poszłam w wieku 7. W tym przypadku "parę lat" to dosłownie para lat, dwa.
U mnie w podstawówce pani robiła pisemne sprawdziany z informatyki. Do dziś pamiętam pytanie pt jak zamknąć okno przeglądarki, na które bardzo szczegółowo odpowiedziałam. Z kolei w gimnazjum pan pokazał nam program, w którym mieliśmy zrobić animację mrugnięcia okiem. Im bardziej szczegółowa tym większa szansa na lepszą ocenę.
My zapisywaliśmy w zeszycie krok po kroku jak otworzyć worda...
My długo (już nie pamiętam ile) uczyliśmy się tylko jeździć myszką i otwierać plik... Naprawdę nie byliśmy debilami, tylko podejrzewam, że nauczyciel nie umiał o wiele więcej. Internetu oczywiście nie było. No i komputer tylko jeden na 30 osób, więc dotknąć myszki udało mi się chyba 3 razy przez cały rok. Ocena na koniec roku: 5 (odpowiedź ustna z teorii otwierania pliku).
Myślę sobie: niecałe 20 lat temu? O jezu, ale to wieki temu... I mieli komputery wtedy w szkołach?
Po chwili kalkulacja: ej, chwila, to przecież mniej-więcej równo ze mną...
I czuję się stary. :(
U mnie jedyne co na informatyce było to cos żeby napisać w wordzie a potem przeglądanie internetu. Tylko to zapamiętałam tak naprawdę z informatyki.
Ja się nauczyłem, z 25 lat temu, że nie stawia się spacji przed znakiem przestankowym. I jestem strasznie cięty jak ktoś tak robi.
W końcu to wiedza z podstawówki! :-)
Jedyne czego nauczyłem się na informatyce było jak zrobić Ź i to w podstawówce. W gimnazjum mieliśmy rysować w gimpie.
U mnie był szał epulsa czy jakoś tak. Czasy przed nk.