W zeszłą sobotę umówiłem się z kumplami na piwo – zaprosiłem ich do siebie na mecz. Zapomniałem, że w ten sam dzień obiecałem mojej dziewczynie kolację i kino. Mieszkamy razem, ale oboje pracujemy, więc w tygodniu ciągle się mijamy. Dopiero w sobotę rano zorientowałem się co jest grane i musiałem wybrać: odwołać przyjście chłopaków albo przełożyć randkę z ukochaną.
Nie lubię takich sytuacji, ale wybór był dla mnie prosty. Oczywiście napisałem chłopakom, że niestety nie dam rady. Połowa z nich się „obraziła”, że na ostatnią chwilę odwołuję spotkanie i nazwała mnie pantoflarzem.
Serio? Jeśli stawianie miłości wyżej niż rozrywki czyni mnie pantoflarzem, to tak, jestem pod pantoflem i zajebiście mi z tym dobrze.
Dodaj anonimowe wyznanie
Problemem jest to, że nie kontrolujesz swego życia. Zaraz się obrazisz, gdy zapomnisz jak masz na imię.
Wiesz co, w tej sytuacji akurat zachowałeś się w porządku. Pantoflarzem byłbyś wtedy, gdybyś odwołał spotkanie z kumplami, bo Twoja Ci kazała. Tutaj jednak najpierw umówiłeś się z nią, a dopiero później z nimi, więc jakby logicznym jest, że to drugie spotkanie trzeba było przełożyć w sytuacji kolidowania terminów.
Natomiast pomimo stanu faktycznego widzę, że w końcu naprawdę skończysz pod pantoflem, a wtedy spotkamy się pod kolejnym wyznaniem i raczej nie będzie z niego biło jak to "zajebiście Ci z tym dobrze". ;D
I paziem królowej 😂
I bardzo dobre zrobiłeś
Brawo, przywracasz mi wiarę w facetów (na krótko)
Jak wszyscy będą tacy jak on, to stracisz zarobek.
Ja już wystarczająco zarobiłam, teraz chcę tylko szczęśliwego związku dla każdej kobiety