#2t86q

Chciałam podzielić się moim wyznaniem głównie z kobietami, aczkolwiek mężczyźni też mogą wyciągnąć wnioski z tej krótkiej historii.

Dorastałam w domu, w którym święta były najważniejszym okresem w roku – zarówno moja matka, jak i babcia zajeżdżały się, by przygotować wielkie, wystawne święta dla całej rodziny, nawet tej dalszej. Przy stole zawsze było nas minimum 20, więc mama z babcią snuły przygotowania już dwa tygodnie wcześniej i werbowały do tego mnie i moją siostrę.

Cały dom musiał lśnić. Myłyśmy podłogi i kafelki, w łazience trzeba było umyć nawet ściany. Okna – obowiązkowy błysk. Porządek w każdej szafce w domu. Zakupów świątecznych było tyle, że do końca miesiąca zjadaliśmy resztki ze świąt – konto co roku wyczyszczone do zera. Jedzenia było nadto – przez dwie noce lepiłyśmy pierogi. Połowę się wyrzucało, bo pomimo tylu osób przy stole, potraw było po prostu za dużo. I każdy gość musiał dostać prezent – nawet kuzyn, którego pierwszy raz widzę na oczy – najważniejsze, by to goście byli zadowoleni i mówili po fakcie, jak to huczne i obfite święta „u Kowalskich” w tym roku. Dom cały w światełkach, pomimo że brakowało na prąd – ale musi robić wrażenie. I niezmiennie zawsze pełno kłótni i nerwowa atmosfera. Jako dzieci ja i siostra chciałyśmy się bawić, a nie sprzątać dzień w dzień. Ani matka, ani babcia tego nie rozumiały – okres świąt to zawsze była dla mnie w dzieciństwie wielka harówa.
Pewnie, że cieszyłam się z efektu pięknych świąt, choć nieraz było mi przykro, gdy daleki kuzyn dostawał wielki prezent, a mi Mikołaj nie przyniósł drobiazg. I nierzadko dziwiłam się, dlaczego ani tata, ani dziadek nie pomagają w tych wielkich przygotowaniach.

Po latach pojęłam, że nie ma nic pięknego w robieniu kolacji na pokaz i pod aprobatę innych. I nic magicznego w tym, że kobiety wypruwają sobie żyły, podczas gdy mężczyźni oglądają całe przedstawienie. Święta to ma być przecież czas miłości i radości. Piękno tkwi we wspólnych przygotowaniach, w których uczestniczy każdy członek rodziny i z których czerpie się przyjemność, a nie pada ze zmęczenia i kłóci z bliskimi.
Dziś mam swoją rodzinę: męża i dwójkę dzieci. I nie myję okien, „bo wigilia”. Nie lepię pierogów, bo mogę je kupić i też są smaczne. Nie kupuję prezentów dalekim krewnym, by potem być spłukana - nie zaboli ich przecież brak podarku, nie to jest najważniejsze! Zaoszczędzony czas i pieniądze poświęcam moim dzieciom i mężowi, by każdy z nich uosabiał święta z ciepłem i radością. I takie rozwiązanie polecam każdej z tych kobiet, która narzeka, że po przygotowaniach do świąt pada na twarz.

Odpuść sobie, to są Twoje święta – nie Twojej matki, krewnych, znajomych – ale Twoje. Zrób je po swojemu, odpocznij i ciesz się tym magicznym czasem.
Jaktoja Odpowiedz

Dziwi mnie, że zapraszani goście nie mieli prezentów dla Was. U mnie zawsze tak jest, że jak się jeździ do kogoś na Święta, to ma się prezenty przynajmniej dla dzieci. Myślę, że tego wymaga kultura.

Annette

A matka i babcia byly tak naiwne, zeby dac sie wykorzystywac. A krewni tego i tak nie doceniali.

Aile Odpowiedz

U mnie w domu nie jest aż tak źle i przesadnie, ale nie znoszę świąt. Jest taka nerwowa i napięta atmosfera. Nie mogę odpocząć, bo ciągle coś do roboty albo kłótnie wywołane przez zmęczenie (na własne życzenie) mamy.
Nie cierpię świąt w domu.

Rest2 Odpowiedz

jak to?! nie myjesz okien dla Jezuska?! Poganka! A tak na poważnie to bardzo dobrze, tak trzymaj! :)

Kurkuma

Jezus: przyjdę sprawdzić czy umyłeś dla mnie okna ty bezbożniku.

Kurkuma Odpowiedz

W tym rzecz, w tym rzecz, mnie tez krew zalewa jak moja mama od rana sprząta, myje okna, mnie do tego werbuje bo święta, do tego my nie mamy wielu gości a ja nie obchodzę świąt. Po co?!! A na dodatek w wigilie pracuję, ludzie w wigilie schodzą się na ostatnia chwilę jak szarańcza do sklepów, pracownicy nie wyrabiają i przy stole siedzą wieczorem wyje..ani w kosmos.

Heppy Odpowiedz

U nas tez w tym roku bez szału, stwierdziliśmy, że wolimy obejrzeć razem film, pograć w coś, spotkać się z przyjaciółmi. Oczywiście było sprzątanie ale tylko tak normalnie, żeby było czysto, a nie żeby każdy zakamarek lśnił.

InneKonto Odpowiedz

Zawsze cała rodzina przyjeżdżała do nas na święta, a mama harowała całe dnie w kuchni, a ja z siostrą sprzątałyśmy cały dom. Wszyscy czakali na gotowe danie postawione przed ich nosami.
W tym roku razem z siostrą przygotowujemy wigilię żeby w końcu nasza mama mogła odpocząć. Przyjeżdża tylko jedna babcia bo zostałaby sama w swoim domu. A w drugi dzień świąt to my przyjeżdżamy do reszty rodziny.

MownaDuszka Odpowiedz

Nie rozumiem, po co to kobiety robią. Jak cała rodzina chce mieć dom na błysk i piękne potrawy w święta, to niech faceci też ruszą swoje tyłki. Ale jeśli te kobiety nie zwracają uwagi na to, że rodzina nie chce tak hucznie obchodzić świąt, to po cholerę harują? A potem będzie na starość "Tyle dla was robiłam, a wy się lenicie", "Moje stawy tak bolą"...

anakonda257

Narcystyczne osoby tak mają... nikt im nie nakazuje robić a robią, i potem narzekają że są wykończone i że im nikt nie pomagał. Takiej osobie nie chce pomagać, bo nie to że nie doceni, to jeszcze narzeka że wszystko jest źle. Udręka z takimi babami.

jprdl Odpowiedz

Najlepsze święta mała choinka na oknie kubełek kfc i doktor who xDD

Favela Odpowiedz

Święta za dzieciaka pamiętam jako wielki tygodniowy zapiernicz po szkole (a najlepiej jakbyśmy z siostrą w tym czasie nie chodziły do szkoły), wyzywanie od leni patentowanych po ladacznice tylko dlatego że jakąś czynność robiłyśmy wolniej niż oczekiwała tego matka. Ot święta w polskim domu przecież.
Nie jeżdżę na święta do mamy, czas na przesadne pucowanie domu przeznaczam dla dzieciaków i jest nam z tym bosko.
Polecam

anakonda257 Odpowiedz

Niestety moja matka nadal tak ma. Sama siebie zaharowuje i próbuje w tą harówę wciągnąć mnie. Nawet jak jej kiedyś pomagałam to i tak mówiła wszystkim, że wszystko robiła sama i nikt jej nie pomagał.
Sprzątanie jak u ciebie - cały dom, nawet meble się odsuwa. Tyle nerwów i kłótni przy tym jest, a świętowania góra dwa dni... Baby same sobie nawalają tyle roboty że aż padają, nie dają innym żyć, dzieci mają w dupie (bo mają pomagać i koniec!). Wszelkie święta kojarzę ze sprzątaniem i męczarnią z tym związaną. Co za problem ugotować kilka potraw i tyle.

Moje święta nie będą tak wyglądać. Jak będę miała swoją rodzinę to nie chcę ich tak zamęczać, szczególnie dzieci.

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie