#2rcj3
W międzyczasie z młodym zaczęło się coś dziać. Nie chciał chodzić do szkoły. Chodził z niechęcią, wracał zdenerwowany, a niekiedy z płaczem. Czuł się w klasie niechciany, nielubiany i nieakceptowany. Wychowawczyni potrafiła przy całej klasie stwierdzić, że jest leniem i nieukiem, a w jej ślad poszły dzieci. Był wyzywany, obrażany. Reagowałam, zgłaszałam problem. Wytuptałam ścieżkę od wychowawcy do pani pedagog, skończywszy na dyrekcji. Za każdym razem słyszałam to samo: jest lubiany w klasie, odwraca pani uwagę od swojej nauki, szukając winy w innych, nie w sobie. Zaczęłam wątpić – jak i w siebie jako matkę, tak i niestety w młodego.
To wszystko trwało dwa lata. Wyprano mi mózg, czułam się bezsilna. Nasz los odmieniło jedno zdarzenie. Podczas apelu młody dostał od „kolegi” krzesłem w łeb. Wylądowaliśmy na SOR-ze. Przez te 6h czekania na badanie w nas obojgu coś pękło. Podjęliśmy z młodym decyzję o zmianie szkoły. Byliśmy oboje wykończeni. Szukanie nowej szkoły wcale łatwe nie było. Byłam w pięciu, w każdej brak miejsc. W szóstej szkole po prostu się rozkleiłam i opisałam wszystko, prosząc o pomoc.
Dziś, po pół roku nauki w nowej szkole, mój młody wraca ze szkoły z uśmiechem. Ma średnią 4,0, co w poprzedniej szkole było wręcz nieosiągalne. Ma wspaniałą wychowawczynię, która ciągnie go w górę i którą on ubóstwia, pomimo iż uczy jego znienawidzonego przedmiotu: polskiego. Inni nauczyciele go wspierają, jak sprawdzian pisemnie mu nie pójdzie, poprawę robią ustną. Okazało się, że młody ma bardzo dużą wiedzę, nie umie jej tylko przełożyć na formę pisemną. W klasie jest lubiany i akceptowany. Czy zatem przez te dwa lata horroru młodego byłam złą matką, nieczułą na jego żalenie się? Przecież mówił mi, że jest źle. Skarżył się. Boję się, że kiedyś opowie swoją wersję historii, w której jego zła matka kazała mu cierpieć dwa lata w klasie, w której go gnębiono.
Zaraegowałaś. Czy późno? Może. Każdy popełnia błędy w wychowaniu, można sie tylko starać popełnić ich jak najmniej i wyciągać wnioski.
Dziecku przyznać się do błędu bez dodawania różnych "ale". Jeśli do tej pory tego nie zrobiłaś lepiej późno niż wcale. Powinno być w porzadku
Poczytaj o metodach odblokowywania stresu, może być przydatna teraz dla Ciebie i Twojego sena, również w kwestii dysleksji
Dla każdego rodzica ich dziecko będzie geniuszem, s na pewno dla większości, oceny nie mają nic do tego. Jak to że rodzic nie jest obiektywny, co jest zrozumiałe.
Na pewno można było wcześniej zmienić szkołę, ważne że teraz jest lepiej
czyli tak - geniusz nie był w stanie wyciągnąć "nawet?" średniej 4.0 - dopiero jak zmienił szkołę to wyciągnął 4.0.
To u mnie połowa klasy, ze mną włącznie - musieliśmy być geniuszami bo średnia 4.0 w sumie w górę, a co mają powiedzieć ci wybitni powyżej 5.0?
Gdyby był geniuszem to po zmianie szkoły miałby średnią 5.0 w sumie w górę lub byłby na uczelni w tym wieku itp - generalnie nie jestem fanem cyferek ale skoro patrzymy na cyferki to patrzymy.
Dalej, jesteś złą matką, która zignorowała cierpienia syna i to jest fakt niezaprzeczalny. Dziecko wyje, nie chce chodzić, zgłasza problemy i nie otrzymuje pomocy. Gdyby nie ten incydent z krzesłem to pewnie dalej by tam chodził.
Dalej - jakie konsekwencje zostały wyciągnięte wobec tamtych ludzi? Żadne? To spoko matka jesteś, co nawet nie potrafiła pociągnąć typów do odpowiedzialności - a po takiej akcji i z obdukcją to jedziesz od góry do dołu od dyrekcji począwszy na indywiduach, zwanych dalej kolegami i koleżankami z klasy, kończąc.
Masz dzieci? Bo po tym co piszesz nie wygląda. Nie wierzysz w cyferki, ale jak był takim geniuszem, to powinien mieć 5.0? No nie, to tak nie działa, zwłaszcza z neuroatypowością. Było mnóstwo geniuszy, którzy jechali na dwojach, to że ktoś jest genialnym matematykiem np., nie znaczy że nie może mieć problemów z wszystkimi innymi przedmiotami. A z wyciąganiem konsekwencji powodzenia, nic nie wskóra. Zresztą na jakiej podstawie, jakie ma dowody, że coś było nie tak, poza zeznaniami syna? Ważne, że w końcu zareagowała. A że późno? Większość rodziców nie reaguje wcale
Z boku jest łatwo pisać. Nie jak ci wszyscy dookoła wmawiają że to twoja wina.
Od kiedy jakakolwiek zmiana jest łatwa? Dla dziecka to również stres. A co jeśli w nowej szkole nie będzie lepiej, a co jeśli problem jest inny i nowa szkoła w ogóle nie jest w stanie go rozwiązać? Łatwo się mówi o rzucaniu wszystkiego, ale trzeba też mieć jakąś alternatywę