Mam dość swojego domu rodzinnego a raczej domowników! Ugotuj, odgrzej, podaj i może jeszcze zjedz za nich? Wypierz, wywieś, zdejmij i może jeszcze ubierz? Posprzątaj, zadbaj, ogarnij. Chce wyjść na pół weekendu? Pojawia się oburzenie, bo co na obiad i kto posprząta? Sprzątam bardzo często. Jak zamierzam wyjść w sobotę po południu, to sprzątam w czwartek/piątek aby mieć więcej czasu na przygotowanie się przed wyjściem. Nikt nie pokwapi się wziąść szmatki i powiedzieć np. "Zostaw, ja ogarnę później albo jutro". Sprzątam bo jutro mnie nie ma, a oni oglądają serial. Ich jutro nie będzie? Nie sprzątają bo przecież ja będę.. Nie jestem niczyją matką ale tak się czuję. Szukam pracy od dawna lecz niestety w moich rejonach jest ciężko. Wolę być sama w domu, zrobię co mam zrobić a jak oni są to dostaję szału! Zamiast mnie w czymś wyręczyć słyszę "CO NA OBIAD? JEST PRANIE? PRANIE WYSCHŁO? CO NA KOLACJĘ? TRZEBA BY OGARNĄĆ TO, TAMTO..". Dorośli ludzie..
Dodaj anonimowe wyznanie
Nie jesteś niczyją matką, mówimy o domu rodzinnym, czyli zakładam, że chodzi o rodziców i ewentualnie rodzeństwo? Może wychodzą z założenia, że jeśli mieszkasz tam i żyjesz na ich koszt, to w zamian sprzątasz i ogarniasz obowiązki domowe? Jeśli nie pracujesz i się nie uczysz, to w zasadzie taki układ wygląda fair.
Nie, to jest wykorzystywanie kogoś jako darmową służbę. Jakby miało być fair, to obie strony musiałyby usiąść i uzgodnić "twój hipotetyczny czynsz to Xzł, skoro nie pracujesz, to dobrze by było byś to odpracowała w domu. Mogłabyś zrobić ABCD raz w tygodniu. Może tak by ?"
Tak i niech jeszcze uzgodnią co z ich pracy zawodowej ona będzie wykonywać w zamian. Zakładając, że oni wszyscy pracują, przyjmijmy te 8 godzin dziennie i utrzymują ją - bo tu nie tylko o czynszu mowa, ale też wszystkich kosztach utrzymania, to mamy tu właściwie klasyczny układ starego typu małżeństwa, gdzie żona zajmowała się domem, a mąż pracował zawodowo, tylko tu jest o tyle łatwiej, że nie ma dzieci. Czy obowiązki domowe zajmują jej tyle czasu, co reszcie domowników praca? Nie wiem jak duży to dom, ale zwykle sprzątanie + gotowanie obiadów raczej nie zajmuje 8 godzin dziennie, codziennie. Taka rozmowa, jaką sugerujesz jest fikcją - autorka nie ma żadnych argumentów ani żadnych alternatyw. Oni mogą jej powiedzieć czego oczekują, ale ona tak naprawdę może to albo przyjąć albo się wyprowadzić, a to drugie bez pracy nie wchodzi w grę. Jasne, że większość rodziców w takiej sytuacji niekoniecznie zrzuca wszystkie obowiązki domowe na dorosle dziecko, które mają na utrzymaniu, ale to też niekoniecznie jest dobre. Ile można wspierać czyjąś niesamodzielność? Może rodzice chcą autorkę popchnąć do ogarnięcia i usamodzielnienia się, bo jakby jej było za wygodnie, to nie będzie dążyć do zmiany? Nie wiemy przy tym wszystkim ile autorka ma lat i dlaczego mieszka w domu rodzinnym bez pracy, bo to też może diametralnie zmienić odbiór wyznania. Jeśli ledwo skończyła 18 i jeszcze się nie zdążyła ogarnąć, to podejście rodziców faktycznie jest dość radykalne. Jeśli z jakiegoś powodu rozwaliło jej się dotychczasowe dorosłe życie i wróciła do rodziców po np rozwodzie, po którym została z niczym, dopiero co, to też. Jeśli jest dorosła, ale jeszcze się uczy, to już bardzo słabo ze strony rodziców. Ale równie dobrze autorka może mieć 40+ lat i ciągnąć taką sytuację od 18-stki. Tak czy inaczej, alternatywy mają takie, że mogą traktować ją luźniej własnym kosztem i nie mieć nic z tego, że ją utrzymują, mogą robić to, co robią, albo mogą wyrzucić ją z domu.
A myślałaś o znalezieniu pracy w innym mieście i wyprowadzce?
Mam dla ciebie pracę, tylko musisz mieć kamerę 4K
Jak dla mnie to autorka ładnych parę lat temu osiągnęła dorosłość, dawno jakiekolwiek szkoły się skończyły - ale żeby od rodziców ciągnąć na szmaty, kosmetyki, czy wyjścia - jak najbardziej...
"szukam pracy, ale w moich rejonach jest ciężko" - taaa najczęstsza wymówka
Uciekaj. Jesli w twojej okolicy nie ma pracy to moze czas sie przeniesc.