#2nMzz
Sytuacja ta miała miejsce 3 lata temu. Miałam wówczas 18 lat. Umówiłam się z chłopakiem o kilka lat starszym ode mnie przez popularną aplikację randkową. Poszłam z nim na piwo. Fajnie mi się z nim rozmawiało. Randka wydawała mi się bardzo udana, choć jak na razie nie planowałam po pierwszym spotkaniu niczego więcej. Wypiliśmy po dwa piwa i opuściliśmy lokal. Chciałam już wracać do domu, ale on zaproponował, żebyśmy poszli do niego. Mieliśmy obejrzeć jakiś film i jeść popcorn. Po namowach zgodziłam się, bo wydawał się w porządku, nie dawał mi żadnych aluzji seksualnych ani nic z tych rzeczy.
W połowie filmu koleś zaczął się do mnie mocno przystawiać. Kładł się na mnie, wpychał mi język do buzi, macał. Odpychałam go mówiąc, że nic nie chcę więcej, że nie mam ochoty, za mało się znamy itd. Odpuszczał, ale za kilka minut znowu robił to samo. W końcu miałam dość i powiedziałam mu, że muszę wracać do domu, bo już jest późno. On powiedział, że nie chce, żebym szła, kocha mnie i nie chce mnie stracić, że powinnam być cały czas przy nim. Zamarłam. Nie chciał mnie wypuścić. Drzwi zamknął na klucz jak wchodziliśmy, bałam się. Nawet nie pomyślałam o tym, żeby krzyczeć. Próbowałam go przekonać, żeby mnie wypuścił, on nie chciał. Z bezsilności zaczęłam płakać. Potem usłyszałam, jak ktoś wchodzi po schodach i zaczęłam krzyczeć. Ten wtedy się rozpłakał i powiedział, że mnie puści, tylko niech nie robię mu problemów. Wyszłam stamtąd biegiem jak tylko otworzył drzwi.
Następnego dnia pisał do mnie, że mnie przeprasza, że on nie wie co mu odbiło, jest chory psychicznie, nie brał leków. Pisał, że nie miał zamiaru mi zrobić krzywdy, chciał tylko, żebym była z nim, że ma teraz myśli samobójcze po tym co zrobił. Zablokowałam go i zapomniałam o sprawie. Ale nigdy nie sądziłam, że takie rzeczy mogą mi się przydarzyć.
w życiu bym się nie zgodziła na pójście do domu faceta poznanego kilka godzin wcześniej. Trochę mnie przeraziła ta łatwowierność
Dokładnie. Jakbym miała się umówić z kimś z internetu, to na pewno bym się nie zgodziła, żeby mnie podwiózł, a co dopiero żebym z nim poszła do niego do domu. Do tego cała armia ludzi by wiedziała, z kim i gdzie jestem.
Zdarzyło mi się to kilka razy i żyję. Ale fakt, rozsądne i mądre to nie było.
Każdy popełnia błędy, człowiek nie zawsze zachowuje się racjonalnie. Decyzja o pójściu do mieszkania całkowicie obcego faceta była bardzo lekkomyślna, szczęście w nieszczęściu jest takie, że ostatecznie nie zrobił Ci nic gorszego od samego dobierania się do Ciebie. Oczywiście jego zachowanie było obrzydliwe i karygodne, bo „nie” znaczy „nie”, ale mogło się to skończyć o wiele gorzej... Niestety człowiek czasem bywa zbyt łatwowierny i za bardzo ufa pierwszemu wrażeniu. Nie każdy mężczyzna ma złe intencje, z pewnością większość mężczyzn w takiej sytuacji zachowałoby się prawidłowo i miło spędziło czas z poznaną kobietą, jednak mimo wszystko powinno się zachować dystans i zdrowy rozsądek, dotyczy to nie tylko kobiet, ale i mężczyzn, bo wbrew pozorom i oni mogą trafić na kobietę, która np. sama będzie chciała seksu na pierwszym spotkaniu, a później coś jej odbije i wymyśli sobie gwałt. Lepiej dmuchać na zimne.
To nie kwestia umawiania się przez internet. To kwestia instynktu samozachowawczego, którego nie miałaś. Równie dobrze mogłaś go poznać w klubie czy w kawiarni. Jak bardzo lekkomyślna musiałaś być by pójść z nim do domu?
Jak to nie dawał Ci aluzji seksualnych.. Zaprosił Cię do siebie na film to mówi samo za siebie
Sorki, ale po części sama jesteś sobie winna. Kto normalny idzie z obcym do domu? Tyle się słyszy o tym jak takie wypady mogą się skończyć, każdy niby wie ile psycholi chodzi po świecie, ale i tak znajdzie się ćwierćmózg, który zapomni o instykcie samozachowawczym.
I nie mówię, że internetowe randki są złe. Sama tak poznałam faceta swojego życia z którym za dwa tygodnie stanę przed ołtarzem, ale nie przyszło mi do głowy żeby od razu iść x nim do domu.
Jak mi kiedyś jeden na takim portalu zaproponował spotkanie na parkingu koło jeziora które było jest na obrzeżach miasta i spacer wokół niego, bo on będzie z psem, to mu podziękowałam od razu. Argumentacja, że z psem można spokojnie pójść w bardziej uczęszczane miejsca jakoś nie docierała, więc dałam sobie spokój dociekaniem czy facet na dobre intencje czy nie.
A po której randce jest już "bezpiecznie" i można iść do czyjegoś domu? Piątej? Szóstej? Prawda jest taka, że czy to pierwsza czy piąta randka- znamy tą osobę tylko na tyle na ile ona chciała dać się poznać. Dodając fakt, że większość gwałtów kobiety doświadczają od facetów, których wcześniej już znały, wniosek jest taki, że nigdy właściwie nie jest bezpiecznie a jakiś psychol może planować na tobie morderstwo dopiero po jakimś czasie od poznania- na przykład po kilku miesiącach. W lesie. Na biwaku pod namiotem na który wspólnie pojechaliście no bo: hej to w końcu aż 6 miesięcy znajomości, znamy się dobrze. Prawda?
To że jest chory psychicznie i nie wziął leków to dość przekonujący argument.
Iść z obcym facetem na film....mając 18lat...jprdl
Nigdy nie weszłabym do domu obcego faceta... Na pewno nie bez gazu pieprzowego, noża, paralizatora i kastetu. :V
sama internetowa znajomosc nie jest zla ( chociaz szukanie faceta do zwiazku na takim Tinderze prypominaprzewalanie 2 ton bagna lopata dla szansy znalezienia 1 perly... no coz, nie jest to portal hmmm randkowy, chyba, ze chodzi o pojedyncze spotkania w wiadomym celu w wiekszosci)
rownie dobrze mogl byc to facet poznany na imprezie, silowni czy gdziekowliek indziej
po prostu instynkt samozachowawczy zaklada niespoufalanie sie z obcymi pt. idziesz do domu skadinad obcego faceta, nawet wsiadanie z obcym do samochodu jest srednio bezpieczne
nigdy nie wiesz, kiedy trafisz na psychola, sposob poznania nie ma tu nic do rzeczy...
Przestrzegasz nas? W jaki sposób niby mamy skorzystać z tej historii? To, że nie chodzi się do domu obcych ludzi, to wiadoma sprawa. Nieważne czy poznało się kogoś przez internet czy na żywo.
Nie madrz sie ;)