#2aFYM
Jednemu z moich kolegów bardzo zachciało się do toalety w cięższej sprawie, o czym dyskretnie nie omieszkał mnie poinformować. Zaleciłam mu przerwanie wywodów księdza i wyjście, bo do dzwonka pozostało jeszcze około 20 minut, a w tak małym pomieszczeniu może być dosyć nieprzyjemnie, gdy zacznie się z niego niebawem coś ulatniać.
Jednakże kolega nie zastosował się do moich rad. Minęło kilka minut. Dostrzegalne krople potu na czole kolegi i już prawie, że namacalny swąd unoszący się w i tak zatęchłym powietrzu. Odwracam się i mówię mu by poszedł się do toalety, bo jak mam już zginąć w tragicznych okolicznościach, to pod kołami sportowego auta, a nie od odoru z jego czterech liter.
On już całkiem pobladły oznajmia, że nie wie jak się ma do księdza zwrócić, bo nie powie przecież "Proszę pana". Kolega siedzący po jego drugiej stronie słysząc naszą ożywioną rozmowę podpowiada, by zwrócił się do kapłana "Panie ksiądz". Mówię by nie byli śmieszni i że musi się do niego zwrócić "Proszę księdza".
Kolega na skraju wytrzymałości zrywa się z krzesła z tekstem: "Proszę księcia, muszę kupę". Wszyscy oderwali się od swoich zajęć ze śmiechem, a kolega ostatkiem sił pobiegł do ubikacji. Chłopak sugerujący zwracanie się do duchownego "Panie ksiądz" dobił wszystkich jeszcze stwierdzeniem, że ta pomyłka wzięła się zapewne z tego iż stolec naciskał biedakowi na mózg.
"(...) jak mam już zginąć w tragicznych okolicznościach, to pod kołami sportowego auta, a nie od odoru z jego czterech liter." xD
twoja narracja jest genialna :D
wybuchłam śmiechem ahahahha
Nie lubię kiedy ktoś się sili na elegancki język. Lepiej pisać naturalnie.
*krztusze
jem i sie prawie krzsztusze!