#2DMvE

Tytułem wstępu, zwolnienie z wf.

Jestem ja dziś, 31 lat, zaawansowany w kalistenice. Kiedyś jakiś boks, tajski boks, bieganie. Trochę tego było przez te moje lata życia. Ale czy zawsze?

Wróćmy do podstawówki. Szkoła z aspiracjami do bycia sportową, nawet po czasie nazwana zespół szkół sportowych. I ja, niskorosłość, niedowaga - poniżej 3 centyla zawsze. W 4 i 5 klasie podstawówki mieliśmy fajnego nauczyciela, z którym robiliśmy gwiazdy, przewroty, skoki w dal, przez skrzynie itd itd. Ja, wzorowy uczeń, z wf oczywiście wtedy 5. Poza szkołą zresztą dziecko, którego wszędzie było pełno. Na drzewie, na słupie, na trzepaku, na rowerze, biegając. Wiecznie zdarte kolana i łokcie i mama krzycząca z balkonu żebym wracał do domu.

6 klasa i jestem ja 140 wzrostu i 28 kg. Nowy nauczyciel wf, oto drogie dzieci piłka do siatki. Trzeba ją odbijać. Gramy! Nie szło mi kompletnie, za nic nawet choć się starałem to tej piłki nie odbiłem ani razu poprawnie. Motywacja, zagrzewanie, rada? Nie, walcie w niego piłkami to się nauczy. Wf z dziewczynami, które podstawy siatki miały rok wcześniej. I zaczęło się moje piekło. Zapominanie stroju, lewe zwolnienia, telefony do mamy, że czuję się źle, wagary.

Gimnazjum - zespół szkół sportowych, zostałem. Dalej ten sam nauczyciel wf. Kontynuacja piekła. Wszystkie piłki celowane we mnie, co wf siatka. Wyśmiewanie przez nauczyciela i całą klasę. Jeszcze nauczyciel podkręcał - walcie w niego, walcie! Prosiłem innego nauczyciela, by mnie nauczył po lekcjach, na spokojnie - masz lekcje od tego. Prosiłem wychowawczynię - nie wymyślaj, chłopcy MUSZĄ lubić wf. Dwa razy byłem w szpitalu z powodu wstrząsu mózgu od uderzenia piłką. Rodzice? Nie wymyślaj, toż na podwórku biegasz, coś ty się na ten wf uwziął, że same dwóje. W wakacje wiele razy mi się śniło, że wracamy już do szkoły i mam wf. Wiele razy po wf-ie w domu ryczałem jak mała dziewczynka. Bez wsparcia ze strony kogokolwiek, nawet rodziców. Cieszyliście się kiedyś z nogi w gipsie przez 8 tygodni? Bo ja tak.

W technikum nie ryzykowałem. Od razu znalazłem lekarza, który wypisywał zwolnienia na potęgę każdemu. Co rok zwolnienie ze względu na "barki". 100% sprawny dzieciak.

Jak zacząłem chodzić na siłownię to bałem się, że będę traktowany tak samo. Nic bardziej mylnego. Tak przyjaznych i pomocnych ludzi jak tam nie spotkałem w żadnym innym miejscu. Odwrotność szkoły. Wtedy otworzyłem się na sport. A siatkówki nienawidzę do dziś.

Podsumowując;

Rodzice; jak wasze dziecko unika wf - porozmawiajcie z nim, a nie zlewajcie! Ono może mieć z tego powodu prawdziwe piekło.

Nauczyciele; nie róbcie z dzieci psów, dajecie bezobsługową piłkę i macie 40 minut wolnego, super! Może wśród tych dzieci są np utalentowani łyżwiarze. Ale po co podchodzić indywidualnie do dzieciaków.
Wrath Odpowiedz

Wf w szkołach to pomyłka. Jak nie jakieś beznadziejne gry zespołowe, to nawiedzeni wf-iści, którzy chcą wykończyć ucznia. Szkoda nawet.

DioBrando

Tu się z Tobą zgodzę.

Wrath

Robię pamiątkowego skrina.

DioBrando

Rób, rób, taka okazja się może prędko nie powtórzyć.

Qzin

Wf mógłby być realizowany międzyszkolnie w godzinach wieczornych z podziałem na specjalizację i do wyboru by każdy ćwiczył to co lubi. #Qzin ministrem edukacji

Shido Odpowiedz

Mój nauczyciel w liceum też był fanem rzucić piłkę do ręcznej i z głowy. No ale ze względu na profil klasy musiał też prowadzić zajęcia ze sztuk walki, to mnie co chwile poprawiał, bo pozycja mu nie pasuje, bo cios wyprowadzam nie tak bo to bo tamto i zupełnie go nie obchodziło, że w tym okresie trenowałem mocno kontaktową sztukę walki (bardziej kontaktową niż to co trenował nauczyciel) z którą jeździłem na zawody w randze ogólnopolskiej i europejskiej z sukcesami.
W jego mniemaniu miałem zmieniać wypracowaną latami pamięć mięśniową i styl walki tylko po to żeby mu pasowało.

JulesXIII Odpowiedz

Miałam trochę na odwrót - w podstawówce w klasie miałam same reprezentantki szkoły w siatkówce. Ja - małe chuchro - nie miałam najmniejszych szans na dobre wyniki. Na ćwiczeniach zawsze dostawałam najtwardszą piłkę - te lepsze i trochę bardziej miękkie zgarniały sportsmenki. Któregoś dnia nie szło mi tak bardzo, ze nauczycielka zagroziła, że jeszcze jedna nieodbyta piłka i dostaję pałę. Poryczałam się wtedy i odmówiłam gry. W gimnazjum miałam natomiast babkę, która nie dość, że nauczyła mnie grać tak, że nie miałam najmniejszych problemów na pełnowymiarowym boisku, to jeszcze promowała wszystkie dyscypliny równo, więc mogłam wykazać się w ukochanej piłce nożnej i bieganiu - nagle okazało się, że mam całkiem dobre wyniki, a wf nie musi być godziną dramatu i wiecznego stresu.

Hypnosis Odpowiedz

U nas w szkole był Johnny Molestator bo tak go nazywaliśmy a nick taki bo każdą dziewczynkę łapał za tyłek i za piersi...wywalili go dopiero po 6 latach jak łapanie za cycki nie wystarczyło.

Vito857 Odpowiedz

Całe lata szkolne moje w-fy to tylko piłka, kosz, siatka. Od czasu do czasu jakieś bieganie na zaliczenie, przez kozła skakałem raz w życiu.
Wychowanie fizyczne w szkołach to jest patologia, bo często uczą tam ludzie, którzy nie mają pojęcia o pracy z młodzieżą. Ot, rzuci piłkę i róbta, co chceta.

bazienka Odpowiedz

kalistenika, szanuje
robilam raz deske, najdluzsza minuta w moim zyciu ;)

Spróbuj progresji do pompek Lalanne - wtedy to 10 sekund trwa wieczność :D

ks2508 Odpowiedz

U mnie to samo! 3 lata liceum i 90 % lekcji to siatkówka. "Nauczycielka" sprawdzała obecność i szła na plotki z drugą. Nigdy nie zauważała tego, że ktoś nie daje rady, jest gnębiony, źle się czuje. Kilka osób grało, bo to lubili a reszta udawała, że gra lub załatwiała sobie zwolnienia. Powiem ci, że przez te wszystkie lata wfu nie pamiętam nawet czy chociaż raz się spociłam, bo wysiłku ani ćwiczeń nie było żadnych!

Ekoniks Odpowiedz

U mnie w podstawówce i gimnazjum wf był super, biegi, koszykówka, zbijak, piłka ręczna, piłka nożna "palant" a w liceum tylko siatka więc nie chciało mi się na niego chodzić.

usmiechnietakobieta Odpowiedz

Wszystko zależy od nauczyciela u mnie w podstawówce w-f uczył facet co naprawdę chciał w nas wpoić chęć do ćwiczeń i sportu. Mieliśmy koszyk gdzie były piłki pingpongowe na których były napisane formy ćwiczeń i sportów np siatkówka, piłka ręczna, biegi czy ćwiczenia rozciągające i ja jako osoba z nadwagą bardzo lubiłam w,-f do tego miałam bardzo dobre oceny mimo moich braków ponieważ był brany pogres jaki ktoś uzyskał oraz zaangażowanie. Wszystko zależy od nauczyciela.

usmiechnietakobieta

P.s z tych koszyków jedna osoba losowała co mamy robić na konkretnej lekcji np wylosował kolega piłkę nożną to wszyscy na boisko kopać piłkę nożną

indianhedgehog Odpowiedz

U mnie w gimnazjum wf był ekstra bo oceny były za zaangażowanie a nie umiejętności. Więc chociaż byłam łamaga to zawsze miałam 6, bo była tak fajna atmosfera że nawet na sksy po lekcjach chodziłam. W liceum za to bylo podobnie jak u Ciebie. Ciągle jedynki, zagrożenie z wf i w końcu poszłam na zwolnienie.. a szkoda bo kiedyś uwielbiałam ćwiczyć a teraz tego nienawidzę

Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie