#2ABS9
Rok później byliśmy rodzicami. I chociaż było ciężko, do tego stopnia, że kiedy mała miała trzy lata, miałem już serdecznie dość swojego życia, to udało nam się przetrwać ten okres.
Kiedy stanęliśmy na nogi, podjęliśmy decyzję o tym, że pora na drugiego bobasa. Miesiące starań i nic. Poszliśmy z małżonką do lekarza specjalisty. Co usłyszeliśmy? Że nasz mały 6 letni łobuz to cud i tak naprawdę, nie będziemy mogli mieć dzieci.
I wiecie co? Teraz jak patrzę na mój 16 letni skarb wiem, że podjęliśmy z moją żoną słuszną decyzję. Patrzę, jak z mojego małego łobuza, wyrosła piękna i inteligentna kobieta. Jestem dumny z tego jak udało się ją wychować. Kiedy ma problem przyjdzie i porozmawia, często woli wyjść z nami do kina niż iść gdzieś z koleżankami, czy kolegami. Możemy grać wspólnie w gry. Możemy robić wiele wspaniałych rzeczy. Tylko dlatego, że mając 19 lat podjęliśmy decyzję, że chcemy mieć już teraz dziecko.
I chociaż było ciężko, to wiem jak bardzo było warto. Skarbie, wiem, że to czytasz, bo wiem, że jesteś fanką tej strony. Wiedz, że jesteś największym skarbem w moim życiu.
Tak z ciekawosci - jak wam się to udało? Z czyjej pensji się utrzymywaliście? Żona poszła od razu po liceum do pracy i od razu na macierzyński? Ile można zarabiać po samym liceum? Gdzie mieszkaliście?
Nie atakuję, historia jak historia,nawet fajna, po prostu zawsze bardzo byłam ciekawa jak sobie radzą tacy młodzi rodzice.
Nie no, może jeszcze pojawi się ktoś, kto napisze o prawdziwym radzeniu sobie :p
Moja mama urodziła moją siostrę gdy miała 20 lat. Mieszkali u rodziców mojego taty, gdzie mieszkalo dodatkowo 5 jego braci. Obydwoje pracowali, w tym mama na 3 zmiany. Ciężko było z opieką nad dzieckiem, bo prawie wcale rodziców nie widziało, tylko "opiekunki". Tak super wyglądało mieć dziecko w takim wieku, ale to było 25 lat temu.
Mam 21 lat, mój luby - 23, a nasza córka ma 2 latka. Żyjemy sami we trójkę (no dobra, jeszcze przybłąkał się kot ;D ). I jakoś sobie dajemy radę. Czasami bywało ciężko. Zwłaszcza, gdy ja jeszcze nie miałam pracy. Teraz też nie jest kolorowo. Czasami ciężko mi znaleźć czas na sen, bo praca, szkoła, dziecko, obowiązki domowe a jeszcze fajnie by było mieć czas i pieniądze na jakieś swoje pasje ;P ale jakoś sobie radzimy. Kosztuje to wiele wyrzeczeń, ale trzeba skupić się na celu :D dla nas najważniejsze jest, żeby nasza córka miała kochającą rodzinę i żeby była dobrym człowiekiem :)
mam koleżankę, która ma 21 lat, jej chłopak też coś koło tego i mają roczne dziecko, radzą sobie tak, że razem pracują tylko na inną zmianę, to które pracuje na popołudniowej zmianie, bierze dziecko do pracy i przekazuje temu drugiemu, które właśnie skończyło poranną zmianę, robią tak od praktycznie samego początku i nie mają żadnych problemów. ja bym tak nie potrafiła, bo nie wyobrażam sobie widywać mojego faceta tylko w weekendy, ale koleżanka nie narzeka, poza tym, że nie ma czasu wyjść gdzieś ze znajomymi, bo mają tylko weekendy, które mogą spędzać całą rodziną.
Kiedy dowiedziałem się, że narzeczona jest w ciąży zmieniłem tok nauczania z dziennego na zaoczny. Żeby opłacić zaoczne studia umówiłem się z rodzicami, że oni płacą, ja idę do pracy i jak mogę to oddaje. Zgodzili się. Zatrudniłem się jako mechanik, bo jako dzieciak pomagałem tacie w remoncie jego "zabytku". Daria, narzeczona, rzuciła studia i poszła na kurs BHP który ukończyła przed narodzinami Antośki. Na trzecim roku udało mi się znaleźć pracę w swoim zawodzie, i dzięki temu powolutku wychodziliśmy na prostą. Daria, też znalazła pracę po swoim kursie. Mieszkaliśmy w wynajmowanym mieszkaniu. Mieliśmy farta, bo właściciel obniżył nam koszty o 300 złotych. I tak jakoś szło. Było ciężko przyznaję, momentami aż za bardzo, wielokrotnie widziałem jak kochana osoba płacze z bezsilności, co rozrywało moje serduszko ale było warto.
Dzięki za odpowiedź autorze i dużo szczęścia :) chociaż Twoja odpowiedź jednak tylko mnie przekonała, że im dłużej ociągać się z dziećmi tym dla mnie będzie lepiej.
Moja mama urodziła moją siostrę, jak miała 19 lat, dwa lata później mnie. I od początku sobie jakoś dawali radę. Pare lat później doszło kolejne dziecko i po kilku latach kolejne. Jak widać można sobie radzić, a wtedy czasy były inne ;)
@Seyvir077 powtarzasz, że "jakoś szło", "było warto", "NIE ŻAŁUJESZ", ale to ona rzuciła studia. Ty natomiast nie zrezygnowałeś ze SWOICH planów. Domyślam się, że żona też twierdzi, że było warto, bo co ma bidulka po tylu latach mówić ;)
Po liceum poszłam do pracy, w sierpniu zaszłam w ciążę, urodziłam miesiąc przed 20 urodzinami. Mieszkamy u teściów, teraz dziecko ma pół roku, mąż ma całkiem dobrze płatną a pracę, ja studiuję zaocznie i jestem w trakcie szukania pracy, jak tylko gdzieś "osiądę" bierzemy kredyt na coś własnego. Podziwiam osoby, które muszą radzić sobie bez niczyjej pomocy :)
@noisyvortex ja chciałem zrezygnować ze studiów. Decyzja tak naprawdę była podjęta. Żona po prostu się nie zgodziła, stwierdziła, że po moich studiach łatwiej będzie znaleźć dobrą pracę w zawodzie. Daria po latach też skończyła studia, tak samo jak ja. Przed podjęciem decyzji, przez kilka miesięcy rozmawialiśmy i i upewnialiśmy się, że damy radę. No i teściów nie było aż tak stać, na studia zaoczne. Wszytko co zrobiliśmy było dokładnie przemyślane, nic tam nie zostawiliśmy przypadkowi. I tak szczerze, to do tej pory mam wyrzuty sumienia, że to ja zostałem w szkole, a nie Ona. A z tym, że było warto piszę, bo gdyby nie ta decyzja, do tej pory pewnie nie doczekałbym się dziecka. Pozdrawiam cieplutko 😇
Moja mama miała mnie w wieku prawie 30 lat, a też mam z nią taki dobry kontakt... Gdzie popełniła błąd, ze mimo takiej różnicy wieku mamy dobry kontakt?! A z moim 10 lat młodszym bratem to dopiero musi być jakaś chora sytuacja, ze on też woli z nami pograć w planszówki niż z kolegami na komputerze!
Autorowi chyba chodziło o to, że mimo ich młodego wieku udało im się dobrze wychować córkę, a gdyby nie zdecydowali się na to wtedy to w ogóle by tego dziecka nie mieli i nie mogliby robić tych wszystkich rzeczy razem.
W internecie jest wiele nienawiści, ale nie trzeba od razu zakładać że wszystko jest atakiem na drugą osobę.
Nie chodzi o to, że mają tak wspaniały kontakt, ponieważ w wieku 19 lat zdecydowali się mieć dziecko, tylko o to, że później po prostu nie mogliby go mieć w ogóle. Jezu, może się troszkę zastanów, zanim zaczniesz hejtować
Dla mnie to poprost zabrzmiało, jakby twierdzenie, ze nie da sie dogadać z dzieckiem jeśli różnica wieku jest znaczna. Nie przeczę, że udało mu to się, chciałam tylko podkreślić, ze bez względu na różnice wieku między rodzicami czy rodzeństwem DA się zbudować dobrą relacje.
@livanir Właśnie, odebrałam to tak samo jak Ty i tez się chciałam przyczepić. Moja mama urodzila mnie mając 42 lata, a mam z rodzicami bardzo dobry kontakt i często wolę obejrzeć jakis film z mamą (ostatnio oglądamy Grę o tron ;D) niż iść w tym czasie „na miasto” ze znajomymi. Może rzeczywiście autor nie miał tego na mysli, ale trochę to zabrzmiało, jakby się chwalił, że dzięki takiej różnicy wieku miedzy nim i dzieckiem mają lepszy kontakt niż w rodzinach, które zdecydowały się na dziecko później.
To wy się nauczcie czytać. Chcieli mieć dziecko w tak młodym wieku, żeby mieć z nim dobry kontakt: "A nasze dziecko będzie miało fajnych i młodych rodziców, którzy będą nadążali za jego światem.". Następnie autor napisał, że już nie mogą mieć dzieci: "nie będziemy mogli mieć dzieci". Napisał na koniec, że dobrze, że jednak się wtedy zdecydowali na dziecko "wiem, że podjęliśmy z moją żoną słuszną decyzję". Stwierdził również, że ma tak dobry kontakt z dzieckiem, bo urodziło się jak mieli 19 lat: "Tylko dlatego, że mając 19 lat podjęliśmy decyzję, że chcemy mieć już teraz dziecko". Powtórzę, autor napisał: "nasz mały 6 letni łobuz to cud i tak naprawdę, nie będziemy mogli mieć dzieci.", co świadczy o tym, że on, albo/i żona są bezpłodni i w wieku 19 lat też byli, ale jakoś się jednak udało (bezpłodność oznacza tak naprawdę bardzo małe ryzyko zajścia w ciążę, ale niekoniecznie zerowe). Ja wiem, że w szkole uczą głupot, bo nie ma się brać informacji z tekstu, tylko z przemyśleń autora klucza, ale nie stosujcie tego w życiu, bo nigdy nic nie zrozumiecie. I co do komentarza @livanir to też się zgadzam, że dobry kontakt z dzieckiem osiąga się poprzez interesowanie się jego życiem, traktowanie go jako równego sobie, branie go zawsze na poważnie (nawet jak jego problemy są idiotyczne), a nie przez to, że wie się co to jest lol i swag.
"Możemy robić wiele wspaniałych rzeczy tylko dlatego, że mając 19 lat podjęliśmy decyzję, że chcemy mieć już teraz dziecko"? Serio? Czyli co, gdyby córka urodziła się jak byliście już po 30, to nie udało by się wam jej tak dobrze wychować i mielibyście z nią złe relacje?
Złe nie, ale słabsze - nie interesowaliby się bardzo nowinkami technicznymi, dziecko byłoby też inaczej wychowane + argumenty "za naszych czasów".
wygląda mi to na propagandę pisowską :x Wiecie "o jak fajnie mieć dzieci w wieku 18-19 lat no bo przecież dzieci to skarb i najlepiej róbcie jak najwiecej dzieci. A no i jeszcze 500 plus dostaniecie!
Od kiedy to wszystko co nie idzie nurtem "Dzieci są ohydne, nie rozmnażajmy się przecież imigranci mają aż nad to dzieci, które możemy przyjąć" jest pisowską propagandą?
@KK642 Gówno wiesz o życiu.
Sam mógłbym napisać tę historię, też liceum, itd. Z tą różnicą, że nie zdecydowaliśmy się na dziecko w wieku 20 lat. Najpierw postanowiliśmy skończyć studia, zrobić karierę, kupić mieszkanie i tym podobne pierdoły.
Jak już "byliśmy gotowi" to się okazało, że nic z tego. Lata prób, leczenia na które poszła równowartość tego mieszkania. Nieprzespane noce.
I mając wszystkie te pierdoły, nie masz nic. Nic. Nie masz nawet powodu, żeby rano zwlec się z łóżka rano.
Żyjesz, bo jesz. A w środku jesteś martwy.
A wiesz co to adopcja? Tysiące dzieci czekają i nie są tylko duże dzieciaki, są tam też niemowlaki.
Mammalia Nie każdy chce adoptować dziecko, zdajesz sobie z tego sprawę? To nie jest wypożyczenie książki, tylko bardzo poważna, życiowa decyzja.
Martwy Bardzo Ci współczuję, ale kimże jesteś, by stwierdzać co kto wie o życiu? Nie jesteś jedyną osobą, która ma problemy, niestety. I to, że marzysz o dzieciach, nie oznacza, że dla każdego są sensem życia. Ludzie są różni, podobnie jak ich aspiracje, cele, marzenia.
@mammalia - nie wiesz nic o adopcji. Tysiące dzieci czekających, tia.
Po 4 latach oczekiwania wypadliśmy z listy, ze względu na wiek.
@ToTylkoJa - pasje, aspiracje, oczekiwania. Been there, tried these.
Uwierz, żadna pasja ci nie pomoże.
Podróże szybko się znudzą. Sporty wszelakie też.
Możesz szukać substytutu. Zajęć, które jakoś zastąpią. Ale i to jest też okłamywaniem się.
Sam nigdy nie byłem "za dziećmi". Też myślałem "może kiedyś, teraz to kłopot". I teraz patrząc wstecz, widzę jakim byłem kretynem.
I jedyne co mi zostało, to udawanie przed żoną, że "trudno, przeżyjemy". Żeby tylko nie dokładać jej zmartwień.
Rozumiem Cię i bardzo współczuję. Sama całkiem niedawno szukałam takich substytutów, choć z innego powodu. Uważam jednak, że nie masz prawa twierdzić, iż ktokolwiek nie ma pojęcia o życiu, tylko dlatego, że nie przeżywa tego co Ty.
@ToTylkoJa - nie piszę tego, bo potrzebuję współczucia.
Piszę, bo może to przeczyta jakiś młodszy ja. "Rozsądny odpowiedzialny" facet.
Majątek, mieszkanie, pieniądze, samochód - to kompletnie nieistotne pierdoły. Dziś są, jutro nie ma, pojutrze znowu się znajdą.
Wykształcenie? Jest pińcet sposobów na jego zastąpienie. Dziecka nic ci nie zastąpi.
Wolałbym zamiatać ulice, ale mieć do kogo pójść na wywiadówkę.
Najgorszy jest wrzesień, wszyscy gadają o szkołach etc. I wakacje, to utyskiwanie, że drogo na cztery osoby.
I ferie, że na narty to ciężko, bo dzieciak nie chce jeździć.
U sylwester, marudzenie że nie ma z kim dziecka zostawić.
I jesień, wiosna, że znowu się pochorował.
I święta, szukanie najpopularniejszego pamiętnika na hasło.
@C2U - to tylko durna "dorosła" propaganda. To nieprawda. Nie znajdziesz spełnienia w pracy, w awansach, podwyżkach etc. Dla kogo to robić?
Wydaje mi się, że nadal się nie rozumiemy, więc daruję sobie powtarzanie w kółko tego samego.
Nie twierdzę, że potrzebujesz współczucia, po prostu je poczułam, taki ludzki odruch.
"Dla kogo to robić? "
Dla siebie.
Zrozumcie, czytam te komentarze "nie dla każdego dziecko to sens życia", "ja nie chcę mieć dzieci, nie teraz", "mam ambicje, chcę coś osiągnąc w życiu" - i widzę samego siebie, sprzed lat.
I po prostu wiem jak się zmienia perspektywa.
I naprawdę, żadnemu "sceptykowi" nie życzę, żeby po latach myślał " kuurr..a, on miał rację". Nie chcę, żebyście po latach przyznali mi rację. Nikomu tego nie życzę.
Nie masz kasy, mieszkasz w klitce? Zawsze możesz liczyć że się to zmieni. Jak będziesz miał/a 45 lat, i nie będziesz mieć dzieci - to się to już nie zmieni. Nie masz żadnej nadziei.
Oczywiście to był Was wybór i Wasze życie.
Fajnie, że jesteście szczęśliwi. Ale...dobry kontakt z dzieckiem można mieć równie dobrze w wieku dwudziestu kilku lat, lub trzydziestu kilku. Ciekawi mnie jak się utrzymywaliście. To nie moja sprawa, ale mimo wszystko uważam, że to nieodpowiedzialne. Zawsze uważałam i nadal uważam, że decydując się na dziecko trzeba mieć do tego warunki - po prostu trzeba mieć pieniądze i 100% pewność.
Fajnie, że Wam się udało, ale taka decyzja musi być poważna. Nie można tak luźno do tego podchodzić.
Dla mnie posiadanie dziecka to niszczenie sobie życia i a przede wszystkim realizacje marzeń.
Odczuwasz to tak, bo nie chcesz mieć dzieci. Też nie widzę siebie w takiej roli więc rozumiem. Aczkolwiek jeśli ktoś dzieci lubi i ma je świadomie, to raczej nie niszczy sobie życia.
Trochę was lekarz na kasę wykosił...”niepłodność” leczy sie po roku starań. I nigdy nie stwierdza sie tak o, ze nie mozna. 80% przypadkow jest uleczalnych.
A poza tym to córka chyba tez tu dodaje wyznania o Was. Ale nie ogarniam sensu tego wyznania. Ja w nim widze głupotę nastolatków, ktora jakos wyszła dobrze. Dzieci nie powinny miec dzieci
Może to niepokalane poczęcie? A tak poza tym to oboje "bezpłodni" jesteście?
piękne :')
Nie lubię jak się mówi, że nie będzie się mogło mieć dziecka, bo to zawsze jest bzdura. Jest in vitro, jest adopcja. Powinno się używać innych słów.
Ktoś pisał w komentarzu powyżej, że w ich przypadku adopcja stała się niemożliwa, więc w tym przypadku co najmniej to odpada.