#S9XF1

Krótkie wyznanie o tym, jak ludzie potrafią być podli.

Od kiedy pamiętam zawsze uwielbiałem piłkę, ale nigdy nie grałem wyżej niż 3 liga. Ostatnio miało szanse się to zmienić - zostałem wypatrzony przez klub z naszej 1 ligi. Popatrzyli, ocenili, że się nadam, wiadomo, radość itp.
Postanowiłem pochwalić się kolegom (kiedyś tak o nich myślałem) z mojej miejscowości...
Teraz piszę to ze szpitala. Kolana raczej nie da się odratować, połamane wszystko co się dało. Wyrok: nigdy już w piłkę nie zagram, nie wiadomo, czy będę mógł biegać.

#9T1SC

Kiedy miałam 7 lat, podczas pierwszych wakacji po nabyciu wymarzonego psa niezwykle zasmakowałam w suchej karmie dla niego (jeśli pamięć mnie nie myli, bo to było 17 lat temu, "Pedigripal"). Takiej w żółtym opakowaniu... karmie, która smakowała lepiej niż jakiekolwiek czipsy. Ten smak, ten zapach, ta chrupkość i zarazem miękkość...

W pewnym momencie mama odpuściła i zaczęłam dostawać swoją garść karmy w nagrodę za grzecznie zjedzony obiad itp. Do tego szpanowałam super-ekskluzywnymi chrupkami i każde dziecko w ośrodku wczasowym domagało się do rodziców wiktu opartego na psiej karmie. Jeszcze przez kilka ładnych lat (tak minimum 10) podkradałam psu "Chapi", dopóki nie stwierdziłam, że jakość się pogorszyła i to już nie ten smak...

A kiedy i jakim cudem mama odpuściła? Kiedy powiedziała o tym tacie, a on wzruszył ramionami i stwierdził z pełną powagą "A w czym tu problem? Pies je i nie zdycha, to i jej nic nie będzie..."

Mama najwyraźniej doskonale znała przysłowie mówiące, że jeśli nie możesz pokonać swego wroga, to się do niego przyłącz :D

#9kwll

Odkąd skończyłam 10 lat jedyne co pamiętam z domu rodzinnego to imprezy i libacje... Tak od kilku lat, no cóż, można się przyzwyczaić. Mając 18 lat nie chowam się w pokoju z histerycznym płaczem, że ojciec napierdala mamę (to przekleństwo jest idealnym odpowiednikiem; przepraszam, jeśli komuś to przeszkadza). W ciągu tych 8 lat nabawiłam się nerwicy i problemów z sercem. Ale nie do tego zmierzam.

Ostatnio w domu znowu wybuchła awantura. Akurat ojciec źle trafił. Byłam po imprezie i po kilku drinkach. Gdy chciał uderzyć mamę, w ostatniej chwili wyskoczyłam przed nią i dostał prawego sierpowego (sam uczył mnie jak się bić gdy był trzeźwy). 
Dzisiaj mam sprawę o pobicie z uszczerbkiem na zdrowiu i czekam na rozprawę. Zapytana, czy żałuję, mówię szczere NIE. Tylko gdzie jest sprawiedliwość, gdy on 8 lat znęcał się nad mamą i nikt nie reagował, a on raz dostał i wszyscy stoją po jego stronie "bo córka go pobiła". Brak mi słów.

#hozM0

Jak wiadomo, po ślubie przychodzi czas na otwieranie "kopert" oraz innych prezentów od gości oraz znajomych.

Mój ślub nie był jakimś specjalnym wydarzeniem towarzyskim. Najbliższa rodzina, przyjaciele i jacyś bliscy współpracownicy. Starałam się, aby niepożądane osoby nie dowiedziały się o tym wydarzeniu. Nie udało się. Teraz jestem już tego pewna.

Nie mam bladego pojęcia, ani mój mąż tym bardziej, kto przemycił kopertę od mojego eks z życzeniami i kasą, którą mi wisiał od 5 lat. W dodatku z odsetkami. W liście przeprosił za krzywdy, które mi wyrządził...

Nie wiem, co mam o tym myśleć. Może więzienie rzeczywiście zmienia ludzi?

#f1x3f

Na początek powiem, że jestem osobą dość nieśmiałą, chociaż mam swoje wyraźne zdanie na różne tematy, raczej się nie uzewnętrzniam i każda mniej lub bardziej stresująca sytuacja z obcymi ludźmi w roli głównej sprawia, że się czerwienię i nie bardzo wiem co robić, a najlepsze rozwiązanie przychodzi do głowy dopiero po czasie...

No więc tak: jeden z większych sklepów w lokalnej galerii, zakupy z mamą... Ja cała w skowronkach, bo po metamorfozie, którą przeszłam mieszczę się w rozmiar 34 i pasuje na mnie prawie wszystko, więc po wyborze paru nowych koszulek i jakichś szortów zmierzam do przymierzalni... Kolejka całkiem spora, ale myślę sobie OK, poczekam. Nareszcie moja kolej, wchodzę do przed chwilą zwolnionej przymierzalni, a tam syf... Dosłownie kłęby kurzu i parędziesiąt wieszaków leżących na kupie w kącie plus jakiś stanik, którego komuś nie chciało się odnieść. Widać, że bałagan z minimum dwóch - trzech dni. Okay, nieważne, nic mi nie popsuje dziś humorku. Przymierzam rzeczy, wybieram sobie dwie koszulki, sprzątam wszystko po sobie, jak to mam w zwyczaju, i wychodzę. Ledwie odsłaniam zasłonę, a drogę zastępuje mi ochroniarz (O). Zagląda mi przez ramię i wywiązuje się taka mniej więcej rozmowa:
O: Co to za bałagan, proszę to posprzątać!
JA: Ale proszę pana, ja wszystko posprzątałam po sobie...
O: Jak posprzątałaś, jak syf jest?!
JA: Ale to nie ja zostawiłam, ja wszystko po sobie posprzątałam... (pokazuję liczbę rzeczy i wieszaków dla dowodu)
O: Ale mnie to nie obchodzi, było tu nie wchodzić, a teraz to sprzątasz!
JA: Ale była kolejka... Weszłam do pierwszej lepszej przebieralni, bo mi się spieszy...
O: I co z tego, było nie wchodzić, a teraz posprzątaj!

I w tym momencie zaczęłam się odwracać, bo moja natura po prostu dała o sobie znać i już mam się schylić i zacząć zbierać te wieszaki całe w kurzu, ale myślę sobie "O nie! Tego było za wiele, nie dam się tak wykorzystać". Tak więc odwracam się i mówię:

JA: Przepraszam pana, ale nie jestem tu sprzątaczką i tego bałaganu nie zrobiłam, po sobie posprzątałam, więc wychodzę.

I ominęłam go i wyszłam. I byłam z siebie, kurde, dumna. Chociaż jak zwykle czerwona. Parę osób z kolejki mnie poparło, za co serdecznie dziękuję, bo pewnie ten facet męczyłby mnie dalej. Ciuchów nie kupiłam, jakoś przeszła mi ochota...

#6Aitm

Kojarzycie filmiki na YouTube, gdzie ludzie przebierają się za postacie z horrorów i straszą ludzi? Później wszyscy się śmieją jak to głupi ludzie uciekali.
Miałam taką sytuację, i wcale nie uciekłam. Ale to nie z powodu mojej wrodzonej odwagi.

Mam chore serce, silne emocje źle na mnie wpływają. Muszę na siebie uważać na każdym kroku.
Teraz wyobraźcie sobie, że wracam z pracy do domu, musiałam zostać dłużej, więc gdy szłam ulicą, była ona praktycznie pusta. Idę spokojnie, niczego się nie spodziewając, nagle zza rogu wypada człowiek, cały we krwi, po momencie podchodzi do niego facet w białym fartuchu, z nożem od krwi w ręce. Spojrzał na mnie jak na kolejną ofiarę i zaczął biec w moją stronę.

Dalej nie wiem co się stało. Obudziłam się w szpitalu, dowiedziałam się tylko, że ktoś anonimowo zadzwonił na pogotowie i powiedział na jakiej ulicy mogą mnie znaleźć. Żadnych świadków, nic. Widocznie "żartownisie" uciekli.
Cieszę się tylko, że mieli tyle odwagi w sobie, by zadzwonić na pogotowie.

#uHByz

Nie pomagam bezdomnym, nie lituję się nad nimi, nie dam im złamanego grosza z moich ciężko zarobionych pieniędzy. Pewnie nazwiecie mnie złym człowiekiem, ale mam swoje powody i to kilka z nich:

Mam firmę budowlaną, często potrzebuję do pracy pomocników na kilka dni, czasem na dłużej, jeśli się spiszą. W mojej okolicy jest około 40-letni bezdomny, ciągle prosi o pieniądze na jedzenie, podobno ma dzieci. Zaproponowałem mu pracę dorywczą w wakacje, akurat potrzebowałem kogoś do pomocy murarzowi (podawanie cegieł, mieszanie zaprawy itp.), uczciwie stawiam warunki, na początek dam mu 7 zł/h na rękę, jeśli ogarnie się w pracy, to dam mu więcej, istnieje również możliwość zatrudnienia na stałe po jakimś czasie. Wyśmiał mnie. Powiedział, że za takie pieniądze to on nawet palcem nie kiwnie, że więcej wyciąga pod sklepem, a nie musi się męczyć.

Mam znajomego, on ma duży dom i bojaźliwą żonę. W piwnicy jest piec, do którego trzeba podkładać węgiel zimą. On dużo pracuje, żona boi się piwnicy. Kolega zaproponował pewnemu starszemu bezdomnemu (około 60 lat), że będzie mu płacił pensję, do tego może mieszkać w piwnicy (w piwnicy jest normalny pokój z małą kuchnią i łazienka). Tylko ma dwa warunki, pierwszy to by bezdomny wracał przed 22:00 do domu (nie miał własnych kluczy), a drugi by nie przyprowadzał swoich znajomych. Tyle. Niby dobre warunki dla bezdomnego, prawda? Nie. Nagminnie zdarzało się, że facet walił w drzwi o 2-3 w nocy, by mu otworzyć. Przegiął w momencie, gdy "przygarnął" do siebie jeszcze 4 kolegów, zrobili libację, zniszczyli pokój, próbowali wedrzeć się na piętro do domu. Skończyło się interwencją policji i wykopaniem "biednego bezdomnego" znów na ulicę.

Często spotykałem na mieście 30-letniego bezdomnego, który prosił o pieniądze, wydawał się sympatyczny, choć zniszczony życiem. Zaproponowałem mu pracę, którą przyjął. Przepracował u mnie zawrotne dwa tygodnie, a potem ulotnił się z moją wkrętarką, która tania nie była.

I jeszcze smaczek na koniec. Mam koleżankę, która rozwiodła się z mężem i wyjechała do innego miasta, on stał się bezdomny i teraz siedzi pod dworcem z kartką prosząc o pieniądze, bo żona zabrała mu dzieci, i chciałby kupić im prezent. Pewnie wiele ludzi ubolewa nad losem biednego mężczyzny, który stoczył się z bólu po stracie dzieci. A jak było? Facet zaczął pić, przestał pracować, zaczął znęcać się nad żoną i synami. Koleżanka uciekła do swoich rodziców razem z dziećmi. Facet wprowadził się do swojej matki, ale ta go wywaliła z domu, po tym jak pobił ją i okradł. A prezent dla dzieci? Widocznie zbiera na coś naprawdę dużego, bo chłopcy ojca nie widzieli od dobrych 4 lat.

Więc teraz widząc bezdomnego, już nie współczuję. Wiem, że większość to cwaniaczki, którzy sami doprowadzili się do takiego stanu.

#CTOqL

Od paru lat noszę dredy, z uwagi że mieszkam w Krakowie, a nie mam prawa jazdy musiałam przez całe Dni Młodzieży jeździć zapchanymi autobusami i tramwajami.

Wiedziałam, że moja fryzura nie przez wszystkich jest akceptowana, ale takiej sytuacji się nie spodziewałam.

Jadę autobusem spotkać się ze znajomymi, jak pewnie wiecie autobusy w tych dniach ledwo się domykały od ludzi, jako że wsiadłam na jednym z pierwszych przystanków miałam miejsce siedzące. Obok mnie było dalej wolne miejsce, gdy nagle do autobusu wsiadła starsza kobieta, typowy "moher". W ręku różaniec, na głowie beret. Z głową spuszczoną usiadła obok mnie. Nagle podniosła głowę, zmierzyła mnie wzrokiem, patrząc mi przy tym głęboko w oczy i powiedziała, niby pod nosem, ale słychać było na cały zapchany autobus "lepiej postojeę bo jeszcze zarażę się jakimś robactwem". Wstała i przez resztę trasy stała parę metrów ode mnie, jednak nadal zerkając.

Pewnie powiecie, że mogłam coś odpowiedzieć. Mnie jednak to tak zamurowało, że po paru minutach wybuchnęłam śmiechem. Musiałam wyglądać jak psychopata, ale ta sytuacja według mnie była komiczna :D Dredy to nie brud i robactwo, kiedy się o nie dba są idealnie czyściutkie. A no i do końca trasy siedziałam sama, mimo tłoku w autobusie :D

#8bdj2

Historia z gatunku jak współżyć z teściami.

Otóż planujemy z dziewczyną ślub, teściowie w porządku, całym sercem za córką, ciągły kontakt niemal na co dzień, więc oczywiście ślub ma być jak najlepszy. W porządku, dostaliśmy zielone światło, oni nie będą się wtrącać, dziewczyna mówi, że tak będzie, ja nie wierzę. Ale są sytuacje, które mogą zaskoczyć nawet tych z uniesioną gardą.

Wszystko było dobrze, dopóki nie uznaliśmy zabaw prowadzonych przez zespół za zbyt słabe i stwierdziliśmy, że chcemy wodzireja na wesele, który podkreślę był na weselu siostry, a więc widzieli i film i jego w akcji. Jak granat w szambo. Prędzej mógłbym diabła na wesele przyzwać.

Zaczęło się łagodnie, rozmowy, że możemy oczywiście go zaprosić, dopóki nie stanęło na fakcie, że wodzirej jednak u nas będzie. Dorosły ponad 50-letni facet, który z własną córką ma perfekcyjny kontakt nagle się na nią obraża. Zaczynają się kłótnie, brak odzewu, prośby, groźby i szantaże. Bo zepsujemy całe wesele. Bo wszystko zniszczymy. Bo on nie będzie słuchał, jak ktoś mu się każe bawić. I będzie siedzieć na krześle całe wesele. Ale on się nie wtrąca, bo to nasze wesele i my je sobie zepsujemy.

Konflikt narasta 2 miesiące. Z każdym tygodniem gorzej. Dochodzi do tego, że dziewczyna ryczy co 2 dzień, ojciec przestaje odpowiadać na wiadomości, dzwonić, pisać, odbierać telefon. Ponieważ on jest starszy i ona powinna ustąpić. Teściowa między młotem a kowadłem, próbuje załagodzić sytuację. Pogarsza rzucając hasło, że dziewczyna powinna zadzwonić do ojca i go przeprosić. Dziewczyna ryczy już niemal codziennie. Od mamy słyszy, że ojciec kolegom opowiada, że będzie DJ-wodzirej, na co się krzywią. Dowiaduję się, że manipuluję dziewczyną oraz że ona robi to co ja powiem. Konflikt narasta.

Mija półtora miesiąca braku kontaktu ojciec-córka. Storpedowana emocjonalnie dziewczyna dziewczyna łamie się, by wodzireja odwołać, sprzeciwiam się mówiąc, że jeśli ustąpi się z tym, teściu będzie wymuszać ustępowanie też w przyszłych konfliktach. Nagle dzwoni wieczorem. Myślę, wreszcie zmądrzał, namawiam, by odebrała telefon, porozmawiała, wreszcie będzie po problemie. Odbiera.

I właśnie tu popełniłem największy błąd. Spuściłem gardę i dostałem mocno. Ale wciąż słabiej niż dziewczyna. Dzwonił tylko po to, by poprosić o odwołanie wodzireja. Namawiać, że wszystko jeszcze da się odwołać, i stare hasła o zniszczeniu całego wesela. Tyle, koniec rozmowy, dziewczyna w histeryczny płacz. Wcześniej nie chciałem się wtrącać. Krew mnie zalała.

JA dzwonię do teścia, mówię co sądzę na ten temat, kończąc, że to nasz ślub, wodzirej będzie i on nie ma prawa dyskusji. Miesiąc później zgoda.

Niemal rok wyczuwalnej obrazy teścia oraz prób wymuszenia mojego szacunku do niego. Średnio udanych.

Niczego nie żałuję.
Dodaj anonimowe wyznanie