#O17CJ

Macie najlepszego przyjaciela? Ja tak. Teraz już tak. Chcę opowiedzieć tu najgorszy okres w moim życiu. Pięć lat, podczas których miałem dwie próby samobójcze.

W trakcie imprezy (2 lata temu) Miłosz stwierdził, że musi wyjść wcześniej, bo jego matka potrzebuje pomocy (jest naprawdę bardzo słaba). Chciałem iść z nim, ale powiedział, że nie będzie psuł mi zabawy. Do domu miał blisko, więc się zgodziłem. To był ostatni raz, kiedy go widziałem, aż do 3 września tego roku. Nie potrafiłem sobie wybaczyć. To była jedyna osoba, za którą oddałbym moje życie i przeze mnie go porwali. Moment, w którym dowiedziałem się, że mój braciszek nie wrócił do domu, był najgorszym w moim życiu.
Szukałem go wszelkimi sposobami. Szukała policja, zatrudniłem prywatnego detektywa. Dopiero on coś zdziałał. Zaczął szukać coraz głębiej i dotarł do niemieckiego gangu, który doprowadził go do porywaczy. Tylko, że jego już tam nie było. Był na Ukrainie. Wykorzystywany jako męska prostytutka.
Prawie go nie poznałem, kiedy go zobaczyłem. Był inny, przerażony. Tak bardzo go przepraszałem, płakałem... Tłumaczyłem, że nic nie mogłem zrobić. Dwóch dorosłych facetów leżących na ziemi, płaczących że szczęścia i przytulających się tak, że nie można rozróżnić kończyn - i tak przez pół godziny. Agencja detektywistyczna klaskała, a ja miałem znów swojego aniołka. Nie sądzę, że ktoś zainteresuje się tym wyznaniem, ale dla mnie jest bezcenne.

#RyMtI

Dość wcześnie, bo już w podstawówce zaczęłam się masturbować. Ale nie w jakiś normalny sposób... Pierwsza rzecz, która - jak sobie dużo później uświadomiłam - mnie podnieciła, to był program w telewizji o metodach tortur. Nawet nie oglądałam całego, tylko urywek o jakimś przetrzymywaniu osób w niewygodnych pozycjach z drewnianymi listwami wrzynającymi się dość boleśnie między nogi. Mała ja chciała się przekonać jak to jest i po zabarykadowaniu się w toalecie odtworzyłam taki układ dzięki desce do prasowania, kaloryferowi i położonym na nich trzonku od mopa. Wtedy byłam bardzo blisko pierwszego w życiu orgazmu.

Jednak ostatecznie pierwszy orgazm przeżyłam przywiązując ręce (samodzielnie) do kaloryfera dwoma paskami od spodni (w taki sposób, że paski się zaciskają na nadgarstkach, gdy się za nie pociągnie) i "nadziewając" się na końcówkę kija od mopa, zapartą o drugą ścianę. Zabawy z wiązaniem dopiero zaczynałam. Wiele razy w różnych miejscach domu związywałam się sama, doszłam do takiej wprawy, że potrafiłam przywiązać sobie zarówno nogi i ręce, a tylko prawą ręką mogłam się samodzielnie z tego uwolnić.

Zawsze pilnowałam, żeby nikt tego nie zauważył, wszystko miałam zaplanowane. Do pewnej sytuacji, kiedy moja sporo starsza siostra postanowiła wrócić do domu jakieś 30 min wcześniej niż zwykle. Byłam akurat sama w domu, przywiązana do maszyny do ćwiczeń stojącej w salonie. Oczywiście zupełnie nago. Zanim weszła do domu, musiała przejść przez podwórko, na które miałam całkiem dobry widok z salonu, więc zaalarmował mnie o jej przybyciu radosny pies, który akurat sobie biegał luzem na zewnątrz. Wpadłam w lekką panikę, zaczęłam się szarpać, pogarszając sytuację. No i pies mnie uratował, bo tak pociesznie wyglądał, że siostra postanowiła się z nim chwilę pobawić, zanim weszła do domu. Jakoś się rozplątałam, szybko ubrałam i jeszcze w ostatniej chwili udało mi się pozbyć pasków. Roofy dostał ode mnie później najlepszą karmę, jaka była w zoologicznym...

#eVgZC

W dzieciństwie, nie wiedząc jeszcze jak powstają dzieci, wymyśliłem sobie bardzo (jak dla mnie) realistyczną i niepodważalną teorię "robienia" dzieci.

Wiedziałem wówczas, że do tego potrzebny jest osobnik płci męskiej i żeńskiej, że to koniecznie musi odbywać w łóżku oraz osobniki te muszą być nagie. Mianowicie z tej teorii wynikało, że osobnik płci żeńskiej zachodził w ciążę poprzez dotknięcie swoją pupą pupy osobnika płci męskiej.

Wierzyłem w to do takiego stopnia, że gdy nocowałem u swojej cioci (a ze względu na swój młody wiek i strach przed nocnymi duchami spałem z nią w jednym łóżku), całą noc pilnowałem, aby nasz pupy nie dotknęły się, ponieważ nie chciałem mieć dziecka, gdyż nie byłem jeszcze gotowy, by wychować nowe pokolenie.

#wqH7o

Gdy miałam mniej więcej 6 lat, razem ze swoim kolegą z podwórka postanowiliśmy sprawdzić, na czym polegają różnice anatomiczne pomiędzy nami. Spotkaliśmy się wieczorem „za blokiem”. Umowa była taka, że on pokaże mi co ma w spodniach, a ja pokażę, co mam pod spódnicą.
Gdy zdjął spodnie i zobaczyłam jego penisa, to się wystraszyłam i uciekłam…

Do końca podstawówki nawet się do mnie nie odezwał. :)

#Zit4B

Jako dziecko nie lubiłam herbaty. Jednak kiedyś byłam u cioci bez mamy i ponieważ wszyscy przemokliśmy, wmusiła we mnie herbatę. Jednak ta smakowała zupełnie inaczej, była pyszna!
Tak w wieku 9 lat się dowiedziałam, że do herbaty dodaje się cukier.

Przy podobnej sytuacji trzy lata później dowiedziałam się, że istnieją kolorowe jogurty o różnych smakach.

Moja mama jest całe życie na diecie, a ja jestem ciekawa, czym jeszcze zaskoczy mnie życie.

#l7Z3N

Gdy moja siostra urodziła synka, przez kilka miesięcy pomagałam jej przy opiece. Mam trochę sentymentalną naturę i uwielbiam wszelkie pamiątki z dzieciństwa, więc robiłam młodemu pierdyliard zdjęć (nie martwcie się, nie wklejałam nałogowo na fejsbuka, za to wybrane najładniejsze wywołałam i umieściłam w rodzinnym albumie).

Wymyśliłam również specjalny plakat - obraz z ramce, złożony z wielu zdjęć twarzy maluszka, jego zmieniającej się mimiki - od płaczu, poprzez stopniowe rozpogadzanie się i na koniec jego szczery uśmiech. Jak film zatrzymany w kilkunastu kadrach. Podarowałam siostrze, a ona uznała, że to urocze.

To, o czym jej nigdy nie powiem, to że zdjęcia musiałam układać w odwrotnej kolejności. Podczas robienia zdjęć chłopczyk cały czas się uśmiechał, a ja szczypałam go w stópki, doprowadzałam do płaczu i fotografowałam każdą reakcję.

#w8VQH

Słowem wstępu, mieszkam sama z tatą, mama odeszła od nas, gdy byłam malutka, więc nawet jej nie znam. Tata to najlepszy facet na świecie.

Nim dostałam pierwszy okres, to tata mi wyjaśnił wszystko, tak żeby mój młody móżdżek wszystko zrozumiał. Gdy miałam 14 lat, tata wyjaśnił mi ogólnie jak działa rozmnażanie.
Gdy miałam prawie 16 i tata poznał mojego pierwszego chłopaka, postawił warunek, miałam z chłopakiem usiąść w salonie i na niego czekać. Nerwy były niesamowite... Mój tata przyszedł z laptopem i Bóg wie skąd wziętym rzutnikiem.
Włączył wszystko, rzutnik na ścianę, rzuca już pulpit z laptopa, my lekkie zdziwienie i strach. Wtedy tata mówi, że przygotowywał się na tę sytuację już od ponad roku i to jest ten moment.
 
Włączył prezentację multimedialną, zrobioną naprawdę super, w której wyjaśnił wszystko. Zaczął dość nerwowo od naukowego określenia rozmnażania ssaków, potem zaczął już płynnie wyjaśniać wszystkie aspekty, powiedział o wszystkich najważniejszych zabezpieczeniach przed ciążą, o chorobach wenerycznych, o tym, jakie są konsekwencje posiadania dziecka w tak młodym wieku. Pokazał nawet animację poprawnego nakładania prezerwatywy, co zrobić gdy pęknie itp. Na koniec jeszcze jako ciekawostkę dodał, jakie pozycje są najmniej kontuzjogenne oraz co zrobić w nagłych przypadkach, jak szczękościsk itp.
Całość trwała ok. 40 min. Byłam w szoku, mój chłopak również.

Po całej akcji tata zapytał jak wypadł i czy mamy pytania i powiedział, że ma nadzieję, że nie mamy mu za złe bezpośredniości, ale - jak sam stwierdził - musi być pewny, że o wszystkim wiemy, a nie dowiemy się z niepewnych źródeł.


Nigdy mu się nie przyznam, że o tym wszystkim już wiedziałam... Dla mnie jest bohaterem.

#5pzX7

Pod koniec liceum byłam dość pulchną dziewczyną - było to spowodowane moim zaniedbaniem, gdyż skupiałam się tylko na nauce - oczywiście były narzekania ze strony rodziny na moją wagę. Potem przyszły studia, wyjechałam do Wrocławia (z okolic Gdańska) i nie było mnie w domu ponad 2 lata.

Na 30. rocznicę ślubu moich rodziców postanowiłam zawitać w progach domu rodzinnego. Od razu przywitały mnie okrzyki zaskoczenia - Jak pięknie schudłam, co to za dieta cud, pewnie na tych studiach (med) mnie uczą zdrowego odżywiania i dlatego postanowiłam schudnąć - spekulacje były różne. Ciotki się pytały, co robiłam - odpowiadałam zgodnie z prawdą, że jadłam mniej i zaczęłam się ruszać.

Prawda - nie było mnie stać na jedzenie ani autobusy codziennie, więc zapierdzielałam pieszo i jadłam co w przecenie.
Dodaj anonimowe wyznanie