#252ia

Moi rodzice to Janusze. Wiem, że było tu tyle historii o tragicznych dzieciństwach, że moja nie byłaby taka zła. Nie było jakiejś patologi, bicia ani popijaw, ale mniejsza o to.

Skończyłam szkołę i od razu się wyprowadziłam i usamodzielniłam, bez ich pomocy, wkładu ani grosza na start.



Minęło 10 lat, spełniam się zawodowo i zarabiam w miarę dobrze. Rodzice co prawda uważają, że to, co robię to totalne głupoty i powinnam znaleźć męża, który mnie utrzyma i dzieci rodzić jak prawdziwa matka polka.

I tu zaczyna się problem. Oni ledwo co przekroczyli 50 i już planują umierać. Planują, jak będą rozdzielać majątki, co komu ze swoich dzieci dać itd. Jeszcze się chwalą jak takie Janusze, że budują nowy dom na tej swojej wsi, gdzie psy dupami szczekają i że jak umrą, to będziemy z bratem pływać w bogactwie. Bo przecież dwa domy. Mój 12 lat młodszy brat z rozpieszczonego głupiego gnojka zmienił się w myślącego młodego faceta. I też mi po cichu przyznał, że wolałby dostać nawet 1/5 wartości tego nowego domu jako pieniądze na start w dorosłe życie, niż dostać dom w jakiejś pipidówie. Ja też trzydziestki dożyłam bez ich pomocy i majątku i nic od nich nie chcę. No ale rodzice się cieszą, że ile to nie robią dla swoich dzieci. No i też wymagają, żeby dzieci robiły coś dla nich.

Zaczynają się jakieś pasywno agresywne teksty, że ktoś musi się nimi zająć na starość. Swoim szczęściu w nieszczęściu ja zawsze byłam tym mniej kochanym dzieckiem, bo się "buntowałam". Za to brat był zawsze ideałem, nawet jak nie zdał dwa razy. Bo oj tam, chłopcy już tak mają, że się gorzej uczą niż dziewczynki. I naprawdę mi go szkoda, bo jak z nim gadałam, to on też chciałby wyjechać, spróbować życia tam czy tu. Planów ma dużo, ma dużo opcji. Ale jak gadałam z mamą, to ona uznała, że on zostanie w domu. Bo tak, bo oni chcą mieć chociaż jedno dziecko przy sobie i że smutno im będzie samym tak na starość.

My tam nie mamy gospodarki, w okolicy jest tylko kilka miejsc pracy albo ewentualnie pomoc dla rolnika. Nie wyobrażam sobie, co młoda osoba mogłaby tam robić całe dnie, tam ledwo 1000 osób mieszka. Ale oni się już nastawiają, że on zostanie. Boję się, że jak on się od tego wykręci, to im się ubzdura, że to ja mam wracać. Że wyjdzie na to, że jestem niewdzięczna i bez serca i nabuntują całą resztę rodziny przeciwko mnie. Bo ja rozumiem, że od strony trzeciej osoby to by wyglądało tak: wychowali mnie, dom mi wybudowali, a ja się wypięłam. Nikt nie wie, że żadne z rodziców mi nie mówiło, że mnie kocha. Nikt mnie nie przytulał. Miałam system - kary i nie kary. Jak miałam jakieś super osiągnięcie, to OK, mogłam iść sprzątać w spokoju. Jak mi się coś nie udawało, to miałam awanturę, szlaban na coś i szłam sprzątać z płaczem. Nie czuję ani miłości, ani zobowiązania, żeby do nich wracać.
Sara1234567 Odpowiedz

Ale Twój brat to co? Ameba?
Bierze manatkini się wyprowadza. Koniec tematu.
A jak tacy bogaci niech sobie pielęgniarkę wynajmą.
Sztuczne tworzenie problemu, który można rozwiązać zwykłym zamknieciem za sobą drzwi z drugiej strony.

Stayweird

Ja mam nadzieje, że to nie ameba i że się ogarnie i wyprowadzi. Ale sam fakt, że ludzie chcą, żeby ktoś przy nich siedział całe życie na wsi. Mi to się nie mieści w głowie. Ja bym dała mojemu dziecku dowolność a nie narzekała, że on ma zostać

AmziToIzma

Tak to jest, jak sie robi dzieci tylko po to, by "ktoś ci na starość szklankę wody podał".
Niestety, w wielu mniejszych miejscowościach jest taka dziwna mentalność, że dzieci zostają w domu przy rodzicach, bez perspektyw, bo co tu robić w takiej pipidówie? Jak praca, to tylko w osiedlowym sklepie, a i to nie zawsze, bo jak ludzi mało, to i pracowników wielu nie trzeba, bo po co? Dwie zmiany w sklepie, po jednej osobie na zmianę i starczy, bo w takich miasteczkach czy wioskach dwie osoby na jednej zmianie są często niepotrzebne, kiedy Ci jeden człowiek wejdzie raz na jakiś czas po chleb i to wszystko.
Pochodzę z małej miejscowości, trzy tysiące mieszkańców, pracy praktycznie żadnej, a wokół same miasta o podobnej liczbie mieszkańców czy powierzchni. Najbliższe większe miasto z jakąś perspektywą prawie sto kilometrów dalej, kto by miał czas i siły, by codziennie jeździć tak daleko w tę i we wtę? Skąd tu pieniądze na codzienne dojazdy w jedną i drugą stronę? Wydawaj codziennie na paliwo lub bilety, 19zł w jedną stronę, a gdzie tu w dwie strony i to 5 razy w tygodniu? Niektórzy pracodawcy zwracają za bilety, chociaż po części, ale nie każdy taki hojny, bo jeśli ma wybór, zatrudnić kogoś z tego miasta, a oddalonego 100km i zwracać hajs, to zatrudni tego który jest na miejscu, jeśli obaj spełniają wymagania.
A wielu rodziców oczekuje, że ich dziecko z nimi zostanie. Sama znam wiele rodzin, żyjących na kupie, u rodziców. Ona nie pracuje, tylko rodzi dzieci jak prawdziwa matka polka, a on pracuje u jakiegoś miejscowego budowlańca za marne grosze, odwalając marną robotę, bo co tu budować w takiej mieścinie? Firma, szef i trzech pomagierów, co to raz na jakiś czas dach w szopie komuś wymienią albo kawałek chodnika pod sklepem.
No ale wyjechać dzieci nie mogą, bo jak to, oni wychowali, a kto tę nieszczęsną szklankę wody poda?
Na szczęście jest u nas kilka normalnych rodzin, gdzie dzieci wyjechały, rodzice się cieszą, że układają sobie życie w większym mieście i jest ok.

Aleksandrowska987

Mentalność czy nie , chyba każde dziecko które zostaje na wsi wie jakie będzie miało zarobki. Jak ktoś ogarnięty to znajdzie wyjście z sytuacji

anakonda257

@Stayweird Tylko wiesz, że osoba którą tak wychowano ma trudności z odnalezieniem siebie, podejmowaniem decyzji a tym bardziej strach w postawieniu się komukolwiek? Samemu będzie mu bardzo trudno się 'ogarnąć'. Siostra może mu pomóc wspierając go, a tym samym siebie nawzajem będą wspierać. Po czasie odbuduje on swoją pewność siebie, ale samemu się tego nie zrobi - w tym wieku to już jest trudne.

Feniks06

Mimo wszystko mam wrażenie, że w tej historii racja leży naprawdę gdzieś po środku. Ze słów autorki bije straszna niesprawiedliwość i pogarda wobec rodziców i wobec miejsca w którym się wychowali.

"Moi rodzice to Janusze" przy czym z wyznania to w żaden sposób nie wynika. Bo i niby czemu to Janusze? Bo zamiast zostawiać sprawy spadkowe na ostatnią chwilę albo "gdy będzie już za późno" to chcą to uregulować wcześniej? Bo budują drugi dom by oboje ich dzieci dostało dom? Bo zastanawiają się co zostawić dzieciom?

Rzeczywiście tragedia się dzieje bo rodzice chcą w spadku domy dzieciom zostawić. O wy biedni, skrzywdzeni. No i co z tego, że pipidówa? Nie chcecie tam mieszkać to domy sprzedacie albo pod ich zastaw weźmiecie kredyty i kupicie mieszkanie/dom w miejscu w którym Wam się podoba. Jesteście samodzielni i nie potrzebujecie brać kredytu? Brawo, dom wynajmijcie albo sprzedajcie. Kurde jaka by to nie była pipidówa to te domy jakąś wartość materialną mają.

"Nikt nie wie, że żadne z rodziców mi nie mówiło, że mnie kocha. Nikt mnie nie przytulał. Miałam system - kary i nie kary. Jak miałam jakieś super osiągnięcie, to OK, mogłam iść sprzątać w spokoju. Jak mi się coś nie udawało, to miałam awanturę, szlaban na coś i szłam sprzątać z płaczem. Nie czuję ani miłości, ani zobowiązania, żeby do nich wracać. "

Widocznie tacy już Twoi rodzice są. Głodna nie chodziłaś, ubrana byłaś, Twoje potrzeby zaspokajali a to, że nie nie przytulali i nie okazywali czułości. No przykro mi ale to nie czyni z nich automatycznie złych ludzi. Kochają Was ale nie potrafią tego okazywać tak jak Ty byś chciała. To mimo wszystko nie jest zbrodnia.

Zbrodnią też nie jest, że rodzice oczekują, że na starość nie zostaną sami ze swoimi problemami. Dzisiejsze pokolenie ma paskudną postawę polegającą na tym, że "moi starzy chcą bym się nimi zajmowała na starość. Niech spierdzielają, na świat się nie prosiłam". Nie trzeba mieszkać z rodzicami by zapewnić im opiekę.

Stayweird

Feniksie wyobraź sobie swoich rodziców. Dostajesz od nich drogi, ale bardzo nieprzydatny prezent. Na przykład przyjmijmy, że masz lęk wysokości a dostajesz HELIKOPTER. I w ogóle jest ci nie potrzebny, tutaj nawet nie masz gdzie latac helipoterem. A wtedy rodzice ci mówią: "O to prezent dla ciebie, ale dostaniesz dopiero jak UMRZEMY. Póki co to jest NASZ helikopter. A teraz pakuj walizy, porzuć swoje życie, znajomych i wszystko co budowałeś 10 lat w swoim mieście. I przeprowadź się do nas. Bo jak umrzemy to dostaniesz helikopter".
Domy są wartościowe owszem. Ale uważam, że jakby rodzice chcieli dla mnie jak najlepiej to by ze mną porozmawiali. Zapytali, że może zamiast DRUGIEGO domu na wsi wolałabym mieszkanie w mieście w którym mieszkam. Mieszkania, to też dobra inwestycja, uważam, że nawet jeszcze lepsza bo do miasta zawsze ktoś przyjedzie do pracy, na studia. Zawsze można je wynająć, sprzedać. Dom na wsi może nie mieć aż tylu chętnych, bo tam większość ludzi albo sama się buduje, bo działek jest dużo, albo mieszkają w domu po dziadkach/rodzicach. Przyjezdnych jest bardzo mało, bo tam nie ma ani pracy ani uniwersytetów.
Ale, moim rodzicom nie opłacało się kupować mieszkania w mieście. Dla nich to żaden interes mieć dziecko daleko. Im potrzebny jest ktoś blisko i kierowali się swoją potrzebą, nie moją i brata.
Przypominam, ja te wielkie majątki dostanę PO ich ŚMIERCI. Czyli zakładam, że za dobre 20-30 lat. Kiedy ja sama będę po 50. Nie będe potrzebowała ani domu ani finansów, kiedy bedę w takim wieku. Potrzebowałam pieniędzy gdy byłam w dwudziestkach. Wtedy nawet kilka tysięcy mogło zmienić moje życie - mogłam szybciej założyć własna firmę. Mogłam pozwolić sobie na doszkolenie. Mogłam opłacić od razu kursy na których mi zależało - a nie odkładać na nie miesiącami. gdzie byli wtedy moi rodzice? Na majorce, na cyprze, w chinach ;/

Stayweird

Jak będzie trzeba to ja rodzicom pomogę gdyby mieli problem finansowy. Gdyby potrzebowali pomocy z przeprowadzką gdzieś, załatwieniem czegoś. Gdyby potrzebowali się wygadać. Gdyby potrzebowali pomocy przy remoncie. Wsiadam, 8 godzin drogi i jestem gotowa pomóc. Problemem jest, że oni wymagają jedynie MIESZKANIA z nimi. I nic więcej. A ja nie zamierzam wracać i żyć na utrzymaniu mamy i taty na wsi. Mam szczere nadzieje, że mój brat też ma ciut większe ambicje niż zawód syn. Z tego co mówisz, to skoro zrobisz bachora i go nakarmisz, to należy do ciebie i będzie twoim niewolnikiem bo powinien być wdzięczny za dach nad głową i wykarmienie. Ze nie ma prawa wyjechać i żyć własną pracą i życiem bo *gasp* wypiął się na rodziców, dobrodziejców. Jak tak to super sprawa, zrobię sobie ze 3. Żadnemu nie pozwolę iść na studia ani wyjechać. Jednej będzie mi gotował, drugi sprzątał a trzeci pracował w ogrodzie.

serdelkajaponka Odpowiedz

Nawiązując do twojego wyznania ja niestety zostałam w domu rodzinnym, mimo iż tego nie chciałam. Nadal nie chce. Dostaliśmy z mężem dom, który wymaga generalnego remontu wszystko od podstaw, w zamian za "opiekę" nad rodzicami na stare lata. Moi rodzice to typowi janusze albo gorzej...niestety mój mąż nie chciał mieszkać w wynajętym mieszkaniu, postawić się nie mieliśmy gdzie bo nikt nie chciał odpisać nam działki, a kupic mąż nie chciał twierdząc że wyremontujemy ten i po sprawie tyle że... Ja mam rodzeństwo każdy już ustawiony swoje domy itp. i ciągle słyszę jak to ja mam dobrze bo dostałam mieszkanie bo jaka to pomoc rodzicow. Tyle że nikt nie widzi jak się rodzice zachowują za plecami. Ciągle słyszę tego nie rób to tak tamto inaczej, a gdzie jedziesz po co z kim ciągle darcie wyzwiska alkoholizm ojca to wszystko doprowadza mnie do szały. jeśli byłabym w twojej sytuacji w życiu bym się nie zgodziła żeby wrócić do rodziców nawet jeśli brat by wyjechał. Nienawidzę swojego życia.

FoxyLadie

Ile jeszcze planujesz być nieszczęśliwa? Czy już sobie odpuściłaś życie?

Primacafe

serdelkajaponka mam identyczną sytuację w domu, z tą różnicą że moje rodzeństwo uciekało z domu i nikt mi nie zazdrości. Też za namową męża zostaliśmy bo osobiście nigdy nie chciałam tam mieszkać

CyraneczkaZKoviru

To jak długo masz zamiar w tym tkwić? bo jeśli nic nie zrobić będzie tylko gorzej i do śmierci tak to będzie wyglądać.

SzarookaKocica

Drogie panie dlaczego daliście się przekonać mężowi wiedząc że jego zdanie to porażka?

anakonda257

Po co takie złośliwe komentarze? Kobieta się zgodziła, teraz ponosi tego skutki, ale może zmienić swoje miejsce zamieszkania.

Mąż ciebie autorko nie poprze, bo on mieszka 'u siebie' gdzie się wychował i jest mu tam zwyczajnie "miło i przyjemnie". Mama pomoże, pogłaska, a i mieszka tam gdzie ma wspomnienia, więc to jasne że nie chce się wyprowadzać...

Może jakaś terapia szokowa? Wyjechać samej i wynająć jakieś mieszkanie. Jak masz dzieci to weź i dzieci, może facet zmądrzeje. A jak nie to niech sobie siedzi z rodzicami jak mu tak wygodniej, przynajmniej klapki ci spadną z oczu, że to TWÓJ facet.

anakonda257

@Primacafe Możesz to zmienić :) To częsty przypadek, gdzie faceci chcą zamieszkać w domu rodzinnym...

Jak pisałam wyżej "[...] bo on mieszka 'u siebie' gdzie się wychował i jest mu tam zwyczajnie "miło i przyjemnie". Mama pomoże, pogłaska, a i mieszka tam gdzie ma wspomnienia, więc to jasne że nie chce się wyprowadzać..."

Primacafe

@anakonda257 może źle to ujęłam ale mieszkamy w moim rodzinnym domu. @SzarookaKocica odpowiedź na Twoje pytanie wygląda tak, że bylam młoda i głupia i dałam się zmanipulować i to nie tylko w kwestii miejsca zamieszkania ale i w wielu innych sprawach których cały czas żałuję. Chyba nie potrafiłam podejmować decyzji samodzielnie, a teraz ciężko przebić mi się ze swoim zdaniem, ale walczę o to czego pragnę.

SzarookaKocica

@Primacafe Walcz i uciekaj stamtąd lub wywal rodziców (ewentualnie jeśli mają dożywocie to w zależności na jakich warunkach możesz ich udupic). Jeśli jesteś właścicielka to możesz robić i akceptować tylko rzeczy lub zachowania które odpowiadają tobie. Da się coś z rodzicami zrobić jak pisałam wyżej? Współczuję ci męża ponieważ związek to bycie razem a nie osobno jednak :(

CyraneczkaZKoviru Odpowiedz

Właśnie to my jestem po tej '3 stronie' i uwierz nikt tutaj nie myśli że jakkolwiek jesteś niewdzięczna. Co oni myśleli? dzieci się k*rwa nie rodzi żeby ich na smyczy trzymać i udawać że się tak dla nich poświęcili. Olej rodzinę jeśli uwierzą w te bzdury. Ty i brat zajmijcie się sobą, spełniajcie marzenia i zachcianki po to żyjecie, a nie żeby usługiwać. Serio zmarnujecie sobie życie jak z nimi zostaniecie.

Feniks06

Oooo i to jest ta postawa o której mówię. "Jebać rodziców. Niczego nie jesteśmy im winni. Wychowali, karmili, ubierali? Taki ich zasrany obowiązek. A teraz niech się walą na ryj. Mam swoje życie, będę teraz spełniać marzenia, zachcianki i nie potrzebuje takiej kuli u nogi jak te stare pryki. Nie będę usługiwać jakimś starym dziadom".

Może brutalnie napisałem, można by to ująć delikatnie ale stolec, kupa i gówno pachną tak samo.

anakonda257 Odpowiedz

Myślę, że szczera rozmowa z bratem i podbudowanie go pozwoli mu podjąć szczerą i dobrą decyzję dotyczącą JEGO życia, a nie życia rodziców. Przerąbana sytuacja, dlatego jak dacie się teraz, to tylko zaczniecie budować w rodzicach przekonanie, że mają rację... Nie wierzcie w te stereotypy "szklanki z wodą na starość". Skoro mają kasę to mogą kogoś wynająć.

Rozumiem cię, że nie masz emocjonalnej więzi ze swoimi rodzicami, bo oni jej nie zbudowali, a uważali że skoro dają ci dach nad głową i jedzenie to oznacza, że wszystko ci dali i mają z głowy... Niestety miłość pokazuje się w czynach, a nie w słowach - a oni tego jak widać nie robili, więc nie czuj się winna, bo nie masz żadnych powodów do tego! Nie kochali cię, tylko wyhodowali.

ProstowOczy Odpowiedz

dlatego najmłodsze dzieci mają zawsze najgorzej - nadopiekuńczy rodzice często kurczowo trzymają je w domu, by było jak dawniej i by nie zostać samemu.. nie pozwalają się usamodzielnić, wywołując poczucie winy... Starsze jak się postawi i idzie z domu, to jakoś to znoszą, bo zawsze mają jeszcze młodsze przy sobie..

Karina1210 Odpowiedz

Skad ja to znam.

asienaebaam Odpowiedz

Nie czujesz miłości ani zobowiązania, to skąd te rozterki?

Stayweird

"Że wyjdzie na to, że jestem niewdzięczna i bez serca i nabuntują całą resztę rodziny przeciwko mnie"

asienaebaam

Ok, kumam. Natomiast chyba przyjdzie czas gdy bedziesz musiała podjąć jakąś decyzje. Miejmy nadzieje, ze reszta rodziny w miarę normalna i zrozumieją.

jsuyu66545 Odpowiedz

twoi rodzice teoretycznie rozsądnie myślący w sumie pakują was w kłopoty. Fajnie że planują jak podzielą majątek, ja też uważam że to trzeba od razu załatwiać i jasno mieć ustalone, spisane. Ale budowa domu na zapadłej wsi gdy ma się 50 lat i dzieci na wylocie to kiepski pomysł. Kto im to kupi, szkoda kasy. A już zmuszanie dzieci żeby rezygnowały ze swojego życia po to żeby z nimi mieszkać to dramat. Szczególnie dla twojego brata. Jak z tego wybrnąć? Ja tu widzę tylko jedno rozwiązanie: pomoc kogoś bliskiego z rodziny kogo może posłuchają: brat, siostra rodziców. I rozwiązanie ich problemu poprzez np. budowę małego domku blisko miasta w którym macie zamiar z bratem mieszkać, tak 10,15 km żeby sprzedać było łatwiej, albo nawet tam zamieszkać. Absolutnie nie wolno wam się godzić na to co planują, to bez sensu, jak można sie zamknąć na wsi na dodatek bez gospodarki. Co tam robić, dom trzeba przecież utrzymywać, remontować. Co za walnięci ludzie bez głowy.

tomza Odpowiedz

Dam Wam po tej 1/5 wartości domu a sam sobie zrobię bazę wypadową na weekendy :D Tylko możecie trochę rodziców pośpieszyć bo na majówkę by mi się przydał.

Stayweird

Chcesz wydać kilkadziesiąt tysięcy, żeby mieć baze wypadową w jakiejś przeciętnej pipidowie? Dla mnie bomba odezwij się 😂

Donat Odpowiedz

Każdy chciałby mieć takie problemy jak Ty. Pomóc i dostać dom, którego nie chcę, czy nie pomóc i co najwyżej nie dostać domu.

Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie