Jakieś 12 lat temu, kiedy byłam w pierwszej czy drugiej gimnazjum, a kontaktowanie się przez SMS było dość drogą imprezą, odnowiłam kontakt ze znajomym rodziny. Wiecie, znamy się wszyscy, on założona rodzina, malutkie dziecko.
Mój młody móżdżek, nadal dość niewinny, nie podejrzewał, że wszystkie te zbereźne (teraz mam tego świadomość) wiadomości o tym, że on by się mną zajął, że spotkalibyśmy się w hotelu, co on by ze mną nie robił itp., podchodziły już pod pedofilię. Nie chciałam jednak martwić tym rodziców, więc poszłam do siostry (moje rodzeństwo i mnie dzieli prawie 20-letnia różnica wieku) i opowiedziałam wszystko, błagając, by nie powtórzyła tego ani bratu, ani tym bardziej rodzicom.
Teraz jednak jestem wdzięczna, że brat się dowiedział. Spokojnie wyciągnął wszystko ode mnie, przeczytał wiadomości i skontaktował się z tym gościem. Nie powtórzył mi rozmowy, jaką z nim przeprowadził, jednak typek już nigdy się nie odezwał.
A ja jestem i będę do końca życia wdzięczna mojemu rodzeństwu, że uratowali mnie od pedofila.
Kiedy się depiluję, puszczam sobie Pavarottiego, bo wtedy dostaję gęsiej skórki, no i skóra jest zdecydowanie gładsza po takiej depilacji.
Polecam!
Jestem bardzo mściwą osobą.
Dwa lata temu brałam ślub. Kuzynka mojego męża przyszła na nasze wesele w białej, długiej sukience. Strasznie się wtedy wkurzyłam. Było mi przykro, że ta dziewucha w taki sposób mnie potraktowała.
Oczywiście rodzina męża nie widziała w tym nic złego.
Za dwa tygodnie wybieram się na jej ślub.
Co w tym anonimowego?
Wiedząc, że ślub będzie skromny, tak samo jak sukienka panny młodej, poszłam do sklepu wybrać najładniejszą białą, długą sukienkę z koronką jaką tylko znalazłam. Umówiłam się już do fryzjera na zrobienie pięknego koczka i do makijażystki, aby cudownie mnie wymalowała.
Zobaczymy, czy rodzinka męża dalej nie będzie miała nic przeciwko białym sukienkom na weselu.
Mój mąż jeszcze nic nie wie, ale to zemsta za to, że do dzisiaj powtarza mi, że dramatyzuję.
Dziś na własnej skórze doświadczyłam tego, że dzieci mogą być o wiele mądrzejsze od swoich rodziców.
Byłam na spacerze z moim owczarkiem niemieckim, pies oczywiście na smyczy i w kagańcu. Muszę dodać, że Kira nie jest towarzyskim typem, szczeka nawet na sąsiadów. Przechodziłyśmy obok matki, która siedziała na ławce z około siedmioletnią córką. Wywiązała się między nimi taka rozmowa:
- Madziu, zobacz, jaki ładny piesek! Chcesz pogłaskać pieska? Chodź, pogłaskamy.
- Mamo, nie wolno głaskać obcych piesków, bo mogą cię pogryźć albo się przestraszyć.
Naprawdę dzieciak mi zaimponował :)
Moja siostra ze swoim mężem poprosili mnie o przyjęcie ich na 2 tygodnie, bo nie radzili sobie z pracą, kasą i dzieciakami, więc nie mieli nawet gdzie mieszkać.
Przyjąłem ich, a te 2 tygodnie przedłużyły się do kilku miesięcy. Znosiłem wszystko, ich kłótnie, krzyki, wrzaski, potem głośny seks po nocach, płacze ich dzieci, których nie ogarniali i złego słowa nie powiedziałem, a co dostałem w zamian?
Moja rodzina, z matką na czele, jedzie po mnie jak po burej suce, że nie daję im wystarczająco dużo pieniędzy na dobre jedzenie i na pieluchy dla dzieci.
No kurwa dziękuję za taką komunę...
Wpadł mi dzisiaj telefon do muszli klozetowej w pracy. W pierwszej chwili ucieszyłem się, że nie chlupnął do wody, tylko zatrzymał się ponad jej lustrem. Dopiero w drugiej chwili dojrzałem, że zatrzymał się na niespuszczonym klocu niespodziance, zostawionym przez któregoś z kolegów...
Moja pierwsza wizyta w Aquaparku skończyła się niezbyt radośnie.
Było to kilka lat temu miała może 15/16 lat.
Korzystając z wakacji za granicą odwiedziłam jeden z bardziej "wypasionych" parków wodnych. Pierwszą atrakcją była zjeżdżalnia o wysokości ok. 15-20m, która była prostą, prawie pionową rurą. Ja podekscytowana, pełna emocji nie mogłam się już doczekać. Nareszcie przyszła moja kolej. Trochę przerażenia, jednak adrenalina dawała mi powody do radości. Nie spodziewałam się jednak ciśnienia jakie wywołała owa atrakcja. Mniej więcej w połowie zjazdu moje zwieracze... puściły.
W połączeniu z wodą na dole dało to niezbyt przyjemny widok. Szybko pognałam do łazienki i próbowałam jakoś naprawić sytuacje. W kabinie szybko majtki w dół. Ale co teraz? Przecież nie wyjdę nago tego zaprać do umywalki? Mój mózg widział jedno jedyne rozwiązanie. Próbowałam do doczyścić w muszli klozetowej.
Nie udało się. A resztę czasu spędziłam na leżaku już przebrana w spodenki, tłumacząc się znajomym, że nagle dostałam okres i nie mogę się z nimi dalej bawić.
Rozprawa o tym, jak stałem się facetem, który nosi ze sobą lusterko.
Zawsze przed wyjściem z domu robię przegląd karoserii - w lustrze się przeglądam, czy nie mam niespodzianek na twarzy. Nie miałem, gęba na 4+, mogę wychodzić.
Wyszedłem na randkę, pierwszą chyba od stu lat. Koleżanka dość dziwnie patrzyła się na mój nos, widziałem jej spojrzenie skupione na jednym punkcie. Myślałem, że może ubrudziłem się jedzeniem, więc przeciągnąłem palcem po tym punkcie. Biały pocisk wylądował na moim talerzu, w dodatku zaczęła się sączyć krew.
Atmosfera była później bardzo niezręczna, milczenie do końca wieczoru, który i tak długo nie potrwał. Od tamtej pory noszę małe lusterko w portfelu. Na wszelki wypadek przed jakimś spotkaniem wolę się przejrzeć w kącie jeszcze raz dla pewności.
Ku przestrodze, wyznanie dla fanów "świeżych" soków z barów.
Moją pierwszą pracą na studiach była praca w barze ze świeżymi sokami w jednej z galerii. Na czarno, 7 zł na godzinę (nie narzekam, dla studentki luksus), szef... obywatel Turcji i jego żona Ukrainka (która szkoliła nowe osoby i z nami pracowała).
Opowiem wam teraz jedynie o "jakości" owych soków, jeśli będziecie zainteresowani warunkami pracy i traktowaniu dziewczyn też z chęcią opowiem :)
Miałyśmy wielu stałych klientów, sporo było bywalcami siłowni, która była obok, były babcie z dziećmi, kobiety w ciąży... Aż mi głupio to pisać teraz. Zawsze na zmianie z nami był ktoś z szefostwa (szef siedział z brzuchem za biurkiem, nie wyszedł ani razu pomóc), więc musiałyśmy grzecznie słuchać się ich rozkazów, że tak ujmę.
1. Brudne, nieobrane marchewki, z których robiłyśmy sok - norma. Buraki jedynie pokrojone na kawałki, moczone chwilę w wodzie? Standard.
2. Sok z mlekiem kokosowym? 1,2-litrowy dzbanek wrzącej wody i łyżka mleka kokosowego. To samo z sokiem z brzozy.
3. Świeże soki?!?! Tu jest najśmieszniej. Raz dostałyśmy po sufit kartonów z truskawkami, które się nie sprzedały z marketu obok - każdą truskawkę musiałyśmy OSKROBAĆ z pleśni palcami (bez rękawiczek, bo najczęściej szefostwo zapomniało kupić, a jak były, to służyły do sprzątania, więc całe w detergentach) i wrzucać do lodówki. Czyli jeśli cała truskawka była w 3/4 pokryta pleśnią i rozpadała się w ręku, wydziobać palcem i dla klienta! Winogrona w podobnym stanie raz przyszły i akurat szefowej nie było, a szef za biurkiem. No to udało nam się spleśniałe do śmieci, klejące i oblepione jakąś mazią też... Szef to z kamery zauważył, dostałyśmy ochrzan, kazał je wybrać ze śmietnika, umyć i do miseczki :) Pomarańcza rozlatuje ci się w rękach na oczach klienta? Odetnij spleśniałe i wyciskaj, udawaj głupią, bo nic nie widzisz. Mleko 5 dni otwarte w lodówce albo jogurt? Nie może się zmarnować. Sok wyciskany z jabłka... brązowy jak nie powiem co po minucie i zamiast soku brązowa piana... dla małego dziecka. Niezbyt estetyczne.
4. Żadna z nas nie miała książeczki sanepidowskiej :)
5. Jogurt mrożony? Zwykłe lody z proszku z toną cukru i śmietany. Raz jedne dziewczyny zauważyły różnicę. Szefowa pieniędzy nie oddała, a towar kazała sobie zwrócić i tak każda z nich straciła po 15 zł (jogurt plus dodatki na wagę).
6. Wiem, że brązowe banany są słodsze... ale jak mają brązową skórkę, a nie są całe w środku aż czarne i nie lata nad nimi tona muszek, które na bank trafiły do niejednego soku.
Pracowałam tam tylko 2 miesiące. Było tego więcej, tak więc uważajcie. Ja każdemu znajomemu takie "soki" odradzam. Dodam na koniec, że ceny takich soków to od 12 do 15 zł...
Od dwóch lat mieszkam w mieście oddalonym o 50 km od mojej rodzinnej wsi. W tym czasie zmężniałem nieco, zacząłem chodzić na siłkę itd. Niestety mam problem z dużym trądzikiem na twarzy.
Dwa tygodnie temu przyjechałem do mojej babci, która znowu się przeziębiła i zaczęła myśleć, że umiera, dlatego zwoływała na siłę całą rodzinę, aby te "ostatnie dni" spędzić wśród bliskich.
Dochodzimy do sedna tego wyznania.
W niedzielę, gdy wracałem z kościoła, zaczepiła mnie jakaś starowinka - znajoma mojej babci i zarazem jej informatorka. Zaczęła mnie wychwalać pod niebiosa, jaki ja przystojny jestem, jak wydoroślałem, jak urosłem.
W pewnym momencie jednak się zawiesiła i zmieniła wyraz twarzy.
Popatrzyła się na mnie dokładnie i odparła:
"Ale twarz, Krzysiu, to ty masz brzydką".
No cóż...
Dodaj anonimowe wyznanie