#cboHz

Cześć! Wracam z kolejną historią o gołębiu Ziarenko! Dawno mnie tutaj nie było ale to ze względu na to, że miałam dużo nauki. :/

Na początku chcę powiedzieć, że Ziarenko zrobił postęp i się u mnie w końcu zadomowił (normalnie przylatuje przez drzwi balkonowe do środka domu, rodzice nie mają z tym problemu).

A więc pewnego ślicznego dnia ten gołąbek przyleciał do mnie ,,pogadać". No i siedzę z nim na ty balkonie i wchodzę do domu żeby coś zrobić do jedzenia. Wybrałam standardowe kanapki (masło i ser dla ciekawskich :P).

Więc wracam na balkon do Ziarenka i w chwili, kiedy przekroczyłam próg balkonu ten ptak dynamicznie do mnie podfruwa i chwyta kawałek kanapki w dziób odlatując na pobliskie drzewo.

Moja twarz wyrażała jedno: „Co się kur*a dzieje?!” (przepraszam za przekleństwo).

Przez resztę dnia siedziałam na krześle na balkonie, karcąc wzrokiem gołębia i jego kolegów. Naprawdę polecam... tym bardziej, że później trzeba znosić gruchające ptaki i brudny balkon.
Pozdrawiam wszystkich fanów Ziarenka!

#AJx2f

Spotkała mnie bardzo dziwna, a zarazem przerażająca sytuacja. Wracałam w środku nocy pociągiem do domu, praktycznie pustym. Na jednej ze stacji wsiadła dziewczynka. Na oko z 8-9 lat, zupełnie sama, środek nocy. Z początku nie zareagowałam jakoś specjalnie, ale po dłuższym przyjrzeniu się miałam wrażenie, że coś jest nie tak. Dziewczynka wyglądała na trochę zapłakaną. Samotne, zapłakane dziecko o 3 w nocy w pociągu - niepokojące. Postanowiłam podejść do niej i zapytać, czy wszystko w porządku. Odpowiedź jaką usłyszałam zwaliła mnie z nóg. "Bo tata ciągle przyprowadza do domu takiego pana, który daje nam pieniążki, ale ja w zamian muszę z nim spędzać czas. I już nie chcę być z tym panem nawet dla tych pieniążków, bo tam na dole mnie już wszystko boli. Ja teraz uciekam do babci, bo ten pan miał dziś znów przyjść". Oniemiałam, dosłownie zbladłam jak to usłyszałam.

Chciałam natychmiast zadzwonić na policję, ale z jakiegoś powodu przyszło mi do głowy, że przecież mogą zwyczajnie to dziecko odstawić do domu i tyle. Postanowiłam, że pojadę z tą dziewczynką do jej babci i tam zadzwonię na policję. Po drodze się okazało, że jesteśmy w złym pociągu, bo A. (imię dziecka) zna tylko nazwę stacji, na której trzeba wysiąść. Wysiadłyśmy i do 5 nad ranem siedziałam z nią na peronie czekając na właściwy pociąg. W międzyczasie próbowałam się czegoś więcej dowiedzieć od A., ale nie była zbyt rozmowna. Zachowywała się jakby była bardzo przerażona i opowiedziała tylko tyle, że ten pan ją dotyka, że muszą się razem modlić (?) oraz ciągle podtrzymywała, że rodzice potrzebują pieniędzy. Około 6 rano wysiadłam z nią na docelowej stacji, na całe szczęście faktycznie znała drogę do domu babci. Późniejsze wydarzenia to kolejna porcja szoku.

Trafiłyśmy do jej babci, starsza kobiecina była w takim samym szoku jak ja. Jednak jak chwile później emocje opadły i zobaczyłam, że A. się czuje swobodniej przy babci, zaczęłam wypytywać tę kobietę, o co chodzi i stwierdziłam, że chcę zadzwonić na policję. Ta pani zaczęła mi opowiadać bardzo dziwne historie o tym, że jej syn i synowa należą do jakiejś sekty, że ona się domyślała, że A. jest wykorzystywana, ale nikt by nie uwierzył jej przypuszczeniom, bo choruje na schizofrenię. Słuchałam o pedofilskich orgiach, jakichś modlitwach i handlu dziećmi. Myślałam, że tam zaraz zemdleję z szoku i przerażenia. Ostatecznie zadzwoniłam w końcu na policję, co owa pani poparła, gdyż jak stwierdziła "teraz może uwierzą". Wzięli naszą trójkę na komisariat.

Wtedy ostatni raz widziałam A., bo po złożeniu zeznań skończył się mój udział w tej sprawie i wróciłam do domu. Nie wiem, co dalej się działo, czy wszystko było prawdą i jak się skończyło. Ale ta historia nadal mrozi mi krew w żyłach. Szczególnie że mam przeczucie, że A. i jej babcia nie kłamały.

#RwLmL

Mam takiego bardzo dobrego kumpla, obaj mamy 22 lata, mieszkamy obok siebie, robimy razem różne głupoty i ogólnie jesteśmy ze sobą blisko. Często jesteśmy też obiektem żartów, że dwaj faceci, którzy spędzają tyle czasu razem to na pewno geje. Ano nie, ale pośmieszkować można.

Ostatnio wybrałem się do niego do domu. Widzę, że drzwi tarasowe są otwarte, a jako że jestem u niego częstym gościem, to nie będę się bawił w pukanie. Wchodzę i widzę, że ziomek nachyla się nad szafką, to skradam się do niego po cichu, po czym udawanym zalotnym tonem mówię "a co to za seksowny tyłeczek?". Odwraca się. To był jego ojciec... 

Mnie zamurowało, co ja głupi właśnie powiedziałem. Jego chyba też zamurowało. Stoję tam taki czerwony jak burak, nie wiedząc co powiedzieć czy jak przeprosić, a ojciec mojego kumpla, który już prawie płacze ze śmiechu widząc moją minę, mówi tylko "jestem żonaty, ale na piwko można skoczyć jak chcesz".

Myślałem, że umrę ze wstydu. Nie sądziłem, że mój ziomek i jego ojciec są aż tak podobni. Chyba pora zapisać się do okulisty.

#G3SbU

Dopiąłem swego życiowego celu, mającego pozwolić mi na nieco więcej wygody i przestrzeni w życiu.

Rzuciłem pracę na etacie, założyłem swoją firmę i zacząłem pracę z domu. Spokojnie, fajnie, miło, bez jeżdżenia na drugi koniec miasta, bez fałszywych współpracowników, bez hałasu i zamieszania... Dzień pierwszy: o godzinie ósmej siadam do pracy: w tym samym momencie wiertarka u sąsiada. Bitą godzinę hałas, jakby mi ktoś w mózgu wiercił, więc nici z pracy. Dziewiąta - ucichło, więc siadam do biurka... banda dzieci z przedszkola pod oknem zaczyna się drzeć na placu zabaw. Okej, wytrzymam...

Dziesiąta - kłótnia u sąsiadów piętro wyżej... i tak w kółko dźwięki betonowej dżungli do godziny dziewiętnastej.

Odkąd mam własną firmę i pracuję "wygodnie" z domu, to siedzę nad pracą po nocach, a w dnie łażę jak zombie. Tak sobie zwiększyłem standard życia.

#slBQ1

Jeżdżę do szkoły tramwajem, gdyż tak jest mi najwygodniej. Od września mam migawkę (bilet roczny w moim przypadku), więc wsiadam, zdejmuję torbę, i jeśli mogę to zajmuję wolne siedzenie.

Ostatnio podeszła do mnie kobieta, i zapytała się, czemu nie skasowałam biletu. Odpowiedziałam, że mam migawkę, a ona do mnie "Nie wierzę ci. Pokaż mi ją". Zignorowałam ją, a jakieś dwa przystanki później pan kontroler sprawdzał tą panią. Mnie sprawdził wcześniej i wszystko było OK. A ta pani sama biletu nie miała, ach, kocham ludzi.

#sOJOe

O bałaganie w dziekanacie mojej kochanej uczelni.
Jakiś czas temu dostałam zaświadczenie o wszczęciu postępowania z wykreślenia mnie z listy studentów. Szok i niedowierzanie, bo studentką jestem dobrą. Poszłam do dziekanatu, pani uprzejmie powiedziała do mnie, że to musi być pomyłka.

Jakiś czas później przychodzi do mnie list, że skreślili mnie z listy studentów. Dzwonię do sekretariatu i się pytam o co chodzi. Czego się dowiedziałam? Że zgubili moją maturę plus muszę pisać odwołanie i jeszcze zapłacić za przywrócenie mnie na studia.

Ręce opadają.

#njTEY

Było to dość dawno temu - miałam pierwszą komunię świętą. Impreza była w pewnej restauracji, obok był plac zabaw i inne atrakcje - ja bardzo upodobałam sobie wtedy trampolinę. Po posiłku i obowiązkowych zdjęciach z gośćmi przebrałam się i poszłam się bawić.

Najpierw skakałam z moim kuzynostwem, lecz po jakimś czasie wrócili do restauracji. Skakałam sobie z jakimiś dziećmi, które również były na komunii, ale w końcu wróciłam do restauracji. Jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, że stoły, przy których siedziała moja rodzina, są już dawno posprzątane.

Tak, moja rodzina zapomniała mnie zabrać z mojej własnej komunii...

#b8Hu7

Zeszła sobota - idę nocą przez park i jakiś koleś wyskakuje do mnie z nożem. Ściąga spodnie, wyjmuje przyrodzenie i nakazuje mi ściągnąć spodnie, bo ma ochotę na "bara-bara z młodziutką laseczką".

Musicie wiedzieć, że było dość ciemno, co wiele tłumaczy, no ale cóż - rozpinam spodnie, opuszczam je lekko w dół razem z majtkami. Koleś w nikłym świetle oddalonej latarni patrzy na moje długie włosy, potem na mojego małego zaganiacza, potem znów na moje włosy, znów na dół i mówi po cichu "o kurwa... przepraszam pana..." i odchodzi w pizdu. Pomylił mnie z kobietą, zdarza się, było ciemno, wiadomo.

Na szczęście zaraz obok parku jest komisariat policji, więc poszedłem tam, zgłosiłem sprawę, wsiadłem z policjantami w radiowóz i znaleźliśmy go po 15 minutach.

Nie wiem, jak sprawa potoczyła się dalej, ale dzięki temu tej nocy żadna młoda dziewczyna nie miała nieplanowanego "bara-bara" z nożem na gardle.

#NZv88

Mam chorą psychicznie matkę, bezrobotnego ojca i dwójkę rodzeństwa w wieku szkolnym.

Tylko ja pracuję i utrzymuję całą 5-osobową rodzinę, ale nie zawsze daję radę ze wszystkim, więc ostatnio postanowiłam porozmawiać z rodziną na ten temat, że może mama powinna się konkretniej leczyć, że może tata powinien poszukać jakiejś pracy, nawet dorywczej, że może dzieciaki poroznoszą czasem jakieś ulotki... teraz wszyscy mają mnie za największego potwora na świecie.

Zostałam przez nich tak zjechana, że to ludzkie pojęcie przechodzi.

#W9uP1

Jakieś 12 lat temu, kiedy byłam w pierwszej czy drugiej gimnazjum, a kontaktowanie się przez SMS było dość drogą imprezą, odnowiłam kontakt ze znajomym rodziny. Wiecie, znamy się wszyscy, on założona rodzina, malutkie dziecko. 

Mój młody móżdżek, nadal dość niewinny, nie podejrzewał, że wszystkie te zbereźne (teraz mam tego świadomość) wiadomości o tym, że on by się mną zajął, że spotkalibyśmy się w hotelu, co on by ze mną nie robił itp., podchodziły już pod pedofilię. Nie chciałam jednak martwić tym rodziców, więc poszłam do siostry (moje rodzeństwo i mnie dzieli prawie 20-letnia różnica wieku) i opowiedziałam wszystko, błagając, by nie powtórzyła tego ani bratu, ani tym bardziej rodzicom. 

Teraz jednak jestem wdzięczna, że brat się dowiedział. Spokojnie wyciągnął wszystko ode mnie, przeczytał wiadomości i skontaktował się z tym gościem. Nie powtórzył mi rozmowy, jaką z nim przeprowadził, jednak typek już nigdy się nie odezwał. 

A ja jestem i będę do końca życia wdzięczna mojemu rodzeństwu, że uratowali mnie od pedofila.
Dodaj anonimowe wyznanie