#gpIbF

Dokonałam aborcji.
Zanim mnie znienawidzicie, przeczytajcie moją historię.

Od zawsze byłam temu przeciwna, więc kiedy poznałam mojego teraźniejszego partnera, od razu postawiłam sprawę jasno. Nigdy w życiu nie zgodzę się na aborcję.
Pewnego ranka obudziły mnie dziwne dźwięki i ruchy wydawane przez ukochanego. Obudził się sparaliżowany po lewej stronie ciała. Udar mózgu.
Karetka, szpital. Najgorsze chwile w moim życiu. Rehabilitacja będzie trwała nawet kilka lat.

Dwa tygodnie później dowiedziałam się, że jestem w ciąży.
Spędziliśmy kilka dni rozmawiając na ten temat, starając się rozważyć każdy możliwy scenariusz. I wiecie co? Nie dalibyśmy rady wychować tego dziecka. Mój partner bez pracy, w wózku inwalidzkim i ja w ciąży. Bez pieniędzy.

Jedna z najtrudniejszych decyzji w całym naszym życiu. Minęło kilka miesięcy, a ja mam nadal wyrzuty sumienia. Widok kobiet w ciąży przywołuje wspomnienie bólu, przez jaki przeszliśmy. Ale nie żałuję, uważam, że podjęliśmy słuszną decyzję. W naszej sytuacji nie dalibyśmy dziecku domu, na jaki zasługuje.

Ukochany powoli zaczyna chodzić. Nadal nie może ruszać ręką. Ma 26 lat.

#0bQ6j

Jakiś temu miałem ochotę obejrzeć film porno. W odruchu patriotyzmu postanowiłem uraczyć me oczy seansem kina polskiego. Po dłuższych poszukiwaniach natrafiłem na nagranie, które mocno mnie zaintrygowało już od momentu zobaczenia przeze mnie miniaturki z jednym tylko kadrem filmu. Nie wiedziałem jeszcze tylko czemu ten konkretny klip od razu wydał mi się tak interesujący i z jakiegoś powodu dziwnie bliski.
Pewnie myślicie, że wystąpił w nim ktoś, kogo znam. Może nawet jakiś członek rodziny? Otóż nie. Kiedy włączyłem film, wszystko do mnie dotarło. Historia jakich w tym przemyśle tysiące – dwie seksowne lesbijki postanawiają zabić nudę za pomocą wielkiego, czarnego wibratora. W trakcie zabawy pojawia się hydraulik, sąsiad, któremu skończył się cukier oraz grupa zabłąkanych, napompowanych metanadolem strażaków. W rezultacie z niewinnej, erotycznej sceny z paniami uprawiającymi homoerotyczną miłość robi się dziki gang-bang z ambicjami w kierunku wyrafinowanego bukkake.

W czym więc problem? Ano w tym, że cała ta radosna produkcja nakręcona została w moim rodzinnym domu, w którym mieszkam od urodzenia! Ujęcie gościa sodomizującego jakąś białogłowę wykonano na blacie kuchennym, gdzie co rano kroję sobie serek na kanapki, a finałowa scena, w której tłum facetów dokonuje grupowego aktu ejakulacji na ciała dwóch powabnych pań, zrealizowana została w moim pokoju, na moim łóżku!
Okazało się, że rok wcześniej, w wakacje, gdy ja pojechałem nad morze, a moja mama ze swoimi koleżankami wybrała się na dwutygodniową wycieczkę do Grecji, tata przypadkiem spotkał znanego producenta polskich pornoli. Facet szukał jednorodzinnego domu do nagrania nowego materiału. Zaoferował ładną, czterocyfrową sumę za dwa dni roboty. Ojczulek zgodził się, bo akurat potrzebował parę groszy na naprawę skrzyni biegów w swojej Hondzie.
Póki co mama nie wie. Tatko, w zamian za trzymanie języka za zębami, odpalił mi połowę zarobionej kwoty i kupił nowy materac na moje łóżko...

#CoTOw

Długo się zastanawiałam czy dodać tę historię. Gdy pierwszy raz mama zaprowadziła mnie na zapisy do przedszkola, nie chciałam stamtąd wyjść, no jak to tyle dzieci w moim wieku, którzy chcą się bawić! Niestety zaczynając klasę 1 już nie było tak kolorowo. W mojej klasie była Lara, Lara była córką nauczycielki, która prowadziła naszą klasę 1-3. Lara musiała być we wszystkim najlepsza. Niestety już na początku pierwszej klasy miałam przesrane, dostałam nagrodę, gdy skończyłam przedszkole za najwięcej przeczytanych książek, a więc mama Lary, a nasza nauczycielka obrała sobie za cel uprzykrzenie mi życia.

W skrócie, często wyśmiewała mnie i krytykowała przy całej klasie. Gdy w drugiej klasie zapomniałam zeszytu, potrafiła wziąć mój plecak wyrzucić i wytrzepać z niego wszystko na środek klasy, kopnąć w to i powiedzieć: Rzeczywiście nie masz, zbieraj to. Z płaczem przy całej klasie pakowałam wszystko z powrotem. W trzeciej utknął mi najbardziej incydent, gdy brat Lary (był starszy o 3 lata) zaczął mi dokuczać, więc powiedziałam Larze żeby przestał, bo zachowuje się jakby był głupi. To był błąd, bo oprócz mamusi Lara była skarżypytą do potęgi.

Zaraz po przerwie mama Lary kazała mi wstać i zwyzywała mnie przy całej klasie, że sama jestem głupia, i jak śmiem obrażać jej mądrego syna. Szkoła znajdowała się w małej miejscowości, nauczyciel był wielką personą. Ja przestałam chcieć chodzić do szkoły, nerwowe bóle brzucha i wymioty były codziennością. Od znajomych wiem, że jedna dziewczynka ma problemy z sercem do teraz.

W późniejszych latach skargi zaczęły wpływać od rodziców, więc za karę mamę Lary przenieśli do przedszkola!(sic!). Szkoła chciała, by już tam dotrwała do emerytury pod groźbą jeszcze jednej skargi i wyleci. Nie, nie wyleciała (znajomości) a poza tym, gdy 6-letnie dziecko będzie zastraszone nie powie rodzicom nic. Wiem sama po sobie mamie opowiedziałam to dopiero kilka lat po tych wydarzeniach, najgorsze było to jak ją mijałyśmy i moja mama zmuszała mnie do powiedzenia jej dzień dobry.

#yIUzT

Kiedy miałam z 6 lat, pojechałam z tatą na basen. Czekając na zjazd jedną ze zjeżdżalni czekałam w kolejce za pewnym panem... O dość obfitych kształtach. W momencie, w którym na zjeżdżalni zapaliło się zielone światło, ów pan wziął taki zamach żeby jak najszybciej zjechać, że dolną częścią pleców uderzył mnie prosto w twarz.

Mimo iż stałam parę kroków za nim, podest, na którym stał sprawił, że jego pośladki były akurat na wysokości mojej głowy. Siła uderzenia była taka wysoka, że poleciałam aż kilka metrów dalej i zatrzymałam się na barierkach. Teraz jestem tylko ciekawa, czy poczuł, że jego tył czegoś dotknął i czy pokojarzył fakty, że ktoś za nim stał i ich twarz na chwilę stała się jednym z jego pupą.

#RnHIj

Moja dziewczyna się na mnie obraziła, bo jeden wieczór poświęciłem na naukę do egzaminów końcowych, a akurat wtedy ona chciała oglądać ze mną śmieszne filmiki w internecie. Wyszła, poszła, a potem mi napisała, że nie traktuję jej poważnie, jestem niepoważny i że ze mną zrywa... napisała mi to w publicznym poście na Facebooku.

#LDc7X

Dziś miałem straszny sen, był tak bardzo realistyczny… Widziałem wypadek samochodowy. Mój kochany brat, jadąc swoją Toyotą z całym impetem uderzył w drzewo. Auto odbiło się, przekoziołkowało i wpadło do rowu.

Krzycząc dobiegłem do wraku i usiłowałem dostać się do środka. Musiałem wybić szybę gołą pięścią. Bardzo się przy tym pokaleczyłem. Udało mi się jednak otworzyć drzwi. Odpiąłem pasy i wyciągnąłem mojego braciszka z środka. Miał zmiażdżone nogi. Nie oddychał, a jego czaszka miała spore pęknięcie na wysokości czoła. Desperacko, płacząc histerycznie, usiłowałem go uratować przeprowadzając reanimację. Dwa wdechy, trzydzieści ucisków, dwa wdechy…

Zdałem sobie sprawę, że nic nie jest w stanie zwrócić mu życia, że jego dusza opuściła pokaleczone ciało, że już nigdy nie podam mu ręki, że nie zjemy razem rodzinnego obiadu, że nie pójdziemy na piwo. Płakałem jak niemowlę trzymając na rękach zakrwawione zwłoki osoby, która zawsze była mi najbliższa.
Obudziłem się cały zalany łzami. Mimo że w sercu ciągle czułem potężny ból, to powoli docierało do mnie, że to był tylko sen. Zerwałem się z łóżka i pobiegłem w stronę pokoju mojego brata. Chciałem go mocno przytulić i powiedzieć, że go kocham i jak dużo dla mnie znaczy.

Do jego sypialni wszedłem z impetem, ciągle mając na policzkach schnące już łzy.

Mój brat akurat walił konia do jakiegoś niemieckiego pornola. „Kur#a! Ch#ju zapyziały!” - ryknął w moim kierunku, zasłaniając przyrodzenie starym jaśkiem - „Może byś zapukał, ty pastuchu pierd#lony!! Czego chcesz?”.

Cała podniosła atmosfera pękła niczym mydlana bańka. „Już nic” - odrzekłem i poszedłem na dół zjeść śniadanie. I tak by nie zrozumiał.

#v9VL4

Bachor mojej siostry zabił mojego psa. Siostra zawsze była dobrą matką i dbała o syna, tylko on sam miał jakiś dziwny charakter. Siedziałyśmy w salonie przy kawie. Na balkonie obok spał mój mały, ukochany piesek, chihuahua o imieniu Groszka.

Syn mojej siostry akurat zawsze wobec psa zachowywał się bardzo w porządku, głaskał delikatnie i nie robił nic złego. Tego akurat siostra go pilnie uczyła, więc gdy bachor wyszedł na balkon pogłaskać psa, my nie widziałyśmy potrzeby interweniowania. Wręcz przeciwnie, Groszka go bardzo lubiła i nie raz nawet sam trzymał smycz, gdy wychodziliśmy na wspólne spacery czy nawet "zwracał nam uwagę", żebyśmy ciszej rozmawiały, bo pies śpi obok. Jednak tym razem nie było kolorowo. Chwilę po tym, gdy dzieciak wyszedł na balkon, nagle wbiegł z powrotem krzycząc "Nie poleciał! Nie poleciał!". Tak, ten jeb*ny bachor wypchnął mojego psa przez szpary w barierce, bo jak się później tłumaczył "to było śmieszne i w bajce pieski latały". Mieszkam na 9 piętrze.

Od tego wydarzenia po prostu nienawidzę tego dzieciaka i mam uraz do wszelkich bachorów. Wybaczcie, jeśli kogoś to urazi, ale nie spotkało mnie w życiu nic bardziej traumatycznego niż zbieranie z chodnika rozwalonego, spłaszczonego ciała swojego ukochanego psa, który żył ze mną od ponad 10 lat.

#9Fbmk

Moi bliscy mnie znienawidzili, bo usunęłam "ciążę".

Do nikogo nie dociera, że ja wcale nie byłam w ciąży, a po prostu miałam problemy z żołądkiem i jelitami, przez co mój brzuch zrobił się bardzo nadęty i faktycznie mogło to trochę przypominać ciążowy brzuszek. Do tego do szczupłych nie należę i trochę tłuszczu potęgowało ten efekt. Gdy rozpoczęłam właściwie leczenie, brzuch momentalnie wrócił do normy.

I naprawdę niektórzy z moich bliskich mnie teraz nienawidzą. Dziadkowie, których odwiedziłam jeszcze przed leczeniem, byli jakoś podejrzanie szczęśliwi i nadmiernie wypytywali czy dobrze się czuję. Nawet nie wiedziałam, o co chodzi, więc to zignorowałam i potraktowałam jako zwykłą troskę. Gdy po leczeniu ponownie ich odwiedziłam, babcia zbladła na mój widok, bo "myślałam, że w końcu chcesz nam powiedzieć o ciąży, a ty bez brzucha przyszłaś! Zabiłaś naszego prawnuczka!". Tłumaczenia nic nie dawały, bo chwilę później dziadek stwierdził, że takiej grzesznicy nie będą gościć w domu i mam wyjść.

Tak samo było z moimi koleżankami z pracy. Wróciłam po urlopie i ku mojemu zdziwieniu wszyscy dziwnie się na mnie patrzyli. Koleżanki mierzyły wzrokiem i rzucały pogardliwymi spojrzeniami. Dopiero jedna z nich na przerwie podeszła i po cichu do mnie rzuciła tekstem "Kaśka, ale tak późnych ciąż się nie usuwa, bo widać, że brzuch straciłaś..."

Podobnie zareagował mój brat... "Kaśka, ja się po tobie wszystkiego spodziewałem, ale że jak gdyby nigdy nic będziesz sobie teraz paradować bez brzucha to już nie. Masz ty w ogóle sumienie?".

Ja się pytam - co jest nie tak z ludźmi? Skąd ta obsesja na punkcie aborcji? Najbardziej boli mnie to, że nikt z wyżej wymienionych osób mi nie uwierzył. Do dziadków nic nie przemawia, koleżanki z pracy stwierdziły, że "ok, ok", ale dalej szepczą do siebie mi za plecami, a brat uważa, że kłamię, bo próbuje zagłuszyć swoje sumienie. Aż się boję teraz jeść potrawy generujące wzdęcia, bo zaraz będą mnie od seryjnych zabójców wyzywać.

#B5APr

Owsiki.
Temat tabu dla większości ludzi, ponieważ, tak jak wszy, są kojarzone z ogólnym brudem, brakiem higieny i zaniedbaniem.
Oczywiście nie jest to prawda, zakazić się można stosunkowo łatwo.

Mnie to dopadło, byłam już w gimnazjum. Gdy już odkryłam, co jest przyczyną, poszłam do matki, żeby mnie zabrała do lekarza (w mojej przychodni nie przyjmowano poniżej 18 roku życia bez opiekuna, nawet do rodzinnego). Do apteki nie poszłam, bo w naszej małej miejscowości każdy każdego zna i zwyczajnie się wstydziłam.

Awanturę, jaka się wtedy rozegrała, pamiętam do dziś. Przecież to niemożliwe, tylko małe dzieci na to chorują, znowu sobie choroby wymyślam, ona nie będzie brać wolnego na moje fanaberie i takie tam. Babcia mnie spławiła, twierdząc, że to pewnie hemoroidy, a nie żadne owsiki. Jakiś czas później trafiłyśmy do lekarza z inną moją chorobą typu grypa czy angina, poprosiłam nieśmiało o lek. Ledwo wsiadłyśmy do samochodu kochana mamusia zrobiła mi kolejną awanturę, że wstyd, że ona nie będzie na to pieniędzy wydawać - i podarła receptę.

Męczyłam się z tym ponad pół roku. Codzienny rytuał po kąpieli wyciągania z tyłka robaków, byle tylko było ich mniej i pozwoliły chociaż zasnąć. W pewnym momencie zaczęłam to traktować jako pewnego rodzaju challenge - wyciągnąć więcej sztuk niż w dniu poprzednim.
Nabawiłam się przez owsicę bezsenności, nerwicy i jeszcze paru innych rzeczy.

Wiecie co pomogło?
Jakoś w tym okresie pierwszy raz w życiu się upiłam. Bimbrem. Śmierdzącym, niedobrym, prawdopodobnie źle oddestylowanym bimbrem, który ktoś zawinął rodzicom z szafki. Mi zaszkodził, owsikom widocznie też.
Jednak jest trochę prawdy w powiedzeniu „kto pije i pali ten nie ma robali”.

#utBTi

W dzieciństwie bardzo lubiłam czytać, przeczytałam chyba wszystkie książki w domu. Do tego bezbłędnie umiałam ortografię i w wieku kilku lat poprawiałam zadania starszego rodzeństwa... Po prostu byłam wzrokowcem i wystarczyło spojrzeć na wyraz, by wiedzieć, że nie wygląda tak, jak w książkach.

Ostatnio się przekonałam, jak bardzo się opieprzam - porzuciłam książki na rzecz czytania internetowych idiotyzmów, gównoburz i śmieszkowych fanpejdży. Gdy spróbowałam przeczytać jakąś powieść i wciąż pojawiało się słowo "matka", zdenerwowałam się, jak można było dopuścić taki błąd w druku, bo przecież powinno się pisać "madka"...

Od dziś zmniejszam dawki internetu.
Dodaj anonimowe wyznanie