#SVrOM

Od dwóch lat porządnie się zmieniłem. Zacząłem słuchać pewnego gatunku muzycznego, chciałem nauczyć się rysować (co nawet dobrze mi szło, ale nie miałem cierpliwości), a teraz uczę się pewnego środkowoeuropejskiego języka. Pragnę kupić dosyć drogie obuwie, które kojarzy się starszym babciom z satanistami, a do nich nosić sznurówki w specyficznym kolorze. Na dodatek ostatnio postanowiłem wprowadzić do swojego życia jeden zdrowy nawyk. Co w tym anonimowego?

Po przeanalizowaniu moich zachowań zrozumiałem, że to mój sposób na radzenie sobie z opuszczeniem. Otóż, każda z wymienionych rzeczy nie wyszła z mojej inicjatywy. Za każdym razem gdy ktoś kto grał dużą rolę w moim życiu stwierdza, że czas urwać kontakt, ja zaczynam uważać ich nawyki za "moje" by nie dawać im tak dużej wagi sentymentalnej. Z jednej strony to kształtuje mnie i przez to mam więcej ciekawych zainteresowań, ale z drugiej strony czuje się jak zlepek tych osób.

Nie zrozumcie mnie źle, jestem szczęśliwy będąc tym, kim jestem, tylko kwestionuje to, czy jestem tą prawdziwą wersją siebie.

#efIFh

Wracałam do domu zmęczona, było już po 21. Byłam już na swoim osiedlu, praktycznie pod domem. Ciemno, nikogo nie ma dookoła. Nagle czuję, że chce mi się po prostu pierdzieć, puścić bąka. Rozejrzałam się, czy na pewno nikogo dookoła nie ma. No i nie ma, więc do roboty. To był najgłośniejszy, najdłuższy i najbardziej obrzydliwy pierd w moim życiu. A w trakcie jego trwania czuję na sobie czyjś wzrok.

Rozglądam się, a tu stoi mój wymarzony chłopak, w którym podkochuję się od dwóch lat. Widząc jego obrzydzenie na twarzy, chcę to przerwać, ale ten pierd trwa nadal. Po prostu nie mogłam go przerwać. Zaraz po tym uciekłam biegiem do domu. Już nigdy nie wyjdę ze swojego domu... I już nigdy nie zjem grochówki i bigosu u babci na obiedzie....

#46JLS

O tym jak wyszedłem z friendzone. No... prawie.

Jeszcze w liceum podobała mi się koleżanka, nazwijmy ją dla ułatwienia K. Kolega się o tym dowiedział I stwierdził, że wszystko załatwi i że będę mu jeszcze dziękował. Jako, że wtedy poziom mojej pewności siebie mocno spadł zgodziłem się na taką "pomoc", chociaż nie do końca wiedziałem jak ma ona wyglądać. Przez kilka dni rozmawiał z dziewczyną, po czym powiedział mi, że nic z tego nie będzie i bardzo mu przykro, bo ona nie widzi we mnie materiału na chłopaka. Wtedy kompletnie się załamałem, ale żyje się dalej, znalazłem dziewczynę po kilku miesiącach, a właściwie to ona znalazła mnie.

Historia właściwa, kilka lat później. Mój kolega i moja "była niedoszła" są już od kilku lat razem, skończyliśmy liceum już chwilę temu, poszliśmy do jednego miasta na studia, ale kontakt nam się trochę urwał. Spotkałem ją przypadkiem na juwenaliach, pogadaliśmy chwilę, zaczęliśmy ze sobą pisać w wolnym czasie. Ja miałem dziewczynę, ona chłopaka, ale cały czas miałem z tyłu głowy myśl, że kiedyś mnie odrzuciła i w końcu po alkoholu spytałem, czy był jakiś konkretny powód. Zdziwiona odpowiedziała mi, że mój "kolega" przedstawił jej inną wersję mówiąc jej, że nie jestem nią zainteresowany, a poza tym jestem typowym smutasem i tylko by się ze mną męczyła, a polubił ją i chce dla niej dobrze.

Zaczęliśmy się spotykać w wolnym czasie, oczywiście potajemnie, kiedy w końcu stwierdziłem, że trzeba coś zmienić, nie możemy okłamywać naszych partnerów. Ona zerwała pierwsza, ja chciałem poczekać kilka dni do urodzin dziewczyny i kilka dni po nich zerwać, żeby nie zostawiać jej zaraz przed jej urodzinami. Jednak K. się rozmyśliła. Nie odpisywała, nie odbierała, w końcu dorwałem ją na mieście, chciałem tylko porozmawiać. Stwierdziła, że nie jest gotowa na związek i nie chce ze mną rozmawiać. Poczułem się jakby ktoś rozciął moją starą bliznę i otwartą ranę posypał solą. Straciłem ją drugi raz, rozbiłem dwa związki i w zasadzie złamałem cztery serca. Najgorsze jest to, że tak naprawdę rozmawialiśmy ze sobą może dwa miesiące, a czułem jakbym znał ją całe życie, brakuje mi rozmowy z nią, jej oczu, nie potrafię niczym zapełnić pustki.

#98ewu

Rok temu zmarł mi mąż.
Pewnego dnia, wracając z miasta, spotkałam dobrego znajomego mojego śp. męża.
Znajomy podszedł do mnie, pytał się jak się czuję po stracie męża.
Po krótkiej wymianie zdania, podał mi rękę i z głębokim żalem powiedział "TO MOJE GRATULACJE" - Po czym zaczerwienił się jak burak, zmieszał i odszedł...

#q5sfe

Mój brat w wieku 20 lat wyznał rodzicom, że jest gejem. Ojciec wyrzucił go po tym wyznaniu z domu, mama poparła tatę. Ja wówczas miałam 11 lat. Przez kolejne lata brat jedynie ze mną utrzymywał kontakt.

Krótko po tym, gdy rodzice wyrzekli się brata, ten wyjechał za granicę, zaczął tam pracować, a potem i studiować. Pracował ciężko, więc i zaczął zarabiać dość dużo. Często wysyłał mi różne prezenty, gdzie ewidentnie było widać, że nie należały do tanich. Tata na widok każdej paczki tylko mruczał pod nosem, że brat próbuje się do "naszej" rodziny wtrącać. Mama przytakiwała. Mimo wszystko nie zabraniali mi się z nim kontaktować, choć sami tego nie robili w ogóle. Często do siebie dzwoniliśmy, gdy skończyłam 18 lat nawet pojechałam do niego na wakacje. Rodzice za każdym razem tylko krytykowali i powtarzali w kółko "daj już z nim spokój".

Jednak lata mijały i pewne uczucia nieco osłabły. Pewnego dnia brat poinformował mnie, że niedługo będzie przejazdem u nas w kraju i czy jest szansa, aby mógł zobaczyć się ze mną i z rodzicami. Ostatecznie po moich prośbach oraz długiej kłótni tata zgodził się jedynie na to, żeby brat przyjechał na chwilę na herbatę, bo jak stwierdził "on nie zniesie przebywania w jego pobliżu dłużej niż 10 minut". Z początku bardzo się tego obawiałam. Nie wiedziałam, po co brat chce się narażać rodzicom, skoro dobrze wie, jak bardzo go nienawidzą.

Zrozumiałam o co chodzi w momencie, gdy brat podjechał pod nasz dom bardzo drogim i nowoczesnym samochodem. Naprawdę robił wrażenie, do tego był obklejony wstążką, a na dachu przytwierdzona była duża kokarda, niczym na prezencie. Gdy tata zobaczył brata wysiadającego z tego samochodu, ubranego w wyraźnie nie tanie rzeczy i dodatki, nagle jak gdyby nigdy nic uśmiechnął się i podał mu rękę na przywitanie. Po chwili dodał "Wiesz, bo ja sobie sporo przemyślałem i jednak nie mam nic do twojego gejostwa, a ten prezent... Bardzo milo z twojej strony" i spojrzał na auto. W tym momencie brat uśmiechnął się nieco szyderczo i powiedział "Ten samochód? Nieeee... To prezent dla mnie! Kupiłem go sobie z okazji 10 lat ciężkiej pracy, gdy zaczynałem nie mając zupełnie nic, pieniędzy, chęci do życia i przede wszystkim miłości i wsparcia od rodziny". Po czym rzucił do mnie, żebym wsiadła, bo jedziemy na przejażdżkę. I odjechaliśmy.

Min rodziców nigdy nie zapomnę. I uważam, że brat miał prawo tak perfidnie utrzeć nosa rodzicom za to, co mu zrobili. Za to muszę przyznać, że teraz nie znoszą go jeszcze bardziej.

#PZV8y

Jakiś czas temu wśród moich znajomych poszła fama, że ktoś znalazł w internecie amatorski filmik z moim udziałem. Przez około trzy tygodnie był to temat numer jeden. Opowieść zataczała coraz szersze kręgi, a że mieszkam kilkaset kilometrów od rodzinnego domu, to moja rodzina i sąsiedzi z miasta, z którego pochodzę, nie zdążyli się dowiedzieć. Wiedziałam jednak, że w końcu to nastąpi. Postanowiłam więc w jedyny (a przynajmniej ja nic innego nie wymyśliłam) możliwy sposób udowodnić wszystkim, że to nie ja.
Zebrałam na małej imprezce w moim mieszkaniu ponad 20 osób z mojego bliskiego grona. Wiedziałam, że to z tego najbliższego grona wyszła informacja i że te osoby poniosą dalej w świat moje wyjaśnienie, czym wybawią mnie z opresji. Poprosiłam ich, aby pokazali mi ten filmik. Owszem, brunetka, z niewielkim biustem i dużą pupą, twarz też zupełnie jak moja. Film trochę kiepskiej jakości i w przyciemnionym świetle, ale wypisz wymaluj - ja. Musiałam jednak udowodnić, że to nie ja uprawiam seks na tym wideo. Zdjęłam więc spodnie i zostałam w samych stringach, a oczom znajomych ukazał się tatuaż - duży kwiat róży na lewym pośladku. Dziewczyna z filmu wrzuconego do sieci całkiem niedawno ma pupę bez żadnych zdobień. No cóż, trochę śmiechu z zabawnej pomyłki i bawimy się dalej. Potem historia poszła dalej w świat i oczyszczono mnie z zarzutu.
Hmmm... Szkoda tylko, że zrobiłam ten tatuaż jak tylko usłyszałam, że ktoś ze znajomych znalazł ten filmik. Musiałam coś wymyślić, aby ukryć, że tak naprawdę to rzeczywiście ja w nim zagrałam...

#xZS41

Do dzisiaj nie wiem, co wtedy tak naprawdę się stało, ale postaram się opisać dokładnie jak było.

Wracałam z koleżanką samochodem z długiej podróży. Kilka godzin za kółkiem z krótką przerwą na rozprostowanie nóg. Do domu zostało jeszcze jakieś 100 km i chciałam jak najprędzej dojechać. Prosta droga, dookoła same drzewa. Prędkość największa dopuszczalna, patrzę tępo przed siebie i prowadzę. Cisza w samochodzie, jedynie szum drzew wokół. Nagle z lasu wybiega jakaś dziewczyna, tuż przed maską samochodu. Wciskam gaz, gwałtowne hamowanie. Koleżanka przestraszona, pyta, co się stało. Ja wybiegam z samochodu, patrzę dookoła, po dziewczynie ani śladu. Mówię, że przecież ktoś wbiegał pod maskę, a koleżanka mówi, że przecież spokój, pusta droga, nikogo nie było.
No cóż, na pewno jej nie przejechałam, bo bym poczuła uderzenie. Wokół ani żywego ducha. Pomyślałam nawet, że może przysnęłam i stąd mi się tak przedstawiło przed oczami.

Z powrotem wsiadamy do samochodu, jedziemy. Teraz dużo trochę wolniej. Zaledwie 500 metrów dalej deja vu. Jakaś dziewczyna wbiega tuż przed maskę, ale bez problemu zahamowałam, jako że jechałam ok. 50 km. Dziewczyna roztrzęsiona, krzyczy, rozdarta bluzka, wpadła do mojego samochodu i krzyczy żeby jej pomóc, żeby szybko odjechać. Kątem oka zobaczyłyśmy dobrze zbudowanego mężczyznę, który jak zobaczył samochód, spłoszył się i wbiegł w głąb lasu. Dziewczyna cały czas płakała, dowiedziałyśmy się jedynie, że wracała na stopa, zatrzymał się jakiś mężczyzna, oferując pomoc. Ale w trakcie jazdy skręcił do lasu i próbował z**ałcić dziewczynę, która jakimś cudem mu się wyrwała.

Nie potrafię wyjaśnić tego, jak to możliwe, że całą sytuację z wybiegającą dziewczyną widziałam kilkaset metrów prędzej. Pewnie gdybym się wtedy na chwilę nie zatrzymała, to przejechałabym zanim dziewczyna wybiega z lasu. Tamta droga nie jest często uczęszczana, gdyby nie trafiła akurat na moje jadące auto, ten mężczyzna by ją pewnie dorwał.

#xXYNC

Moja młodsza siostra jest wychowywana na, no cóż, kalekę. Żadnych obowiązków, nic się od niej nie wymaga.

Mieszkam na drugim końcu Polski i rzadko przyjeżdżam do domu, ale ostatnio musiałam wpaść na dwa dni. Gotowałam obiad i pytam młodą, czy mogłaby skoczyć po coś do sklepu, a ona mówi, że nigdy tego nie robiła i nie umie. Załamałam się. Ma prawie 12 lat. Poszłam na szybko po produkt, którego zabrakło i postanowiłam, że muszę młodą trochę nauczyć życia. Zabrałam ją na spacer, najpierw poszłyśmy do sklepu i przedstawiłam jej instrukcję, że najpierw powinna wziąć koszyk, następnie kłaść w niego produkty, a potem udać się do kasy i zapłacić. Serio nie wiedziałam, że takich rzeczy trzeba uczyć. Następnie poszłyśmy do innego sklepu, przed wejściem powiedziałam jej, co ma zrobić i dałam 10 złotych, żeby sobie kupiła jakiegoś loda. Młoda wychodzi ze sklepu, oddaje pieniądze i otwiera loda. Patrzę, że kasjerka wydała jakby z 20 złotych, więc robię młodej kolejną lekcję, że jak zauważy, że pani za dużo wyda, to musi oddać jej pieniądze, bo inaczej pani kasjerka będzie musiała płacić ze swoich, a w sklepach się dużo nie zarabia.

Wchodzę z młodą do sklepu, mówię na progu, że przed chwilą była tu siostra i pani jej źle wydała, a tak jak się nie wydarła... Że mam spier... z gówniarzem ze sklepu, że pewnie sama zgubiła albo ukradła, że chcemy ją oszukać...

No cóż, grzecznie wyszłyśmy, a młoda miała dodatkową lekcję - że jak ktoś się zachowuje jak burak, to nie ma co być na siłę miłym.
Dodaj anonimowe wyznanie