#Aq0V7

Wyznanie nie będzie szokujące.

Od kilku lat jestem w związku małżeńskim. Moja żona jest rozwódką i ma syna z poprzedniego małżeństwa. Ojciec spotyka się z nim raz w miesiącu, ale raczej z obowiązku, niż z miłości. Ja natomiast pokochałem dzieciaka głęboką miłością i traktuje go jak własne dziecko. Chłopak ma 13 lat, ja mówię do niego Synu, on do mnie Tato. Generalnie jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i można by powiedzieć, że nie możemy bez siebie żyć. Nie ma tu patologii - chłopak ma swoje życie, przyjaciół i zainteresowania. Wyjeżdża na obozy itp. Ale kiedy tylko możemy, staramy się spędzać czas razem (np. kiedy ja pracuje w domu, on siedzi ze mną i czyta książkę obok).
Żona jest normalna i nie ma problemu, ze współdecydowaniem ze mną o jego wychowaniu.
Nigdy bym nie przypuszczał, że będę w stanie tak pokochać "obcego" dzieciaka.

#RYmvg

Jakiś czas temu, podczas długiego spacerowania po mieście ze znajomym, wstąpiliśmy do pewnego znanego sklepu. Poszłam na dział z napojami, a w tym samym czasie zaczęłam czytać SMS-a od mamy, przez co się zamyśliłam i bezmyślnie zrobiłam kilka kroków do tyłu. Nagle poczułam coś za sobą. Okazało się, że wpadłam w młodego chłopaka na wózku inwalidzkim, prawie go przewracając. Stała przy nim jego (prawdopodobnie) matka, która zaczęła się na mnie wydzierać, że co ja sobie wyobrażam, że mogłam jej synowi krzywdę zrobić! No OK, miała totalnie rację, było mi mega głupio i przeprosiłam.
Niecałą godzinę później, kiedy szłam na autobus, znowu zobaczyłam tego samego chłopaka

Szedł sam żwawym krokiem i pchał swój wózek.

#v13wp

Nie mam węchu. Zawsze, gdy coś mi nie pasowało w jedzeniu, prosiłam mamę, żeby powąchała czy to jest jeszcze dobre. Mama zwykle sprawdzając mówiła, że tak, że mogę jeść. Prawie za każdym razem dostawałam strasznej biegunki.

W końcu zapytałam mamę dlaczego nie mówi mi prawdy, że jedzenie było już zepsute. Wtedy mama przyznała mi, że ona też nie ma węchu tylko głupio było się jej przyznać.

#WCRjw

Razem z chłopakiem doszliśmy do wniosku, że niedługo będzie już pora na poznanie naszych rodzin, więc zaczęliśmy sobie pokazywać zdjęcia naszych rodzin. Oglądając jedno z nich ukochany powiedział, że mój tata wygląda na bardzo spoko kolesia i jestem bardzo do niego podobna.

To miłe, ale musiałam go wyprowadzić z błędu - na zdjęciu była moja mama....

#fXunO

Jestem najstarsza z rodzeństwa. Poszłam na studia, kończę właśnie drugi rok, a moje dwie siostry chodzą do liceum.

Od kiedy wyprowadziłam się z domu, zaczęło mi się podobać samotne mieszkanie w mieście. Nikt nic nie pożycza ode mnie bez mojej wiedzy, nikt nie dotyka moich rzeczy. Jako nastolatka kłóciłam się ciągle o to, nie mogłam mieć nic swojego, choćby ręcznika. Starałam się rozmawiać o tym z mamą i siostrami, ale nie rozumiały i zarzucały mi, że się ich brzydzę.

Miałam różne alergie skórne, sama nawet nie wiem od czego. Ustąpiły jak wyjechałam na studia i zakupiłam nowe rzeczy.

Pamiętam swoją wyprawkę na studia. Robiłam zakupy z mamą. Cieszyłam się, że będę miała nowe garnki, ręczniki, sztućce i talerze oraz inne podstawowe rzeczy. Z domu nie mogłam zbyt wiele zabrać, więc tak wyszło, na co nie narzekałam.

W tej chwili mam dylemat. Wszyscy w domu liczą, że po studiach wrócę do domu i znajdę pracę w okolicy. Nieważne jaką, może być nawet beznadziejna, byleby być przy rodzinie. Nikogo nie obchodzi co ja chcę.
A ja wolałabym zostać w mieście, w którym poczułam się wolna. Tu przynajmniej znalazłabym pracę w zawodzie, bo jest na nią zapotrzebowanie, ale przede wszystkim wiem, że tutaj jest moje miejsce.

Mam tylko jeden problem, z którym borykam się od lat. Dług. Rodzice ciągle przypominają mi, że jestem im dłużna lata wysiłku i pieniędzy we mnie włożonych. Jako nastolatka zarabiałam drobne pieniądze na pracy przy borówkach, ale nigdy nie były moje, musiałam się dzielić z siostrami, bo mama tak chciała. Zniechęciłam się do jakiejkolwiek pracy przez to. W tej chwili też jestem na utrzymaniu rodziców, boję się podjąć jakiejkolwiek studenckiej pracy w obawie, że stwierdzą, że mogę sama się utrzymywać, a nawet im oddawać. A wiem, że na takiej pracy ledwie opłaciłabym mieszkanie, zwłaszcza że mam wymagające studia i nie mogłabym brać dużo godzin.

Czuję do nich niechęć, bo to niesprawiedliwe, że oczekują ode mnie, że będę im do końca życia pomagać finansowo. Zwłaszcza że nie zarabiają mało, tylko ciągle pieniędzy jakoś dziwnie im brakuje. Nie zamierzam mieszkać z nimi, ale boję się o tym powiedzieć głośno. Chciałabym spokojnie skończyć studia, bo naprawdę je lubię, dużo wniosły do mojego życia. Chciałabym nie czuć się dłużnikiem tylko dlatego, że zajmowali się mną.

Nie boję się, że zerwą ze mną kontakt, jeśli postawię na swoim. Boję się, że pozwą mnie do sądu, bo są do tego zdolni. Boję się też, że w jakiś sposób będą chcieli zniszczyć mi życie, bo dla nich od zawsze byłam inwestycją, jakby właśnie to sobie zaplanowali. A jeśli tak, to nie mogli mnie kochać.
Nie mogę pozbyć się uczucia, że jestem wyrodną córką, bo ciągle biorę od nich pieniądze, więc jestem im coś winna, a tymczasem myślę jak zerwać z nimi kontakty w przyszłości.

#WqJXQ

Moje dziecko na akcie urodzenia ma wpisane: "ojciec nieznany". Wiąże się to z tym, iż jestem jedynym opiekunem prawnym dziecka, nosi moje nazwisko i nie mam alimentów. Tylko że ja wiem kim jest jego ojciec i mam nawet jego adres zameldowania. W związku tą sytuacją często słyszę, że jestem głupia, nienormalna, bo nie podałam go do sądu i nie wycisnęłam alimentów.

Nie zrobiłam tego z kilku powodów:
- nie chciał być ojcem;
- powiedział, że nie będzie płacił alimentów i zrobi wszystko, żeby tego nie robić; zwolnił się nawet z legalnej pracy na wieść o rozwiązaniu ciąży; skutkuje to tym, że na starość nie będzie miał emerytury i środków do życia. Co zrobią wtedy panie z opieki społecznej? Postarają się o alimenty od dzieci;
- różnicą dla dziecka jest nie mieć ojca wcale niż mieć i wiedzieć, że go nie chce.

Mnie teraz jest bardzo trudno, ale moje dziecko będzie bezpieczne. Nie będzie musiało płacić komuś, kto jest ojcem tylko na papierze.

#pO6yX

Siedzę sobie w robocie za ladą. Nagle wchodzi Ukrainiec (nie mam nic do nich). Chce coś kupić. Położył mi na ladzie 30 zł, ale zanim doszło do transakcji mówi:
- Haha, jesteście najgorszą drużyną na Mundialu.
- A wy się nawet nie dostaliście - rzuciłem nawet się nie zastawiając.
Wyszedł i kasę zostawił. Ciekawe czy wróci... Jeśli nie, to dziś Ukraina stawia mi obiad!
Dodaj anonimowe wyznanie