Siedzę sobie w robocie za ladą. Nagle wchodzi Ukrainiec (nie mam nic do nich). Chce coś kupić. Położył mi na ladzie 30 zł, ale zanim doszło do transakcji mówi:
- Haha, jesteście najgorszą drużyną na Mundialu.
- A wy się nawet nie dostaliście - rzuciłem nawet się nie zastawiając.
Wyszedł i kasę zostawił. Ciekawe czy wróci... Jeśli nie, to dziś Ukraina stawia mi obiad!
Głaskałem ostatnio małego pieska, słodkiego szczeniaczka i w pewnym momencie poczułem pod palcami coś dziwnego. Ogólnie własną ręką to wsmarowałem psie gówno w całego swojego psa.
Mam 28 lat, a od 4 jestem w szczęśliwym związku z kobietą, która jest moją pierwszą partnerką seksualną. Od dłuższego czasu jednak fantazjuję, że uprawia seks na moich oczach z innym mężczyzną. Sam nigdy nie byłbym w stanie zdradzić i nawet o tym nie myślę, ale taka kontrolowana zdrada z jej strony ciągle chodzi mi po głowie. Kiedy widzę ją w towarzystwie innych mężczyzn, moja wyobraźnia zaczyna działać i błyskawicznie doznaję pobudzenia. Boję się z tego zwierzyć swojej partnerce, bo najzwyczajniej obawiam się złej reakcji.
Po 17 latach moje małżeństwo się wypaliło. Nie pomogła terapia, rozmowy. Z mężem - Wojtkiem nic mnie już nic nie łączyło, oprócz dwójki dzieci i wspólnego biznesu. Zdecydowaliśmy się na separację, z nadzieją, że przerwa od siebie nam pomoże. On się wyprowadził z domu i zajął w całości biznesem.
Po miesiącu poznałam kogoś nowego, Michała. Przystojny, miły, szarmancki żartowniś. Zaczęłam myśleć o nim poważnie, dlatego chciałam rozwodu z Wojtkiem. Wojtek jednak się nie zgodził, chciał jeszcze poczekać. Musiał się pogodzić z tym, że zaczęłam się spotykać z Michałem. Nie podobało mu się to. Ja spędzałam coraz więcej czasu z moim nowym mężczyzną, było mi z nim cudownie.Wciąż nalegałam na rozwód.
Jak się później okazało, mój mąż wynajął prywatnego detektywa, by ten znalazł coś na mojego kochanka. No i znalazł. Michał był oszustem matrymonialnym, oszukał już kilka kobiet. To był dla mnie bolesny cios, nie chciałam w to wierzyć, ale taka była prawda. Zajęła się nim policja. Ja dzięki Wojtkowi uniknęłam kłopotów. Nasza relacja się poprawiła, ale jesteśmy bardziej przyjaciółmi niż partnerami. Zdecydowaliśmy się razem na rozwód, pozostając w przyjaźni.
Cóż, będzie w stu procentach anonimowo.
Jestem uczennicą pierwszej klasy liceum i zakochałam się w nauczycielu WF-u. Nie jest to obsesyjne uczucie ani głupie zauroczenie - facet uczy mnie już dobre kilka lat, (gimnazjum + liceum mieści się w jednym budynku) a gdy tylko rok temu zaprosił mnie na Facebooku do znajomych, nawet nie wiedział, że będę kontynuować naukę w tej samej szkole.
Poznawaliśmy się stopniowo - ja nie chciałam wyjść na głupią małolatę, która chciała jedynie zwrócić na siebie uwagę, on - nie chciał mnie przestraszyć ani do siebie zrazić. Gwoli wyjaśnienia M. ma 28 lat, więc tę różnicę wieku traktujcie jak chcecie.
Nadszedł wrzesień, a M. zdziwił się moją obecnością. W wakacje spotkaliśmy się kilka razy, ale były to spontaniczne wyjścia, tak by nikt nas nie przyłapał. Teraz minął rok z hakiem od czasu kiedy zaczęliśmy utrzymywać kontakt i nadal kręci mnie ta adrenalina kiedy martwimy się, aby ktoś przypadkiem nas nie nakrył. Choć czasem mam dość takiej relacji, to nie zamieniłabym jej na nic innego.
PS. Nie uprawialiśmy jeszcze miłości, bo M. nie chce na mnie naciskać, choć ja jestem gotowa. Wiele razy dał mi dowód na to, że nie traktuje mnie jak przelotną znajomość czy panienkę, którą chce wziąć w obroty.
Nie potrafię poradzić sobie ze swoim kompleksem. Takim, który ma zapewne wiele kobiet a mianowicie - bardzo małe piersi. Nigdy mi to jakoś nie przeszkadzało. Zawsze mówiłam sobie, że mam więcej do zaoferowania niż tylko biust. Kręciło się wokół mnie dużo adoratorów, więc tym bardziej żadnego kompleksu nigdy nie było. Ba, nawet przez dłuższy czas chodziłam w pokazach dla modelek! Tak sobie żyłam, aż poznałam swojego niesamowitego chłopaka.
Kiedy zaczęliśmy być razem i pierwszy raz doszło do ściągnięcia koszulki, myślałam, że spalę się ze wstydu. Nie potrafiłam skupić się na żadnej czynności, a w mojej głowie było tylko „masz małe cycki, zapewne nawet go nie podniecasz”. Chłopak za każdym razem widząc moje przejęcie próbował mnie uspokoić, tłumaczył, że jemu naprawdę podoba się mój biust, że nie powinnam mieć żadnych kompleksów, że jestem bardzo szczupła, więc jak mogę mieć coś tak dużego, przecież to nie pasowałoby do mojej sylwetki. Nigdy nie dał mi odczuć, że coś go odrzuca, bardzo mnie wspierał, nawet proponował, że kiedy będziemy się kochać, mogę zostawić stanik, bylebym tylko czuła się komfortowo, a jak bardziej przekonam się do siebie, to wtedy pomyślimy nad ściąganiem.
Czas mijał, nawet powoli zaczęłam się przyzwyczajać do tej myśli. Jednak potem oglądając film ze znajomymi na ekranie pojawiła się kobieta z naprawdę ładnym biustem. Widziałam, że się patrzy, w końcu nienormalna nie jestem i nie będę zakrywać mu oczu. Jednak od tego czasu cholernie boję się, że kiedyś pozna kobietę, która będzie wyglądała podobnie do mnie, zachowywała się podobnie, a do tego los zapewne obdarzy ją tym, czego nie mam ja. I zostanę sama.
To już zmienia się w obsesję. Myślę o tym codziennie. Kupuję drogą bieliznę, byleby tylko wynagrodzić mu swój brak. Mimo że życie łóżkowe mamy bardzo udane, nie potrafię się cieszyć tym wszystkim w 100%, bo zawsze gdzieś z tylu głowy są te cholerne cycki. Operacja nie wchodzi w grę. Bardzo cenię sobie naturalny wygląd, maluję się delikatnie, nie robię sobie sztucznych paznokci, rzęs, nie farbuję włosów, nie chodzę na solarium, więc gdzie mi tam kłaść się na stół. Jednak coś we mnie pękło i postanowiłam powiedzieć mu o możliwości zabiegu. Powiedział, że zgodzi się na operację tylko jeżeli zrobię to dla siebie, bo on jest zadowolony i nie chce nic zmieniać. Chłopak złoto, tylko ja dalej boję się, że zostawi mnie dla kogoś, kto jest bardziej kobiecy, to odbiera mi całą radość życia.
Sytuacja miała miejsce tydzień temu i nawet nie miałam zamiaru jej tu opisywać, ale muszę się komuś wygadać, a nawet znajomym nie chcę o tym mówić, bo takie to żenujące.
Wraz z mężem poszliśmy na obiad do szwagra. Wszystko niby OK, teściowa próbowała co prawda mi co jakiś czas dogryzać, ale ją ignorowałam. Kiedy już mojemu mężowi znudziło się siedzenie przy stole, położył się na podłodze, aby pobawić się z bratanicami. Ja w tym czasie wyszłam do WC. Gdy wróciłam, aż mnie zamurowało. Mój mąż leżał sobie dalej na podłodze, a moja teściowa siedziała na nim okrakiem i całowała go w usta! Nie z języczkiem, tylko takie cmok-cmok. Oczywiście mój mąż nie reagował. Miałam ochotę kopnąć go z całej siły, a ją wyszarpać za kudły, ale jedyne, co byłam w stanie zrobić w tym szoku, to tylko wrzasnąć "Co wy tu do jasnej cholery odpier...?!?!".
Jako że jestem w zaawansowanej ciąży, z tego wszystkiego dostałam silnych skurczy i skończyło się na wizycie w szpitalu, na szczęście jeszcze nie urodziłam. Jak wróciłam, wzięłam męża na rozmowę, jednakże on uważa, że nic złego się nie stało (jego rodzina pod względem wzajemnych relacji jest zdrowo pierd..., ale na opisanie wszystkiego nie starczy mi znaków). Dla mnie to wszystko jest chore. Mąż ma 39 lat, a takie rzeczy robi? Od tygodnia śpimy osobno, bo po prostu brzydzę się nim. Jak tylko się obok mnie kładzie, przed oczami mam TEN widok... Oczywiście wg męża jestem przewrażliwiona, bo w każdej NORMALNEJ rodzinie tak się właśnie robi:-/
Jestem już wolny, mam czyste konto i teoretycznie mogę żyć jak normalny człowiek. Poznajcie moją historię, jeśli chcecie.
Miałem 21 lat, złapałem Boga za nogi i żyłem w jednym z największych miast Polski. Studia, znajomi, dziewczyna, która będzie matką moich dzieci... Dobre relacje z rodziną, perspektywy na przyszłość. Miałem również przyjaciela od dzieciństwa, najlepszy człowiek na ziemi. Podstawówka, gimnazjum, liceum... Zawsze razem.
Trochę o mnie...
Jestem abstynentem, alkoholu spróbowałem i nigdy więcej nie chciałem go pić. Tak zwyczajnie. Na imprezach miałem miano Ogarniacza - ktoś za dużo wypił? Walił z tym problemem prosto do mnie, w tym stałym klientem był mój przyjaciel. Zabierałem takiej osobie co ważniejsze przedmioty, klucze, portfel czy telefon, oczywiście oddawałem jak wytrzeźwieli. Czasami pomagałem zajść do mieszkania albo wsadzić pijany łeb do taxi. Zazwyczaj były to zabawne historie. Do czasu...
Przyjaciel dał mi portfel, telefon, klucze i dosłownie wszystko co miał w kieszeni, wyjął jeszcze 50 zł i poszedł...
Ostatni raz widziałem wtedy jego twarz, uśmiechnięta i pogodną (fałszywą).
Impreza zaczęła mnie męczyć, więc wyszedłem na dwór, na papierosa (oj, jaki to ważny środek płatniczy...). Zapalam i spod ziemi wyrasta patrol policji... Standardowa kontrola, wyjmuję portfel, ale nie mój, więc chowam go i wyjmuję swój.
Policjanci podejrzliwie na to zareagowali i kazali wyjąć wszystko z kieszeni, byli poważni i stanowczy, wyjąłem wszystko.
W portfelu przyjaciela znaleźli tabletki extasy, marihuanę, troszkę koki i śladowe ilości innych narkotyków, do tego sporo gotówki i żadnych dokumentów.
Zostałem oskarżony i skazany za handel nielegalnymi substancjami. 3 lata więzienia, bez zawiasów (bez sensu życia...) .
Rodzina odwróciła się ode mnie, nie uwierzyli w to, że nie miałem z tym nic wspólnego, nawet moja matka.
3 lata spędziłem w zakładzie karnym, to co tam się działo to historia nie na anonimowe...
Przyjaciel nigdy mnie nie odwiedził, nigdy nie przeprosił, nie przyznał się...
Dziewczyna mówiła, że uwierzyła, ale po roku przestała mnie odwiedzać, później dowiedziałem się, że spotyka się z kimś nowym - nie dziwię się...
Nie ma morału, nie ma jakiegoś zwrotu akcji, nie wróciła do mnie tamta dziewczyna, sprawiedliwość nie dosięgła mojego przyjaciela....
Minął rok od wyjścia z pierdla, czuję się strasznie stary, wymęczony. Straciłem bezpowrotnie najpiękniejsze czasy młodości - studia, imprezy, Erasmus, wyjazdy do Stanów dla młodych studentów... Miłość...
Chciałem tylko w jakimś stopniu się wyżalić, bo w sumie to nie mam nikogo kto by tego chciał słuchać, a tutaj czuję, że pasuję i nikt nie wytknie mnie palcem.
Powiem Wam jak to jest z tym udawanym orgazmem u kobiet. A przynajmniej jak to było u mnie.
Zanim zaleje mnie fala hejtu powiem, że ja też należałam do grona potępiających takie zachowanie. Pewnie wtórowałabym wrednym komentarzom, oburzając się na takie okrutne kłamstwa. Jednak do rzeczy.
A. poznałam w wieku 23 lat. W tym czasie miałam na koncie już dwóch byłych partnerów seksualnych i masę godzin masturbacji. Wiedziałam w jaki sposób potrafię dojść. Zaczęliśmy ze sobą chodzić, po dwóch latach zamieszkaliśmy razem i sielanka trwała. No prawie sielanka. Nie mogłam dojść. Cholera, myślałam, że on nawet nie chce żebym doszła. Po roku zaczęłam tak naprawdę zauważać problem. Z początku tłumaczyłam sobie, że mogę się jeszcze krępować, że się blokuję. Starałam się potem dawać mu delikatne aluzje co by mi się podobało albo przedłużać grę wstępną. Dopiero potem porozmawiałam z nim otwarcie, ale delikatnie. Nie chciałam mieć przed nim tajemnic.
Był zrozpaczony. Popłakał się odrobinę, mówił, że jest beznadziejny. Próbowałam go podnieść na duchu, mówiąc, że jest dobrze ale potrzebuję troszkę więcej. Nadal był załamany. Z początku nie chciał się w ogóle ze mną kochać, a jak już zaczął to zawsze po skończonej robocie, pytał się niepewnie czy doszłam. Było mi okropnie przykro gdy musiałam powiedzieć, że nie. W końcu się złamałam gdy kolejny raz ze smutkiem w oczach mnie o to pytał, potwierdziłam.
Tak oto znalazłam się w błędnym kole, bo nie mogłam mu powiedzieć, że nagle nie dochodzę. To by go załamało. Trwałam więc w tym układzie, wysuwając raz po raz propozycję zmian. Na każde moje sugestie dotyczące wymyślnej gry wstępnej i nowych pozycji, reagował albo śmiechem albo oburzeniem. Według niego "wymyślałam", bo przecież skoro mi z nim dobrze, to on nie chce niczego zmieniać, czułby się skrępowany itp.
Nie wiedzieć czemu, czułam się winna i to nie z powodu udawania (za to winiłam się cały czas). Miałam wrażenie, że ranię go raz po raz ze względu na jakąś swoją fanaberię, taką jak orgazm. Mówiłam sobie, że związek to nie tylko seks i jestem okropna, potrzebując tego. Takie myślenie doprowadziło mnie do oszustwa.
Po roku udawania, przestałam. Robiłam to coraz rzadziej i rzadziej, aż w końcu w ogóle. I wiecie co odkryłam? Zauważył, ale nic a nic go to nie obchodziło. Nie zaproponował żadnej zmiany, nie wysilał się. Tak jakby tak miało być. Podejście typu: mówi się trudno.
Po kilkunastu moich namowach i prośbach, powiedziałam dość. Rozstaliśmy się. Czasami mam o to do siebie pretensje, bo był świetnym chłopakiem. Jednak wiem, że nie mogłabym żyć w związku, w którym facet nie dba o zaspokojenie kobiety albo ja nie jestem w stanie z nim dojść. Apelu nie będzie, choć liczę, że może moje wyznanie będzie dla kogoś przestrogą.
Niedawno wprowadziłem się do nowego mieszkania. Po cichu liczyłem na przywitanie w stylu amerykańskim, wiecie, sąsiadka przyniesie pyszną szarlotkę, sąsiad zaprosi na grilla. Niestety, powitanie miałem zgoła inne.
Po względnym rozpakowaniu moich tobołów, postanowiłem udać się na spacer. Otwieram drzwi, patrzę, a tam na wycieraczce leży sobie kupa zawinięta w foliowy worek. Do prezentu ktoś dołączył krótki, acz wymowny liścik: "Sprzątaj po swoim psie, ty męski narządzie rozrodczy" (wyzwisko zmienione). Myślę sobie, fakt, nie sprzątam po psie, głównie dlatego, że żadnego nie posiadam.
Kupę wyrzuciłem, a na tablicy ogłoszeń przy wejściu do bloku zamieściłem kartkę, żeby uświadomić anonimowego obrońcę czystości trawnika, że lokator z mieszkania nr. 666 nie ma psa.
Dzień później, na mojej kartce znalazła się odpowiedź: "sorry, pomyłka :)".
Co jak co, moje mieszkanie w tym bloku może być całkiem wesołe.
Dodaj anonimowe wyznanie