#svL6A

Słowem wstępu, mam psa i nie mam dziewczyny. Całkiem niedawno poznałem pewną niewiastę, rozmowa była naprawdę wciągająca, więc poziom poszedł w górę i zaprosiłem ją do domu. Mój pies to taka typowa przylepa, kiedy ja z kimś przychodzę do domu, to nie szczeka na tę osobę zupełnie. Kiedy ktoś obcy przyjdzie sam i zapuka, wtedy szczeka. Jako że przyszedłem razem z dziewczyną, od razu zobaczył w niej kumpelkę. Jest to typ, który będzie próbował zwrócić na siebie uwagę za wszelką cenę poprzez znoszenie wszystkiego co popadnie. Poczciwy dwuletni goldenek szukający miłości wszędzie gdzie się da, strasznie towarzyski i bardzo lubi ludzi, szczególnie tych, których przyprowadzam sam do domu. To taka kochana futrzasta kuleczka. Sposób na niego jest taki, by po prostu obejrzeć to co przynosi, wziąć do ręki, a jego samego pogłaskać. Spektakl się kończy, od tej pory będzie przychodził tylko po randomowe mizianko za uchem, lub by pokazać "patrz, mam kapeć w zębach, spoko, nie?".

Trzecia wizyta mojej nowej koleżanki w domu, pies jakby nieobecny, snuje się po domu, nawet nie podejdzie. Dziwne rzeczy, bo do mnie samego się tuli standardowo, włazi na kanapę, głowę kładzie na kolana, a teraz nie ma psa, nawet żadną piłką po domu się nie bawi, z szelkami w zębach nie biega.

Wyszedłem na chwilę do łazienki, a z kuchni słyszę jakieś syki i skamlanie. Po cichu wyjrzałem, a tam moja nowa koleżanka psa mi widelcem odgania i go dźga...
Na moje dość agresywne pytanie co ona sobie wyobraża, odpowiada mi, że już ma dość tego śliniącego się mopa, który ciągle tylko przyłazi i gryzie za ręce (ten pies nigdy nikogo nie ugryzł, sąsiad by się nie bał mu wsadzić do pyska przewodów hamulcowych od Passata), ma dość, że ciągle za nią łazi, znosi kapcie i śmierdzi. Że nie chce więcej mieć kontaktu z tym psem.


Życzenie spełniłem, rzekłbym, natychmiast. Grzecznie wziąłem ją pod rękę i wyprosiłem za drzwi.

Nikt nie będzie krzywdził mojego psa.

#sBMvi

Od dziecka interesują mnie szachy, nauczyłem się zasad w wieku 12 lat i gram już ponad 16, rozegrałem tysiące partii na turniejach, w internecie czy ze znajomymi, przeczytałem setki książek i oglądnąłem setki filmów o tej tematyce.

Mam jednak młodszego o 4 lata brata, który niestety (albo i stety) ma autyzm. Skubaniec od jakiegoś roku grywa ze mną partyjki i o ile na początku ogrywałem go jak chciałem, tak dzisiaj często się zdarza, że to on mnie ogrywa widząc takie kombinacje, których ja nie dostrzegam (analizując na komputerze nasze partie dowiaduję się, że rzadko popełnia on błędy i często robi najlepszy ruch pozycji).

Trochę mnie to wku*wia i trochę mi wstyd, że ktoś kto ma zero przygotowania teoretycznego i nie zna debiutów, pułapek, zagrań itd. ogrywa mnie jak dziada po zaledwie roku gry. Przyznam się szczerze, że mam ból dupy, ale i zarazem cieszę się, że to mój brat i że mam z kim trenować. Muszę przyznać, że autyzm to dość interesująca choroba.

#w8mEF

Mam w telefonie funkcję rozpoznawania twarzy. Działa to na tej zasadzie, że telefon odblokowuje się, gdy rozpozna moją twarz. Uruchomiłam to kilka dni temu i do wczoraj działało bez zarzutu.
Wczoraj próbowałam trzy razy, ale telefon nie rozpoznał mojej twarzy. Nie miałam makijażu.

#XJcMx

Moja dziewczyna jest nieśmiała i skromna. Zawsze mi się to w niej podobało, że nie jest jedną z tych nadętych i zmanierowanych lasek. Przejawia się to też w jej ubiorze – wiecie, chodzi w szarych swetrach i za dużych jeansach, nie lubi odsłaniać ciała ani mocno się malować.
Ostatnio wybieraliśmy się na wakacje do Chorwacji i namówiłem Ankę, by kupiła sobie bikini. Tak, musiałem ją NAMAWIAĆ na kostium kąpielowy, bo znając moją dziewczynę, wyszłaby na plażę w jakimś kombinezonie odsłaniającym nogi od kolan – serio, tak już było, że zakrywała się jak muzułmanka w trzydziestostopniowy upał. Tym razem dała się namówić na goliznę.
No i teraz żałuję. Nie wiem co mi strzeliło do głowy.

Cały pobyt minął mi na odganianiu adoratorów – i to bardzo łagodne określenie. Jeden chłopak usiadł koło nas i grał dla niej miłosne piosenki na gitarze. Inny przyniósł jej jakąś bransoletkę z muszelek i prosił o rękę, rozumiecie? Nie wytrzymałem i pobiłem się z trzecim – gość przyczepił się do nas w barze i zaczął rzucać do Ani seksualne podteksty – tego już było za wiele. W efekcie wyrzucili nas z hotelu i… po wakacjach - wróciliśmy do domu o dwa dni szybciej niż planowaliśmy.
Nie wiem jak inni faceci to robią, ale ja nie wytrzymuję, gdy każdy gapi się na moją dziewczynę i do niej zagaduje. Doszedłem więc do wniosku, że jednak lepiej, by nosiła te swoje chusty i kombinezony.

#f28qw

Jestem lesbijką.
Jestem też praktykującą katoliczką, razem z moją ukochaną.
Zazwyczaj kiedy ludzie się o tym dowiadują, to jest szok i niedowierzanie. No cóż...

Przyjechałyśmy z A do naszego rodzinnego miasta. Moja wierząca rodzina na początku miała małe trudności z zaakceptowaniem naszego związku, ale że bliźniego trzeba szanować, a córkę kochać, to po czasie wszystko było w porządku. Wszyscy razem udaliśmy się na niedzielną mszę do małego kościoła. Proboszcz stary, trochę gderliwy, ale wszystkich znał, w tym i moją rodzinę. Kiedy mieliśmy przekraczać próg kościelnych bram, na naszej drodze stanęła babuszka lat na oko 70+.

Oznajmiła, że nas nie wpuści, bo nie mamy prawa zbezczeszczać Domu Bożego i mamy iść się wyspowiadać.
(Była to stara koleżanka naszej babci, która nie tolerowała naszego związku i razem nastawiały wszystkich przeciwko naszej rodzinie). No przyznam, że ja, A, matka, ojciec i siostra w szoku i stoimy tak jak te słupy, no bo co?
Kłócić się nie lubię, a babci nie wezmę i nie przestawię. Jestem tchórzem i nienawidzę takich konfrontacji.

Nagle z plebanii wychodzi proboszcz. I tak sobie trochę postał, troszkę podsłuchał, że tacy jak my jesteśmy chorzy i opętani i przynoszę wstyd mojej rodzinie. A takie jak ja to do jakiejś izolatki wrzucić. Tata zwrócił kobiecie uwagę, że trochę się zagalopowała, ale ona nagle zaczęła nas wyzywać i się z nami przepychać. Kilka starszych osób się tylko przyglądało.
Dziadziuś w sutannie podchodzi do staruszki, chwyta ją za ramię i mówi:
- Szanowna pani Xińska, Dom Boży jest otwarty dla wszystkich owieczek,
miłość ma ludzi łączyć, a nie dzielić. Nie pamięta pani, co jest zapisane w Piśmie Świętym?

Babcia odeszła z oczami jak 5 złotych i czerwona z wściekłości, a my dalej w szoku.

Myślałam, że proboszcz weźmie stronę tej kobiety, szczególnie że jest starszy i jest księdzem.
Ksiądz zaprosił nas do kościoła, a my po mszy zaprosiliśmy go na obiad.
Fajnie, że są jeszcze tacy dobrzy i mądrzy ludzie, którzy nie podlegają stereotypom.

#qKFJn

Każdy ma jakieś lęki. Niektórzy boją się pająków, klaunów, własnego cienia, ale mój lęk jest hmmm... Nie spotkałam nigdy osoby, która tak samo, jak ja boi się wind.
Teraz pewnie myślicie: "Bujda, dużo osób cyka się tych pudeł!"

Owszem boję się, że winda się zatrzyma i zacznie spadać, ale jeszcze bardziej, boję się, że zacznie jechać w nieskończoność do góry.
Często śnią mi się takie sny, gdzie wsiadam do windy i nie mogę z niej wyjść, mimo że już przejechała ostatnie piętro w moim bloku. Budzę się przerażona. Wiem, że to fizycznie niemożliwe, aby winda jechała i jechała sobie w górę, ale po prostu... To takie niepokojące.
Nikt nie wie o tym lęku, oprócz was kochani Anonimowi.

#fPCXs

Kiedy chodziłam do wczesnej podstawówki, w mojej rodzinie się nie przelewało - były dni, że ledwo starczyło nam na chleb, mleko. Jednocześnie czasami dostawałam od dziadków, cioć i wujków jakieś niewielkie pieniądze, gdy nas odwiedzali. Wszystkie odkładałam do skarbonki, jednak widząc, jak rodzice codziennie się trudzili by było co włożyć do gara, chciałam im jakoś pomóc.

I tak co jakiś czas, gdy mama i tata nie patrzyli, podrzucałam im drobne do portfela, do kieszeni w ciuchach, lub po prostu chowałam w szufladach. Nie żałuję, zawsze miło było zobaczyć chociaż przez chwilę ulgę, a nawet uśmiechy na ich twarzach, kiedy je znajdywali.

Dzisiaj jestem już nastolatką, a nasza sytuacja jest już o wiele lepsza, jednak mimo to nadal zdarza mi się chować małe pieniądze po domu.

#Vl7zP

Od zawsze lepiej niż z dziewczynami dogadywałam się z facetami. Już wiele razy zraziłam się do dziewczyn... Te obgadywanie, nastawianie całej grupy przeciwko i co najbardziej mnie zawsze bolało - brak rozwiązywania problemów twarzą w twarz (no chyba, że tryb "kłótnia na dzień dobry" można nazwać takim sposobem).

A w męskim gronie... Czułam się jakoś inaczej, taka bardziej równa, nie wstydziłam się powiedzieć głośno czegoś głupiego, bo wiedziałam, że nawet jeśli wszyscy wybuchną śmiechem, to za kilka sekund nie będą tego pamiętać. Lubiłam te męskie spotkania pełne energii i żartów, lubiłam też tą męską lojalność w przyjaźni. I choć nie jestem chłopczycą, to wśród moich kolegów czułam, że mogę być naprawdę sobą. No i takim sposobem wszystkimi moimi znajomymi stali się mężczyźni.

No i tak sobie żyłam szczęśliwa, aż pewnego pięknego dnia poznałam chłopaka, do którego moje serce zabiło szybciej. Zagadałam, szybko znaleźliśmy wspólny język, on też do mnie coś poczuł. Także zaczęliśmy się spotykać. I tutaj pojawia się mój obecny problem, otóż moi dotychczasowi przyjaciele, odkąd dowiedzieli się, że jestem w związku, zaczęli podchodzić do mnie z jakąś rezerwą. I choć pozornie wszystko jest tak samo, to jednak rozmowy kleją się nam mniej niż kiedyś. Nie śmiejemy się tak jak dawniej z wszystkiego i z niczego. Coraz częściej mam takie sytuacje, że gdy nikt z naszej grupy nie może wyjść na miasto tylko ja i jeden z moich kolegów, to choć wcześniej normalnie wychodziliśmy na jedno albo dwa piwa o tyle teraz słyszę, że jeszcze mój chłopak będzie zazdrosny i inne takie teksty. Stąd coraz rzadziej się z nimi spotykam, a problem naszego kontaktu znika jedynie wtedy gdy gramy. Nie jestem do końca pewna co robić w takiej sytuacji...

Dodam tylko, że mój chłopak nie chce ich poznawać, ale nie zabrania mi się z nikim spotykać, w końcu sam też ma wiele przyjaciół.

#FxTYm

Krótko i na temat.
Jakieś 6 lat dorabiałem sobie kawałek górnej jedynki (zęba) za pomocą waty od patyczków higienicznych oraz kleju super glue.
Formowałem tę watę na zębie i zalewałem ją klejem, aż twardniała.
Pilnikiem piłowałem tę zaschnięta watę z klejem, by nadać odpowiedni kształt.
Robiłem to dość często, gdyż szybko moje dzieło odpadało od zęba.

PS. Od 3 lat mam już koronki i problem z głowy.
PS 2. Zapytacie dlaczego nie poszedłem do dentysty?
Nie z powodu braku funduszy, nie z powodu strachu, tylko z powodu wstydu, że tak zaniedbałem zęby.

#zcWpK

Historia koleżanki (K), a właściwie... jej kota. Dodana za zgodą obojga ;)

Kot trafił do K od naszej wspólnej znajomej, która wyjeżdżała do pracy za granicę. K mieszka sama, jest trenerem sztuk walki - co ma znaczenie w naszej opowieści - i bardzo kocha zwierzęta. Jakiś czas temu zmarł jej ukochany pies, więc po telefonie od znajomej od razu zdecydowała na tak.

Ponieważ K wyjeżdżała na jakieś zawody, zaproponowała znajomej odbiór kota w kolejnym tygodniu. Nie, już, teraz, koniecznie teraz. Niestety, K nie mogła wyjazdu przełożyć, więc ze smutkiem zrezygnowała.
Na początku następnego tygodnia K dostaje telefon od znajomej: kot w schronisku, jeśli chce, może przyjechać, ale za kolejny tydzień lub dwa. Hm... dziwne. Zapytana, dlaczego, znajoma szybko skończyła rozmowę, wymigując się pobytem na lotnisku i w ogóle, zaraz samolot odleci. No okej.

K podjechała do schroniska. Poinformowała pracowników, o jakiego stworka chodzi. Zastała... zszokowaną kupkę nieszczęścia po operacji. Pracownik poinformował, że kot został zapakowany w worek i wrzucony prosto pod samochód na ruchliwą ulicę. Na szczęście "jedynie" go poturbowało, a właściciel samochodu odwiózł kota najpierw do weta, a potem do schroniska. Po chipie zidentyfikowali właścicielkę - znajomą K. Wezwana, stwierdziła, że kot jej uciekł i długo go szukała, jakie to szczęście, że się znalazł, w sumie to nic mu nie jest, a ona i tak wyjeżdża, więc go tu zostawi, zna kogoś, kto się po niego zgłosi... Nie było bezpośrednich dowodów na udział znajomej K w wypadku kota, kierowca nie widział sprawcy.

K zalała krew. Jej zdaniem znajoma, woląc szybciej pozbyć się problemu z kotem niż czekać na K, wymyśliła taki oto sprytny sposób... ale nie pykło, bo kot wykorzystał widać jedno ze swoich dziewięciu żyć, a resztę trzyma w zapasie.
K wzięła tę zestresowaną bidę. Do tej pory kot bardzo boi się ludzi (prócz K) i głośniejszych dźwięków. Ma bardzo smutne, przerażone oczy.
K poczekała, aż znajoma zjedzie na urlop do Polski. Pojechała się z nią spotkać... i spuściła jej, za przeproszeniem szanownych, tak niewąski wp...ol, że dziunia chyba do końca życia nie spojrzy już na żadne zwierzę...
A jaki jest mój udział w tej historii?
Z prawdziwą przyjemnością zawiozłam ją na to spotkanie.
Dodaj anonimowe wyznanie