#0hCC8

Ot, historia z wesela (nie mojego). Będzie krótko, bo nie ma się tu nad czym rozwodzić. Mam 16 lat i mam trzydziestoletniego wujka. Na weselu, jak to na weselu spotykamy się z rodziną bliższą lub dalszą. Rozmawiałam sobie z wujkiem, on wyszedł na zewnątrz na papierosa, a moja babcia kontrolująca DOSŁOWNIE wszystko i wszystkich zobaczyła, że wychodzę z wujaszkiem i osądziła mnie o... uwaga... seks z nim. Tak, dobrze czytacie, od tamtego momentu jestem panną lekkich obyczajów, która poszła z żonatym wujem starszym od siebie o połowę.

P.S. Rozwiewając wszelkie wątpliwości - nie należę do typowych Karyn czy jakiś innych, wręcz przeciwnie - jestem bardzo poważna i poukładana jak na swój wiek, więc nie wiem skąd babcia miała takie przypuszczenia. ;)

#ls7UX

Trochę o ludziach, co to lubią w nie swoje narządy zaglądać:

Posiadam zestaw chromosomów kończący się XX, a co za tym idzie i pełen zestaw odpowiednich narządów rozrodczych. Tak się złożyło, że nadszedł czas, kiedy to znajomi czują, że nadszedł już ten czas i zakładają rodziny.

A ja? Patrzę z przerażeniem na rosnący brzuch mojej koleżanki i boję się myśleć, że mnie może spotkać to samo. Chciałam poddać się zabiegowi sterylizacji aby mieć pewność, że mnie to nie spotka. Okazuje się, że jeśli nie mam nowotworu/możliwość ciąży nie jest dla mnie zagrożeniem/nie posiadam wrodzonej wady genetycznej uniemożliwiającej mi zajście w ciążę (co trochę może zachodzić na cel zabiegu), to z prawnego punktu widzenia przeprowadzenie sterylizacji jest karalne. Jest to co najmniej śmieszne, ponieważ leczę się psychiatrycznie, a ciąża oznaczałaby zrezygnowanie z leków, nawroty psychozy i ciężkich stanów depresyjnych.

Ale hej! Jak jesteś zdrowa na ciele i świadomie nie chcesz zmuszać siebie na nawrotu choroby, a jednak lubisz bliskość z partnerem, to wypad z kraju! Bądź odpowiedzialną osobą gdzie indziej! Są też inne możliwości: kup tabletki wczesnoporonne, bo nie ma to jak ingerencja w swój organizm bez nadzoru specjalisty; w takim razie nie uprawiaj seksu (bo przecież nic nie wolno robić dla przyjemności, prawda?)

Chcę dzieci, zdecydowaliśmy, że jak ustabilizuje się moja sytuacja, to podejmiemy kroki w kierunku adopcji. Nie zależy mi za to na przekazaniu moich okropnych genów, ponieważ dosyć popularna jest w mojej rodzinie śmierć z powodu nowotworu (o ironio nie tego, który mógłby mnie zakwalifikować do zabiegu) u żeńskiej części rodziny.

PS. Nie byłoby problemu, gdyby istniała stuprocentowa pewność antykoncepcji (nawet najnowszy implant ma 99,95% skuteczności, a dla mnie każdy promil niepewności skutkuje nerwami).

PS 2. Dopóki biorę leki i uczęszczam na terapie jest dobrze, funkcjonuję jak przeciętny człowiek, ale nawet tydzień bez nich skutkuje psychicznymi 'zjazdami', nad którymi nie da się zapanować, więc nie ma nawet co mówić o dziewięciu miesiącach.

#swdjA

Moja mama jest fanką Beaty Kozidrak, odkąd pamiętam. Od zawsze u nas w domu były płyty Bajmu, na jednej była piosenka "Noc po ciężkim dniu". Całe dzieciństwo byłam przekonana, że w pierwszej zwrotce Beata śpiewa: "Jest noc po ciężkim dniu i chłód, DEALER BÓL".

Byłam pod wielkim wrażeniem kunsztu autora tekstu, tłumaczyłam sobie, że w życiu dorosłych niestety często to ból rozdaje karty.
W wieku 20 paru lat natrafiłam na tekst tej piosenki w internecie. Do dziś boli mnie serce, że Beata śpiewa tam po prostu LIVERPOOL...

#befmg

Będę teraz szczera z liczbami i ze światem... ale przede wszystkim sama ze sobą. Poza tym mam ochotę dać niektórym do zrozumienia, że zachowują się jak idioci.

Odkąd pamiętam byłam grubiutka. Pulchne dziecko, pulchna nastolatka, dziś dorosła, gruba kobieta. Rozwalony metabolizm, swego czasu kochana babcia, jakieś tabletki na alergię z nieprzyjemnymi skutkami ubocznymi - powodów mojej otyłości jest wiele.

Dziś mam 180cm wzrostu i ważę 140kg. Wiem, że mam straszny problem, z którym muszę sobie poradzić. Wiem, jakie niesie to ze sobą konsekwencje zdrowotne. Wiem o wszystkim, o czym ludzie z takim zapałem pouczają w internecie na każdym kroku, gdy ktokolwiek przyzna się do otyłości. Szczególnie tak skrajnej jak moja.

Wbrew pozorom nie wylewam się z łóżka z obu stron, bo jestem dość "zbita". Nie widać po mnie mojej wagi. Lubię sport - ale muszę na siebie uważać, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Uwielbiam pływać. Nie przepadam za fastfoodem czy napojami słodzonymi i nie jadam tłusto, jak większość sobie wyobraża. Ostatnio pilnuję się, by nie jeść też zbyt wiele cukru samego w sobie. Edukuję się w zdrowym żywieniu, powoli zmieniam nastawienie, zaczynam o siebie walczyć. Zarówno dla mojego zdrowia, jak i faktu, że nie chcę całe życie być sama. Umówmy się, w takim stanie ciężko być atrakcyjnym dla płci przeciwnej. ^^

Jednak istnieją ludzie, którzy palą mój zapał na starcie i doprowadzają niemalże do szewskiej pasji. Głównie wewnętrznej, bo jestem zbyt nieśmiała, żeby się odgryźć. Dlatego robię to tutaj. O dziwo - jestem człowiekiem! Tak, pod tą wielką warstwą tłuszczu też kryje się kochające serce i kilka innych ciekawych organów. Moje sadełko nie chroni mnie przed wyzwiskami, nie sprawia też, że łagodniej znoszę wymowne szepty, rozmowy za plecami czy obelgi prosto w twarz, gdy idę z przyjaciółmi zjeść obiad w knajpie.

Ja wiem co leży w moim interesie, żeby nie zejść na zawał przed trzydziestką. Doceniam wszelkie objawy troski o mnie. Wiem, że jestem chora i muszę wyzdrowieć. Ale całkiem sporo obcych (!) mi ludzi myśli, że w ich interesie leży obrażanie mnie tylko dlatego, że jestem gruba. Naprawdę, zdarzało mi się słyszeć nieprzyjemne słowa od losowej persony na ulicy. Ot tak, bez mrugnięcia okiem.

Błagam, zastanówcie się dwa razy, zanim ocenicie kogoś po wyglądzie. Nie znacie jego historii. Nie wiecie jaką jest osobą, ani co doprowadziło go to takiego stanu. Co daje wam prawo do maltretowania go psychicznie? Szczególnie, że taki ktosiek - uwierzcie mi - może się okazać wspaniałą osobą, kochającą, wrażliwą, z ciekawymi zainteresowaniami.

Ja niekoniecznie - ja jestem wredotą ^^. Ale zostawiam was z tą myślą i cichą nadzieją, że gdy spotkacie na ulicy osobę grubą, czarnoskórą, wytatuowaną czy jakąkolwiek inną - pomyślicie po prostu: człowiek.

I pójdziecie w swoją stronę.

#530Xp

Dziewczyna zerwała ze mną niczym istny Makiawelli związków i miłości.

Kiedy widziałem się z nią przelotnie wczoraj, chciałem umówić się na spacerek. Powiedziała, że napisze mi potem SMS - a, normalna sprawa, spieszyła się.

Trzy godziny później dostałem SMS - a o treści "sprawdź Facebooka".

Tam cudna i kwiecista wiadomość o tym, że ze mną zrywa, bo jej się znudziłem.

Tak, dziewczyna rzuciła mnie przez fb, a co gorsze, już dwa dni później widziałem ją na mieście obściskującą się i całującą z moim już byłym przyjacielem.

C'est la vie...

#SqIVX

Mam własną, nieduża kwiaciarnię.
Jakieś 200 m od mojego lokalu jest spora Biedronka. Czasem robię tam zakupy przed pracą. Ostatnio zauważyłam, że pod tą Biedronką siedzi na skrzynce starsza pani i sprzedaje kwiatki. Zrobiło mi się jej żal, ale to by tłumaczyło, dlaczego od paru dni moje utargi są mniejsze niż zazwyczaj. Zapytałam jej po ile ma mały bukiecik różyczek. Odpowiedziała, że po 10 zł. To bardzo konkurencyjna cena, bo u mnie kosztują tyle dwie małe różyczki, a nie bukiecik.

Poszłam do pracy. Po chwili przyjechał mój mąż i opowiedziałam mu co widziałam. Postanowiliśmy zadzwonić na straż miejską.
Mąż został w lokalu, a ja poszłam patrzeć na interwencję.
Płacz, lament babci. Przechodnie, którzy stawiali pomiędzy strażnikami a kobietą. Zrobiła się taka afera, że aż ochroniarz z Biedronki wyszedł. Wszyscy stanęli po stronie babulki, a ja szybko się zmyłam, żeby nie wyszło, że to moja sprawka.

Było mi jej żal, ale z drugiej strony... Ja aby sprzedawać kwiaty muszę zapłacić za lokal, odprowadzać ZUS, podatki itd. Przez to właśnie ceny kwiatów są wyższe niż u takiej babulinki sprzed sklepu. Przykro mi, że pani jest w takiej sytuacji, ale czemu nikt nie pomyśli, że przez tę kobietę ja nie będę miała za co zapłacić kredytu hipotecznego i wyżywić moje dzieci?

Pracuję od poniedziałku do niedzieli. Czasem pomaga mi mąż, ale ma też drugą pracę, bo inaczej by nas nie było stać na kredyt. Czemu o nas nikt nie myśli?

#8DrKi

Jestem pracownicą w sklepie sieci "Rossmann". Najczęściej zdarza mi się stać i być tą panią do porad przy kosmetykach. Przez to, że często tam stoję, zdarzają mi się różne sytuacje, ale dzisiejszego zajścia chyba nigdy nie zapomnę

Przyszedł dzisiaj do sklepu mężczyzna. Od razu rzucił mi się w oczy, ponieważ był ubrany w bardzo jaskrawy dres. Bez zarzutów mogę go nazwać typowym osiedlowym Sebą :)
Ale po pewnym czasie tylko na niego zwracałam uwagę, ponieważ chodził tam i z powrotem. Ewidentnie czegoś szukał. Więc jak to te wszystkie panie "doradczyni" mają w zwyczaju, zapytałam, czy mogę w czymś pomóc.
Na co uzyskałam odpowiedź:

- Wie pani, gdzie mogę znaleźć żel do mycia mordy?

Padłam :D
Dodaj anonimowe wyznanie