#O7OQR

Od kilku miesięcy nadużywam środków przeczyszczających. Miał to być sposób na schudnięcie, ale wiadomo przecież, że wchłanianie kalorii odbywa się nie w jelicie grubym, a w żołądku. Nie bałam się, że przytyję przez to, że nie będę ich brała, ale zmagałam się przed tym zanim zaczęłam brać to ohydztwo z prawdziwymi zaparciami.

Może nikt mnie nie zrozumie, ale lubiłam się czuć lekko, kiedy "nie miałam nic w środku". I tak się zaczęło. Wczoraj wzięłam jedną tabletkę za dużo. Dzisiaj obudziłam się o czwartej nad ranem z ogromnym bólem brzucha skłaniającym do odwiedzenia toalety. Z sedesu nie mogłam zejść przez pół godziny. Wreszcie mi się udało. Po 5 minutach od dotarcia na łóżko znowu poczułam potrzebę. Kiedy usiadłam już w łazience, myślałam, że to już koniec. Nie miałam nawet siły się podetrzeć. Kiedy już przesiedziałam te dwadzieścia minut wypróżniając się, wstałam. Wszystko widziałam jak przez czarną mgłę. Żeby z łazienki dotrzeć do swojego łóżka musiałam trzymać się ścian po drodze. Za chwilę upadłam na to łóżko, nie wiedząc co się dzieje, i czy jak usnę to czy jeszcze się obudzę. Czoło miałam oblane zimnym potem. Czułam się, jakbym przedawkowała narkotyki. To było około godziny piątej rano, po całych rewolucjach jelitowych. Jeszcze nigdy nie czułam takiego bólu.

Piszę to wyzwanie, aby ostrzec głównie dziewczyny. U mnie nie chodzi już o samo odchudzanie, ale o satysfakcję psychiczną brania tych środków. Mam nadzieję, że wiele osób, którzy przeczytają moje wyznanie zrozumieją mnie i także mam nadzieję, że nie jestem z tym sama. Jeśli ktoś zmaga się z tym samym proszę o komentarze, chcę wiedzieć, że nie tylko ja mam taki problem.

#wlNSm

Ironia losu.

Niedawno rozstałam się z moim narzeczonym. Powodów było kilka, jeden z nich - absolutnie nie mogłam z nim spać, zasnąć. Tabletki pomagały jakiś czas, ale nie chciałam brać coraz większych dawek. Męczyliśmy się oboje i niewyspani często kłóciliśmy się o błahostki po wstaniu nad ranem. Wypróbowałam chyba wszystkiego, łącznie z psychiatrą i terapią, nie proszę tu o rady na spanie.

Jednak od rozstania z nim przesypiam niemal całe noce. Szybko zasypiam i często budzę się dopiero rano, zamiast wybudzać co godzinę i patrzeć w sufit. Jak to możliwe? Codziennie, zwłaszcza wieczorem płaczę, wręcz wyję z tęsknoty za nim. Tak mnie to widać męczy, że organizm potrzebuje mocnego snu. Wcześniej w ciągu dnia starałam się uprawiać dużo sportu, czytać, rozwiązywać zadania matematyczne i logiczne, aby zmęczyć i głowę i ciało. Żadnego efektu. Tak samo po dniu spędzonym na nicnierobieniu.

Jestem 'pod wrażeniem', że mój własny mózg robi mi coś takiego. Dodatkowo CO NOC śnię o moim byłym. O ironio. To chyba największa autotortura, jakiej kiedykolwiek byłam 'poddana'. Jestem totalnie zdruzgotana.

#hgLFP

Dostałam kiedyś awans. Co w tym anonimowego? Już piszę.

Pewnego dnia w pracy odbieram telefon. Po drugiej stronie słuchawki kobieta - przedstawiła się, poinformowała, że jest z jednej z konkurencyjnych firm, znają moje projekty i widzieliby mnie u siebie w firmie. Odpowiedziałam, że nie jestem zainteresowana zmianą pracy i szybko zakończyłam rozmowę.

Kilka dni później u szefa dowiedziałam się, że rozważali kilka osób do awansu i ponieważ umiejętności i doświadczenie były bardzo podobne, to postanowili, że zdecyduje "wierność" firmie. Osoba, która dzwoniła do pracowników była podstawiona. Ja jako jedyna nawet nie rozpoczęłam negocjacji. Dostałam awans, sporą podwyżkę i własny pokój.

I nikt nigdy nie dowiedział się, że nie zaczęłam negocjować tylko dlatego, że miałam już wstępnie umówioną pracę w innej firmie - chciałam jak najszybciej pokończyć wszystko, czym się w danym momencie zajmowałam, żeby nic nie zostawić jak odejdę i tylko dlatego nie wdałam się w dyskusję z tą kobietą.

PS Teraz mam już swoją działalność, ale jeśli ktoś z moich byłych szefów to czyta i kojarzy sytuację, to pozdrawiam.

#rVmAT

Pochodzę z katolickiej rodziny, gdzie wszystko, co nie jest zgodne z tym, co powie ksiądz z ambony jest GRZECHEM. Chcę zamieszkać z chłopakiem - GRZECH, WSTYD, HAŃBA dla rodziny. Tabletki antykoncepcyjne? GRZECH, WSTYD, HAŃBA dla rodziny. Rodzice nie pomogą w przeprowadzce do mieszkania chłopaka, bo "przyczyniają się do grzechu". Co niedzielę pada pytanie, czy byłam na mszy...

Generalnie jakiekolwiek wybory choćby graniczące z przyjętym w mojej rodzinie modelem są powodem do awantury, wrzasków i płaczu matki. Nie, nie mam 17 lat i nie mieszkam pod ich dachem, nie jestem na ich utrzymaniu. Rodzice mimo tego uznają, że mają święte (sic!) prawo mówienia mi, jak powinnam układać swoje życie. Mimo że dobijam 30.

#JdOGP

Kilka lat temu wyznałem miłość pewnej dziewczynie, ale dostałem kosza. Powodem było to, że widzi we mnie jedynie przyjaciela i nie chce się umawiać z przyjacielem.

Dziś na imprezie, pijana, wyznała mi prawdziwy powód odtrącenia mnie. Okazało się, że nie chciała być moją dziewczyną, bo jestem "niepijący"...

#TayuA

Jestem na profilu biologiczno-chemicznym i bardzo chciałbym iść w przyszłości na medycynę, ale wszyscy moi znajomi traktują mnie jakbym już dawno ją skończył. Co chwila pytają się jakich leków na co użyć, jakie schorzenia jak leczyć, a jak coś im się dzieje, lub chorują to od razu do mnie...

Ostatnio jedna koleżanka przesadziła. Przyprowadziła do mnie swojego chłopaka i kazała wyleczyć go z wnętrostwa jakimś chirurgicznym zabiegiem...

Oczywiście zabiegu nie przeprowadziłem, ale i tak masakra, że dostaję takie prośby.

#uxA2Y

Kiedy byłam mała, kochałam jeść ketchup. Była to moja pierwsza prawdziwa miłość. Jadłam to do wszystkiego, co było niezjadalne nagle stawało się pyszne za sprawą ketchupu. Dodawałam go nawet do jabłka jak rodzice nie patrzyli oczywiście.

Więc pewnego pięknego dnia wymyśliłam sobie, że jak będę starsza wynajdę zupę ketchupową! Zarobię miliony i będę najszczęśliwsza na świecie. Chwaliłam się tym pomysłem całej rodzinie, wszyscy się śmiali, ale ja byłam z siebie dumna, bo przecież nie wierzyli w moje możliwości. Wszystko było wspaniale do momentu, w którym mój straszy brat powiedział mi, że istnieje już taka zupa - pomidorowa...

#Uccy6

Rok temu zaczęłam pracę w większej firmie. Na początku było spoko, po 3 miesiącach zostałam przeniesiona. Tam nowe kierowniczki i współpracownice.

Przez pierwsze miesiące było ok, jedyny problem to grafik bo pracowałam tylko na drugie zmiany. Po paru miesiącach zaczęło mnie to denerwować. Wiecie zatrudniałam, że na dwie zmiany i czasem po prostu popołudniu też bym gdzieś chciała wyjść, spędzić czas z rodziną, a nie od poniedziałku do soboty do 23 w pracy.
Okazało się, że jedna dziewczyna (roboczo Ewelina) pracuje tylko na rano.
Odezwałam, że mi się to nie podoba i tu był mój błąd.

Ewelina zaczęła mieć do mnie problem. Na początku było niewinnie, to mnie popędzała, bo za wolna, każdy błąd wytykała, rozkazywała mi co mam zrobić, jak zrobić. Taka moja kolejna "kierowniczka".

Poszłam do przełożonej, znowu z grafikiem (z pierdołą, że jednego dnia co chciałam nie dostałam wolnego) i z tym jak Ewelina się do mnie odnosi. Dowiedziałam się, że z grafikiem jestem roszczeniowa i problematyczna, a Ewelina dobrze robi.

No ok, w tym momencie koleżanka czuje się jeszcze bardziej bezkarna i zaczyna działać mocniej, plotki, fałszywe oskarżenia, poniżanie, wyrywanie mi rzeczy z ręki, bo ona to zrobi lepiej. Parę razy zmacała mnie po piersiach, bo mogła. Jak coś zrobiła źle, to do przełożonej, że to ja. Ta oczywiście jej wierzyła i ja dostawałam ochrzan za nią.

Poszłam z tym do drugiej kierowniczki, ta, że widzi i wie, że nie tylko ja się na nią skarżę, że z nią pogada. Tak pogadała, ze Ewelina nic sobie z tego nie zrobiła.

Myślałam, że problemy się rozwiążą jak Ewelinę przeniosą. Ta w płacz i do kierownika zakładu oraz dyrektora, że ona nie chce. Trzy dni lamentu więc została.
Po tym wydarzeniu widząc, że ma poparcie wyżej, już wcale się nie ograniczała.
Jeśli miałam poranne zmiany to tylko z nią i przełożoną, co ją głaszcze po włoskach.
Inne współpracownice się nie odezw,ą bo to konflikt między mną a Eweliną i one nie chcą z nią problemów.

Schudłam sporo, nabawiłam się nerwicy, problemów ze snem. W końcu się załamałam i wylądowałam na L4. Byłam wrakiem

Ale kiedyś trzeba wrócić, więc wróciłam. Po 2 tygodniach pracy zostało mi wręczone wypowiedzenie. Po moich prośbach powiedzieli mi ukradkowo powód, bo miałam konflikt z Eweliną i moją przełożoną. (Ogólnie powiedzieli mi, że nie muszą mi nic mówić). Ja w szok, bo z przełożoną nigdy nic. Jak wróciłam i też normalna rozmowa, może nawet lepiej niż przedtem. Wszystkie współpracownice w szoku. Ewelina śmieje się, że ona zawsze wygrywa i po co mi były te skargi na nią, jak ona i tak ma wszystkich w garści.

Z jednej strony się cieszę, bo dla mojego zdrowia psychicznego do duży plus (tak chodzę dzięki niej do psychologa). Ale z drugiej strony jak tak traktuje się ofiary znęcania, to ja dziękuje.

#w6x7H

Mam niedoczynność tarczycy. Jestem również bardzo szczupła. Nie wychudzona(rozmiar 34/36), po prostu dbam o swoją dietę i wiem, że przy swoim schorzeniu wystarczy tylko trochę popuścić pasa żeby przytyć. I o tym jest to wyznanie.

Jestem często zmuszona do słuchania przytyków o tym jaka jestem chuda, że muszę przytyć, na pewno mam anoreksję(sic!). Najczęściej są to osoby po prostu zazdrosne o moją figurę. Gdy mówię że mam chorą tarczycę i muszę uważać na to co i ile jem, słyszę że ja to mogę jeść do woli, bo przecież jestem szczupła! Nawet nie zdajecie sobie sprawy jakie to jest irytujące. Według ludzi powinnam być spasionym wielorybem zasłaniającym się chorobą.

Musiałam zmienić pracę przez ciągłe przytyki (w tamtym miejscu byłam jedyną szczupłą osobą). Rozmowy z managerem nic nie dawały, przestawały na miesiąc i zaczynało się od nowa. Tak więc mam pytanie: czy naprawdę mam przestać dbać o swoje ciało, bo jestem chora? Czy po prostu ludzie w swojej zazdrości i zawiści zawsze będą mnie wytykać palcami i leczyć swoje kompleksy wytykając innym ich "wady". Nie rozumiem.
Dodaj anonimowe wyznanie