Opowiem wam krótką, lecz naprawdę anonimową historię z mojego życia.
Kiedy miałam 13 lat, pies (doberman) mojego kuzyna zrobił mi minetkę. Podobało mi się, jemu chyba też. Nigdy nikomu się do tego nie przyznam, wstyd mi.
Będzie niesmacznie.
Dawno temu, prawdopodobnie czasy gimnazjum. Odkąd pamiętam miałam problem z dwójką w miejscu innym niż moja toaleta.
Pewnego razu w szkole bardzo bolał mnie brzuch, a lekcje dopiero co się zaczynały, więc nie było szansy że wytrzymam do 15stej. I tak od początku zajęć na każdej lekcji pytałam nauczyciela o możliwość skorzystania z toalety podczas lekcji. Przerwa oczywiście odpada. Kiedy już pozwolili, wybiegałam szczęśliwa ale zawsze były jakieś przeszkody. Ktoś inny w toalecie. Dziewczyny na wagarach. Sprzątaczka się kręciła itp. Oczywiście przy innych osobach w tym samym pomieszczeniu nawet siku odpada, a co dopiero dwójeczka...
W końcu siedziałam w toalecie od 5 min, nikt nie wchodzi. Czas zaczynać. Z tego stresu oczywiście tak szybko jak się da. Śmierdzi strasznie, więc trzeba się zmywać. Byłam już taka zestresowana i niepocieszona że nie mogłam się doczekać końca szkoły żeby dokończyć w spokoju. Brzuch nadal bolał ale już nie tak bardzo i wiedziałam że wytrzymam :)
Jednak do końca zajęć zostały 2 lekcje i zazwyczaj pomiędzy zmianami klas uczniowie siadali przy ścianie na ziemi przed klasą. Nie było ławek. Usiadła koło nas koleżanka, która zwykle wydzielała nieprzyjemne zapachy. W ten dzień było jakoś gorzej ale wszyscy ją lubiliśmy więc nikt nic nie powiedział ale każdy wiedział że to ona. Tyle że tym razem to byłam ja...
Kiedy dotarłam do domu, usiadłam na tronie w oczekiwaniu na strumień (wiadomo najpierw siku później kupa) usłyszałam plusk. Patrze w dół, a tam bobek sobie pływa a w dodatku niemiłosiernie śmierdzi.
Więc poskładałam wszystko do kupy...
Trzymałam tego bobka pomiędzy pośladkami przez te dwie lekcje i drogę do domu. Nie wiem jak udało mu się tam schować. Jestem bardzo przewrażliwiona na punkcie czystości, ale w tym stresie w tym pośpiechu po prostu stało się...
Nikomu nigdy o tym nie opowiedziałam.
Zażenowanie pozostało do dzisiaj.
Jeśli coś spożywasz to sugeruję przestać.
Po wyciśnięciu pryszcza/wągra/krosty zjadam to co wycisnęłam.
Moim ulubionym przysmakiem są strupki z rozdrapanych krost na głowie.
Zdrapuję je co kilka dni (kiedy poczuję, że trochę przyschły od ostatniego "zbioru) po czym układam na dłoni, przeglądam i zjadam.
Najbardziej mnie satysfakcjonuje jak widzę na nich zaschniętą na żółto ropę, bo jest trochę słona i czasami chrupiącą.
Gdy byłam młodsza zdarzało mi się konsumować takie rzeczy publicznie,
np. w klasie podczas zajęć.
Wpychałam strupki pod paznokcie i udając, że obgryzam pazury wyciągałam zębami strupy spod spodu paznokci.
Starałam się to robić dyskretnie, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że jednak ktoś to zauważył.
Podoba mi się pewien chłopak ze szkoły. Próbowałam zwrócić jego uwagę już na setki sposobów: ubierałam obcisłe i kuse sukienki, malowałam się wieczorowo do szkoły, puszczałam mu „oczko” na korytarzu – choć to wszystko kompletnie nie w moim stylu. Słuchałam rad koleżanek, ale żadna z tych rzeczy nie sprawiła, by choć raz na mnie spojrzał. Po kilku próbach po prostu odpuściłam i wróciłam do normalności.
Spotkałam go wczoraj wieczorem – byłam bez makijażu, w dresach, w towarzystwie mojego jamnika. Szłam z zapasem chipsów do ulubionego serialu (oczywiście Stranger Things). Ni stąd, ni zowąd zaczęliśmy rozmawiać i okazało się, że mamy wiele wspólnego. Rozmowa się tak kleiła, że spontanicznie postanowiliśmy spędzić ze sobą ten wieczór i coś chyba zaiskrzyło.
„Nigdy nie udawaj kogoś, kim nie jesteś” - osobiście przekonałam się, ile prawdy jest w tym stwierdzeniu!
To nie wyznanie, tylko taki większy komentarz do wyznań o otyłości.
Jestem osobą szczupłą od zawsze, piszę o tym, bo to uważam za ważne z punktu widzenia "punktu widzenia". Szczupłą z natury, taki mam metabolizm, że nie tyję. Postaram się nie sugerować płci, bo nie o to chodzi.
Ostatnio było kilka wyznań o problemach związanych z otyłością, o nieradzeniu sobie z nią, o radzeniu sobie, o poradzeniu sobie po jakimś czasie, o akceptacji własnej otyłości, i komentarze od pogardy dla otyłych do pogardy dla chudych.
Weźmy nadmierną chudość wynikającą z anoreksji lub bulimii. To przypadki kliniczne. Podlegają leczeniu. Nikt nie ma wątpliwości, że osoba nadmiernie chuda ma (lub może mieć) poważny problem. Mają programy pomocy i wsparcia, akcje informacyjne, spotkania w szkołach, programy telewizyjne, itd, itp. Do tego są specjaliści i leki.
Na drugim końcu szali są otyli. Oni też są chorzy, ale ich przypadłość nie jest tak medialna, więc nie mówi się o nich wiele. Co więcej, nie ma jakiejś granicy, która by w widoczny sposób alarmowała o chorobie. W młodym wieku nie radzą sobie z odrzuceniem przez rówieśników, a jakiekolwiek próby wpłynięcia na ich stan kończą się zwykle atakiem ze strony oburzonych rodziców (zwykle również otyłych). Jak są starsi to zdążyli już sobie wmówić, że im z tym dobrze, że akceptują siebie i tym podobne bzdury, żeby się od nich po prostu odpieprzyć.
Ja osobiście uważam, że otyli powinni być otoczeni taką samą opieką, jak chudzi, począwszy od informacji co jest otyłością, jakie są jej konsekwencje zdrowotne, jak ją rozpoznawać, jak z nią walczyć i, co chyba nie mniej ważne, jak jej zapobiegać, aż po objęcie leczeniem. Skoro w przypadku anoreksji i bulimii ważne jest wsparcie otoczenia, tak i otyli powinni takie wsparcie mieć, jednak nie na zasadzie "kochaj siebie jakim jesteś", ale właśnie pracuj nad sobą, wiemy jakie to ciężkie, jesteśmy z tobą, nie odpuszczaj.
Na koniec może niezbyt trafna refleksja, ale kojarzy mi się otyłość z nałogowymi palaczami i alkoholikami - można im pomóc, ale oni po prostu nie chcą tej pomocy.
Pracuję w magazynie pewnego dużego sklepu internetowego, który posiada w swej ofercie m.in. zabawki erotyczne.
Zawsze, gdy trafię na jakąś sztuczną pochwę w uszkodzonym, otwartym opakowaniu, gwałcę ją swymi paluszkami.
Dodam, że jestem dziewczyną.
Zapytałem mojej dziewczyny, czy ma jakieś fantazje seksualne. Odpowiedziała, że tak. Chciałaby mieć kiedyś orgazm...
To wyznanie będzie dość nietypowe. Nie mam jakiejś świetnej pracy, pięknego mieszkania, nie mam miliona przyjaciół, nie mam dziewczyny, nie mam jakichś większych perspektyw na to, żeby to w jakikolwiek sposób zmienić. I jestem szczęśliwy. Po prostu uwielbiam życie. Jest mi ze sobą zwyczajnie dobrze, siedzę teraz na balkonie, klikam sobie w klawiaturę i cieszę się ostatnimi ciepłymi dniami w tym roku. Czuję się wolny, a życie jest piękne.
Moja mała, 5-letnia siostra, jest bardzo podekscytowana planowaną wizytą na cmentarzu przed wszystkich świętych - wiecie, żeby poczyścić nagrobki itd. Chodzi po domu i gada jak nakręcona, że chce już jechać, jak najszybciej, bo chce zobaczyć martwych ludzi. Babcia jak to usłyszała to się przeżegnała, a cała rodzina oskarżyła oczywiście mnie, o to, że nakładłem małej do głowy jakichś głupot. Tymczasem naprawdę nie mam pojęcia skąd ona to wzięła. "Chcę zobaczyć martwych ludzi! Już!"
Z powodu trudnej sytuacji materialnej przerwałem studia i w tamtym miesiącu wyjechałem do Niemiec. Z kasą póki co bardzo krucho, ale parę dni temu postanowiłem zaszaleć i na obiad kupić sobie kebaba. Usiadłem na ławce, aby go zjeść. Miałem na sobie koszulkę z polską flagą. Podszedł do mnie facet i spytał po niemiecku, czy jestem Polakiem. Odpowiedziałem, że tak i okazało się, że on też i że nawet pochodzimy z tego samego miasta.
Pogadaliśmy o rodzinnych stronach, a w końcu spytał jak sobie radzę. Podzieliłem się swoją smętną historią, że niedawno przyjechałem, nie mam stałej pracy, trudno związać koniec z końcem, jest ciężko, ale że jestem dobrej myśli.
Wyciągnął portfel, dał mi 200 euro i powiedział "Jak ja przyjechałem, to też nic nie miałem, ale ktoś mi tak pomógł. Dzisiaj ja pomagam tobie, a w przyszłości ty może pomożesz komuś innemu". Próbowałem odmówić, ale nalegał.
A mówią, że najgorsi za granicą są Polacy. Pozdrowienia dla Adriana z Opola!
Dodaj anonimowe wyznanie