#Pn0uz

Miałam przyjaciółkę. Poznałyśmy się jeszcze na studiach i była dla mnie jak siostra. Serio, nigdy z nikim nie złapałam takiej więzi jak z nią. I było pięknie i cudnie. Do czasu, aż L. zobaczyła dwie kreski na teście ciążowym. Nigdy nie chciała mieć dzieci. Łzy, płacz, dramat. Chciała usunąć, ale została zawrzeszczana przez swoją rodzinę i męża. Zdecydowali za nią, a kilka miesięcy później urodziła córkę. Już w trakcie jej ciąży proponowałam psychologa - odmawiała, ale widząc co się z nią dzieje po porodzie wiedziałam, że L. potrzebuje fachowej pomocy. Widziałam, jak cierpi, jaki ból sprawiała jej opieka nad dzieckiem, jak bardzo nienawidzi wszystkiego, co ją otacza. Nie dbała o siebie, o dom, o dziecko, tylko tyle, ile naprawdę musiała. Początkowo próbowałam rozmawiać z jej mężem i rodzicami, ale usłyszałam jedynie teksty typu: "Jest matką, niech sobie radzi", "Depresja? I co jeszcze?! To wymysł, nie choroba". Później do niej przyjeżdżałam dzień w dzień tłumacząc jej, że powinna udać się do lekarza i pomagając w domu i przy małej. Odmawiała.

Pewnego dnia stwierdziłam, że dosyć tego. Biorę ją za fraki, wsadzam do samochodu i jedziemy do psychiatry. Wchodząc do jej mieszkania wiedziałam, że się spóźniłam.
L. powiesiła się.

Jej rodzina do tej pory obwinia mnie o jej śmierć, twierdząc, że wmówiłam jej depresję. Myślę, że tak naprawdę wszyscy ją po trochu zabiliśmy.

#eeyBo

Mam 22 lata i zacząłem się spotykać z 16-latką. Jest moją pierwszą dziewczyną. Po ok. miesiącu wkroczyliśmy na tematy intymne i dowiedziałem się, że miała już 4 partnerów, brała udział w trójkącie, robiła to w miejscach publicznych, gdy inni ludzie to widzieli i filmowali, a na dodatek przyjaźni się ze swoimi byłymi i są paczką przyjaciół.
Ale teraz się zmieniła i jestem tym jedynym.

#1t7tS

Gdy widzę, jak dorośli traktują dzieci, to nie dziwię się, że nastolatkowie nie mają do siebie szacunku. Jak mają się szanować, jeśli najpierw przez kilka kat najważniejsze osoby im tego nie dały? Może trafiam na złych rodziców, ale dla mnie to nie do pomyślenia. Mam na to kilka przykładów...

Rodzice wraz z dziećmi są w gościach. W pewnym momencie dziecko podchodzi i pyta się, kiedy jedziemy do domu. Na to rodzic odpowiada: jak pojedziemy, to się dowiesz, przestań jęczeć itp. Ciekawe jak osoba dorosła poczułaby się w podobnej sytuacji. Jest w miejscu, w którym nie chce być, na przykład w pracy, i nie ma żadnego punktu odniesienia, kiedy z niej wyjdzie. Szef mówi, że wyjdzie do domu, jak przyjdzie pora, a na razie masz pracować. Nie podaje godziny ani określonej pracy do wykonania.

Kolejnym przykładem jest przełączanie bajek. Dziecko ogląda jakaś bajkę, jest zaciekawione odcinkiem, a podchodzi rodzic i mu przełącza. Dla mnie to ewidentne pokazanie, że rodzica upodobania są ważniejsze niż upodobania dziecka.

Ja jestem zirytowana takimi sytuacjami, a co dopiero dziecko, które w nich uczestniczy.

#sS2bM

Sytuacja, którą zaraz opiszę działa się, gdy miałam 14 lat. Brały w niej udział trzy osoby - ja, mój kolega (nazwijmy go Antek), którego znałam z miesiąc i moja wieloletnia przyjaciółka.

Byłam wychowywana w rodzinie, w której dochodziło do przemocy fizycznej i psychicznej. Przez całe życie słuchałam m.in. że jestem gruba, głupia, beznadziejna, pier***nięta i w ogóle do d*py. Moja rodzicielka biła mnie choćby kablem, np. gdy nie domyłam talerza lub gdy miała stresujący dzień w pracy czy pokłóciła się z moim tatą. Tata na takie sytuacje reagował tylko agresją, przecież to ja prowokuję matkę do tego, żeby mnie biła, to moja wina. Gdy chciałam od nich chociaż odrobiny uwagi, zbierałam cenne uwagi typu "ty się lepiej ucz, a nie dyskutujesz" albo "nie chce mi się teraz rozmawiać, pogadamy później". Młoda psychika nie wytrzymała, nie radziłam sobie z emocjami, więc zaczęłam mieć myśli samobójcze, później się też okaleczałam (co mi zostało do 18 roku życia).

Poznałam chłopaka, z dwa czy trzy lata starszego. Chłopak ewidentnie mnie podrywał, proponował chodzenie ze sobą. Po miesiącu znajomości namawiał mnie, bym mu się wygadała, żebym się w końcu otworzyła. A że czułam się odrzucona przez rodziców, to to zrobiłam. On pytał, ja odpowiadałam. Rozmawialiśmy przez telefon pół nocy. W trakcie zaczęliśmy płakać, chłopiec był ewidentnie w szoku.

W pewnym momencie się po prostu rozłączył. Próbowałam zadzwonić, pisać, zapytać się co się stało. I nic.
Na następny dzień po wielu nieudanych próbach poprosiłam moja przyjaciółkę, aby zadzwoniła do niego i sprawdziła, czy jest sygnał. I był :)
Ze łzami w oczach opowiedziałam przyjaciółce co się stało, a ona zadzwoniła do niego (rozmowy nie słyszałam).
Przekazała mi, iż nie spodziewał się, że mam aż takie problemy i to dla niego za dużo. I tak w ogóle to ma od kilku miesięcy dziewczynę, ale zaczęło mu się z nią nudzić, więc chciał znaleźć inną.
Nikt oprócz przyjaciółki się nie dowiedział.
Olałam fakt iż miał kogoś. Bolało to, że mu zaufałam, a on okazał się być taki a nie inny.
Mimo że minęła już ponad dekada, mija ogrom czasu zanim zacznę wierzyć komuś w to, że ma w stosunku do mnie szczere intencje i nie mogę o tej sytuacji zapomnieć. Wstydzę się, że mu zaufałam.
Dla tych, co przeczytali do końca - może wydaje wam się to śmieszne czy głupie. Pewnie bez tych doświadczeń sama bym tak pomyślała.
Ale dla mnie to milowy krok.

#fdVNI

Mam starszego o 5 lat, 28-letniego brata. Dwa lata temu jego dziewczyna postanowiła, że będą mieć dziecko, mimo tego, że mój brat twierdził, że nie jest jeszcze na to gotowy i nie chce teraz być ojcem. Bez jego wiedzy i zgody przestała brać pigułki i zaszła w ciążę. Już wtedy wiedziałam, że jest poryta i delikatnie sugerowałam bratu, żeby podziękował jej za współpracę, bo dla mnie to było chore, żeby kogoś tak wrabiać w dziecko.

Po porodzie zapał na bycie "madką" jej chyba trochę ostygł. Bo dzieciaka podrzucała wszystkim. Jej matce, mojej mamie i babci, kuzynkom, ciotkom, a nawet czasami mi. Zaznaczę, że od początku ciąży nie pracowała. Powtarzałam bratu, że mam studia, pracę i obowiązki i nie jestem niańką ich dziecka. On przepraszał, wykłócał się z tą tępą dzidą, zajmował się dzieckiem jak tylko mógł, no ale też pracował, no i się kuźwa nie rozdwoi.

Mój brat musiał wyjechać z powodu pracy do innego miasta na parę dni. Jego kochana dziewczyna zadzwoniła do mnie z tekstem, że ma spotkanie z jej równie inteligentnymi psiapsi i że zajmę się małym. Wyśmiałam ją i definitywnie odmówiłam. Jakiś czas później znowu zadzwoniła mówiąc, że mam NATYCHMIAST wrócić do mieszkania, bo ona nie ma czasu na mnie czekać. Zirytowana kazałam jej spadać, bo mnie nie ma, nie moje dziecko, nie moja sprawa.

Jakieś 10-20 minut później zadzwonił do mnie chłopak, że nasz sąsiad-kolega znalazł roczne dziecko po naszymi drzwiami.
ZOSTAWIŁA JE. SAME. POD DRZWIAMI. W BLOKU. Najszybciej jak to było możliwe wróciłam do domu. Szlag mnie wtedy trafił i może to było głupie, ale zadzwoniłam na policję i powiedziałam, co się wydarzyło. Ogólnie teraz jest trochę nieciekawie.

Najgorsze jest to, że na początku związku z moim bratem wydawała się fajna i normalna, a ta "tempa" dzida poryta jest.

#kKIV8

Muszę się już kogoś poradzić, bo za chwilę mnie zamkną za rzekome znęcanie się nad dzieckiem.
A więc mieszkam jeszcze z rodzicami, do roku wybuduję dom. Mam też siostrę, która jest czarną owcą. Zrobiła sobie dziecko, po 10 latach podrzuciła je moim rodzicom. Siostrzenica ma teraz 13 lat. Dziecko niestety ma kilka rys na tle psychicznym (czarna owca piła, ćpała i prawdopodobnie zabawiała się na jej oczach z "tatusiami" ) .
Siostrzenica z całego serca mnie nienawidzi. Bo dawałam jej szlabany, kazałam się uczyć, szukałam po mieście, kiedy sobie wychodziła (tak, ma 13 lat i wraca do domu czasami koło 22.00).
Jest problematyczna, kradnie z domu alkohol (tata czasami lubi wypić piwo, czy dostaje na prezent jakąś butelkę) i papierosy mojej mamie. Mi zaś podbiera pieniądze... Sam fakt, że ma lepkie łapy jest problemem.
To tylko kropla w morzu tego, co ona wyprawia. Miarka się przebrała, kiedy powiedziała mi, że mnie zamkną, bo powie psychologowi, że się nad nią znęcam (pewnie przez zebranie telefonu). Ponadto boję się, co może nadać na mojego brata, bo bardzo lubi towarzystwo chłopaków. Brat boi się z nią zostać sam w domu (pracuje na nocki i czasami się zdarza, że jest z nią sam), bo może go o coś oskarżyć... Jest do tego zdolna.
Chcieliśmy jej pomóc, ale najwidoczniej to szatan w owczej skórze... Nic nie pomaga, ani straszenie ośrodkiem, ani kary. Psycholog rozłożył ręce (widuje się z nim raz w tygodniu). Wspomnę też, że obraca się w złym towarzystwie, z którego nie potrafimy jej wyrwać.
Kto ma sposób na takiego dzieciaka? Niszczy nam życie, przez nią cała rodzina się kłóci.
Niby mogę się wyprowadzić... Ale jestem w trakcie budowy, będzie to dla mnie bardzo problematyczne. No i nie chcę zostawić rodziny samej sobie.
Nie chcemy jej też oddawać do takiego ośrodka, rodzice boją się, że już całkiem się stoczy.
Dodaj anonimowe wyznanie