Mam młodszą siostrę i cierpię z powodu faworyzowania. Nie jej. Mnie.
Szkoda mi młodej, gdy rodzice zabierają jej każdy grosz, zabraniają byle cukierka (a bo grubas będziesz, bierz przykład z siostry) i krytykują gust, każde słowo przy byle okazji. W towarzystwie ciotek potrafią dosyć głośno obgadywać, że niby dobre dziecko, ale głupie i nic nie osiągnie. Miałam podobne oceny do niej, ale nie przeszkadzało im, gdy przyniosłam w podstawówce dwóję. Z kolei jej czwórka to powód do fochów i awantur. Nigdy nie dostała lania, ale została przykładowo zwyzywana, że zużywa za dużo podpasek, jest brzydka, gruba i bezużyteczna. Widzę, że to nieprawda. Siostra gra na gitarze, coraz lepiej jej to wychodzi, ale ostatnio chyba się poddała. W szkole też jest dosyć lubiana. Czego oni od niej chcą?
Pewnego dnia zauważyłam u niej liczne siniaki. Pierwsza myśl - rodzice. Wyznała mi jednak, że specjalnie je sobie uczyniła, żeby ktoś to zauważył, żeby ją zabrali z tego domu. Bo przecież przemoc psychiczna jest tak kiepsko zauważalna. Ale jak już ją zabiorą, to do jakiego miejsca?!
A ja tak po prostu czuję, że mogłabym nawet nie mieć męża, nie zakładać rodziny i porządnie zadbać o moją siostrę, ale wiem, że nie mam możliwości zabrać jej nigdzie ze sobą, bo nie jestem rodzicem.
Rok 2019 będzie szczególnym rokiem i dla mnie, gdyż dokładnie tydzień temu po 2 latach i 6 miesiącach opuściłem więzienie gdzie znalazłem się za nieumyślne spowodowanie śmierci. Jak się tam znalazłem?
Dałem w ryj gościowi, który gwałcił zjaraną dziewczynę na imprezie. Niestety na tyle niefortunnie dostał, że pękła mu czaszka i zrobił się krwiak.
Jego i jej znajomi zeznali przeciw mnie. Dodam jeszcze, że ja byłem akurat trzeźwy (kierowca), a dziewczyna kompletnie nieprzytomna i nie pamięta nawet sytuacji.
Także ten no...
Nie pomagajcie. Nie warto.
Będzie obrzydliwie, więc wrażliwym proponuję przejść dalej.
Zawsze po przeczytaniu historii o toaletach pobrudzonych kałem zastanawiałem się, jak to możliwe. Po dzisiejszym dniu mam jako takie pojęcie.
Syn zawołał mnie do wytarcia tyłka po dwójce. Normalne w przypadku trzylatka. Wchodzę, mam się już zabierać, a on smutny pokazuje, co się stało.
Kibel, ściana, podłoga, wszystko w kupie. Jest chory i ma rozwolnienie. Nie zdążył usiąść. Wygląda, jakby w trakcie wchodzenia na kibelek wystrzeliło jak z armaty.
Może niektórych też to właśnie spotyka.
Wraz z moim lubym, z okazji narodzin naszej córeczki, postanowiliśmy trochę dla żartu wykonać wróżbę z obrączki. Zabawa była przednia, mi wyszła córka oraz syn. Jednak czar prysł, gdy mój ukochany w swojej wróżbie otrzymał dwóch synów. Spojrzał się na mnie z nienawiścią, po czym wykrzyczał, że wróżba nie kłamie i na pewno go zdradziłam. Mówił o tym nawet naszej rodzinie i znajomym, w święta. Nawet zrobił testy DNA. Gdy wyniki okazały się pozytywne, postanowił z łaską, że "da mi szansę na poprawę". W zamian dostał walizki przed drzwiami.
Możecie uznać mnie za kretynkę, ale jeżeli przez takie głupoty stałam się dla niego nikim i on nie opiera związku na zaufaniu, to nie mogę tego kontynuować.
Wnerwia mnie ta głupia społeczna zasada na zgadzanie się ze sobą. Mnóstwo ludzi uważa, że trzeba się zawsze ze sobą zgadzać, bo inaczej to źle wpływa na relację. I naprawdę nie mam pojęcia, kto pierwszy wpadł na taki poroniony pomysł.
Dlaczego jak ktoś pyta: "Podoba ci się mój nowy fotel?", to prawie każdy powie "Tak", skoro części osób się nie podoba? Dlaczego nie można powiedzieć "Szczerze mówiąc, to nie przepadam za takim stylem, ale cieszę się, że jesteś zadowolony"? Posiadanie różnych upodobań i opinii nie jest niczym niegrzecznym ani wpływającym źle na relację!
Fakt, obserwuję to raczej u starszej części społeczeństwa niż u młodszej, ale za to w ilościach ogromnych, a już totalny dramat jest (a jakżeby inaczej), z moją teściową. Kobieta, chcąc być miła, potrafi zmienić zdanie o 180 stopni w przeciągu 20 sekund, np.:
Teściowa: Nie lubię X.
Ja: Wydaje mi się, że X ma swoje plusy... (i chciałam kontynuować wypowiedź słowami "ale też ma sporo minusów", jednak przerwała mi teściowa).
T: No, X jest fajne.
I to już nawet nie jest kwestia samego rozmawiania (które z taką osobą jest trudne jak cholera), ale ja nie mam pojęcia, co ta kobieta naprawdę myśli. Ona ciągle zmienia wypowiadanie opinie w zależności od tego z kim rozmawia, bo z każdym chce się zgadzać.
Podobnie jest też z pytaniem o zdanie. Pytasz znajomych, co sądzą na jakiś temat, bo chcesz mieć lepsze spojrzenie na sytuację, a tu takiego wała. Każdy ci potakuje i dopiero musisz docisnąć ludzi, żeby powiedzieli to, co faktycznie myślą. No jakiś dramat.
Zaprosiłam ostatnio znajomą do domu. Mieszkam z narzeczonym i podczas zapraszania spytałam, czy woli się spotkać we dwójkę, czy we trójkę. Podkreśliłam, że jeśli chce pogadać w cztery oczy, to nie ma najmniejszego problemu, ale twierdziła, że spotka się także z nim.
No i oczywiście guzik, bo 2 godziny przed przyjściem odwołała spotkanie, a 5 godzin później zaproponowała spotkanie we dwójkę w centrum miasta. Kuźwa, czemu od razu nie mogła powiedzieć jak człowiek, że chce się spotkać tylko ze mną? (Nie, nie poszłam.)
I takich sytuacji są setki. Ludzie nie potrafią się ze sobą nie zgadzać, nie potrafią akceptować tego, że ktoś ma inne zdanie czy upodobania. To jest jakiś absolutny dramat sztuczności i nieszczerości. Błagam, nauczmy się rozmawiać otwarcie, bo ja oszaleję.
---
PS Chodzi mi o bycie szczerym, ale miłym. O wyrażanie opinii w sposób: "Osobiście nie przepadam za pierścionkami z dużym oczkiem, ale jak tobie się podoba, to super", a nie "To wygląda jakbyś sobie przykleiła kurze jajo do palca". Naprawdę, można się z kimś nie zgodzić i zrobić to w sposób uprzejmy, dlatego nie utożsamiajmy szczerości z chamstwem.
Nieco niesmaczne.
Gdy byłam mała, to w okresie zimowym bardzo często byłam przeziębiona, istny wodospad leciał z nosa. Mała ja stwierdziłam, że chusteczki są drogie, więc mama, czyli jedyny żywiciel rodziny, może nie mieć tyle pieniędzy, by kupować wciąż nowe opakowania. Dlatego gdy wysmarkałam się w chusteczkę, to wiadomo, ta była mokra, więc... Kładłam ją na kaloryfer i czekałam, aż wyschnie. Później była co prawda trochę sztywna, ale nie na tyle, by nie wysmarkać się w nią ponownie!. Tak więc w ten sposób oszczędzałam chusteczki.
Mój ukochany dziadziuś został kilka lat temu złapany przez samochód Google Earth.
Kiedyś się z tego śmialiśmy, bo stał pod domem w samych spodniach i klapkach (było lato).
Dzisiaj, rok po jego śmierci, za każdym razem płaczę nad tym kadrem...
Opowiem wam najbardziej podniecającą, a zarazem żenującą historie z mojego życia.
Wydarzyło się to kilka lat temu. Miałam 17 lat, a mój chłopak 19. Byliśmy ze sobą tylko pół roku, ale dobrze nam się układało, nie mieliśmy większych kłótni. Pewnego wieczoru mój chłopak, nazwijmy go M, zabrał mnie do klubu na imprezę. To była moja pierwsza taka impreza, nigdy wcześniej nie byłam w klubie, jedynie chodziłam na jakieś domówki. Z alkoholem raczej też doświadczenia nie miałam, jak wypiłam jedno piwo, to było święto.
Na początku było fajnie. Kilka drinków, tańce i rozmowy ze znajomymi. Ale później dosiadł się do nas brat M, który miał 23 lata i dosyć często bywał w takich klubach. Narzucił tempo, chłopaki chcieli mu dorównać, a więc pili tyle co on, przynajmniej starali się. Ja też nie chciałam za bardzo odstawać od reszty, ale niestety źle oceniłam swoje możliwości.Trochę za dużo wypiłam. I żeby nie było, ja mam po prostu słabą głowę. Czułam zawroty głowy, a inni wypili 2 razy więcej i nadal czuli się świetnie. Postanowiłam więc wyjść na świeże powietrze, trochę się przewietrzyć, bo w środku było strasznie duszno. Szukałam chłopaka, ale jak na złość nigdzie go nie było. Byłam zdana sama na siebie.
Na chodniku przed klubem stał nasz samochód, a jako że miałam kluczyki, to wsiadłam i chciałam się położyć z tyłu, żeby trochę ochłonąć. Było ciemno kiedy zobaczyłam, że ktoś w środku siedzi. Stwierdziłam, że to mój ukochany, no bo kto inny by siedział w naszym samochodzie? Siedział po stronie pasażera z zamkniętymi oczami, głowę miał odchyloną do tyłu. Myślę - pewnie też źle się poczuł i biedaczek zasnął, a ja już mu awanturę chciałam robić, że mnie tak bez słowa zostawił. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, ale uznałam, że zrobienie mu loda będzie świetnym pomysłem. Nie pytajcie skąd ten pomysł, sama się dziwię do dzisiaj...
No więc rozpięłam rozporek spodni i wzięłam się do roboty. Chyba dobrze mi szło, bo chłopak pojękiwał i wiercił się na fotelu, aż w końcu doszedł. Nie powiem, trochę się ucieszyłam, bo to był mój pierwszy raz. Aż nagle zapaliło się światło i ujrzałam nad sobą uśmiechniętego starszego brata M! Byłam przerażona i zawstydzona, chciałam uciec i zapaść się pod ziemię. On tylko do mnie powiedział "masz talent, dziewczyno" i zaczął się jeszcze głośniej śmiać. Ja szybko wybiegłam, znalazłam chłopaka i kategorycznie kazałam zamówić dla nas taksówkę do domu. Pytał się co się stało, że tak nagle chcę wracać, ale nie mogłam mu powiedzieć prawdy. I modliłam się, żeby jego brat też mu o tym nie powiedział. Po kilku tygodniach i setkach zboczonych SMS-ów od jego brata nie wytrzymałam i powiedziałam mu prawdę. Powiedziałam szczerze, że go pomyliłam z jego bratem i że to jemu chciałam zrobić dobrze. Nie uwierzył i zerwał ze mną.
Miałem ciocię Marysię, którą bardzo lubiłem. Często zabierała mnie do kina, zabierała mnie na różne wycieczki, no taka ciocia, która rozpieszcza. Kiedy miałem sześć lat, kupiła mi kubek. Kubek ten miał animowaną powierzchnię z Kubusiem Puchatkiem (mówiąc "animowaną" mam na myśli to, że obracając kubek można było zobaczyć, że pada śnieg, a Kubuś macha łapką). Byłem przeszczęśliwy, uznałem, że to jest najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem. Zdaję sobie sprawę z tego, że taki kubeczek to może inwestycja dosłownie kilku złotych, ale dla mnie było to coś tak wartościowego, że wszystko z niego piłem. Kubek ten poprawiał mi dzień, bo widziałem, że Kubuś Puchatek tu jest (była to moja ulubiona bajka w dzieciństwie). Tak nakreśliłem sytuację, żebyście wiedzieli, jak bardzo dla mnie ważnym był ten kubek.
W zerówce można było przynosić jedzenie i picie na lekcje śniadaniowe. Byłem bardzo dumny z tego, że będę mógł przynieść swój ulubiony kubek i pokazać go innym dzieciom, bo był taki ładny i magiczny, bo obrazek na nim naprawdę się ruszał. Był taki jeden chłopczyk, któremu mój kubek bardzo się spodobał, wielokrotnie widziałem, jak próbuje go ukraść. Za każdym razem zgłaszałem to nauczycielce i płakałem przy tym, bo wizja tego, że mogę stracić swój ukochany kubek sprawiała mi ogromną przykrość. W końcu po którymś zgłoszeniu kradzieży pani miała dość i powiedziała mi, że jak temu chłopczykowi mój kubek się podoba, to że mam mu pozwolić wziąć go do ręki, pooglądać i nie robić niepotrzebnego zamieszania. Jak powiedziała, tak zrobiłem, chłopczyk co jakiś czas podchodził do mnie, oglądał kubek i szedł z powrotem do swojego stolika. Nie przeszkadzało mi to i byłem w sumie dumny, że mój kubek jest taki ładny, że inne dzieci też chcą go mieć.
Jednego dnia lekcja śniadaniowa była akurat pod koniec zajęć. Rodzice dzieci powoli zjawiali się w sali i czekali, aż ich pociechy skończą jeść, w tym moja mama. Kiedy sobie jadłem, nagle do mnie podbiegł ten chłopczyk, by pooglądać kubek. Po oględzinach zostawił go i już zaczął zmierzać do swojego stolika, ale...
- Ej ej ej, chłopczyku, podoba ci się ten kubek?- zaczepiła go moja mama. - To poczekaj.
Wzięła mój kubek i poszła z nim do łazienki. Tam wylała mój niedopity napój, umyła naczynie i wręczyła je chłopcu mówiąc, że teraz jest już jego. Wpadłem w histerię, krzyczałem, płakałem, ale mama mnie tylko uciszała. Wyobraźcie sobie ten szok, smutek, rozdarcie i złość, jakie wtedy przeżyłem...
Później nie było lepiej, kiedy widziałem, jak ten dzieciak bawił się moim kubkiem w piasku. Widziałem, jak animowany nadruk niszczeje, a kiedy dzieciak specjalnie go zdarł, prawie go pobiłem...
Moja dziewczyna już myśli o Walentynkach. Zamówiła przez Internet koszulkę dla siebie i swojego psa.
Dla siebie z nadrukowanym zdjęciem psa.
Dla psa z nadrukowanym zdjęciem… siebie.
Polećcie jakiegoś dobrego psychiatrę w Krakowie.
Dodaj anonimowe wyznanie