#rBZlR

Czwartkowy wieczór.
Siedzę sobie z tatą na kanapie, w telewizji leci jakiś film. Tata od czasu do czasu lubi sobie przysypiać po męczącej pracy i w ten właśnie wieczór postanowił uciąć sobie drzemkę.
A skoro śpi, to pewnie nie usłyszy, więc wykorzystałam okazję i puściłam bąka o średniej głośności.
On patrzy na mnie wyrwany ze snu i pyta:
- Co mówiłaś?

#TNbf1

Piszę to wyznanie z ciekawości, co pomyślą o tym inni.
Swego czasu miałam jakieś dziwne przeczucia. Zaczęło się w pierwszej ciąży, od początku nie martwiłam się, wiedziałam, że wszystko będzie dobrze, tak też się stało. W drugiej ciąży od razu czułam niepokój, straciłam ją tydzień po pozytywnym teście. Kiedy zaszłam w trzecią, znowu czułam się spokojnie, dziecko urodziło się zdrowe.
W trakcie tej mojej trzeciej ciąży mąż wybierał się na koszykówkę, powiedziałam mu, że coś się stanie. Niby nic wielkiego, jednak doznał kontuzji, przez którą rehabilitował się cały rok i groziła mu operacja. Innego razu wybierał się na piwo, często na nie chodzi, ale tym razem znowu poczułam niepokój. Oczywiście zignorował moje przeczucia. Na następny dzień wymiotował tak, że mój tata chciał wzywać karetkę. Sam był w szoku, bo wypił trzy piwa. Dalej było jeszcze lepiej. Pewnego razu przyśnił mi się spadający samolot, a właściwie tylko spadający biało-granatowy ogon. Za dwa dni w radiu usłyszałam, że samolot gdzieś na tropikach się rozbił, z ciekawości weszłam na internet poszukać zdjęć z katastrofy. Na zdjęciach był widoczny jedynie ogon i to taki sam jak we śnie.

Kolejna sytuacja była w sierpniu, rodzice męża chcieli zabrać naszą córkę na wieś. Dzień przed powiedziałam mężowi, że znów czuję, że coś się stanie. Ale zwaliłam to na zwykły lęk o dziecko, bo podróż trwała 2h, a córa ma 3 latka, więc jeszcze jej tak samej nie puściliśmy.

Godzinę po tym, jak pojechała, teść dzwoni do męża, że był wypadek, facet zjechał z drogi przez sarnę i wpadł na czołówkę, jeden kierowca zmarł, a teścia auto do kasacji... Z córką na szczęście wszystko OK, ale chyba zacznę wierzyć w swój szósty zmysł, choć jestem sceptyczna co do takich spraw.

#734S1

Leczę się od kilku lat z depresji. Poznałam dziewczynę o podobnych problemach co moje. Spędziłyśmy na rozmowach długie godziny, obiecywałyśmy sobie, że będziemy się wspierać i nawzajem wyciągać z tego dziwnego, mrocznego stanu. Baśka miała gorzej niż ja. Jej ojciec niestety nie rozumiał, czym jest jej choroba. Twierdził, że to wymysły, że to zwykła ucieczka od obowiązków. Znęcał się nad nią psychicznie. Baśka mówiła mi o tym wiele razy, opowiadała o tym, jak budzi ją w środku nocy tylko po to, aby powiedzieć jej kilka przykrych słów, jak nie pozwala jej jeść dopóki on nie uzna, że zgłodniała. Nie pozwalał jej też siadać do stołu ani na kanapie. Twierdził, że jej miejsce jest na podłodze. Nie wiem, czy podniósł na nią rękę. W każdym razie Baśka i tak była zniszczona przez chorobę, a on jeszcze dodatkowo ją niszczył.

Obiecałam jej, że kiedy tylko zechce, może się do mnie wprowadzić, że jej pomogę mimo wszystko.


W noc, kiedy Baśka nie wytrzymała, ja byłam na imprezie. Byłam pochłonięta zabawą i zupełnie oderwałam się od wszystkiego.
Wybrała najgorszą z możliwych opcji ucieczki.

Spodziewam się córki. Nazwę ją Basia. Na cześć niezwykle silnej i pomocnej kobiety. Jeżeli życie po śmierci istnieje, to mam nadzieję, że Baśka przynajmniej teraz się uśmiechnie.

#WnmPK

Nienawidzę swojego psa...

Z reguły kocham czworonogi, nie jest to mój pierwszy piesek w życiu, od dziecka wychowywałam się z pieskiem, przed tym pieskiem miałam wiernego przyjaciela, który odszedł w wieku 11 lat, minęła chwila, więc stwierdziliśmy wspólnie że brakuje nam tego w życiu, mąż postawił że po co kupować rasowego psiaka, weźmy jakieś kundelka do domu... I tak się stało.

Piesek miał około 5 miesięcy jak go przygarnęliśmy do domu, z początku było ciężko, pogryzione buty, rozszarpana kanapa i niekończąca się ilość wypadków w domu... Trudno zdarza się i to nie o to tu chodzi że coś rozszarpał, pogryzł itp.

Kwestia w tym że on jest niereformowany, już ma 3 lata, a zachowanie niewiele się zmieniło, spacer z nim to udręka, szczekanie, rzucanie się na ludzi i psy, wieczne ciągnięcie. Wyjście do pracy... Jedna wielka rozpacz z jego strony, a na dzień dobry przy wejściu do domu zasikane i zasrane podłogi, wszystko co było jego otoczeniu do 1.5 metra leży na podłodze rozszarpane. Gryzienie nas i szczekanie jego ulubiona forma zabawy.

A mi już siły brakuje, byliśmy z nim u każdego możliwego "psichologa" wszyscy rozkładają ręce mówiąc że to już jego urok.
A mi już brakuje siły, wstyd znienacka przyjść z gośćmi do domu, przyjście do domu kojarzy się z godziną sprzątania po urwisie, najchętniej bym mu znalazła inny dom, ale z drugiej strony wiem że ja i moja anielska cierpliwość jest na skraju wyczerpania, tak ktoś inny by się z nim nie pieścił... Chyba za dużo się naczytałam na temat znęcania nad zwierzętami.

I tak kółko się zatacza.

#MpdkS

Historia z mojego dzieciństwa, której wciąż się wstydzę i mam do siebie żal.

Miałam 10 lat. Mieszkałam wtedy w małej, typowej wsi, w której praktycznie wszyscy się znali. Jeden mieszkaniec tej wsi taki był biedny, że aby nie umrzeć z głodu zakładał wnyki na dzikie zwierzęta (poczujcie ten sarkazm). Jednak oczywistym było, że na wnyki łapał się każdy: koty, psy, ludzie, ale ci ostatni potrafili się wydostać. No i właśnie. Byłam wtedy z najkochańszym psem mojego życia na spacerze po lesie. Ot, przechadzka - często taka chadzałam i nie było żadne zagrożenia. Niestety w pewnym momencie mój piesek pobiegł za odgłosami jakiegoś psa. Wołałam go, ale nie przyszedł. Czasami już tak uciekał i wracał do domu może po godzinie. Wróciłam do domu i dopiero gdy nie wracał przez dłuższy czas, jeszcze tego samego dnia poszłam do lasu go szukać. Nie znalazłam.

Następnego dnia przyszła do nas miejscowa babcia, taka typowa plotkara, a wśród jej nowin była informacja, że ten mój pies padł ofiarą wyżej wymienionego wnykarza Edka. Ponoć za bardzo się rzucał, a że złapany był za szyję, to się udusił.

Na początku płakałam i przez trzy dni nie zrobiłam nic. A później chciałam zemsty, ale cóż ja - choćby w nocy i z nożem nie zabiję dorosłego mężczyzny. Zamiast tego wykryłam tą jego pułapkę i wykonałam szatański plan - na wydeptanej ścieżce prowadzącej do sidła zawiązałam mocną linkę, że nie ma szans nie wywalić się na pysk. Mało tego, z widzenia kojarzyłam tego mężczyznę i mniej więcej orientowałam się ile ma wzrostu. W miejscu, w którym po wywróceniu wnykarz powinien mieć szyję postawiłam zardzewiałego, ostrego gwoździa. Chciałam go zabić.

Dwa dni później znów przyszła babcia plotkara, tym razem z wesołą nowiną - wnykarz został ranny w oko. Gdy wrócił ze szpitala, a na jego powrót trzeba było długo czekać, nie miał oka. Ponoć było tragicznie i całe trzeba było "wyciąć". Oczywiście, wiedział, że to ktoś zastawił na niego pułapkę, ale mnie w życiu nie podejrzewali. A ja dziś z jednej strony czuję wstyd, bo przecież mógł zginąć, ale z drugiej strony na myśl o bólu jakiego doznał, czuję satysfakcję.

PS: Piszę to wyznanie tydzień od jego śmierci. Podobno za dużo palił, czy tam pił. Aż mi cieplutko.

#CjDVa

Zacznę od tego, że po szkole i na weekendy czasem sobie dorabiam w jednym z hipermarketów na kasie.

Ciągle wysłuchuję jaka to młodzież jest niewychowana, bo w busie miejsca nie ustąpi, bo to, bo tamto, bo sramto.

Ale przechodząc do rzeczy. Zdarzenie miało miejsce kilka dni temu.

Była dość długa kolejka, a ludzi ciągle przybywało. No i w kolejce stała pani, która miała no problem z nogami i ledwo chodziła, a miała jeszcze wózek z zakupami i dzieckiem w środku. Za panią w kolejce stało małżeństwo, wydaje mi się dobrze po 60-tce było. W/w pani podeszła do mnie do kasy i ludzie robili tak ogromne zakupy, że stety bądź niestety owe małżeństwo także.

I wtedy pani do szanownego państwa powiedziała grzecznie, że jeżeli już chcą ją obgadywać, to niech przynajmniej robią to ciszej, bo to, że ma nogi chore nie znaczy, że uszy także. A ten ku#wa stary dziad wyjechał do niej z tekstem "to po ch#j pani słucha jak z żoną rozmawiam." No aż się zagotowałam. A ta jego żonka w ryk i patrzy na mnie licząc, że też się zacznę śmiać. Ale mi do śmiechu nie było. Gdyby wzrok mógł zabijać, to oboje by kur*a leżeli już martwi. Bardziej zabolało mnie to, że nie mogłam się nawet odezwać, bo ludzi w cholerę, a obok dyrektor :)

Staram się mieć jakikolwiek szacunek do ludzi, ale do takich osób na pewno mieć go nie będę. Nie rozumiem tylko jak można być tak je*anym hipokrytą, który poucza młodzież, by się zachowywała z szacunkiem do innych, zwłaszcza starszych osób, samemu śmiejąc się z osoby niepełnosprawnej.

PS. Przepraszam za język, ale aż mnie nosi jak ktoś odpier*ala takie rzeczy. Brzydzę się ludźmi.

#itsjA

Moja osobowość zmienia się w zależności od języka, w którym mówię.

Od dłuższego czasu mieszkam w Anglii, tutaj jestem duszą towarzystwa, ciągle gadam, rozbawiam ludzi, mam pełno znajomych, którzy mnie uwielbiają, generalnie osoba, którą zawsze chciałam być. Kiedy jednak przechodzę na język polski, zmieniam się w szarą myszkę, z którą ciężko jest porządnie porozmawiać, bo nie lubi nieznajomych. W życiu nie zagadałabym do kogoś obcego po polsku, ale po angielsku już tak, bo dodaje mi to ogromnej odwagi.


Nie wiem czym jest to spowodowane, ale nie potrafię być tą samą osobą "po polsku" i "po angielsku".

#ZEDJv

Mam 23 lata, jestem ojcem od ponad dwóch. Wiecie co mnie dołuje, jak nic innego? Moja była dziewczyna wywiozła nasze dziecko do swojej matki, ponad 300 km ode mnie.

Dziś jestem szczęśliwie zakochany, zaręczony z inna kobietą. Niby jestem szczęśliwy, tylko pozostaje jedno ale. Nic tak nie boli, jak utrata kontaktu z dzieckiem. Moja była skutecznie ogranicza mi kontakt z córką, nie wiem, co u niej słychać, nie mogę zadzwonić, bo była nie odbiera telefonu, bo po prostu wykorzystuje moją miłość do dziecka przeciwko mnie. Jeżdżę do niej tak często, jak tylko się da, wykorzystuję każdy moment razem, ale jej matka mi w tym nie pomaga, utrudnia nasze spotkania.

Drogie matki, nie utrudniajcie kontaktu swoich dzieci z normalnymi ojcami, nie niszczcie tej relacji. To, że rozstajecie się z partnerem nie oznacza, że dziecko ma się rozstać ze swoim tatą.
Dodaj anonimowe wyznanie